DZIŚ I LAT TEMU TRZYSTA. Studjum obyczajowe. (Charakterystyka Reja z Nagłowic) przez J. I. Kraszewskiego. Wilno. Nakład Maurycego Orgelbranda. 1863. DZIŚ I LAT TEMU TRZYSTA. DZIŚ I LAT TEMU TRZYSTA. Studjum obyczajowe. (Charakterystyka Reja z Nagłowic) przez J. I. Kraszewskiego. Wilno. Nakład Maurycego Orgelbranda. 1863. Wolno drukować, pod warunkiem złożenia w Komitecie Cenzury po wydrukowaniu prawem przepisanej liczby exemplarzy. Warszawa dnia 10 (22) Sierpnia 1862 r. Starszy Cenzor, Antoni Funkenstein. w Drukarni K. Kowalewskiego. 1 .....Inszy narodowie o nas Pola- koch (sie) piszą, iż trudno ma być który tak z przyrodzenia do każdego obaczenia przykłonny, jako jest naród polski — na którąkol- wiek stronę staranie a ćwiczenie swe będzie obrócić chciał. M. Rej. Proemium do Zwierciadła. 1567. I. Lat temu dochodzi trzysta, jak na ziemi naszej żył sobie stary szlachcic, za młodu szaławiła i gorącej krwi, ale też i umysłu nie zastygłego, który wyszumiawszy się dobrze a na zagonie ojczystym zasiadłszy dni swych dokonać, po wielu różnych, napisał ostateczną księgę żywota poczciwego człowieka. W niej on chcąc dać radę posilną jak życie za młodu i na starość urządzić było potrzeba, aby Bogu być miłym a ludziom 2 użytecznym i sobie nie przykrym w sumieniu, zarazem skreślił i swoje i wieku swojego pojęcia o życiu, obowiązkach, o powinnościach człowieka, a przedziwnie odmalował, jak się to u nas za jego czasów dziewało. Za prawdę księga dziś ciekawa byleś ją miał cierpliwość, długie gawędy przebrnąwszy i różne dykteryjki oklepane odczytawszy, całą przejść od deski do deski. Jest tu wiele i takiego z czego się, krom jednego języka, nic nie nauczysz, ale dużo też tak żywych wizerunków przeszłości zaginionej dzisiaj, że zdajesz się na nią patrzeć gdy z nim obcujesz. Domyśleć się łatwo, że mówię o Mikołaju Reju z Nagłowic, którego znamy pono dotąd więcej z nazwiska, niżeli z dzieł niedostępnych i rzadkich, a pisanych nie po naszej myśli dzisiejszej. Otóż ciekawem mi się zdało, obraz ten przeszłości pokumać z teraźniejszością, i postawić co było na naszej ziemi z tem co jest, po trosze przymierzając gdzie się dało, a zresztą zachowując staremu Rejowi, przed- 3 stawienie nam pierwszej połowy szesnastego wieku. Ale nim ku temu przejdziemy, zda się nie zbytecznemi powiedzieć coś o Reju samym, bo zaraz ex ungue leonem, z wybryków nawet młodości poznacie łacno z kim do czynienia macie. W ludzi takich ziemia nasza nie skąpa, i niepotrzeba hussyckiej krwi czeskiej, która pono w żyłach Rejów płynęła spadkiem po Werszowcach, by sobie charakter ten pana Mikołaja wytłumaczyć. Chodzą, i dziś po ziemi Rejowie tacy u nas, acz nie z jego jenjuszem i stawą to przecie z jego zawadjactwem, rubasznością i serdecznością. Szczęściem dla Reja, choćby się go przez pół z pism domyśleć można, przyjaciel jego a dobry towarzysz (jak się sam zowie) pan Andrzej Trzecieski opisał nam żywot i sprawy naszego znakomitego moralisty. Nie będziemy go co do słowa powtarzać, choć to biografia, jakiej u nas w dawnej literaturze drugiej podobnej nie pytać, ale z niej 4 musimy garścią brać, bo więcej nie ma zkąd chyba po szczypcie. Rodzina Rejów herbu Oksza, naprzód widać z Czech przeniosła się na Szląsk, a niejaki Nankier w poselstwie tu do Polski przybyły, zasiadł, i pierwszym być miał rodu swego rozkrzewicielem. Za nim bowiem, gdy biskupem krakowskim został (około 1320 roku) naszło siła Okszyców do Polski, a główny szczep Rejów w majętności Nagłowiec w Krakowskiem siadłszy, począł się z tej wsi pisać. Nagłowiec leżał w ziemi krakowskiej, powiecie księżskim, niedaleko Nidy, pisze Trzecieski. Pod owe czasy zwyczajem było, w każdym rodzie szlacheckim krwią pieniące się przymioty i wady określać. Paprocki nie uchybił też żadnemu, żeby nie wyliczył czem się odznaczył, a za nim idąc nasz biograf, przyznaje narodowi Okszyców, że byli zawżdy cisi, skromni, poczciwi, nie bawiący się między żadnemi świeckiem sprawami (to jest nie napierający się dostojeństw i godności), a że pobożnego i poczciwego ży- 5 wota swego szlacheckiego używali — mało też o którym z poprzedników Mikołaja zapisały co dzieje: jeden Jan Rej potykał się mężnie w Grunwaldzkiej potrzebie, drugi był proboszczem Śgo Michała, na zamku krakowskim, inny sędzią sandomierskim, a za wyjątek przywodzą Stogniewa Reja, który się starostwa na Rawie (później Barze) dosłużył, i w potyczce jakiejś przez Tatarów został pojmany. Już bliżej pana Mikołaja sięgając, żyli dwaj bracia rodzeni z Nagłowic Rejowie, Stanisław i Piotr. Ostatni bezżennie żył i zmarł bezpotomnie, a majętność po nim wziął Stanisław ojciec, naszego pisarza; grób jego był w Nagłowicach. Okszycowie, jak to podówczas bywało, od różnych majętności imiona przybrawszy, lub na gałęzie nazwiska różne biorąc, wszyscy przecież i jednego herbu i protoplasty potomkowie za krewnych się liczyli. W ten sposób, choć różny imieniem Jan Wątróbka Strzelecki, liczył się stryjem Stanisławowi Rejowi, i jako krewniaka go forytował. Był 6 to człowiek zrazu rycerskiego rzemiosła, i mąż dzielny, bo pod Warną, stawał za młodu, gdzie się w niewolę razem z innemi dostał, ale znać ślub uczyniwszy w pętach, gdy cudownie z nich uwolniony został, wziął potem suknię duchowną i tak dobrze poszedł, że go uczyniono arcy-biskupem Lwowskim. Atoli nie było to w smak kapitule, która go dekretem w Rzymie otrzymanym wyparła i biedny Wątróbka do serca to wziąwszy, z melancholii zmarł w Krakowie. Znać wielkich związków i wpływu na Rusi arcy-biskup, wziął do siebie krewniaka Stanisława wówczas jakoś gdy starszy jego brat Piotr, któremu działem wypadły Nagłowice, tam zamieszkiwał. Otóż się tu porobiły w Rusi nowe stosunki i stryj synowca ożenił się z Buczacką herbu Abdank, która wprędce bezdzietnie mu umarła. Potem wyswatali mu drugą, już po staremu, jako wdowcowi wdowę, po znakomitym żołnierzu Żórawińskim, wziętym za Alexandra na Bukowinie przez Turków, i po kilku latach ciężkiej niewoli zmarłym. Zórawińska nie 7 mniejszego była rodu od Buczackiej, bo Herburtówna z Fulsztyna, siostra rodzona Herburta Odnowskiego Kasztelana Bieckiego, starosty Sądeckiego. Z tej strony Stanisław Rej, doczekał się przecie potomstwa, mieszkając na Rusi w Żórawnie, kędy mu się nasz właśnie Mikołaj, około 1507 roku, lecz z pewna nie wiemy kiedy, narodził. Trzecieski może myłką kładzie rok 1515 za późny, ale wie dobrze o tym niepospolitym wypadku, że Mikołaj, który na świecie wielka część swojego wieku miał zapustować, narodził się w sam mięsopustny wtorek, na Bachusa...... Już nie mógł sobie lepszego dnia obrać do przyjścia na świat. "A że był człowiek pobożny, poczciwy, pisze o ojcu Trzecieski, a spokojny, a nie parał się żadnemi sprawami ziemskiemi (co znaczy, że zardzewiały na wsi u komina siedział) "także też i o wychowanie tego syna dbał, bo jednegoż miał i przy sobie go chował, aż do niemałych lat. Ledwie go potem namówili, że go był dał do Skarmierza 8 do szkół, iż to było niedaleko wsi jego Topoli. Ale pono po niewczasie siadł na szkolnej ławce już sporym chłopcem nasz Rej, a że nauka była jak dla małych pacholąt, nie zasmakował w niej tak, że i później ciągle na szkolne regułki i formułki, hałasował i cierpieć ich nie mógł. Tak lat dwa w onej szkółce parafialnej nad łaciną się wymęczywszy próżno, Mikołaj powrócił nazad do domu nieukiem. Ojcu nie chciało się jedynaka puszczać z domu, może i matce, synaczkowi nie smakowały grammatyki, ale przyjaciele znać namówili, aby go jeszcze wyprawiono do Lwowa, gdzie znowu lat dwa mieszkał. Ale tu już chłop pod wąsem, dobrawszy sobie towarzystwa stosownego, więcej bawił się i czasu używał, niż do książki zaglądał. Zapóźno się wcale opatrzono, że mu nic w głowę nie idzie, zmieniono Lwów na Kraków, i tu w bursie Jeruzalem pod pilniejszym dozorem trzymano przez rok panicza, — "ale to, mówi 9 biograf, albo mało, albo nic mu nie pomogło, bo jużrozumiał co to jest dobre towarzystwo." Dobrze w tym wieku znaczyło toż co wesołe. Ojciec przecie gdy go lat pięć dał cudze kąty wycierać między uczonemi, był już pewien, że go nauczyli co jeno było potrzeba (choć Mikołajek jako żywo nic nie umiał) i zabrał go już do siebie do Żórawna. Rachując potroszę, zdaje się, że w dwunastym roku dzieciakiem, do Skarmierza oddany został, a w siedmnastym nad Dniestr powrócił. Tu z rusznicą i z wędką, swobodny biegając po skałach naddniestrzańskich, ćwiczył się, bąki strzelając, — mówi Trzecieski. "A gdy przyniósł — dodaje — pełne zanadra płocie, laskowych i wodnych orzechów, a kaczora albo gołębia, albo wiewiórkę za pasem, to go z onej koszuli z płoskonek rostrząsali rozpasawszy — a no wszystkiego dobrego dosyć." Znać go tam i pani matka i ojciec poczciwy kochali bardzo, a mimo braku ogłady poznawali się sercem na niepospolitym urny- 10 śle, żywego chłopięcia, bo powtarzali zawsze, gdy inni uganianie się jego za wiatry surowiej sądzili: — Nic! nic! nasz Mikołaj! nic, ba! nie zależyć on też na starość gruszek w popiele? — A no, dodaje dowcipnie nasz biogral. prawdę mówili, bo było z wszystkiego nic. Żył tedy jeszcze stryj Piotr z Nagłowca do którego, tezżennemu znać chcąc synowca pokazać, posłali rodzice Mikołajka, na drogę opatrzywszy kitajką na kabat czerwoną, żeby miał sobie z czego przystojną odzież uszyć, gdyby go pan stryj gdzie dał na dwór pański na służbę, jak to naówczas bywało i samiż rodzice życzyli. Ale przyjechawszy do Topoli z ową kitajką, podobno innej przystojnej sukni nie mając, pan Mikołaj naprzód jako to był niepospolity myśliwiec i gospodarz, postrzegł że u stryja Piotra wrony i kawki wielką w gumnach szkodę robiły. Pilno mu wżdy było, pozbyć się tego krzyku i ptastwa, nuż wrony brogiem łowić, i niewiele myśląc ową kitajkę czerwoną na proporczyki i chorągiewki krajać, bo sobie 11 wyrachował, że uwiązawszy je wronom do szyi i do ogonów a pod skrzydła, i puściwszy je żywo z temi szmatami, wygoni niemi resztę natrętnego stada, co się po stodołach gnieździło. Tak się to i stało, ale owe przemyślne wyganianie ptastwa ze stryjowskich gumien, nie zarobiło u pana Piotra nawet na kabat inny. Stryj mu nie sprawił odzieniu, a że nie było się w czem przystojnie pokazać, i o służbie też dlań nie myślał, a zostawił go do przyjazdu ojcowskiego przy urzędniku, to jest na folwarku u włódarza. Jak tam ten rok cały pokuty za chorągiewki czerwone upłynął, nie wiemy; podobno z rusznicą i na myśliwstwie. Dopiero gdy pan ojciec sam przybył, a suknię nową uszyć kazał, już dwudziestoletni Rej pojechał z nim na dwór Andrzeja Tęczyńskiego, podówczas wojewody sandomierskiego. Choć późno ale dobrze mu wybrał ojciec pańską opiekę, bo o nim Trzecieski powiada, że choć mały wzrostem, ale głowę wielką miał. 12 Jaki to był dwór, i co za rodzina, a jak przeważnego wpływu w kraju i wielkiego poloni, mówić nie potrzeba. Lepszą, tu szkołę znalazł Rej, niżeli w Skarmierzu i Lwowie, ba od Krakowskiej skuteczniejszą. Szlacheckich dzieci pierwszych familji, było tu dosyć i kształcili się w kancellaryi, pod okiem wojewody sandomierskiego, ci co sami później krzesła w senacie zasiadać mieli, i największe dostojeństwa piastować. Sprawy całej rzeczypospolitej niemal przechodziły przez ręce możnej rodziny, a nic się nie działo, czegoby ona nie dotknęła, o czemby nie wiedziała. Wykształceniem Tęczyńscy stali na równi z całą ówczesną arystokracją, europejską, i dwór ich mógł się za szkołę poloru, i obyczajów uważać. Niemało też tu z życia otaczającego skorzystał Rej, który i później twierdził zawsze, że więcej uczy słowo żywe, niż martwa litera, co po swojemu dobitnie wyraził: "że lepszy jest zawsze żywy głos, niż zdechła skóra" (pargamin). "Tam będąc" pisze Trzecieski "począł go 13 pan w listy polskie wprawować, bo łacińskiego języka bardzo mało albo nic nie umiał. Tamże potem z listów, z rozmów między pisarzami, a z czytania, znać więcej z natury, jął się już był przegryzować po trosze i łacińskiego pisma czytać, a czego nie rozumiał tedy się pytał. Także potem z onego zwyczaju począł po trosze rozumieć co czytał, a Bóg a natura ostatka dodała, iż był przyszedł potem ad judicium, iż wżdy już rozumiał co czarno, a co biało. Tłumaczy też pan Trzecieski, dla czego to rozwinięcie tak leniwo jakoś szło, bo była natura bujna a ochocza, do życia więcej niż książki; przedewszystkiem towarzystwo lubił wesołe i muzykę, do której miał nadzwyczajny pociąg, tak, że mało jakiej pieśni nie umiał. A byle nuta, to już pod nią wierszami rozmaitemi sypał nie rozmyślając się, jak z rękawa. Przytem gorączka, nie mógł długo na jednem miejscu trwać, a myśliwstwo któremu był nawykł, przeszkadzało mu wiele, że fałdów przysiedzieć nie umiał. Jak długo tam na dworze Tęczyńskiego 14 mieszkał, nie wiadomo, ale widać po śmierci ojca, który w Żórawnie na Rusi zmarł, przeniósł się na Ruś. Tu znowu zabawiał się z przyjaciółmi.....nie wchodząc w żadną, służbę, a mając widać pragnienie skosztowania rycerskiego chleba, dla czego pilnował Mikołaja Sieniawskiego, wojewody bełzkiego, potem ruskiego i hetmana, bo mu się śmiała wojenka; ale tak był szczęśliwy czy niefortunny, jak sam o sobie powiadał, że mu się nigdy nie zdarzyło korda dobyć z pochew, chyba rozwadzając drugich. Napróżno więc przy hetmanie upatrując pory na nieprzyjaciela wisiał, a potem znowu na wieś powrócił. Nareszcie sprzykrzyło się tak samopas chodzić, i z przyjacioły weselić, i jakoś z Rusi zawędrowawszy w Krakowskie, poznał w Sędziszowie pannę Koznównę, siostrzenicę Boryszowskiego, herbu Róża, arcybiskupa gnieźnieńskiego, i z nią się ożenił. Tu wziąwszy po niej Kobylskie majętności, i Siennicę w Chełmskiem, począł gospodarzyć na szerokich dobrach, rozrzuconych w Krakowskiem, na Rusi u Dniestru, i Chełmszczy- 15 znie. Upodobały mu się kraje Chełmskie, które rozprzestrzenił kupnem i dzierżawą, przez króla postąpioną Pliskowa i Stojnego, i te szczególniej zamieszkiwać lubił. Jego to zakładu jest niedaleko Chełma miasteczko od nazwiska rodziny Rejowcem nazwane. Już też widać z opisu życia przyjacielską skreślonego ręką, jak sobie teraz urządził żywot, przejeżdżając w Chełmskie, a potem tęskniąc za Krakowem i dworem, a mieysca nigdzie zagrzać nie mogąc. "Żadnego sejmu, zjazdu, żadnej koronnej sprawy nie zamieszkał. "Król Zygmunt Stary, i królowa Bona byli nań bardzo łaskawi, dali mu jurgielt i stacja Skarmierską, i wici (ów Plisków i Stojne), a wszyscy też panowie bardzo mu byli radzi, i obdarzali go hojnie, powiada Trzecieski. Także też potem od arcybiskupa Gamrata, trzymał Kuszelów i Biskupice. Tu łatwo nam spostrzedz, jak życie i pojęcia o godności człowieka, cale różne wówczas były, niż są dzisiaj. Słyszymy, że od króla i królowej dary przyjmował nasz Rej, który sam z siebie był wcale majętny, to je- 16 szcze nic, ale Trzecieski powiada, że inni panowie łaskawie nań patrząc, i ceniąc go, obficie darzyli. Jakże to tam było przyjmować? dziś to rzecz dla nas niepojęta. Niechże ubogiemu, ale Rej miał Nagłowiec, Topolę, stację Skarmierską, Kuszelów i Biskupice w Krakowskiem, dalej Kobylskie dobra i Siennicę z Pliskowem i Stojnem w Chełmskiem, Dziewiąciele, Popkowice, Skorczyce, Żórawno..... zakładał miasteczka, Rejowiec i Okszę, a panom się kłaniał i dary od nich przyjmował, gębą się wysługując? Było li to w charakterze człowieka, czy w obyczaju czasu? Trochę jedno i drugie. Nieco później gdy pierwiastkowa rzeczpospolita, na nową fazę przerabiać się zaczęła, gdy braterstwo panów i szlachty a całego kraju i narodu szlacheckiego zatarło się, jużby pan Rej miał sobie za ubliżenie przyjąć coś od możniejszego; za Zygmunta Igo, panował jeszcze obyczaj stary, i tradycyjne pojęcie stosunku osób, i praw posiadłości. Tak ja to sobie przynajmniej tłumacze, 17 boć inaczej trudno. W owe czasy wszystko co kto miał trzymał z łaski rzeczypospolitej i jej daru, wszyscy byli dziećmi jednej matki i brat bratu uboższemu mógł świadczyć bez ubliżenia, z wspólnego ojczystego mienia. Własność inny miała charakter, życie więcej było rodzinne patryarchalne, nie brało się to od obcego ale od swojego i swoje; to co kto miał składało wspólne mienie kraju, który dawał, odbierał i szafował. Dzisiaj rzeczy się mają wcale inaczej, już co kto trzyma to swoje wyłącznie, a dar wyglądałby na jałmużnę, gdy naówczas był miłościwego pana a brata starszego udziałem, uczynionym chudszemu. Na wyścigi też wszyscy ubiegali się by tego poczciwego Reja, który się tak umiał wszystkim podobać, że i u Starego Zygmunta był w łaskach, i Zygmunt August go miłował; wzbogacić a obdarzyć. Przynosił z sobą wieść wesołą, radę zdrową, i trafny żart, i przypowiastkę śmieszną, a choć pochlebiać nie umiał, przymilić się samym charakterem potrafił każdemu. Znać to 18 z pism i stylu, jaka być musiała z nim rozmowa, jaki w niej dowcip i rzeźwiąca swoboda. Po panu Mikołaju Odnowskim, kasztelanie przemyślskim i staroście lwowskim, wieś Dziewiąciele przypaść miała na króla jure donatario, którą, za życia powinowaty odstąpił panu Mikołajowi, a król zrzekł się na nią praw swoich. Pan Paweł Bystram także krewniak, bezdzietnym będąc zapisał mu w Lubelskiem Popkowice i Skorzyce i za życia jeszcze oddał je. To też nie dziw że i w Chełmskiem i nad Nidą Rej znaczne jeszcze majętności przykupił, i miasteczka zakładał. Była to właśnie chwila gdy tak zwane nowinki religijne zajrzały do Polski, a długo katolicki kraj nasz, zrazu olśniony pozorem błyskotliwym nauki, która się czysto Chrystusową mieniła, żywo się jął reformy. Przyczyna tego nierozważnego ale ze szlachetnego źródła pochodzącego błędu, zda mi się bardzo jasna. W szczerości i dobrej wierze Polaków szukać jej potrzeba. Strona piękna i jasna, jaką przybrała reforma 19 uderzyła serca poczciwe i umysły pragnące prawdy. Kościół niewątpliwie pod owe czasy długim pokojem w swych członkach dottknięty zdrętwiałością, potrzebował odnowicieli i bodźca do życia nowego. Nie zastanawiano się nad następstwami nauki, nad tem do czego zmierzała, brano słowa jej za dobre, i błąd nawet był dowodem gorącej wiary. Co było najpoczciwszego a słabszego umysłem, przylgnęło do nowinek. Lecz zarazem wszyscy osobiście niechętni duchowieństwu, skażeni duchowni, wolniejszego życia kler, rozmaite przybłędy i hołysze, wydrwigrosze i hałastra, skupiła się przy reformatach. Nie dziw też, że taki człowiek jak Rej, nie zbyt uczony, nie widzący następstw jasno, uwiódł się pięknemi słowy, któremi posypana była nauka kacerzy. Do jego serca przemawiały obietnice wytępienia nadużyć, poprawy mnichów, oświecenia ludu; a wymownego i lubionego wszędzie człowieka, łatwo było pochwycić nowiniarzom i uczynić zeń narzędzie poważne do rozszerzania herezji. Po- 20 chlebiano mu, z nieuka zrobiono pisarza, poddano erudycji, dostarczono argumentów, i Rej podjął się reformatorstwa w dobrej wierze, z zapałem, z rubasznością. niezmierną, z ogniem sobie tylko pod owe czasy właściwym. Nie było człowieka, któryby nadeń skuteczniej mógł do nas przemawiać ich językiem, ich trybem, z siłą jaką dawało może właśnie to zarzucane nieuctwo, które zachowało w Reju ów język szorstki a obrazowy, pełen kolorytu i krwi. Odwagi tem większej, że mniej oczytany i nie świadom dróg; któremi się puszczał, Rej szedł śmiało a na oślep, gdzie drudzy oględniejsi nogi stawić nie śmieli. Postylla też jego do której mu protestanci usłużnie poddali swoich piórek, jak utrzymuje Jan z Wożnik wielu nawrócić miała, "pisał postyllę polskim językiem, bo on był nieuczony, ale z czytania a ze zwyczaju tedy mu to już snadnie przychodziło. W tej postylli niczego nie przywodził dla lepszej 21 pewności, jedno stary a nowy zakon, i wielu ludzi się było tą postyllą w prawdzie obaczyło." Oprócz tego wydał Rej wiele innych dziś prawie zatraconych pism różnych, religijnej treści. Niezmierna ich swojego czasu popularność i rozchwyt, i tem się dowodzi, że gdy przyszło teraz jeden zwierzyniec jego (las — Silva) dokładniej opisać, zewsząd ściągano pozostałe szczątki, i jednej całej książczyny, nie odartej i nie poplamionej, nigdzie nie wynaleziono. Protestanci to nakłonili naprzód Reja do wydania w roku 1533 psalmu do śpiewu wedle obyczaju nowego kościoła, Apokalipsy tłumaczonej z Bulingera i wielu innych rzeczy drobnych, które wylicza mniej dokładnie Trzecieski, a dziś jeszcze wszystkich pono nie znamy. Nakłoniony do pisania, gdy mu to szło a wiodło się i czas był po temu, Rej pisał wiele a prędko, nie bardzo medrując nad tem co kładł na papier. — "To mu, pisze Trzecieski, ze zwyczaju a z natury tak snadnie przychodziło, że tego przez jednę noc napisał co chciał. We dnie nie mógł, 22 bo był bardzo hucznie zabawiony, panięta, a ludzie młodzi zawżdy się około niego bawili, bo był człowiek poczciwy, zachowały, dworski, znajomy wszem, a byli nań ludzie zacni, bardzo łaskawi, a żadnego stanu mieć nie chciał, tylko był sobie żywot wolny a spokojny obrał, będąc nemini molestus (nikomu przykry), tak, że się nigdy nikt nie ozwał ktoby był nań o co kiedy poskarżyć miał, sam się każdemu osądził i usprawiedliwił, także sobie wszystko tuszył, iż się już w żądny inszy stan ani w żadne zawikłane sprawy nigdy wdać nie miał, jedno iż tak spokojnego a wolnego żywota swego używać miał. Bo acz to był pan z młodu bardzo ciekawy a bezpieczny (śmiały) a bardzo mu światek smakował, ale już był potem skromny, trzeźwy, spokojny, tylko się już na wszem na wolny żywot udał, a wszakoż co czas przyniósł i Rzeczypospolitej i przyjacielskiej posługi nigdy nie omieszkał. Tamże w tej Okszy, dodaje Trzecieski, którą sobie fundował i kościół zbudował, powiadał iż miał wolą swe kości położyć, panu Bogu wszy- 23 stko poruczywszy, tak jako o tem nadobnie v owych wierszach rozmawiając się z światem napisał. A toż była wszystka sprawa żjwota, postępków i spraw tego poczciwego szachcica polskiego." Nie można jej było ani lepiej ani dobitniej odmalować: widzimy żywot za młodu trochę szaony, myślistwem i muzyką i zabawą, z towarzyszami zajęty, potem religijnemi sprawy zamieszany, wreszcie w wiejskiej ciszy szukający uspokojenia. — Co o nim piszą o żarłoctwie i opilstwie znać silnie przesadzone przez niechętnych, albo pod koniec życia znacznie się sfolgowało. Jakoż i w charaktera pism od Figlików swawolnych i gwałtownych napaści pierwszych dzieł, do Zwiercadła żywota człowieka poczciwego, bardzo daleko. Inny to, dojrzalszy człowiek, choć nic na żywości nie stracił, na pomiarkowaniu jej rozumem wiele zyskał. My przedewszystkiem ostatnie to jego dzieło, żywot poczciwego człowieka w połowie XVI wiek malujące, mamy tu na względzie. 24 II. Żywot człowieka poczciwego, wyszedł u Macieja Wierzbięty w Krakowie w r. 1568, jak obyczajem autora, szybko był pisany, poświadczają przypisania ksiąg dające miarę pośpiechu w starcu już spracowanym, a przecie rzeźwym do pracy. Pierwsza księga wieku dziecinnego i młodzieńczego sprawy opisująca, skończona po świętym Janie Chrzcicielu 1567, w Kosowie; druga wiek średni obejmująca Kończona w Tyńcu pod Krakowem; trzecia w Myślewicach d. 30 września; dodatek doń z Bicorendy 10 października, apophtegmata z Buska (od mniszek) datowane, we wtorek po S. Gawle. Zbroja z Komarna w dzień S. An- 25 drzeja tegoż roku. Przy napomnieniu przyjacielskiem, na końcu wzmiankuje, że się wszystko tych ksiąg pisanie (ostatnich znać) dokonało w świąteczny wtorek (wielkanocny) a poczęło w Środopostną niedzielę w Mogilanach w domu Spytka z Mielsztyna kasztelana krakowskiego. Z całem tem tedy dziełem ostatniem, które dwieście siedmdziesiąt listów czyli półarkuszy zawiera wożąc się wszędy, pisząc je nocami, stary Rej podróżował jako był zwykł po pańskich dworach, i przypisał ją Górkom, Jordanom, Łaskiemu, Zborowskim it.d. Jakby przeczuwał zgon bliski, na końcu jego pożegnał się ze światem. Żywot człowieka poczciwego jest główną Reja pracą dla przyszłości, inne dzieła są rzadkie i ciekawe, są dziwaczne i przeto poszukiwane, niekiedy swawolne i malujące swobodę wieku i społeczeństwa, które podobnych facecji dopuszczało, ale żadne tak trwałym nie jest pomnikiem jak żywot, pełen rysów epoki, w której poczciwy nasz 26 moralista, przeżył lata swe przyśpiewując i łając współczesnym. Rej wskazując jakby być powinno, nakreślił ideał wedle pojęć swoich i wieku, a zarazem nie omieszkał acz mimowolnie zaczepić o to co było. Trafiają się tu obrazeczki prześliczne, nakreślone z takim ogniem i prawdą, tchnące tak wonną przeszłością, że rysem jednym przenoszą nas o lat trzysta. Naówczas zbliżając to co jest do tego co było, postrzegamy jaka to różnica niezmierna żywota szlacheckiego dzisiejszego od owego prastarego.... ideał wczorajszy dziśby pewnie na folwark wygnano, a przynajmniej czmychano by nań bardzo w salonie! Wyjmiemy to tylko z żywota co najgłówniej pojęcia i obyczaje maluje, część jego deklarnacyjną i kaznodziejską zostawując nietkniętą, bo byśmy w tej nic tak bardzo ciekawego nie znaleźli. Rej zostawiony własnym siłom, zwłaszcza w żywocie, nie umiał być ani protestantem śmiałym, ani prawowiernym katolikiem; cofnął się dużo od czasów postylli, jak uważa Maciejowski, ale nie wró- 27 cii na łono kościoła. Nie on zresztą jeden pozostał tak na rozdrożu, wśród którego długo samopas błąkał się i Orzechowski i inni domorośli reformatorowie, i sam podobno Zygmunt August, sprzyjający reformie a trzymający się razem katolicyzmu. Ten fenomen czasom walki i przejścia właściwy, znajdujemy u wszystkich ludzi umysłu lżejszego a w gruncie poczciwych, co się uwieść dali pozornym czystej religji chrystusowej ułudom w dobrej wierze, sądząc że tylko swą starą wiarę oczyszczą i wybiorą z tego co w niej ludzkiego widzieli. Niestety! nie porachowali zrazu, że co było ludzkiem z ludźmi weszło i wszędzie im towarzyszyć musiało. Aż gdy nowi mistrzowie dokazować poczęli i też ludzkim słabościom swym folgować, dopiero przyszło zastanowienie, że tu nic wiara nie była winna, bo kapłan grzeszny być może, choć religja czysta i święta...... Rej też choć pod koniec życia znacznie się umiarkował i na kościół katolicki nastawać przesiał, nauce jednftk pierwszej w mło- 28 dości zachwyconej w gruncie i zasadzie pozostał wiernym. To co mu Wujek zarzucał w jego Postylli, mniej wyraźnie pozostało w Żywocie poczciwego człowieka. Z drzeworytów przy żywocie i innych dziełach pomieszczonych a wystawiających Reja w pięćdziesiątym roku życia, znać że nie był to wcale udatny i wymuszony Ulisses, jak mu gdzieś Trzecieski napisał, ale przez niezręczny rysunek niedouczonego artysty patrzy ci twarz znajoma zawiesistego szlachcica z wąsem a bródką postrzyżoną, z usty odętemi nieco, które namiętnego ale w gruncie dobrego człowieka malują, z oczyma które ci się srożą, niby nawisłą brwią, ale gdy przyjaciela ujrzą, zabłysnąć umiejąweselem. Jedno to z tych obliczów chmurnych, najeżonych, zdala strasznych, ale umyślnie tylko kłamiących tg powagę senatorską i grozę moralisty, aby starości wbrew nie rozśmiał sie młodym śmiechem pustoty..... Jeżeli gdzie to u nas twarz taka pospolita a z pod nawisłego wąsa szlacheckiego, który 29 groźnego zwiastuje zabijakę, ileż to warg śmieje się nieprzebraną, dobrocią! Nie wiem zaprawdę czy Rej dzieła jakiego użył w posiłek swojemu żywotowi, i nie widzi mi się to. Maciejowski nie dopatrzywszy nigdzie pożyczki wyraźnej, przypuszcza tylko że mogł korzystać z rękopismów czeskich Tomasza ze Szczytna, niejakie do żywota mających podobieństwo; ale Rejowi wyższość nad pisarzem XIV wieku przyznaje. Dla nas sam układ, treść, ba i przywodzenie cytaty są, dowodem, że Rej u nikogo się pisząc żywot nie zapożyczał. Oprócz Pisma Świętego dosyć często wzmiankowanego, autor mało się czem posługuje, gdyż historją zna niemal tylko z trafnych anegdotek, które z niej na pożytek duchowny wyciągano, i w tych niezawsze pamięć mu dobrze służy gdy je spisać potrzeba. Takich kompendjów pełnych gadek o filozofach i królach storożytnych, dosyć było po świecie za czasów Reja i znać że się nieledwie z nich samych dziejów uczył. Później nieco Bieniasz Budny całą z nich książeczkę 30 ułożył. Oprócz tego Rej co rad żył z ludem i jego językiem mówił i pisał, często przypowiastki stare z zapiecka wyciąga, a dziwnie też wiele przysłów umie, i drugie tworzy sam wybornie. Styl Rejowski nie do naśladowania i dziś mu w swoim rodzaju mutalis mutandis jeden zrówna Joachim. Kto nie czytał nie domyśli się ognia, życia, rubaczności, narodowości tej mowy z żywych ust wziętej i niepolerowanej wcale, ale też rodzime cechy zachowującej. Nie zlęknie się Rej wyrazu, nie powstydzi nazwać psa psem a łotra nicponiem, ani go rumieni przy grubsze połajanie, ale gdy też temi barwy malować mu się zamarzy wizerunek, to go masz wykapanym — jakby sam djabeł malował. Grzeszyłby kto by mu artystycznego uczucia acz nieukształconego odmawiał, wie on jakież rysów użyć, a tak ci i szatę i bramowanie i fontazie narysuje, tak swego bohatera postawi, że jakbyś go żywym wczoraj widział. Nie jest to mistrz na wzorach kształcony, coby sie wielce pięknem słówkiem frasował, ale potężny malarz, który niewykoń- 31 czone obrazy robi lada miotłą, na ścianie..... a przecie patrząc na nie życie w nich czujesz. Drugi i wyliże i wycaca, ale, w bladem obliczu lalek ino swą nieudolność zostawi. Słusznie wszyscy płaczą nad tem, że Rej nie podróżował, (bo raz za całe życie był w Litwie w gościnie u Mikołaja Naruszewicza pisarza litewskiego), że się z domu nie wychylił, języków nie znał krom trocha łacińskiego, i nie wychował jak temu potężnemu umysłowi przystałoby.....ale.....mielibyśmy więcej jednym pisarzem poprawnym, wstrzemięźliwym, gładkim i przyzwoitym — nie byłoby Reja! To co on w swych pismach z języka ludowo-szlacheckiego notował, na wiekiby przepadło, bo by się takich rzeczy nikt inny notować nie odważył. Wolę ja go z tą gburowatością niesmaczną często, z rubasznością gminną, niż niejednego na klassykach wytuczonego pisarza, który sili się na to aby sobą był jak najmniej. Więc też Rej życiem i, pismem przewy- 32 bornie starego szlachcica zadomowionego, przyjaciela strzechy słomianej i swobody wiejskiej przedstawia, co nad wszystko kocha braci i wesołą biesiadę z niemi, zjazdu i sejmu nie opuści, za kołnierz nie wyleje, z szablą się zna choć jej nie często dobywa, a z wielkiej miłości prawdy za błyskotnym jej pozorem gotów ulecić. Ej! naszaż to natura nasza! Miejsca nie zagrzeje.... ale w daleki kraj się nie puści, ino po swych śmieciskach od dworu do dworu z panami bracią to by się rad całe życie włóczył. Nauka mu zbytnia śmierdzi, a przecie caytać lubi, oświecić by się chciał, tylko ciężkiej pracy się boi i gotów dowodzić że dość człeku co w uszy mu wleci, reszty się dorabiając własnym rozumem. Innych owego wieku ludzi domyślaj się jako chcesz z tego lub owego, zgaduj jakeś łaskaw. Reja nie potrzebujesz się dopytywać długo, otwarty a szczery szlachcic, jeszcze dziś po trzystu latach stoi przed tobą jakim był — jak mnie widzisz tak mnie pisz; 33 a zdaje się niebożątko bijąc w piersi mówić Bogu. — Jakiegoś mnie stworzył....... takiego i masz....... Prawdę rzekłszy Bóg dlań wszystko zrobił, on sam mało co sobie przyczynił. 34 III. Gdybyśmy porównanie nasze począć chcieli od samej postaci Mikołaja Reja, a obejrzeli się z nim by ją do dzisiejszych zbliżyć, zaprawdę niełatwo znaleźćby przyszło takiego szlachcica, pisarza co w dwudziestu leciech nic nieumiejąc, sam się do pięćdziesiątego na znakomitego w narodzie moralistę, i przeważnego autora wykształcił. Mamy podostatkiem ludzi, którzy nieumiejąc piszą, ba i tej łaciny co jej Rej trochę liznął, nie znają, którzy nic lub tak jak nic nie czytali, ale im genjuszu Rejowskiego braknie; drugim zaś na nauce nie zbywa to jej zażyć nie umieją. Są i tacy, którym Pan Bóg 35 dał tyle co Rejowi przyrodzonej zdolności, ale jej na dobre obrócić nie potrafili. Jeżeli co pochwalić w starym pisarzu, to właśnie ten wielki przymiot dziś rzadszy niż kiedy indziej, że pisał nie dla chleba, nie dla sławy, ani by na swojem postawić i za rozumniejszego nad drugich uchodzić, ale z głębokiego przekonania, z uczucia obowiązku. Widział on że słowo jego działało i używał go, jak mu sumienie mówiło, dla dobra powszechnego. Prywaty w tej pracy całego życia, żebyś najpilniej szukał nie znajdziesz; Rej, niżeli o tem mówić poczęto pojął, co było powołaniem pisarza. Stara się on o poczciwą sławę jako człowiek, niedba o to co o nim powiedzą jako o pisarzu i co szacownik cudzych spraw o jego robocie wyrzecze, byle sumieniu dogodził. Śmiały na podziw nie waha się prawdy rąbać, choćby najwyżej siedzącym; czuć wszędzie że zrozumiał jak wiele odpowie na sądzie ten, co się jął drugim słowem przewodzić i nawracać. Zarzucają mu w pierw- 36 szych jego pismach grubiaństwo i plugawe koncepta, ależ i ów czysty Jan Kochanowski hołdował wiekowi we fraszkach, a kto wie czy nasze farbowane nieprzystojności w których na oko niema nic zdrożnego, nie gorsze nad te tłuste facecje, których już w rękę nie weźmie nikt jeno taki, co się ich nie boi. Był Ci to język wieku, a by osądzić go, należy się postawić na stanowisku właściwem. W ogóle jednak Rej podług swych przekonań mówi zawsze za prawdą wiekuistą i ziemskim prawdeczkom nie hołduje, a co ma w sercu ża tem walczy do ostatka. Dziś z pisarzami ma się inaczej, pierwsza u nas pono siebie tak postawić aby zdaleka być widnym, a gdy chodzi o prawdę oglądamy się pono czy ją powiedzieć nie zaboli. Jeden się stracha czy to jego sławie nie zaszkodzi gdy ostro przekonanie swe popierać będzie, drugi walki się lęka żeby go w niej nie odarto, traci siły, chowa na wielkie dzieło jakieś a powszednia robota w winnicy około której upracować się trzeba i znaku po niej niema, nie smakuje mu. Niemal 37 wszyscy dla prywaty piszemy. Nie będę im wyrzucał mizernego grosza dla którego nie wiele tam zginie, bo byś do zdechu pracował jeszcze ci pisarski chleb na głód nie starczy; ale gorsza to, że się oglądamy na siebie, gdy na dobro publiczne patrzeć potrzeba. Więcej obawy o złapanie guza niż o zaparcie się przekonania. Rej miał dużo nieprzyjacioł za swego czasu zwłaszcza między katolikami, a przecię się ich nie uląkł; gromili go Wujek i inni, zarzucili mu jako pisarzowi nieuctwo i brak erudycji; jako człowiekowi opilstwo i obżarstwo i życie sprośne..... choć Bóg wie ile w tem było prawdy. Sponiewierany przecież pisał, a dowodził co było jego przekonaniem. Nie chwalę jego błędów, ale pięknym jest dla mnie obraz człowieka tak głęboko przekonanego, że za prawdę swą męczyć się daje, a pokonać nie dozwala ni strachem, ni śmiechem. Zawsze wydrwić łacno i tej nań broni używano, ale Rej też znalazł czem odstrzelić 38 a o śmiech się nie frasował, bo głupim a lekkomyślnym o to najłatwiej. Wiec do starości później swoje pisał; i to go w oczach naszych czyni wielkim. Skromny i czujący do siebie, że był ułomnym, gdy kończy prace, patrz jak się odzywa do czytelnika. " Sobiem kwoli budował, szacuj jako raczysz, A na swym wiec poprawisz, co nie k'myśli baczysz. Także ja też każdemu snadnie dopuszczam.... A wszakże jeśliby się nie zdało, owo ja pożyczę piórka, o papier też snadnie, niechże sobie poprawi, abo z nowa napisze, jako mu się najlepiej będzie zdało." Wiedział to Rej dobrze, jak widać i z tej przemowy do panów Górków, że na świecie nie zawsze ten pisze co najlepiej, ale ten który ma siłę i odwagę wziąść się za pióro. Siła jest ludzi, którzyby mogli a nie chcą, więc muszą chcieć ci co nie spełna mogą. Ztąd nieraz jak Chrystusowi, owi apostołowie z między rybaków wzięci, którzy w sieci 39 swe narody łapali, nie uczeni doktorowie, nie mędrcy Synagogi nawracają, i lud wiodą, za sobą, ale prostaczkowie, których odwadze dziwują się mądrzejsi nad nich a leniwego ducha. — Cóż to tam w tej książce? nie ma nic! mówią, i styl nie potemu i myśl nie nowa i talentu ledwie szczypta! Tak, a przecież owa książka idzie w świat i ludzie się jej imają, z nią noszą i sobie ją cenią, choć niejeden może sam lepszą by napisał, tylko mu trzeba tego coby popchnęło.. A to co popycha nie każdemu dane, i sobie sam człek nie wleje ducha. Powiada każdy z Rejowym szacownikiem (krytykiem) — "jabym to lepiej umiał, gdybych chciał" — tak jest, ano chcieć nie łatwo. Rej tez żywo chciał i to cała tajemnica jego sławy i wziętości. Za młodu z rusznicą się wybiegawszy, starszym po dworach biesiadując, ledwie coś nie coś liznął nauki, dnia mu na pisanie nie stawało, bo był ludźmi zabawny, nocą więc bazgrał, ale duch potężny przezeń pisał. Znać w stylu czło- 40 wieka, która się o piękne słówka nie troszczy, byle ci do wnętrzności dostał jędrnym wyrazem, a choćby łajaniem. Naprzemian grozą, śmiechem, strachem i przypowieścią. ima cię, wiążę i przekonywa, czego nie stało, gniewem szlachetnym dobije. A gniewa się często, ale o prawdę tylko. Dziś cale pisze się inaczej, chłodniej, rozważniej, a gdyby jednemu z naszych pisarzy wybierać przyszło z dwojga: czy nawrócić a nieprzyzwoicie się znaleść, lub dowcipem zasłynąć a nic nie dokazać, wolałby ręczę gałązkę lauru ową, nad zdobycz wiekuistą. Ale czas do naszego żywota, który iuż czytać sobie poczniemy. 41 IV. Zgadniecie łatwo że księgi pierwszej, pisarz XVI wieku, tak obszerny przedmiot mający przed sobą, nie mógł począć inaczej jeno od stworzenia świata. Więc naprzód opowiada nam, jak Bóg Wszechmogący raczył świat stworzyć; jak na nim postawił człowieka, dał mu żonę za towarzyszkę, jak ich czart zwiódł i pokusił i jak się narody ludzkie na ziemi rozmnożyły. Tu się wykłada rozmaitość natury człowieka i napomyka o tej wielkiej prawdzie, której kosmopolici marzący o zjednoczeniu ludzkości w całość bezbarwną i jednolitą zrozumieć nie chcą, że narody na świecie każdy z osobna grają 42 jedną nutę w wielkiej harmonji. Każdy naród ma myśl i twarz odrębną z jaką go Bóg stworzył, światu potrzebną a nie mogącą się przemienić chyba wolą Bożą i działaniem czasu, który przetwarza wszystko. Tak i ludzie, indywiduami w ludzkości są narody, niemożemy być urobieni na jedną formę, nicby na tera nie skorzystała ludzkość gdyby znikła rozmaitość charakterów w istotach pojedynczych i zbiorowych. Dalej hołdując pojęciom wieku, mówi o wpływie planet. Rej przyznaje im działanie na ziemię i ludzi: "Wszechmogący Pan sprawić i postanowić raczył, iż sprawiwszy te różne biegi i planety niebieskie, które się ustawicznie z tem niebem toczą, którego to po części kęs widziemy około tej małej a okrągłej ziemi, na której jesteśmy rozsiani w rzędy, a gmerzemy około niej nie inaczej jedno jako mrówki rozsypane około jakiej góry; — tedy z jakiem przyrodzeniem planeta na którą część onej ziemi nastąpi, takież się sprawy i wszystkie postępki wedle przyrodzenia onej planety mięszać i troić muszą." 43 Wierzyli i w to i rozumniejsi a uczeńsi od Reja akademicy Krakowscy, a wiara ta mało nie do nas doszła, ledwieśmy się jej pozbyli. I dziś jeszcze miotła na niebie strachu napędza, a najwięksi niedowiarkowie, uśmiechając się o wojnie prawią półgębkiem. Z tej wiary we wpływ planet wypada już następstwo nieuchronne, przeznaczenia człowieka, który urodziwszy się pod jakąś gwiazdą, ciężko swą naturę przemódz może. Rej zrozumiał ten przecież wpływ Boży na rzeczy ludzkie bardzo zdrowo, gdy powiada że światu raz nadane są pewne stałe prawa, które się nie zmieniając działają nieustannie, ale zapewniał o tem że Bóg w szczególnych wypadkach może i to prawo zawiesić i sam wpłynąć na obrót rzeczy ziemskich. Tu już znać w nim protestanta. Dalej dzieli ludzi z tego wpływu planet zrodzonych na cztery wielkie działy, wedle powszechnie wówczas przyjętych zasad i oznacza cztery temperamenta: krwisty, koleryczny, flegmatyczny i melancholiczny. Ten dział jeczcześmy też niedawnemi czasy spoty- 44 kali po medycznych księgach. A po swojemu cale opisuje nam, jak się sprawia każdego temperamentu człowiek — " Koleryk wnet z myślą swą w górę wyleci, wnet chce być hetmanem, a choć nic nie ma, przedsię się sobie panem być zda. Krewnik za się wesół, skacze, miłuje, ściska, dałby bardzo rad każdemu byle jedno co miał. Melankolik za, się lamentuje, wszystko nie wczas, wszystko się mu krzywdą widzi. Aflegmatyk za się chrapie, sapie, spi, a na brzuch pluje, a przedsię omackiem kufla podle siebie maca " Otóż pierwszy obrazek jakich w tej księdze nie mało, a już w nim znać z jakim malarzem mamy do czynienia. Dalej jeszcze idzie wywód, jako Pan Bóg obaczywszy różność przyrodzenia ludzkiego i rozumem i przykazaniem swem ozdobić i przestrzegać go raczył, jak Bóg nie chciał aby kto złym był. Tu się tedy mieści jedna z tych anegdot, w których Rej miał upodobanie, przez mnóstwo ksiąg, aż do nas doszła i powtarzana, o owym kupcu, który gdy 45 mu się syn urodził " zwiódł praktyki a ludzie uczone, aby mu rozsądek uczynili o przyrodzeniu syna owego. Tedy się na jedno wszyscy zgodzili, iż ma być tak srogie przyrodzenie jego, iż nigdy nasycon krwie być nie będzie mógł, a niełza rozbójnikiem. " Ten sobie nieborak ono lekceważył, a miał to sobie za plotki. Potem gdy już począł on chłopiec podrastać, co potkał małego, albo szczenie, albo koźle, albo kotkę; to wnet ściął albo zabił. On ociec ubogi obaczywszy ono złe przyrodzenie jego, posłał wnet za się po onych doktory co mu o onym synie powiedali, i radził się ich coby z tem czynić miał powiadając iż już tego jawnie doznał co mu o onym synu jego praktykowali i powiadali, prosząc ich aby mu radę dali, jakoby ono złe przyrodzenie syna onego wżdy mogło być czem umiarkowane a uskromione. Tam się na to tak zezwolili wszyscy, aby go dał do rzeźnika, a gdzieby najwięcej bydła bijano. On posłuchawszy uczynił tak, jako mu radzili. Ten potem z ową wielką radością rzezał, bił, tłukł ony 46 kozy, ony barany, ony cielęta, tak w sobie uskromił oną złą, a jadowitą naturę swoją, oną, krwią, bydlęcą, iż z niego był potem i dobry i bardzo bogaty człowiek, z onego przedsięwziętego rzemiosła swojego. A tak niech tego nikt nie powiada aby przyrodzenie mocy nie miało, jeśli ze cnotą a rozumen nie będzie powściągniono a zahamowano." Aż nadto tu Rej daje siły przyrodzeniu, i co gorsza doradzać się zdaje by mu cugle puścić byle szkody nie robiło, zamiast je wstrzymywać i przerobić, ale takie podówczas o predestynacyi ludzkich charakterów były pojęcia. Radzi tedy dalej rodzicom aby się starali poznać naturę dziecinną zawczasu i wedle niej postępowali, nie powiększając zła niestosownemi pokarmy. I on, jak później Klonowicz nasz daje radę matkom by same swe dzieci karmiły. — "A tak panie matki, zwłaszcza które są przyrodzenia dobrego, bardzo dobrze aby same dziatki swe karmiły i wychowywały." Zaleca przytem postępowanie z dziećmi łagodne, i odwodzenie ich od złych 47 skłonności powolne, umiarkowane nie gniewem i fukiem. Wchodzi wreście w szczegóły nawet tyczące się pokarmów i napojów dla dzieci zdrowych lub szkodliwych, zawsze stosownie do temperamentów, które pilnie postrzegać każe. Już znać między szlachtą papinków było dosyć, gdyż i nasz autor narzeka, że między chłopami łacno było urodziwszego znaleźć niż między rozpieszczonemi pany; cóżby to on teraz zobaczywszy nas powiedział? Z uwagi Reja o chłopach pokazuje się że dawniejsza szlachta musiała daleko piękniej i zamaszyściej od nich wyglądać i że dopiero wydelikacenie sprawiło to, czemu my dziś dziwić się przestaliśmy nawet, że wieśniacy silniej od nas i zdrowiej się mają. Poczciwy Rej mówiąc o pierwotnem wychowaniu człowieka z dziecka, wchodzi nawet w szczegóły ubioru jego, i cały mu ustęp poświęca. Otóż jak to ono dawniej bywało. "Nie wwięzuj mu (nie zawięzuj mu, w języku dzisiejszym) nazbyt z młodu kneflicz- 48 ków, (guziczków) bryżyczków, pstrych sukienek jako prosięciu, bo jako się tego z młodu nauczy, tak mu się to w pamięci wbije, i tak mu się tego na potem zawżdy będzie chciało, a ztąd mu i swawola na potem i wszeteczeństwo snadnie rość będzie mogło, a wszak mu to i na potem nie zginie, gdy już ku lepszemu obaczeniu przychodzić będzie. Potem gdy już będzie podrastać, nie trzeba go też nazbyt w grozie chować, bo ona młodość jego, gdyż jeszcze zmysły słabe we mdłem ciele być muszą, tedy zbytnią grozą, a frasunkiem snadnie może być zgwałcona, iż potem zawżdy straszliwa, (znaczy tchórzliwa) tępa a głupia być musi. Ale bez zbytniej grozy a bez frasunku nadobnem napominaniem przed się mu potrosze trzeba ujmować obroków, aby nie rosło jak owa wierzba, którą jako nachyli także też rość będzie. Także go też już będzie trzeba strzedz od głupich a od plugawych chłopiąt, od zbytniej czeladzi, bo co z młodu widzi, słyszy, to mu się snadnie wbije w onę młodą pamięć jego, i także z nim będzie ro- 49 sło. Bo i od starszych to słychamy, iż lepiej to więc pamiętają co się z młodu około nich działo, niźli co przed małym czasem czynili. Boć może dzieciątko czyście się igrając i paciorka i łacieńskich słów wiele nauczyć i a, b, c, bardzo mu się snadnie igrając w pamięć wbić może. Nie daj że mu też wiele lada czego szczebiotać, jako to inni bardzo radzi widzą, a zową to szpaczkiem, bo jako mu to w zwyczaj wnijdzie, tedy mu potem z tego wszeteczeństwo urośnie, którego potem trudno oduczyć będzie. Także też i panie matki około dzieweczek swych powinny takąż pilność mieć, gdyż to jest naród mdły, a na wszystko snadnie nałomny. Abowiem wierz mi iż młode wychowanie roztropne, siła potem obyczajów dobrych na starość każdemu umnożyć może. A widzimy to i między rodzoną bracią, iż jeden doma źle a swawolnie wychowany, jaki jest brzydki w obyczajach swoich, jako jest niedbały w sprawach swoich, iż wszystko snadnie i utracie i sam się w niwecz obrócić może. A drugi który będzie dobrego a poczciwego wycho- 50 wania wszystko ono za nim chodząc pozbiera. A przytem różna wdzięczność i różne uważenie obyczajów u ludzi poczciwych będzie jednego i drugiego." To co nam dziś prawią o wielkiej surowości wychowania dawniejszego, nie bardzo się tu przebija, owszem zaleca Rej łagodność jako najlepsze ku ukształceniu narzędzie. Dziś często nadto swobody i swawoli, a spojrzawszy na dzieci jak się przy rodzicach znajdują i z nimi obchodzą, nie wiedzieć śmiać się czy płakać. Wystroją je, wychuchają, wypieszczą, wydelikacą, tak że panicz w tych wygódkach ani sie domyśla że życie surowe i obowiązki go czekają. Toć potem broi a dokazuje, bo mu się łacno zda, że go na używanie tylko i swawolę tak wypieścili. Już tu przestrzega Rej aby dzieci samopas z czeladzią nie puszczać i z chłopięty swawolnemi nie dać im się zadawać; dalej jeszcze nastaje na to bardzo, bo znać w szkółkach małych w których bywał, siła się napatrzył między pauprami dokazywania. 51 Chce więc by dziecię co dłużej to lepiej doma się sobie hodowało, i żeby mu nauczyciela wzięto osobnego, byle go zaraz z młodu "łamać twardemi a wichrowatemi naukami nie dawano, bo mu snadnie, dodaje, w młodej głowie wszystko pomieszają, ale co najpilniej uczyć go czyść (czytać) a pisać, a potrosze słowa na polski język wykładać (rozumie się z łaciny)... Boć nieraz grammatyką z logiką nie wiem i staremu by się czasem nie uprzykrzyła." Co dawniej z łaciną dziś się robi z francuszczyzną, że mu zaraz po trosze dają wykładać z niej na polski język, z tą różnicą, że co dawniej było trochę łaciny a reszta swojego, to dziś dużo francuzkiego, a swojego byle na pilną potrzebę, bo to powiadają — nie ma się czego uczyć swojego języka. Wychodzą też u nas tacy, co po francuzku expedite a po polsku ani w ząb. Rodzice ani patrzą, że kto po francuzku się uczy mówić ten i myśli po francuzku, a choć to niby nic, ale słówka i frazesy tak za sobą samą myśl wleką, że ani się opatrzy 52 jak ją ze swej ziemi sprowadzą. I będzie sobie taki panicz francuz domorosły, co go we Francyi do niczego użyć, a doma tembardziej. Obawiał się Rej gramatyki i logiki, dziś to już nie straszno, tych wichrowatych nauk niema, wszystko się leciuchno w główkę kładzie; zabawką, gawędką, przysmaczkiem, ale niedługo też tam bawi. O logikę nie ma co pytać, bo się jej dawno nie uczymy i w życiu jej też nie bardzo widać. Następny rozdział poświęcony jest wychowaniu religijnemu, w którym Rej powstaje na nowiniarzy już znać za jego czasu do tego dochodzących, że niemal w Boga nie wierzyli. Musi nawet istnienia Boga dowodzić, co Pismem Świętem wyprowadza; a wpadłszy na ten przedmiot, nie łatwo się od niego odrywa. Wypowiedziawszy przymioty Boże, jako je dziecku potrzeba wykładać i wpajać, jeszcze powraca raz do przestrogi aby dziecku głowy zbytkiem zawikłanych nauk nie mącić. "Niechże go z młodu nie bawią, powiada, 53 owemi grammatykami, logikami, arytmetykami, boć to i na stare przytrudniejszem, albo owemi zawikłanemi poetyckiemi fabułami. Bo co mu potem jako Circes ludziom głowy odmieniała, albo jako Ulixes pływał, albo co Helenka broiła, albo co Penelope czyniła, acz to potem powoli gdy się już czego inszego poduczy, nie wadzi sobie dla krotofili czytać. Ale niech czyta historję owych zacnych pierwszych ludzi, jako się onemi dziwnemi rozumy sprawowali, jako niczego inszego nie patrzali jedno sławy i cnoty, a poczciwości, jakie były dziwne sprawy i żywoty ich, a nie ku czemu innemu nigdy się nie ściągały, jedno ku cnocie, a ku sławie wiecznej swojej. A nie czynić gwałtu zbytniego w przyrodzeniu, bo więc widamy drugie iż się tak zacztą (zaczytają) albo zamyślą że i od pamięci odchodzą, a omdlewają, co to na potem onej młodej fantazyi wiele zaszkodzić może. " Znać z tego że ślachcicowi wcale uczonym być nie życzył nasz moralista, obawiał się nawet zbytniej a próżnej nauki dla niego i 54 zaczytania a zamyślenia, bo słusznie w owe czasy do czynnego życia był przeznaczony. Niedawnemi jeszcze laty to co tu mówi Rej o mythologji, dało się powiedzieć z zupełną, sprawiedliwością, bo nie było książki dla dzieci w którejby Jowisz i Prozerpina nie figurowały; upamietano się przecież że katechizm potrzebniejszy. Rej chce mieć człowieka a nie sroczkę i szpaczka, ani studenta, zawczasu go też sposobi do życia, do czynu, do ukochania poczciwej sławy. Co się tyczę tej ostatniej zmieniły się rzeczy nieco... dobrze jest mieć sławę poczciwa, ale ona już nie jest pierwszym celem życia, i w tem postąpiliśmy nad owe wieki. Czynimy lub czynićbyśmy powinni raczej dla sumienia niż dla sławy; pamiętając o Erostracie, który na nią pracując dorobił się sławy wcale nie do rzeczy. Powraca jeszcze ku swemu staruszek nie potrzebnie i przy długo przykładami Djogenesa, Aleksandra, Arystotelesa wywodząc, 55 jako są różne przyrodzenia ludzkie i chęci, a co to jest życie swobodne. Pojęcie życia całkiem tu jeszcze pogańskie, a całą tajemnicą, jego, mało pragnąć, niczego się nie lękać i mieć myśl niezafrasowaną zabiegi światowemi. Tak to ongi bywało, ale dziś któżby to śmiał radzić niewiele pragnąc? Uczemy od dzieciństwa owszem pragnąc jak najwięcej i zdobywać. Tu różnica ogromna w pojęciach wieków. Na małem przestawać nazywało się mądrością, dziś jest śmiesznem a znaleźliby się mędrcy ekonomiści, którzyby dowiedli że to usposobienie nawet społeczeństwu jest szkodliwem; jednakże możnaby i wiele zdobywać i posiąść tę mądrość przestawania na małem. Wcale też inaczej uważano świat materyalny w owe czasy a dzisiaj, w ówczas walka z nim się wiodła o oswobodzenie od niego, dziś o podbicie go i opanowanie. Djogenes rzuca niepotrzebną czarkę do wody, dziśby tylko kupił gumelastyczną aby mu jak najmniej zawadzała w kieszeni, a pewnoby się targował aby ją jak najtaniej dostać. 56 Znowu tedy Rej nastaje na naukę, (której sam nie miał), aby jej dać pokój, a cnoty uczyć przedewszystkiem nie martwego słowa; boi się bowiem aby dziecko na paplę i na papugę nie wyszło, a serce mu od tego nie zaschło. Mać on bo słuszność, że zawczasu zbytek formek nic potem, ale grubo się też myli naukę, stawiając w antagonizmie z ukształceniem moralnem. Szeroko tu o tem i ze właściwą, Rejowi plastycznością, opowiada się o małym użytku grammatyki, geometrji, astronomji, muzyki, arytmetyki, — bo nawet stanowi rycerskiemu właściwe ćwiczenia niżej kładzie od moralnego urobienia człowieka, którego inaczej nie pojmuje, jeno wprost i bezpośrednio otrzymanem, nie wiele ufając temu, co mimochodem inne nauczanie dać może. "Uczy się za się drugi szermierstwa, anoby się lepiej tych sztuk wyprawić, któreby były nadobnemi obyczajami ozdobione i przychędożone, którymby się ludzie i dziwowali i z nich przykłady brali. Uczy się drugi jako konia munsztukiem załomie, jako mu 57 go przyprawić, i jako im zataczać, i jako go z razu wybość (z miejsca zażyć), anoby się pierwej nauczyć, jakoby swą wolą a wszetecznosć w sobie załomić, a krygu na nią przypasować... it.d." Stary gaduła puściwszy się w te przykłady lubuje sobie w nich widocznie; wszystko mu nic, byle człowiek był starego pokroju, silen duszą, pan siebie a poczciwego serca i to na czele kładzie, a z celem powtarza jakby jeszcze nie jasno myśl objawił. Wskazawszy czego nie potrzeba, dalej dopiero uczy jak się z dzieckiem obchodzić, i co z niem robić... tu już onego wychowania dawnego pokażą się nam nareszcie ślady. Jak tylko dzieciak podrósł, wiecie co najpilniej Rejowi z nim zrobić?... dziśby to trudno zgadnąć, a wówczas nie mogło być inaczej... Oto go na konia posadził. "Potem, pisze, gdy też ona młodość podrastać będzie, nie wadzi mu też poczedszy sobie czego potrzeba, nauczyć się i konika osiąść, i jako sobie na nim poigrać. A jeśliby mógł i drzeweczko (drzewce, kopiją) 58 znieść tedy i to nie wadzi z niem sobie poigrać, ręką, uważać do pierścionka albo czapeczki pomierzyć, a poduczać się z młodu coby się i na potem przygodziło... "Też mu nie wadzi czasem z poczciwem a nie z opiłem towarzystwem posiedzieć, pomówić, pożartować, bo ztąd i ćwiczenie i zachowanie na potem i znajomość roście. "Nie wadzi mu też czasem pouczyć się i poszyrmować, i poskakać, i na lutence pograć, wszystko to są poczciwe zabawki. Azażby lepiej leżał, jak wieprz w barłogu, a marnie czas tracił, co jest drogi klejnot... a nic nie może być szkodliwszego młodemu człowiekowi, iako nikczemne próżnowanie. Bo to widamy w koniach i innych zwierzętach iż im je najczęściej ćwiczą, a wyprawują, tem też najosobniejsze bywają. A kiedy będzie stał jako wół, tedy też z niego wół będzie." Radzi potem znów aby naturze gwałtu nie zadawać, a zbytnio się z wszelkiem ćwiczeniem nie spieszyć. Streściwszy tedy co dla szlachcica za naj- 59 pilniejsze uważał — znajdziemy naprzód hart duszy, bo ten tu przodkiem idzie, religijne zasady, dalej troche czytać a pisać, i ledwo odrósł od ziemi koń, kopija, szabla, a towarzystwo poczciwe i trochę nawet krotochwili. Bardzo Rej na to nastaje aby szlachcic i za młodu starszym się sprawom przypatrywał, a od towarzystwa nie był odsunięty; żeby wcześnie mógł porobić znajomości i stosunki, które dawniej za wielką dźwignię w życiu się uważały. Dziś wszyscy unikamy wszelakiego, krom wyższych, towarzystwa; bojemy się znajomości niemal, uciekamy od równych... Tu już za młodu ledwie wychodzącemu z dzieciństwa, każe Rej stać za krzesłem pana ojca i przysłuchiwać się rozmowie a zawczasu sobie serca jednać i zachowanie gotować. Na tem dawniej stało owo życie szlacheckie, którego dziś niema i śladu, chyba po wsiach i tam gdzie nowego wieku obyczaj nie doszedł jeszcze... Kraj szlachecki z końca w koniec był sobie krewny, braterski i tak solidarnie związany w całość, że 60 gdyś dotknął jednego wszyscy zadrgali. Ztąd dla wychowańea swego Rej pragnie co najrychlej przypuszczenia do tej jedności szlacheckiej, i zaraz go tam stawi, gdzie starsi siedzą, aby ich poznał i nauczył się starych tradycji i wziął od nich to słowo żywota, które my dziś sami sobie musiemy wymyślać. Tu już ogromną, w słówku jednem widziemy różnicę wieków. Zamiast się łączyć i spajać, my się rozdwajamy i stajemy każdy swoim dworem, każdy swym rozumem i każdy twarzą do innego Boga. W dziecięcem wychowaniu naszem niema nigdzie przepisu zespolenia się ze swojemi, i poddania ogólnemu prawu narodowemu, owszem jest pragnienie usamowolnienia i stania odrębnie a niezależnie od swoich; dawniej i ta służba po dworach niczem innem nie była tylko nowicjatem w wielkim zakonie rycerstwa, choć to się później w zbytnią przerobiło służbistość. Ale zrazu byłto obyczaj wielce piękny i pożyteczny. Nie jeden ojciec, uboższego od siebie szlachetkę wziął 61 do swego dworu, a syna oddal możniejszemu na owo harcowanie w rycerskiem rzemiośle. Jechał pan na dwór, owa młódź z nim. Szedł na wojnę, towarzyszyła mu, zabawiał się doma, przypatrywała radzie i i zabawie. Ztąd rosła ta jedność i jednostajność stanu szlacheckiego, ten mocny jego związek którego dziś nie ma śladu, ba nawet uczucie z jakiem podówczas na rozdrożu nieznajomy witał nieznanego brata, znikło bez pamięci o niem. Więcej się siebie obawiamy niż pragniemy, i idziemy po jednemu, może dla tego tak nam tęskno i ciężko. Jedną, z wielkich potrzeb społeczeństwa naszego jest zjednoczenie wszystkich stanów, których rozdział zapowiada rozkład zguby. Przygotowywać je wszelkiemi możliwemi i uczciwemi środkami, powinno być zadaniem ludzi czynu i myśli. Gdzie niezgoda i nieufność panują, pomiędzy klassami jednego narodu, mieszkańcami jednej ziemi, a co gorzej nawet jednéj warstwy towarzystwa; 62 tam się nic dobrego w przyszłości spodziewać nie można. Ten kto je waśni budząc namiętności, stawi przeciw sobie i wywołuje do walki, ciężko za to odpowie przed Bogiem i przyszłością. Zgodą tylko i jednością do siły wzmódz się można, waśń wyczerpuje największe zapasy ducha i potępi na dzieło zniszczenia. Takich waśni niestety! mnóstwo u nas z dawien dawna rozpoczętych, przerwanych, uspokojonych i znowu się odnawiających; taką jest nieprzyjaźń między możnemi i arystokracją a stanem średnim, między szlachcicem a wieśniakiem, między kupcem a właścicielem ziemi, między wszystkiemi niemal, którzy jednak więcej uczuć wspólnych i środków porozumienia niż do niezgody powodów mają. Każdy kto za wojną woła, nieprzyjacielem jest własnego kraju i jego przyszłości, bo i pismo już wyrzekło, że naród w sobie rozdzielony, upadać musi, a wyrok ten wykonywały i wykonywają wieki. W towarzystwie starszych, a żywej rozmowie i ćwiczeniu Rej zakładał najgłówniejszą wychowania posadę, pamiętając iż pismo 63 nigdy tyle nie działa, ani książka chłodna uczynić może, co wyraz żywy z ust i prost od serca płynący. "Albowiem tak dawno powiadają, dodaje, iż lepszy jest zawżdy żywy głos, niż zdechła skóra co ją na pargamin wyprawiają." Wychowanie też dawne, jak z tego widziemy, zasadzało się całe niemal na żywem podaniu, na słowie codziennego żywota popartem czynem, na przelaniu, że tak powiem, tchu człowieka jednego w drugiego. Dziś to wszystko zastąpiła książka, jak Rej powiada zdechła skóra, a po dzisiejszemu, wyszarzany gałgan. Dobryć to zastępca, ale człowiek lepszy jeszcze od książki. Młodemu surowo przykazuje Rej aby pilno słuchał, a w pamięci zachowywał, aby tradycja nie zaginęła. Tak tedy chłopię swe podhodowawszy, do konia je i kopji nałożywszy, wwiódłszy w obcowanie ze starszemi, gdy go już mocno utwierdził szlachcicem, myśli nasz staruszek, że nieźleby mu było do obcych się krajów przejechać. 64 Tak dawniej czyniono, ale wcale inaczej niż dzisiaj. Starzy teraz jeżdżą tylko poswawolić a światu się przypatrzeć, młodych na naukę nie wyprawiają wcale, lub nie w ten sposób jak bywało. Że widzenie świata po za granicami swojego kraju potrzebne, ani słowa, że zasklepienie się w domu szkodliwem być może, gdy całe pokolenie bez posiłku i związku z ludzkością zostawi, najpewniejsza, ale i to pewna że nieroztropne podróże, gorsze są od głupiego zadomowienia. Posłuchajmyż tylko jak to tam ongi za tę granicę wyprawiali młokosa. "A gdy już sobie pan młody podrośnie, a jakiem takiem ćwiczeniem domowem wżdy też sobie główkę naszychtuje, aby się wżdy nie wyrwał lada jako wilk z sieci, nie wadzi mu się też czasem i do cudzych krajów przejechać, a zwłaszcza tam gdzie sa ludzie pomierni (umiarkowani), trzeźwi, obyczaj ni, a iż się rozumem a poczciwemi naukami parają. Bo to i doma często widamy, iż mało nie w każdym kraju są różnych obyczajów ludzie. 65 "Bo jako się gdzie w którym kraju zamnoży opilstwo a niepotrzebna włóczęga, to już tego za nikczemnego kto w onym spółku nie bywa, a tego też towarzystwa nie pomaga. "Najdziesz też w drugim kraju iż lada krzywda tak będzie poważana, coby ją mógł kilkiem słów odprawić, wnet już pancerze szorują, arkabuzy szrubują, harnacze skrzypią, aby jedno zwyczajowi dosyć uczynić. .... "Najdziesz też w drugim kraju, gdzie się kozera zarnnoży, ano szkapy u zedlów powiązane stoją, ano się łańcuchy tarzają, szable się walają, talery się kołaczą, a równie jakoby między kotlarzami na Grodzkiej ulicy stał, kto już tam w owej zgrai będzie.." Pilno więc przestrzega Rej aby młody człowiek co się puszcza w podróż, szukał gdzieby się czego mogł nauczyć, przysłuchać i skorzystać. Wcale to nie dla ciekawości modnych obyczajów go wyprawia, ale dla duchowego pożytku; nie idzie mu o to jak gdzie siedzą i co jedzą, ale gdzie co dobrego jest i jakby tego sobie dostać. Wybór tedy kraju naprzód pilno poleciw- 66 szy a przyzwoite zachowanie, bez czego podróż do niczego, już mu daje na koń siadać staruszek, ale nie bez towarzysza "umiarkowanego a statecznego" z którym coś niedługo potrzymawszy go za domem, każe mu zaraz powracać pod rodzicielską, strzechę. Jak czule koło niego się troszczy za krajem aby mu niesławy nie czynił, aby przyzwoicie a umiarkowanie się zachowywał, jak go wiedzie i ukazuje niebezpieczeństwa, nagli by z próżnemi rękami nie przyjechał, — i dziśby jeszcze ku zbudowaniu naszych corocznych peregrynantów odczytać można... Ale byśmy poziewali, takie to oklepane rzeczy! Cóż kiedy jak stare nauki, tak i stare obyczaje w wielu się rzeczach niekoniecznie dobrych zachowały, a wady które Rej młodym wytyka, do dziś dnia jakby je w spirytusie zakonserwowano. "Jest to wada w przyrodzeniu człowieka młodego, powiada moralista — iż nie tam gdzie rozum chce, ale tam gdzie go nałomne a swawolne przyrodzenie, nie inaczej jedno jako za rękaw ciągnie. A zawżdy mu się te- 67 go chce, aby się czemu nowemu albo przypatrywało, albo go jakośkolwiek też skosztowało, a zawżdy jako w kotle aby się mięszało. Bo acz się trafi czasem tak szlachetne przyrodzenie, które bez wszego przymuszenia i za małem ćwiczeniem do cnoty a do dobrych obyczajów samo pociągać się będzie; drugie się zasię trafi, które widząc w ludziach sprośne obyczaje, któremi się zacni a mądrzy brzydzą, i od siebie je odpychają., widząc też w drugich piękne sprawy, którym się ludzie przypatrują, i do siebie ciągną i jeszcze młodo w poczciwości mają;... tedy to sobie rozważywszy, bywa też jakoby niejakim przymuszeniem do cnoty, a do dobrych obyczajów przyciągniono... "A przypatrzywszy się dobremu, dodaje, nie być ci też ona kozą co dziurą przez płot na kapustę patrzy, a tylko iż oczyma onę swoją chuć odprawi: ale co ujrzysz poczciwego a pięknemi cnotami zafarbowanego, to sobie tak umiłować, ucukrować, a mocno w pamięć zaszrubować masa, i tem się parać, i tem się bawić, czemby się ów twój stan 68 poczciwy co najpiękniej zafarbować i ozdobić mógł. " Wiele tu tedy rad poczciwych nasz stary gdera sypie jak z rękawa, a powtarza, a prosi, a modli, jakby rodzonego syna owego młodzieniaszka, aby mu powrócił do domu panem siebie, a nie poddanym namiętności i świata tego, co gorzej niżby na Wołoszczyznie dostać się w niewolę. Malatury charakterów wśród tej gawędki staruszka, takie gdzie niegdzie przychodzą, że aż na nie popatrzyć miło. Tępych a bojaźliwych i nieśmiałych tak tak odmalował jakby z natury wziął. "Tępego a bojażliwego ujrzysz gdy co chce poważnego mówić, aliści on piętą wierci, palce skubie, brodę muszcze, postawki stroi, rzekomo szepluni, umizga się jako czapla w kobieli, a każde słówko na troje przekąsi... "Ale gdzie umysł stateczny poczciwie ozdobiony, a iż na się nic wszetecznego nie czuje czegoby się powstydzić miał, tedy już i wzrok i słowa i postawa jako u orła co wszystko w słońce patrzy, a jako u onego 69 hetmana, który rycerstwu swemu i sprawą i postawą swoją dobrej myśli dodawa, także tez ten onym co go słuchać mają." Znając dobrze pochopność naszą ku łatwej odmianie myśli i brak wytrwałości, Rej nastaje silnie na zahartowanie charakterów, na umocnienie ducha, któreby się i dziś przydało; przedziwnego też użył tu porównania, którego mu zapewnie przypsute lamperje nagłowieckiego dworu dostarczyły. "Jesteśmy bardzo podobni ku onym spróchniałym ścianom, które bywają po wierzchu kęs owym cienkiém malarskiem złotem powleczone, pod którem złotem nie masz nie jedno szpetne drewno. Także umysł nasz tylko się po stronach z rozmysłem swym wierci, a nigdy przy statecznej stałości nie zostanie; a mało niejako spróchniałe drewno, tylko iż postawką kęs, jako malarskiem złotem będzie powleczony... " Przestrogi podróżującemu sa bardzo trafne, aby się nie dał oszukać fałszom, złota i pozorom uwieść, a trzymał się gdy najdzie co dobrego i naśladowania godnego; i nie 70 samych ciekawości szukał za granicą. "Małożby pomogło choćbyś widział Etnę pałającą., rzeki bystre ciekące, morza one srodze burzliwe, wieloryby po nich pływające, syreny śpiewające, kokodryły (!!) albo smoki latające, miasta, zamki i pałace rozmaicie się błyszczące, jeśli też do domu w objyczajach przyniesiemy cochmy byli z sobą wzięli." Uczyć się tedy każe a pilno postrzegać, oby z próżnym workiem i głową do pani matki nie wracać. Skromnego też i zacnego a wytrawnego młodzieńca, jak w domu przyjmą gdy zobaczą przyzwoitym a uczonym ludzie, przepowiedzieć mu łatwo. Nie będzie potrzebował jednać sobie przyjaciół charty, jastrzębiami i darami, sami mu przyjdą; stateczność poskromi zuchwałych, coby się radzi targnęli i pociągnie serca wszystkich. Jeszcze tu wszystko niemal ogólnikami nas zbywa staruszek, niewiele życia wzorując, a dużo prawiąc morałów, takim stylem malowanym a wypukłym, że aż miło. Snać mu to płynęło snadnie i nie szczędzi też rozgadawszy się słów a przykładników i obrazeczków. 71 Stara tedy następuje przypowieść o dwojakiej drodze, którą, chodzą cnota z rozumem i ślepa fortuna, niewiele warta zachodu poczciwego człowieka, bo mu jedynie cnota celem żywota i ostatecznym końcem być powinna. Tu juz widzę, miły czytelniku, jak mi się z tych starych bajów uśmiechasz, bo one, powiadasz sobie, dawno do przedpokoju powędrowały, a dzisiejszego dnia inaczej się to i milej wyraża i nie tak srodze drogi cnoty i fortuny odróżnia. Ba, radziby niektórzy nasi dziś dowieść i pokazać, wbrew starej bajce, że cnota z fortuną pocałowały się, pogodziły i często nawet wygodnie sobie, ująwszy się pod boki razem chadzają... Bywać i tak ale bywa inaczej. Całą mądrością naszego wieku dowieść, że fortuna równie potrzebna jak cnota, i że ona nie taką jest owej królowej nieprzyjaciołką, jak sobie dawniej gadano. Nie wiem czy kogo to uderza jak tu starych lat pojęcia o rzeczy, niesłychanie się zmieniły... jak się przerobiły do niepoznania. 72 Dziś takich axiotnatów nie ledwie nam wstyd, tak się jakoś zastarzałemi i spleśniałemi wydają. Nauka poskramiania żądzy, parniarkowania chuci i przestania na małem, poszła zupełnie w kąt. Rejowi o tem uchodzi prawić, ale nowożytny moralista cale ci inaczej dowiedzie i z innej beczki uczyć musi. Powie ci on że cnota jest... wprost najlepszą służebnicą fortuny, i że nią najbezpieczniej można się czegoś dorobić. Nie mogąc już inaczej przemówić do przekonania wieku, który bez chleba z masłem obejść się nie może, musi prowadzić go przez cnotę do mienia i nasycenia. Zadajcież mi że tak nie jest. Dowiodę tysiącem przykładów, że dziś cnocie owej królowej Reja, nie inną rolę moraliści dają, jeno pierwszej służebnicy fortuny. Dzisiejsi też uczciwi ludzie nie mają miny kochanków cnoty, ale jej dworaków oczekujących żeby im jurgielt należny brzęczącą wypłaciła monetą. Wracając raz jeszcze ku podróży, takie powtarza admonicje staruszek, ku domowi 73 wychowańca prowadząc — "a tak i ty mój miły panie młody, któregożkolwiek stanu będziesz, jeżeli cię pan Bóg kiedy w jakie postronne kraje, albo w różne narody obróci, miejże też to na pieczy co przedtem też wielcy a zacni, stanowię miewali. A nit dosyć na tem abyś się tam jechał dziwować wystawionym pałacom, albo przed tym niewidomym kształtom, ale się przypatruj ludziom i ich kształtom, a obyczajom zwłaszcza takim z którychbyś miał słuszne przykłady brać... "A nie daj czasowi nigdy darmo upływać... a tak albo czytaj albo się wżdy czego ucz, albo się czemu przypatruj, a rozeznawszy sobie, upatrując nadobnie co lepsze a co gorsze... Bo bierze też pszczoła i na śmieciach i na gnoju i na błocie, ale cóż bierze? pierzgę która się ni nacz przygodzie nie może, a z potrzebnych ziółek tedy zbiera wdzięczny a potrzebny miód... " Z czem się teraz powraca do domu, i czy nie najczęściej z ową pierzgą?? powiedźcie, a czemu się przygląda? a co się przywozi? 74 Żaden młody dobrze wychowany człowiek nie minie Paryża, żeby Mabille, Closerie des Lilas i Chateau Rouge i teatrzyków na polach Elizejskich nie zbadał, żeby bulwarowych sklepów i traktjerów na Rivoli, i kawiarni a magazynów w Palais- Royal nie studjowoł — spy tajże go czy choć Luwr i Luxemburgską gallerją, muzea i bibljotekę rozpatrzył, czy się czego nauczył? czy na gospodarstwo spojrzał, czy stan kraju badał? odwróci się jak od nieznośnego pedanta. Zna on pewnie najlepszego krawca cesarskiego, który mu krajał kieszenie, ale nie wie nazwiska nauczycieli Akademji i nie zna nawet organizacji instytueji naukowych?... Powraca wiec wystrojony, utrefiony, pachnący, doskonale wiedząc z największą pewno, ścią jaki kiedy kładzie się surducik, jaki krawat, jakiej barwy powinny być spodnie i kamizelki... zna zapach najużywańszy za który odziera Guerlain: wie co się dzieje za kulisami Opery w której stallach zasiadał i za kulisami świata, na który z krzesła w polach Elizejskich lub Bois de Boulogne zdala po- 75 glądał z zazdrością... ale po za tem o nic go nie pytaj... Jest to młodzian tak dopełniony i pewien siebie, skoro przez Paryż się przesunął, że dlań nauczycieli i książek nie potrzeba... Kobiety za nim przepadają, lada dzień ożeni się bogato i czegóż inu więcej potrzeba, gdy na fartuszku siedząc próżnować sobie będzie mógł i nosić obcisłe rękawiczki na bieluchnych rączkach, co na chleb zapracować nie umieją... Jeżeli jeszcze broń Boże, choć powąchał dymu londyńskiego, choć przeszedł się od Kapitolu do Kolosseum w Rzymie i jadł ostrygi w Neapolu, i zwiedził oberże szwajcarskie, a piorunem prześliznął się po kolejach niemieckich... przystąpić doń trudno... Jest to coś nakształt tego pielgrzyma co odbywszy wyprawę religijną do Mekki, kładzie zielony turban i raczy się czci powszechnej udzielać... czując wielkość swą więcej niż wyrazić może. Pisano już i mówiono o tem dużo jak z zagranicy młodzi i starzy, panowie i panie wracają nam, nie ma co próżnych narzekań 76 powtarzać, ale zaprawdę smutnać to rzecz ile miłego w pocie czoła zapracowanego grosza, którego nam tyle na urządzenie się w domu potrzeba, idzie marnie po cudzoziemskich oberżach i gorzej jeszcze... Ale otóż nasz wychowaniec doma, wróćmy doń lepiej i patrzmy jak go to dalej na człowieka krajowi pożytecznego nasz Rej sposobić będzie... 77 V. "Potem gdy już do domu przyjedziesz, pisze nagłowiecki pan, z takiemi pięknemi sprawami swojemi, możesz wielką pociechę powinowatym swym uczynić. Nie odmieniajże się jako marzec na wiosnę, gdzie jednego dnia będzie i deszcz i jasno i krupy, ale stój statecznie przy swych poczciwych obyczajach, a nie daj się młodości ani onemu nowemu towarzystwu unosić. "Albowiem jeśli z niemi z przodku nie będziesz pić, grać, ceklować a łotrować, wnet cię będą Włoszkiem albo Niemczykiem zwać. Wnet będą mówić iż to z tego nic dobrego nie będzie, bo wszystko fantastykując stroną, chodzi. Ale ty się temu nic nie przeciw, 78 bo gdyć się po chwili lepiej przypatrzą i z postępków i z rozmów i z pisanych obyczajów twoich, ujrzysz w jakiej miłości i powadze miedzy niemi będziesz. Bo możesz ty sobie bez wszetecznego opilstwa albo nikczemnej biesiady zachowanie uczynić: jedno tesaczkiem (szabla prosta), gdy przed niemi sztukę nadobną wyprawisz: drugie też poskokiem, drugie też luteńką, a najwięcej wdzięcznemi rozmowami, gdy im to będziesz powiadał o czem nigdy nie słychali, albo to im okazował czego nie widali, albo też czasem im czytał o czem pierwej nie wiedzieli... Nie bądź też za się jako darmo leżące drewno, pytaj sie o zwyczajach onej ojczyzny swojej, pytaj się o sprawach Rzeczypospolitej, pytaj się w jakiem prawie siedzisz, a staraj się byś nic nie opuścił coś powinien Bogu, sobie, przyjacielom i ojczyźnie swej. Nie lenujże się też przyjacielowi ku każdej poczciwej posłudze jego. "Wiedzże też o koniku, o służce, o swych rzeczach... it.d." Pierwszą rzeczą którą zaleca po powro- 79 cie Rej. jest jak widzimy ze słów jego, aby się pan młody naprzód dowiadywał o zwyczajach domowych i sprawach krajowych. Dla nas dziś nic pilniejszego jak tem co domowe gardzić i co swoję wyśmiewać. Pojedzie kto wychowany w domu nie po domowemu, nasłucha się i napatrzy cudzego, a swoje mu już śmierdzi choć go niezna. Ani się potem dowie na jakiem prawie siedzi, a zetknąwszy się ze wszem swojskiem, tylko na to nosem kręci. Ta obojętność na sprawy domowe niezmiernie nam jest szkodliwą, pod jej to wpływem kraj nasz zerwał prawie z przeszłością i tradycji uczyć się musi dziś własnych, jak hieroglyfów zapomnianych. Przez lat kilkadziesiąt jeśli nie więcej pod pozorem cywilizacji zerwaliśmy tak dalece z domowemi sprawy, że nowe pokolenie rzeczy swoich nie znało wcale, dziś gdy już i wstyd przyszło i opamiętanie, dowiedzieć by się coś chciało, a niema zkąd; pękł sznur tradycji i zostaliśmy na rozdrożu osamotnieni, dorabiając się nowego życia ze szczątków rozsy- 80 panych przeszłości i materjałów zupełnie obcych. Co się z tego urobi, Bóg jeden wie tylko. W wychowaniu naszem o nic mniej nie szło jak o swoje rzeczy i sprawy, zostawiono je na ostatek wprzód sięgając po cudze. Że inaczej dawniej było, widziemy to choćby z owych słów Rejowych, który przedewszystkiem chce by wychowaniec jego nie obcy był temu — z czego wyrósł. Gdy już ma go doma nasz pisarz, daje młodzieńcowi do wyboru stan dworski i żołnierski, bo innego dla szlachcica nie widział. "Jeżeli się udasz do dwora, tedy wierz mi iż tam trzeba z tabulatury stąpać, a mało tam nie wietszej ostrożności będzie potrzeba niźli w cudzych krajach, bo tam loquebatur variis linguis, a rozmaitych spraw i obyczajów tam ludzi znajdziesz, a trzeba tam pilnie upatrować, gdzie stąpić, jako po grudzie bosemi nogami, bo tam silna gruda a silny mróz około ciebie z pierwotku będzie. "A wierz mi iż trzeba wielkiego uważenia każdej rzeczy i wielkiej roztropności, niźli 81 się tam wszystkiemu przypatrzysz. Bo będzieć się zdało iż cię wnet wszyscy chwalić i miłować będą, między się cię pociągać, a no wierz mi iż cię tak będą nosić po kolędzie, iż się długo nie zobaczysz co się z tobą. dzieje, a zwłaszcza jeśli jeszcze będziesz miał jaki dostateczek około siebie. To cię jedni pociągną do miłości, drudzy do muzyki, drudzy cię pilno będą namawiać abyś z niemi pograł, a nie będziesz li chciał o pieniądze, więc o rozkazanie. Ty będziesz mniemał abyć się miał kazać obłapić wygrawszy, a on ci każe posłać po pieczenia, a po garniec wina." Gra o rozkazanie dziś nie w używaniu, ale znać to było cóś jak teraz na fan które wykupując należało zrobić co wygrywający żądał. Dalej daje rady jak się na dworze zachować, jak ludzi strzedz i siebie pilnować. "Nie kryjże się też w kąt wedle staniku swego, i nie żałuj tam dać, gdzie ma być słusznie dano. A wszakoź to uważaj, aby się gęba z mieszkiem zgadzała, a nie daj jej naprzód wyskakować; to jakoż przodek weź- 82 mie, już potem mieszka ledwie kijem do kresu dopędzisz. Z panem (królem) zaleca być pilnym sługą a o nic nie prosić; satis petit qui bene servit, a w ogole, nie nazbyt dwór i dworszczyznę zachwala, raczej od niej odstręczać się zdaje. I choć naprzód położył dworskie rzemiosło, bliżej mu ku sercu rycerskie. Tu, powiada, nauczysz się i dworstwa i gospodarstwa razem, i cierpliwości i nacieszysz ochotą żołnierską..... Nauczysz się spraw rycerskich, nauczysz się około koni, około sług, i około innych potrzebnych rzeczy sprawy a opatrzności, a snać mało nie rychlej niźli w onej dworskiej zgrai darmo leżącej. Bo jeślić się trafi być w ciągnieniu, tedy już tam wielka rozkosz patrzyć na ludzi, patrzyć na sprawy, patrzyć na huffy (hufce) pięknym porządkiem postępujące, nasłuchać się owych wdzięcznych trębaczów, bębnów, pokrzyków, aż ziemiu drży, a serce się od radości trzęsie. Przyjedziesz do stanu (na stanowisko) nie trzebać już będzie oliwek, limonji ani kaparów dla przysmaków, jako onemu doma le- 83 żącemu a rozpieszczonemu brzuchowi. Bo powiadają iż to najwdzięczniejszy przysmak żołądkowi przegłodzenie. I stanie za limonją i za kapary ona wdzięczna przejażdżka z miłem towarzystwem, żeć tam smaczniejszą będzie wędzonka a kasza niżeli gdybyś leżał za piecem, na ścianie nogi wzniósł w kobzę grając czekał rychloli obiad dowre, niżlićby przyniesiono bijankę z marcepanem." I ta stara anegdotka o pewnym Opacie, "który sobie był stracił chuć (chęć) do jadła, iż jechał do cieplic aby ją sobie naprawił, potkał go jeden rycerski człowiek nie daleko zamku swego, pytał go dokąd jedziesz miły Ksże Opacie? powiedział mu iż do cieplic a bych sobie mógł chuć naprawić w żołądku, bo nie mogę jadać, a będzie mnie to kosztowało najmniej tysiąc złotych. — "O miły księże czemuż na to tak wiele nakładasz? sprawię ja to tobie za dwieście złotych, jedno pojedź ze mną na mój zamek, bo ja tam mam na to nierównie lepsze przyprawy niżeli w cieplicach. 84 "Przyjechali na zamek, zamknął mnicha w komnacie i nie dał mu nic jeść tego dnia. Przyszedł do niego rano, pytał go: — "Księże Opacie a nie poprawiło się wam nic? "Powiedział ksiądz iż bardzo mało, powiedział mu pan iż będzie dalibóg dobrze. Drugiego dnia nie dał mu także nic jeść. Rano przyszedł, ksiądz mu powiedział iż mu się już jeść zachciewa. Przedsię mu nie dał nic jeść. Trzeciego dnia już na urząd nie szedł do niego. Alić ksiądz wynurzywszy łeb z komnaty woła: przez miły Bóg dajcież co jeść, potem przyszedł do niego pan. — "Otóż widzisz księże iż ja to lepiej umiem lekarstwo niż w cieplicach. Dajże dwieścio złotych a jedź do domu z ostatkiem. I także się stało, a tak widzisz iż przemożenie jest czysty przysmak do jadła." Po tym epizodycznym ustępie, wraca autor do opisu życia żołnierskiego, ku któremu ma widoczną skłonność, bo mu w niem wszystko smakuje. I lubuje się czasu pokoju jak to tam po leżach się rozłożywszy, 85 swobody i ćwiczenia zażywają, jak się do gospody z pobaweezkami znoszą, jak rozmawiają a śmieją się a nie bez tego by się bez kufla i tuza żołędnego obeszło. Tu tedy jedni po tem na przejażdżkę, drudzy na łowy, ci z łuków strzelają, inni kamieniami rzucają, a zabawy na każdy czas dosyć. Swoboda tego żywota rycerskiego uśmiecha się starcowi, który jej nieco przy Sitniawskim skosztował, ale przestrzega wychowańca by jej nie nadużył i biednego nie dał uciskać, jak to w ciągnieniu i na leżach się trafiało. Lepiej przyrnrzeć głodu, powiada, suknię sprzedać, niż przekleństwa uciśnionych ściągnąć na siebie! A zawsze lepiej samemu cierpieć niż być powodem cierpienia. To była dawna wiara polska, że wszelki grosz źle nabyty nie szedł w korzyść, a krzywda ubogiego przez Boga pomszczoną być musiała. Nasze to przysłowie — male parta do czarta, a Rej dodaje że sam Bóg powiada: gdy zawoła do mnie ubożuchny o krzywdę swoją, ja muszę mścicielem jej być. 86 Tu przychodzi anegdotka znowu, z pism Erazma z Rotterdamu wyjęta, o żołnierskiej spowiedzi, nadto ona wiele swój czas maluje byśmy ją, opuścić mieli. Przyszedł z powrotem drab do gospodarza kulawy po wojnie, ujrzawszy go ten rzecze. — Co ci to, wyszedłeś jako Merkury pod pierzem, a wracasz jak Wulkan, chromy kowal piekielny. Drab na to — nie ma się czemu dziwować, tak być musi na wojnie. — A czemużeś tak odarto wrócił z tej wojny? wszak ci to tam coś wysługują. — I jam ci to był wysłużył, ale się jedno przepiło a drugie przegrało. — A trzecie pono przejadło? spytał gospodarz. — Gdzie zaś, odparł drab, chyba bym piwo jadł, strawy tam kupować niema potrzeby, bierze się sobie świnie, kury, gęsi, gdzie kto co spotka. — Ależ to cudze! zawołał pierwszy, wszak ci Pan Bóg zakazał cudze ruszać. — Ja tam nie wiem czy cudze, ale na 87 wojnie obyczaj taki, zresztą wyspowiadałem się nawet z tego wczoraj przed księdzem u Franciszkanów, co powiadają, że taki ma list z Rzymu, że gdybyś i djabla zjadł, to cię z tego ma moc rozgrzeszyć. — I rozgrzeszył cię? — Kazał mi suszyć trzy piątki i cztery środy, dwie mszy zamówić, a potem mi coś mruczał nad głową... — Ale niewiesz co mówił? — A co ja mam wiedzieć, nie umiem po łacinie ni słowa. — Otóż ja ci powiem, dodał gospodarz, musiał ci powiedzieć nie inaczej: Jakimeś tu łotrem przyszedł, takim cię odsyłam w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Skończywszy tym dowcipem Erazma, zwodzi z rycerskiego pola Rej swego młodzieńca i do domu go nazad kieruje; znowu przestrzegając jak się ma z powrotem z ludźmi obchodzić i dobrych nabywać zwyczajów, a doma też pracować; a nałożyć się tak do czytania aby "książki na niego warczały." Pierwszy okres życia tu się właśnie koń- 88 czy, obejrzmyż go i przyrównajmy do naszego wychowania i zwyczajów. Widziemy naprzód wychowanie czysto swojskie, domowe, pod bokiem rodziców, nauki niewiele, społecznego kształcenia najwięcej. Dziecko uczy się spraw i obyczaju rzeczypospolitej od pieluch prawie, głowy mu nie łamią nauką, zbytnią, i papierową, ale żywą karmią, prawdą. Umie czytać i pisać i modlić się, ale zna dzieje swe i prawa i tradycje; konia dosiąść umie, kopją robi, szabla mu nie ciężka... Pod wąsem już ślą, go za granicę ale z towarzyszem i nie dla zabawki, a gdy wrócił doma na dwór lub do obozu, innego tu rodzaju życia nie widać jedno troje: gospodarka, dwór i rycerka; a we wszystkiem tem trojgu żołnierskie rzemiosło jest w głębi. Niewiele potrzeba dowodów by okazać jakeśmy się od tych czasów odmienili bardzo, z losami kraju, powołanie szlacheckie żołnierza zupełnie zeszło z oczów. Ono to jednak usposobiło tak dzielnie ludzi w jakich stare czasy obfitowały. Zakon to był i cięż- 89 ki ale zdrowy nowicjat, ta wojna, hartowanie ciała i duszy do czujności, do posłuszeństwa, do odwagi, do nieustraszonej ofiary choćby życia dla poczciwości i kraju... Cały stary obyczaj Polski wynikł z rycerskiego jej żywota. Siady rycerstwa są wszędzie, każda z tych starych piersi które nam przekazały malowania i rzeżby, staje do potomności i popisu pokryta zbroję, i z mieczem u pasa. Szlachcic stary potroszę każdy musi być żołnierzem, a nie było takiego u którego byś zbroi na kółku i miecza nie znalazł; któryby konia nie umiał dosiąść i kopji dźwignąć. W dzisiejszem wychowaniu nowem po latach kilkudziesięciu wydelikacenia, które wydały istoty mdłe ni do tańca ni do różańca, usiłowano cielesny hart jaki dawała wojaczka zastąpić ćwiczeniem gimnastycznem, przekonawszy się że siła cielesna i zdrowie także cóś znaczą w życiu. Ale ta niemiecka gimnastyka jest to lichy surrogat rycerskich ćwiczeń, nie ma w niej tej strony duchowej, tego co wojskowość dawała; for- 90 muje atletów rynkowych, siłaczy tylko nie łudzi. Widziemy więc rozrosłych olbrzymów którzy mimo herkulesowej mocy, na papiaków duchem wyglądają,. Bój z nieprzyjacielem a czuwanie inaczej wychowywały człowieka, już on się tam musiał nałożyć do pogardy życia i samolubstwa zapomnieć. Wprawdzie obozowy żywot uczył i niepotrzebnej kozery i kufla jak Rej powiada, ale tych tylko, którzyby może i bez tego za piecem siedząc, rozrywek tych szukali. Już u schyłku rzeczypospolitej zagęściły się pijatyka, rąbanina szalona i rozpusta, nie było ich za Zygmuntowskich czasów a wojska w ciągnieniu i na leżach, jak rycerstwu chrześcijańskiemu przystało, szły z Bogarodzicą i krzyżem na piersiach, często o głodzie i chłodzie, nie rozpuszczając zagonów na rabunki, ani siebie na swawolę. Toć potem gdy po latach młodości spędzonych na koniu a w obozie, często w niewoli tatarskiej, na pracy srogiej, — powrócił z wojaczki człowiek pod domową strzechę, już to był mąż stateczny a silen duszą i nie 91 lada go czem pożyć było można. Dzisiaj... rodzimy się w cienkich pieluszkach, chodziemy długo na pasku, dużo nauk kosztujemy potroszę, a tej nauki życia którą tu Rej opowiada mistrzynią, ani znamy... Wprost z ławy szkolnej, albo, co jeszcze gorzej, z domowego wychowania paniczykowatego, chłopczyk się emancypuje i rozpoczyna używanie świata. Dają mu wieś, konie, powóz, dom i puszczają go swobodnie aby sobie igrał. Nieznając walki ani zasłyszawszy o niej, człowieczek taki gdy mu się lada z czem zetrzeć przyjdzie, z ludźmi, losem pokusą złą, nie ma siły by im stawił czoło. Obawia się wszystkiego, każda strata tego spokoju do którego nawykł groźna, i rychlej cześć swoją poświęci, niż wygódki. Gdzież tu się i czem może wyrobić charakter... ? jak zachartować dusza? Wszystko w dzisiejszem wychowaniu polega na martwej literze, na czczem słowie, a doświadczenie, a ćwiczenie woli człowieka spuszczono z pamięci... 92 Toć też wiedzieć on będzie dobrze może co mu czynić przystało, ale nie potrafi tak postąpić jak zakon każe, bo się cierpienia i' walki nastraszy. Widok otaczających ludzi i rzeczy jednego uczy i wpaja mu jedno tylko... stara się o dobry byt, o spokój, a interes swój tak pogodzić z cudzemi aby by? i wilk syty i koza cała. 0 poświęceniach ani słowa, o wytrwaniu w dobrem, ofiarze głucho, o chetnem oddaniu się dla prawdy — mowy niema. Młody człowiek dochodzi do używania i spoczynku wprzódy, niżeli na nie zapracował i zasłużył, to co odbiera zda mu się wypłatą długu, nie zapłatą pracy; świat dlań ma obowiązki, on żadnych... W dwudziestu kilku leciech życie skończone. Zamiast owego żywota dworskiego, nad którego niebezpieczeństwy Rej się rozwodzi, marny dziś niemniej trudne miasteczkowe życie, a rzadko młodzież cało z niego wyjdzie. Smakuje ono a wyczerpuje w chwili, tak że potem resztki zostają, na nic nie zdatne. 93 Łatwe przyjemnostki, szafowanie groszem, nawyknienie do czczej zabawy, szczebiotanie próżne, zalotność i elegancja prawie niewieścia do reszty psują młodego... Jeszcze na wsi choć już nie rycerz, chłopak choć zapoluje, choć się z koniem nałomie, choć nie tak się rozpieści, coś mu pozostanie staro-szlacheckiego, a w miasteczku to już z konieczności czy Niemiec czy Francuz. Dalej nie politurowanego człowieka jak on sarn, na którym łupina przygrubsza, nie potrafi ocenić, ani razowego chleba jeść, ani pod obyczajem twardszym rozeznać rdzenia zdrowego;... dalej dlań ten najprzedniejszym będzie, kto najgładzej mówi a robi jak najmniej. Zawsze ludzie ludźmi, ale wielkać przecie wieków i narodów różnico. Nasza przeszłość odłożywszy na bok co jest przypadłością. ludzką, słabostką i maluczkim cieniem obrazu, jest wielka, piękna, majestatyczna i uroczysta... Wówczas kiedy nas świat za barbarzyńców poczytywał, dla tego żeśmy koronek 94 u butów nie nosili, cala głową i piersią wyżsi byliśmy od tych, co się jak Indjanie w piórka i muszelki postroiwszy, jak papugi szczebiotu gładkiego nauczywszy, z serca, siły, z ducha i wiary naszej dworowali. Myśmy to tak wzięli na prawdę, że chętnie zamieniliśmy potem i suknie naszą rycerską i serce chrześcijańskie na wiotki ich ubiór i mdłego ducha wedle świata. Dziś sami przychodziemy do pomiarkowania że ta ośmiana i ogadana święta przeszłość, więcej była warta od teraźniejszych obyczajów w których niema jeno słabość, niepewność i tchórzostwo. Widok to zaprawdę straszny i wielki jak gdy kataklizm niespodziany lądy i góry przerabia... I gdy się człowiek dorwie tego co mu stare dzieje maluje, podania domowe śpiewa, wonią przeszłości zawieje, na łzy mu się zbiera i boleść. Nieuczona, prosta, ale czynem stokroć to była większa ta przeszłość od teraźniejszości gadatliwej i na słowie papierowem budującej wszystko. Chcielibyśmy dziś zwrócić 95 się ku zapomnianym obyczajom, ale ścieżki rozmyły wody, gościńce zawaliły kamienie, i nie wiemy jak trafić do niego. Błąkamy się jedni przeczuwając, drudzy obliczając, a nikt na stary trakt trafić nie może... 96 VI. Już zdala przewidzianym być mógł ten upadek na który my dzisiaj bolejemy; wymowne głosy za późniejszych od Reja czasów zwiastowały go z kazalnicy, groziły nim w księgach; tu nasz pisarz drugą, część żywota poczciwego człowieka, przypisując Albrechtowi z Łaska, także jakby ostateczny sąd i czasy antychrystowe głosi. Znać już i za niego nie dobrze było na tej ziemi. "Azaż już nie powstał brat na brata? mówi — azaż się nie mięszają, królestwa? azaż nie jest uciśniona sprawiedliwość? azaż nie rostą bluźnierstwa przeciwko Panu i przeciwko Kristosowi jego? azaż która rzeczpospolita na świecie w stateczności swej została aby się zamięszać nie miała? azaż już nie 97 jest krwią niewinną okropion cały świat? a nie wiem już czego innego czekamy, jedno onej trąby kiedy się nam porwać a zabieżeć drogę przychodzącemu panu swemu. " Rozpoczynają się wtóre księgi żywota od wyboru stanu, i tu Rej wierny temu co wprzódy był głosił i za co od katolików na naganę zasłużył, cztery stany: małżeński, wdowi, dziewiczy i bezzakonny a wolny wyliczywszy, znowu nadewszystkie przekłada pożycie małżeńskie. Jest on tu w przeciwieństwie jawnem z pismem które słusznie najwyżej stawi dobrowolne dziewictwo, i trzyma z nowiniarzamy wynoszącemi stan małżeński. Znak to wpływu jaki nań mieli owego czasu reformatorowie. Radzi tedy młodzieńcowi gdy do słusznych lut doszedł " wziąć żonkę poczciwą a w bojaźni Bożej wyćwiczoną." Największa jednak trudność jak ją sobie wynaleść i wybrać. "Jeden powiada, szuka sobie żony z wielkich stanów, spodziewając się z tego i powagi i tytułów i rozmnożenia jakiego domowi swemu dostać. Drugi za się 98 nie dba ni ocz, jedno że mu się co z miłości a z dobrej myśli tak bez wszego rozmysłu upodoba, to już wiedzie jako kozę za rogi. Drugi za się nie dba o miłość ani o powagę, ani o urodę, ani się żadnym obyczajom przypatruje, kilo by miała ze dwie wsie a w trzeciej połowice, by też była i garbata, i żadna (brzydka) i głupia, tedy jednak będą powiadać, że się bardzo dobrze ożenił. Także też i dziewki gdy kto dawa za maż, też się rzadko rozmyśla na obyczaje, na wychowanie, kiloby miał półczwarty wsi, tedy wnet powiadają że bardzo dobrze szła, bo mu się jeszcze po macierzy we dwu wsiach dostanie. Ano dobrze powie iż szła po macierzy, bo po roku najdalej, aliż nasz pan buja po miasteczkach, a pani też do pani matki na mięsopusty. A tak zda mi się iż ci wszyscy nie prawie do celu dobiegli co się tak ożeniają." Dalej same obrazy już i niepośledniego pędzla, z gruba rzuca ale ręką co niechybi, i na wszystko tylko patrz, jako żywe. Otóż jak skutki tych małżeństw wyśmienicie opisuje: 99 "Bo ów co się z wielkiego stanu ożenił, nie może być inaczej aby wżdy staniku swego (majętności) jako tako przyniewolić nie miał, bo już i większym kosztem, i w większej powadze, i w większej trudności ową miłościwą chować musi, niźli powinien wedle staniku swego. Już czerwony rząd musi być na woźniki a niedźwiedzie do kolan, a kobierce z kolebki wywieszaj z obu stron, a gałki aby się ze wszech stron błyszczały. Już dwie służbiste a trzecia coby im kwokała, a trzy bramy (falbany i listwy) aby było na każdej. Już ściany obić musi, już z półmiski kapusta. "Przyjedzie gość, już go w większej ceremonji chować musi, bo już musi być wino, z bożą męką malowana sklenica i kasza ryżowa na wieczerzę, bo już się jęczmień dla pani nie godzi. Przyjedzie za się szwagier w kilkadziesiąt koni, to już na sześć mis zarębuj, już wszystkim równo nalewaj, bo każdy będzie z lisim kołnierzem, trudno będzie poznać kie pan. Drugim też do wsi obroki dawaj, owsa dosypuj, że go ledwie 100 gąsiętom kęs na wiosnę zostanie, i to w pudle gdzie pod dachem, aby go nie znaleziono. Przyjedzie tez zasię pan zięć do pana szwagra, alić konie w karczmie i z pachołki, przywitają go wżdy — o witajże panie zięciu, zsiądźże panie zięciu, nalejże też przez pana zięciu! A na wieki nie spytają jeśli jadł pan zięć, albo gdzie konie stoją, że czasem nieborak zięć i naczczo się upije, i także i spać do brogu gdzie polezie. A konik, chartek, ptaszek, jeśli się co u pana zięcia przytrafi, to już nie jego, pana szwagrowo, i już się tak każdemu wymawiać będzie. "Ow też za się co się z miłości ożeni, to też żadnym obyczajem długo w dobrym stanie trwać nie może; bo będą prędkie wymówki: nie wziąłem nic po tobie. Tak że też za się ona będzie powiadała — o któż cię prosił abyś mnie pojmował? Bo powiedają, między głodnemi nie długo miłość trwała, a snać i lada mucha jej czasem zawadzi. "Ow też za się drugi co się tylko na grzegorze albo na wasiłki (na chłopów) rozmyślał, nie upatrując sobie ani urody, ani 101 obyczajów, ani porządku żadnego, tam też sprawa dobra trudno ma długo być. Bo jako pani panu nadmierznie, a pani też pan, bo to inaczej nie może być, jeżeli zobaczy że pan wichruje, to już pójdą każdy w swą, pan do sąsiada zajedzie, to już tam trzy dni pije, do targu zajedzie ledwie się czasem w tydzień wróci, a pani też do pani matki, albo też gdzie do sąsiady a czasem się też przygodzi, jako ona stara przypowieść, że się mitręga między niemi zamnoży. Pan się imię wójtowej, a pani wójta, więc pan wiecząc do wójtowej, a pani też nasypie pełen wór wójtowi, a więc czasem krup nie dostanie do kaszy na wieczerzą. A wójt powiada iż się mitręgą żywi. Ale bodaj zabit, z taką mitręgą, bo większa mitręga we dworze kiedy już w pudle niemasz nic." Tak odmalowawszy następstwa ożenień dla imienia, urody i majątku, wiecznie prawdziwe bo na znajomości serca i przyrodzenia ludzkiego oparte, radzi stary gdera ożenienie równemu zrówną jako najlepszą rękojmię szczęścia dające. Zasady tej i dziśby trzy- 102 mać się nie zawadziło; ale niestety, ogólnie chcemy teraz nic jeno majątku i każdy garnie się do grosza. Dla pięknej twarzy niesłychana rzecz żeby się kto ożenił, dla imienia tylko ci co swojego żadnego nie mają, dla posagu z kim chcesz i jak chcesz, byle pieniądze. A pieniądze dobrze pracą nabyć ale je ułapić niewiedzieć jak i niepoczciwie i niebezpiecznie. Nie mogło też inaczej być w wieku który zasadza na dobrem mieniu a zaopatrzeniu się w potrzeby cielesne główną istotę życia; małżeństwo też inaczej dziś się pojmuje, nie jest, to zjednoczenie dwóch istot w całość sakramentalną i klucz sklepienia rodziny, jest to stowarzyszenie akcjonarjuszów z których jeden drugiego usiłuje oszukać. Spółka to teraz nie sakrament, nie ta dozgonna przyjaźń staropolska, gdzie jedno dla drugiego życia i krwi nie żałowało. Szukają paniczowi żony posażnej, obliczają co mieć będzie, wącha i on sam wiosek i kapitałów, potem konkury w których występuje nad miarę, potem najczęściej zawód obustronny; i biada nu całe życie. 103 Radził Rej swojemu młodemu aby się nie szarpał na wielkie koszta, dwory, i wystawę "bo małoć na tem iż bęben przed tobą kołace a surma wrzeszczy a chłopi się po płociech wieszają ukazując sobie, gdzie to pan młody jedzie. " Powiada, że nie jednemu tak do przenosin posagu nie stało; co jeszcze niedawno i myśmy widywali, ale dziś z kościoła zajeżdża powóz i gody się odprawują gdzieś w karczmie na gościńcu. Zwyczaj to nie nasz i jakoś przykro najpiękniejszą życia godzinę posiać na rozstajach. "Miej ty Pana Boga dziewosłębem, a aniołów swatami! — woła stary — a bez wszelkich wielkich zalotów uczyń powinności swej chrześcijańskiej dosyć, wziąwszy z sobą przyjaciela albo dwu, a to co byś miał na bębny, na surmy, albo na opierzone swaty utracić, lepiej iż tem sobie podpomożesz gospodarstwa." W obrazie małżeństwa zgodnego o które nie było trudno owych czasów, są z wielkiem uczuciem nakreślone wyrazy, domyślać się dające że stary Rej znalazł w swej 104 żonie takiego towarzysza, jakiego tu wyobraża. Ukazuje on jak stadło takie u świata ma poszanowanie, jakie rozkosze pod strzechą spokojną; a inne rozróżnione małżeństwo, co jak para wilków chodzi koso na się patrząc, jak na wilki też oczy ściąga i stronią odeń wszyscy. Mile tu odmalowane wiejskie zajęcie gospodarzy, w ogródku robota, przechadzki, starania koło domu, pilnowanie tego co Bóg duł. A w dworku aż się dusza raduje jak czyściuchno, porządnie, jak dojrzano i opatrzono wszystko.... Na stole obrus biały, łyżeczka i miseczka czyściuchna, chlebek biały, jarzynki świeże, dostatek i wygoda, gdy jedno drugiemu na wyścigi stara się dogodzić a pragnienie uprzedzić. Milej to niż dostatek największy, bo każdą rzecz serce przygotowało. Wreszcie przychodzą dziatki "owi przyrodzeni błazenkowie," jak ich Rej zowie, i jako ptaszątka około stołu biegają świergocąc, swawolą, a uśmiech wywołują na usta... Jedno weźmie dziecię poda drugiemu, i tak 105 z ręki do ręki ucałowana dziecina uśmieszy ich do łez oboje. A ktoby ich tak ubawił jak ten błazenek i figlarz? Mój Boże? a gdzież dziś dzieci z któremiby się bawili rodzice, i jakby to było nieprzyzwoicie żeby je wprowadzać do pokoju, pan siedzi w swoim pokoju, pani czyta u siebie, dzieci z boną niemką, guwernerem francuzem, w swoich apartamentach rodziców ledwie znają... Już i mniej zamożny szlachcic z Rygi sobie niemkę wypisze piegowatą, a musi przecie zbyć się ciężaru, który i Jejmości przy jej zajęciach nie do dźwignienia. Pani ma wiele do roboty! ubranie, korrespondencja, książki, ogród, fortepian, salon nareście, salon i goście... gdzieżby jej mógł czas jeszcze na dzieci wystarczyć? Dwa razy na dzień obtarte dzieci przynoszą do pocałowania, a sercu bardzo dosyć, zwłaszcza, że przyzwoitość wymaga tego aby dzieci osobnym dworem się wychowywały. We Francyi to lepiej jeszcze, oddadzą zaraz trzeciego dnia po narodzeniu niemo- 106 wle na mamki, często je tam i do lat kilku na wsi trzymają, żeby nie mieć w domu, matka odwiedza kiedy niekiedy, potem odsyłają do szkółki, na pensją, wreście nie znając prawie, wyprawiają już na świat aby się prędzej pozbyć.... Już i u nas powoli zwyczaj ten osobliwszy się zagnieżdża, jeszcze na wieś dzieci nie dają, ale na drugim końcu domu je zamkną, z bonami... Skutkiem takiego to wychowania ani dziecię do rodziców, ani rodzice do dziecka przywiązać się nie mogą, a rodzina ten święty i wielki węzeł społeczny, codzień się bardziej rozprzęga. Małżeństwo spółką mniej więcej dogodną, rodzicielstwo ciężarem, który najemnikom się zdaje, a owocem ostatecznym chłód, zobojętnienie i zerwanie wszystkiego, coby spajać mogło i łączyć. Ledwie jeszcze w uboższych domach zobaczysz po staremu wchodzące dziecię z niańką i sadowiące się na kolanach matki, a i tam świętych pieszczot jego już się po trosze wstydzą i wynoszą co najprędzej natrętne- 107 go bębna, aby francuzkiej rozmowie i salonikowi nie zawadzał. Chciał Rej dowieść i dowodzi pismem świętem, że żywot bezzakonny dzisiejszy ideał mężczyzny — niestety i kobiet już wielu! — życie bez obowiązków i bez ofiary, u Boga było w omierzieniu. Trzysta lat temu te tradycje pisma, te przykłady błogosławieństwa, ten postrach kary robiły wrażenie, dziś pięknieby się wybrał, ktoby chciał w ten sposób ludzi nawracać. Taki sam moralista już nie gniewem Bożym i pisma przykładami, ale interesem ludzkim musi przekonywać że małżeństwo jest jeszcze pod wszelkiemi względy najlepszą spekulacją... Nie chodzi wcale o prawo Boże, bo sobie ludzie swoje własne kwoli potrzebom czasowym urobili, ale o to jak najwygodniej a najbezpieczniej żywot przepędzić Michelet bardzo się do tego wziął misternie w swojej książce o miłości w małżeństwie, ale charakter dzieła i sposób argumentowania, doskonale uwidocznia dla kogo to i jakich pisał czasów. 108 Trzysta lat temu jeszcze człowiek w cóś wierzył, dziś rachunkiem mu potrzeba wyjaśnić, że co wiara podała i przez regułę trzech wyprowadzić się daje. Fraszka że pan Bóg przykazał, ale to grunt, że z tem daleko wygodniej!! Dla Reja Pismo Święte i historyczny wywód pogardy i odrzucenia w jakiem wszędzie byli ludzie co obowiązków swych względem społeczeństwa nie spełniali, szukając tylko nasycenia, zabawki i rozpusty a wzdrygając na pracę i ofiarę bardzo dostateczny, dla nas nie wiem czy by był przekonywający. Nie chce on nawet przykładów swawoli i rozwięzłości przedstawiać i z trudnością by mu je przyszło w ówczesnej Polsce wynaleźć. Dziś to są tak malutkie i lekko brane rzeczy, że nikt się im ani dziwi. ani na nie wzdryga; żyje sobie każdy wedle myśli, i postanowienia i byleby trzech żon nie miał razem, a cudzą wziąwszy ugodził się polubownie, lub nieślubną za dobrą jej wolą sobie sprowadził, nikt mu słowa nie powie. Wszak ci widujemy w salonach nawet takie 109 jejmoście obok uczciwych niewiast zasiadające śmiało, tamta z miłym jakimś gachem pana małżonka porzuciwszy, owa co nigdy męża nie miała z przyjacielem... Wszystko to powoli wyszło na rzeczy bardzo naturalne; w cudze sprawy mięszać się byłoby nieprzyzwoicie. Uczy potem staruszek nasz jak żyć w zgodzie i miłości, za zasadę kładnąc, by pan małżonek tak się sam sprawował jak chce mieć żonę. Nic sprawiedliwszego nad to, zgorszenie wychodzi z nas, a kobiety złe są dla złych przykładów i poduszczeń męzkich.. Możeszli zganić w niewieście czego nie karcisz w sobie? Inna rzecz! powiadasz! Wcale nie.....inne skutki może, ale sprawa ta sama, a co wolno jegomości, to i pani zabronić trudno... Jak łagodność wzajemna i wyrozumienie potrzebne są w małżeństwie, nie potrzebujemy z nim dowodzić, ciężkie one mogą być, ale to życie nie lekkie całe, a gdy potrzeba dźwignąć o ciężar nie pytać. Nad swarne 110 małżeństwo, powiada stary nasz, lepszego życia w lesie wilk z wilczycy używają. Gdyśmy sie ożenili, jak tu tedy żyć dalej, jak wedle stanu obmyśleć przyszłość i obyczaj którym się sprawiać potrzeba? Rej na to — najprościej spełnić obowiązki. Mianuje ci tez je zaraz po porządku, względem Boga, rzeczypospolitej i kraju pierwszego po Bogu, rodziców, rodziny i powinowatych... Bardzo on to dobrze rozumiał dla czego po Bogu kraj położył przedewszystkiem; dzisiaj pojęcie tych obowiązków niezmiernie się zatarło. Nie będę o to zbytnie obwiniał chwilę dzisiejszą, bo grzech ten nie z dobrej poszedł woli, ale z niejasnego pojęcia rzeczy i zcierania węzłów tradycji — nie wiemy co czynić i sobkostwo nas opanowało... inaczej nie mogło być, ale czasby przecie podnieść się, rozpatrzeć i jaśniej przejrzeć. Starzy owi, nie raz całe majętności swe dawali dla kraju, życie nieśli, cierpieli niewolę, my szeląga często żałujemy i mówiemy sobie — a cóż mnie do tego? 111 Każdemu do tego! bo każdy jest cząstką tej całości, którą kochamy pierwszą po Bogu. Ale gdybyśmy o tem dłużej rozprawiać chcieli, za daleko by nas to zawiodło... i czy by się na co zdało? wielce wątpliwa. Już tedy życie mu urządza nasz moralista, a gdy do domu przychodzi pierwsza dlań rzecz, aby na ścianie zbroiczka chedoga wisiała... bo to już bez niej nie było szlachcica. — "Starajże się aby zawżdy na ścianie zbroiczka wisiała chędoga, koniczek na stajni zawżdy gotowy był, boć to tego zawżdy potrzeba i dla własnej i dla rzeczypospolitej posługi. " Od tego poczyna, zbroja a koń, no już dziś nie ma co o tem mówić, trzebaby mutatis nutandis powiedzieć. Miejże waćpan zawsze cztery konie i bryczkę, żebyś miał czem wyiechać do miasteczka, a o zbroi ani gadać, ani ją czem zastąpić, chyba kaftanikiem łosiowym. — "Służka też aby wżdy był zawsze poczciwy, nie opiły, nie wszeteczny, ale coby się 112 et ad forum et ad corum, jako ona stara przypowieść przygodził... " Na co ja dzisiaj chyba odpowiem: Miejże waść kamerdynera przyzwoitego i do salonu, i do drogi, nie pijaka i nie wisusa, żeby ci rzeczy pilnował i pieniędzy nie podbierał, a w białych rękawiczkach do stołu służył. Starego owego służki poczciwego o jakim tu mowa, ani już widać, był to ten co z panem na wyprawę chadzał, co mu doma wszystkiego pilnował i dzieci niańczyl i młodzieży strzegł, i nieraz sobie z panem pogawędził szczerze, a znając go dobrze, rada, mu poczciwą, wysłużył... Był to taki sługa co jurgieltu naznaczonego nie miał, pieniędzy mało widział i nie pragnął, którego los z pańskim był związany, co szedł za niewolnikiem w niewole, za gospodarzem na rolę, za dworskim na pokoje, a za umarłym do ziemi... Przyjaciel nie służka... Ale ich dziś niema. Czemu? Nie żeby się poczciwych sług przebrało, ale że dobrych panów nie znajdziesz; jedni drugich czynią i wzajem się kształcą, a pan tu więcej może niż sługa 113 i na nim więcej zależy. Nie narzekajmyż na ludzi ale na siebie — jaki pan taki kram. Coraz to dalej trudniej nam za panem Rejem wy dążyć, zwłaszcza gdy tu do poselskiego przyszedł urzędu, jak go szlachcic ma pełnić. U nas co odpowiada poselstwu to owe wybory nasze, które nie czem innem są. tylko posłów zgromadzeniem o potrzebach prowincji obradującem. Wreszcie wszelka posługa publiczna a urząd toć takie poselstwo, w którem się swoją klassę jeżeli nie stanowczym głosem, to uczciwością i charakterem przedstawia. Rzecz publiczna jako jest sprawą wielką i gardłową, dowodzić darmo tym co nie rozumieją; doskonale to Rej wystawia jakby koło niej chodzić potrzeba, kiedy koło sprawy prywatnej tak się gorąco każdy zajmuje. — "Niech jeno przypadnie lada prywatka, ale nie tylko już swoja własna, ale niechaj ruszą mnicha, księdza, pana, starosty, wojewody, albo urzędnika jakiego, albo też szwagra, zięcia, albo powinowatego jakiego, wnet usłyszysz prędką obmowę, prędkie a upór- 114 he zasadzenie i czasem niepomierne poswarki... " Koło powszechnego dobra, już nie tak się ludzie krzątają — to prawda, każdemu się zda, że to go nie dotknie, że się sam wykręci, a drudzy, niechby sobie sami radę dawali. W ten to sposób giniemy wszyscy. Szeroko rozprawia o poselskich przymiotach Rej, chcąc mieć W owym szlachty przedstawicielu anioła Bożego, a najbardziej mu zalecając bezinteresowność i niedbanie o żadne łaski i dary, gdy o poczciwość idzie. Tu się podpiera przykładami starych ludzi owego greckiego i rzymskiego świata, tak upodobanego w owych czasach. Nie popisał się wcale starowina, gdy z zamiłowania pokoju i ciszy swemu poczciwemu człeku urzędu nie życzy, z powodu że to kłopot niemały, ależ obowiązek święty. Szczególniej to czyni przeto by raz wziąwszy na się zobowiązanie i powinność czego w niej nie omieszkał, i na języki ludzkie a przymówiska się nie naraził. Biedać to zawsze niemała publiczna po- 115 sługa, ale też zasługa w niej wielka, a jak u nas podwójną, była, bo ją z opuszczeniem własnych spraw i o swoim chlebie każdy odbywał. Miała rzeczpospolita potem do rozdania ziemie, ale te majętniejszych spotykały, a i bez widoku nagród służyli jej wszyscy chętliwie i z serca. Cóż kiedy jeszcze za frasunek i biedę, spotykały takie przymówki i przygody, jak oto w Reju je znajdziesz. — "Abyś się i najpoczciwiej w tem zachował, musisz cierpieć... Już wnet powiedają, iż znać na nim urząd albo pobory. Aleć to snać jednak czasem i bez kunsztu bywa, bo już poborca albo jego pisarze im może najwięcej na wójcie wytargować a wyciągnąć, to największe mistrzostwo, choć będzie daleko nierówno z uniwersałem. " Posłuchajmyż jeno jak się to u nas podatki owe dobrą wiarą wybierały, i jak je ludzie płacili, zaiste rzecz ciekawa. "Wójt chociaż się widzi prosta skowera da czasem chytrym poborcą o ziemię. 116 Powiedali o jednym, iż gdy płacono po groszu od głowy, tedy się zmówił z gromadą, iż jutro kiedy będę oddawał pobór, aby nie było jedno sto pogłowia we wsi, a drudzy niech się rozłażą, albo na orzechy albo na roboty, a pod przysięga oddawano. Tedy nazajutrz przyniósł do poborcy sto groszy. Powiedział mu poborca, o miły wójcie, wszak to wielka wieś, jest tam kilkaset pogłowia. Powiedział wójt z ową. zakrzywioną postawą, jako prostaczek. Byłoć miły panie, było krasnej czeladzi niemało, aleć się rozbiegło po robotach, i przysiąkł, że ich teraz nie masz we wsi jedno sto i musiał wziąść bierca sto groszy, a wójt za ostatek z gromadą, pił dwie niedzieli. Powiedali też o drugim; iż gdy płacono z osiadłych łanów po kilka groszy, tedy się też zmówiło z sąsiady aby ich nazajutrz trzej na jednym łanie siedziało; przyniósł też wójt ledwie mniejszą, połowicę z onych osiadłych łanów, powiedział mu poborca: wójcie, wielka tam wieś, musi tam być więcej łanów. Powiedział wójt także też z głupią postawą: 117 Tak ci się twej miłości widzi, iż wielka, iż się rozrodziła czeladka. Ale możesz temu wasza pańska miłość wierząc, iż u nas dziś trzej siedzą na jednym łanie. I przysiągł wójt, że trzej dziś siedzą u nas na jednym łanie, i oddał jako rhciał pobór, a potem pił za ostatek z gromadzką kilka dni. " "A tak wzajem ci się by kobyłki cieszą, ale przed się Boga i cnoty próżno oszukać, i na wójta i na poborcę wszystkiego się ludzie dowiedzą. Albo także też i mytnik, a jako też tam pobożnie może użyć urzędu swego ? — bo na jednem miejscu na pisarza, to już tam vix justus sahabitur, ledwie święty wybiega. Na drugiem miejscu najmie burmistrzowi, na drugiem wójtowi. Burmistrz żydowi, żyd pisarzom poruczy, a każdy z tych chce zyskać. A na czemże ten zysk ma być? nie wyorzeć ani z młyna wymierzy jedno co z nędznych ludzi jako tako wyciągnąć a wymęczyć może... " Z tych powodów, że ludzie narzekać muszą i na sumieniu trudno być czystym, odradza urzędu nasz moralista, w czemby dziś 118 znalazł chętnych naśladowców i potakiwaczy. Nareszcie przypuszczając, że nasz poczciwy człowiek powołany być może do rady pańskiej, Rej godne mu czyni uwagi jak się tara ma zachować. Śliczne tu są słowa jego O wielkiem powołaniu ludzi do publicznej zaprzężonych sprawy. — "A tak tu już nielza jedno i wolność swą, i sumienie swe, i cnotę swą twardo jako jakie więźnie każdy poczciwy okować musi, i już tu nie patrzeć ani na prywaty, ani na zbyt wielkie wczasy swoje. Już to jeślić został tym winiarzem pańskim, trzeba robić a kopać w tej winnicy świętej jego, aby w niej one wdzięczne gronka pańskie, przez onę niedbałość swoją, marnie nic osychały, ale iżby podawały wdzięczne z siebie owce swoje. Bo słuchaj srogiego dekretu pańskiego, iż krwi najmniejszego z nich chce patrzeć z ręku twoich. " Do wszelkiego zawodu publicznego a urzędu te słowa zastosować się dają, a i dziś dobrzeby pamiętać, że się to bierze dla tytułu, dla odzieży, zyskania jakiegoś znaczku lub 119 zarobienia pochwały, ale aby za to przed Bogiem i ludźmi odpowiedzieć co się zrobiło i czego się nie dopełniło. Te obowiązki poddanego względem pana tak wyświeca Rej jak sam je u boku dwóch Zygmuntów spełniać musiał, jeśli do ucha ich był dopuszczony, bez pochlebstwa i słabości, z poszanowaniem i bojaźnią., ale ze służbą prawdzie nadewszystko i gorliwością nieuśpioną. — "Ano cnota, ano straszna przysięga, ano bolące sumienie, ano poczciwa powinność jako młotem poczciwego człowieka tłucze a do tego pociąga, aby nie drzemał, aby nie ulegał, a za drugie się nie zasłaniał. " Dalej o pieczy około wymiaru sprawiedliwości, i innych panującego obowiązków, obszernie się Rej pismem popierając rozwodzi; o cenie miłości ludu dla panującego i sile jej równie szeroko i dobitnie ze starożytnych wywodząc przykładów. Cały tu niemal osobny ustęp o cnotach głównych monarchów, ku którym wieść obowiązana była rada i pilnować by w nich 120 trwali; o strzeżeniu od wszetecznego żywota, od pychy, od łakomstwa, od ulegania pochlebstwu. Każdej z cnót i przywar poświęcił Rej osobny paragraf ozdobiając go mnóstwem historycznych przykładów z dziejów świętych, z Grecji, Rzymu i innych narodów. Dziwna rzecz, że tu nigdzie nie napotykamy żadnego swojskiego. Znać jeszcze świeżym stosunkowo wypadkom brakło tej powagi, którą miały historję prastare. Na pochlebstwa szkodliwość szczególniej nastaje, przywodząc świeższe już dworaków króla francuzkiego przesadne uwielbienia półgębkiem szeptane, tak jednak aby do uszów pańskich dojść mogły. Słusznie też nalega na prawdomówność u dworzan, bo nikomu trudniej prawdy usłyszeć jak wszelkiemu władcy — a komuż ona potrzebniejsza? Wraca wreszcie autor do szlachcica swojego, pragnąc by szlachectwo między innemi stanęło jak cedr na Libańskich górach, który piękniejszą zieloność nosi i woń wydaje nad inne drzewa. "Jeżeliś szlachcic, powiada, żyjże jak na 121 szlachcica przystało. To samo nazwanie szlachcic obowiązuje cię już do tego byś był czysty, a nikt ci zarzucić nic nie mógł. " Pojęcie to szlachectwa, które wynosi nad inne stany, łączy się tu zdrowem ocenieniem innych. Jeżeliś też stanu mniejszego, także aż do kmiotka, przecie każdy stan gdy zachowa powinność swą poczciwą, pobożną, umiarkowaną, a nie wychodzi z granic obowiązku swego, jednostajne ma przywileje od pana nadane, gdyż u niego braku nie masz, ani wzmianki czy król albo wojewoda, ale prorok mówi: "Sprawiedliwy człowiek zakwitnie w zebraniu pańskiem. " A dalej na czem leży szlachectwo, tak określa: "A wszakoż jeśli kto będzie ozdobion stanem szlacheckim, jakoż się już to z dawna na świecie rozniosło, tedyć jeszcze nie to prawe szlachectwo, gdy cnotami nie będzie ozdobione, iż go tak zową, albo że sygnet z takiem herbem na palcu nosi, albo iż go na sznurze na szyi powiesi, albo iż się czerwonym albo zielonym woskiem pieczętuje, albo na wrotach ozdobnych na tabli- 122 cach herbów nawiesza, albo naprzybija, albo iż się chlubi dziady, pradziady, albo inszemi przodki swemi, toć jeszcze mało na tem... I owszem jeślić się by wyrodził z nich jakiemi wszetecznemi obyczajami swemi, tedyby ich snadź lepiej nie wspominać, boś je już zelżył... " — "Albowiem szlachectwo, dodaje, szlachectwo prawe jest jakaś moc dziwna a prawie gniazdo cnoty, sławy, każdej pewnoż i poczciwości. " Widziemy tu już że Rej ciągle pisząc o szlachectwie, nigdzie praw jego nie wspomina, a wytaka mu obowiązki. I dziś też tak je pojmujemy jako ciężar nie jako przywilej jaki... Szlachcic rodzi się ofiarą, żyje ofiarą umiera poświęcając się, a jak skoro zabył że jest ofiarnikiem społeczeństwa, przewódzcą, do poświęceń — niknie, drobnieje i przeradza się. Tradycja szlacheckiej krwi, jest jednym głosem wołającym o cnotę, — pótyś szlachcic a prawo masz i przodkami się pochlubić i godłem pochwalić i dosługami wywyższać, póki sznur ten własnemi 123 rękoma wiążesz dalej... jeżeli pękł w twych dłoniach, już on nie twój. Z nowych ofiar i poświęceń dla kraju wyrodzi się nowa szlachta, a stara jak skoro zapomni obowiązku, ginąć musi. Stokroć to u naszych pisarzy starych powtórzone znajdujemy i w pojęciu szlachectwa w zupełnej z nimi jesteśmy zgodzie. Nastaje na to Paprocki, mówi i śpiewa szeroko Klonowicz. Od Długosza począwszy, wszyscy co o szlachectwie pisali, nieomieszkiwali ciekawej rodzin charakterystyki, która tam na początku przy herbie każdym najdziesz. W każdem gnieździe przy cnotach innych górowała jakaś dziedziczna, ze krwią i duchem przelawająca się, która odcechowywała rodzinę i nadawała jej piętno właściwe. Co krwi to krwi, boć i tu są tajemnice niedocieczone, ale wychowaniu i wpływom jego przypisać można, iż się istotnie w rodach pewne zawczasu nabrane skłonności, popędy, cnoty i wady przechowywały. Patrząc na ten fakt, heraldycy nasi sformułowali bardzo ciekawe o każdej z rodzin determi- 124 nacje, które najdzie kto ich poszuka aż do Niesieckiego. Tak całe szlacheckie grono jedno mając powołanie i wspólne cnoty stanu, kwitło w owe czasy świetne najrozmaitszemi barwami. Ci do rady, inni do boju, tamci do prawa, owi do koni i psów pociąg mieli i powołanie; ale szlachcic jako szlachcic wszelaki stał na czele stanów Rzeczypospolitej, wybór przedstawiał i wiódł za sobą pzykładem a czynem na wyżyny. Dla tego u nas wszelkie odznaczenie się wyższość duszy próbujące, nagradzano szlachectwem. Już na schyłku bytu Rzeczypospolitej podrosła buta szlachecka, zatarło się uczucie obowiązków, a bujnie dźwignęła idea praw stanu. Tymczasem najwyższem prawem szlachcica było krew przelewać i święcić się za kraj nikomu nie dać uprzedzić gdzie szło o nastawienie gardła, mienia, spokoju.... Dopóki jasne wyobrażenie takiej stanu prerogatywy trwało, szlachta świeciła jako klejnot przedni i w niej wszelkie jednoczyło się życie. Z jej łona wybrańsi jeszcze chwilowo 125 w szeregi senatorskie wchodzili, ale tu państwo nie było tak dziedzicznem i trwałem jak szlachectwo; bo odeń jeszcze więcej wymagano. Rzeczpospolita tych starszych synów nagradzała obficie, ale od nich potrzebowała wiele; szkatuła senatorska była skarbcem krajowym, nie pytano go o czem jechał posłować, ani za co pułki zaciągał, nagrodzono mu potem lub nie, a o fortunę i życie nie mógł się targować z matką. Więc inny stan mniejsze ponosił ciężary, inny w celu miał wydział pracy, nie chodził w zbroi, nie przelewał krwi, a potu jego nie ważono też mało. Ale okoliczności nieszczęśliwe nie dozwoliły nigdy wśród zamętu wojen i niepokojów domowych, rozrachować się z młodszym bratem. Któś nam wszakże zaprzeczy, że od prastarych czasów ciągle za kmieciem odzywały się głosy, może wprzódy i głośniej i śmielej niż gdzieindziej. Sama kraju wojenna postawa, czyniła szlachtę co na koniu siedziała zawsze: jego przedstawicielką i królową jak bywa obrońcą... W niej była walka a więc życie... 126 Może być że znajdą nam mnóstwo wyjątków dla okazania, iż szlachcic ideałowi swemu nie odpowiadał, lecz gdzież rzeczywistość stoi na równi z ideałem?... to pewna że wciąż szlachcica tradycja, przysięga, przykłady, dzieje starsi pędzą ku wyżynom i ku dobremu naganiają. Tak było — jak jest? obejrzyjmy się... Szlachcic dziś jeszcze wysoko klejnot swój ceni ale już doń dodać nic się nie sili, zasługi stare sterczą mu za wszystko. Nosi on sygnet na palcu, dewizkę przy zegarka, wybija insygnia heraldyczne na listowym papierze, na czele domu, na guzikach liberji, powozach i fajansach... dmie się że liczny szereg przodków wyliczyć potrafi, ale się już przez to wyższym sądząc nad innych, sądzi że tak w przeszłości się zasłużył, iż dziś nikt nic od niego wymagać nie ma prawa. Siedzi więc na wsi, gospodarzy skrzętnie by mógł błysnąć zbytkiem w domu lub za granicą, ale przewodniczyć nie myśli do niczego, ba nawet ideę tę swej myśli zabył zupełnie. Dziwi go to i niecierpliwi, gdy się ktoś 127 od niego jeszcze czynu domaga, jeszcze dowodów że tradycja stara mu nie obcą, że znając swe prawa wie i o obowiązkach... A tym czasem sam na siebie dekret pisze upadku i wymazania, który codziennie spełnia sama siła rzeczy... Widziemy tu nietylko u nas, ale na innych krajach, gdzie szlachta trwała tyle właśnie, ile jej powołanie się spełniało; zgnuśnienie, spoczynek, używanie majętności strawiło ją i zgryzło. W pojęciu szlachectwa w Polsce była i idea konieczności posiadania własności ziemskiej: nie napróżno wcale; szlachcic nie dla korzyści z ziemi ciągnionych ją posiadał, ale jako narzędzie do wypełnienia posłannictwa swojego. Mówiliśmy to gdzieindziej już, że frymark ziemią nieznany był u nas za dawnych czasów, a święta spuścizna ta szła z ojca na syna, jako patrjachalne zwierzchnictwo powierzonego ludu, jako wspomnienie dawniejszego jeszcze stanu, w którym Wodzem tylko gromady słowiańskiej orężnym był szlachcic. Wyobrażenia dzisiejsze 128 odmieniły się w tem najradykalniej, każdy dziś nieosiadłą, ba i osiadłą nawet nabywa ziemię, a rozrządza nią nie jako powierzonem mu dobrem, ale jako własnością osobistą. Stała się ona towarem, szmatą podzielną, materjałem spekulacji i groszem, czem nigdy przedtem nie była. Ciągniono z niej dochody: ale spełniano i obowiązki; dziś pierwsze tylko są na względzie. Ciągnie jeszcze dalej Rej rozprawy swe i okazywanie jako szlachectwo polega na cnocie a nie na herbie, który ją przypomina, następnie mówi o szarej pysze jako jest szkodliwą. Maluje zaś pyszałka na swój sposób i z fantazją wielką. "A patrz jedno na jego postawy, jeśli się nie masz czemu i pośmiać i podziwować, a on idzie nawieszawszy dziwnych pstrych chobotów około siebie: na ludzi nie patrzy tylko sam na się pogląda, cień upatruje, spluwa choć mu nie trzeba, rękawicę z tej ręki na której sygnet zdejmie a w drugiej ją dzierży, kaszle, krząka, choć mu się nie chce, z kamyka na kamyk stąpa, kroku strzeże aby go nie zmylił, na pachołki się ogląda jeśli je ma. 129 .....A jeśli gdzie na miejscu między dobranemi towarzyszami usiędzie, tedy jeśli co mówi, to już z oną przewłoką, z oną postawą, z onem przekąsywaniem słówek, z onem rzekomo zająkiwaniem, aby tak rozumiano iż z rozmysłem mówi. Paznokcie ogląduje, czapki poprawuje, a łotrowie mu siedząc pochlebują, a jeden na drugiego poglądają, a bardzo go snadnie na wszystko przywiodą, iż im szynkuje albo musi posłać po co jedno każą." "Ale miły bracie czemże się ma pysznić ta nędzna mucha? izaż nie takiż człowiek jako inny? a jeszcze w onych swoich obyczajach sprośniejszy niźli inny. Izaż się nie tak rodzi jako inny? Izaż nie tak mrze i nie tak że w ziemi zgnije jako inny?... Jeśli go pstrocizny albo perfumy do tego unoszą, zawżdy się poczciwi tego chronili i za to się wstydali. " I znowu przykłady po temu jako się to dawni pychą brzydzili i jak pan na nią, się gniewał; szlachcicowi zaś szarej pychy się ustrzegłszy radzi natomiast zachowanie swej 130 godności przyzwoite, to jest skromną wspaniałość, jak ją zowie. Wracamy jeszcze do cnót potrzebnych szlachcicowi, o których obszernie traktuje moralista: uczuciu sprawiedliwości, pohamowaniu zazdrości i łatwego oszczerstwa. Znać z wielu w księgach Reja i innych mu współczesnych pisarzy wzmianek, jak drażliwi byli w owe czasy na wszelką krytykę obyczaju, czynności, pisma ba nawet budowli. Nieustanne tu przeciw tak zwanym szacownikom występy. A jest i dziś w obyczaju słówka trafnego poszukać aby nim swój dowcip okazać a drugiego poniżyć, aleśmy się dziś z temi wystrzałami wiatrówek otrzaskali i nie tak na nie czuli jesteśmy. Rej nas tu w obrazku maluczkim, ale dobitnie skreślonym wprowadza na podwórzec szlachecki i prostą bardzo wskazuje czynność, by przy niej żyłkę ową szacowania okazał. "Niechaj kto najpiękniej na koń wsiądzie, odzywa się, albo co ozdobnego uczyni, to wnet znajdzie sędziego i podsędka koło siebie. Jeden mówi iż nie tak ma dzierżeć nogę w strzemieniu, drugi powiada 131 iż nie tak miał kobierca uwiązać, inny za się powiada iż się to nie koń sprawuje źle, ale go on nie dobrze wiedzie... Jakoby rzekł każdy — iżbym ja umiał lepiej, a iżby tak o nim rozumiano, anoby ze wszystkiego nic nie było. A przed się cierpi dwie szkodzie i owego jeśli nie dudek, co mu powiada, iż się z niego dowoli nakugluje, i owego co go szacuje, gdy się dowie potem, mało mu za to wdzięcznem będzie." Tu już wchodzimy w malowanie obyczajów coraz dla nas ciekawsze i w szczegóły obfite, jakich żaden inny pisarz nie daje, bo stary nasz Rej, gdy się weźmie charaktery wystawiać, tak je odwzorowywa żywo i z takiem bogactwem akcessorjów, że zda się patrzysz na nie i z grobu ci wstają jako żyły. "Ze zbytku mówi, mnoży się łakomstwo, chciwość i niesprawiedliwość. Nawyka się rozpuście, a potem ją choćby za sumienie kupić potrzeba.... " Święte to słowa... aleć dawniej tak jeszcze źle jak dziś nie było, choć już na dworach Zygmuntów poczęły się rozkoszowania i miękkość. Rej powstaje silnie przeciwko zbytkom 132 w piciu i jedzeniu, w nastrzępionych a dziwnych ubiorach, w chodzeniu, w pojazdach... "Albowiem patrz, pisze — gdy sobie wspomnisz one dziwne czuby, one falsaruchy. one stradiotki, one z dziwnemi kołnierzmi delije, one żupany, one rozliczne włoskie, hiszpańskie wymysły, one dziwne płaszcze, sajany, kolety, oburcuchy, aż dziwno i straszno o nich mówić, a drugich ani zwać, ani ich sobie rozkazać umie, jedno krawcowi poruczy, aby mu uczynił jako dziś noszą. A też słyszę w postronnych krajach, gdzie się trefi każdy naród namalować, tedy Polaka nago malują, a z nożycami a postaw sukna przed nim. — Krajże sobie jako raczysz. "Nuż za się co owych nastało dziwnych pontalików, feretów, smalcowanych łańcuszków, pstrych bieretków, z rozlicznemi czentkami. A snać już drudzy nie tylko na głowie, ale i na nogach te pontały a te ferety sobie przyprąwuja... Patrz za się co się to skarbu Bożego popsuje na owe pozłociste nitki, na owe forboty, na owe teperelle, na owe 133 dziwne tkanice, tak szyte jako haftowane że już i malarze wzorów nie nastarczą wymyślać. Także też i owe rozliczne pętlice, strzoki, knafle wymyślne, dziwne sznury, a u nich kutasy, a ktoby się tego naliczył a napamiętał. " "Aby dziesięć krojów na każdy tydzień wymyślił, tedy każdy chwalą. Będzie jedna z długim kołnierzem aż do pasa, to powiadają iż tak czyście (pięknie) chłop ozdobny, od wiatru się zasłoni kiedy trzeba i kijem we grzbiet nie tak bardzo puknie. Będzie za się druga co kołnierza nie ma u niej na palec, a przed się taż i tak czyście, wolno mu się obejrzeć kędy chce, i jako chce, a przed się mię kołnierz w szyję nie kąsa. Będzie druga z długiemi rękawy, a czasem i ze trzemi, też tak powiadają czyście, chłop znaczny na koniu kiedy rękawy koło niego trzpiatają. Będzie druga co jedno rękawiki do łokcia, a też tak przed się czyście, wolniejszym tak i snadniej mi na koń wsieść. Więc będzie druga aż do samej ziemi, to też tak czyście, chłop się zda urodziwszy i pieszo i na koniu, i przed się mi wiatr ko- 134 ło goleni nie tak harcuje. Druga za się będzie mało niżej za pas, a przedsię tak czyście i lżejszy człowiek i pieszo i na koniu, i niczem się nie zabawi. Więc będą ostrogi na pół łokcia, to też tak czyście, ozdobny chłop na koniu i konia się" mocno imie, i wszystko czyście. Będą drugie ledwo je przy piętach znać, a przed się czyście, lżej mi tak i Boże uchowaj konia odbyć, tedy mi w trawie nie zawadzą, a przed się wszystko czyście. Ja wierzę by kto pozłociwszy rogi na łeb włożył, tedy nie wiem by nie powiedali iż to tak czyście, bo wszystko czyście by się jedno co dziś pojawiło czegośmy wczora nie widzieli. A co na to czyście wynijdzie, to już tam mieszek (worek) niechaj rosponduje. Bo na owe choboty co się w nich pośladek jako korzec widzi, co jedno od roboty wynijdzie, ubrałby się był za to dobrze pierwej poczciwy szlachcic i z czeladzią. " Dziś już tych wyrzutów co do strojów nam czynić nie można, w ogóle strój któryśmy przyjęli nie tak kosztowny, ale mniej trwały, nie jest nikomu ruiną. O kobiecych 135 toby tam coś i sporo powiedzieć się dało, i dalej o tem że kobiecy strój nie na przepychu i koszcie a na smaku zależy; ale to już daremneby były słowa bo paniom trzeba być pięknemi, a im się zawsze zdaje, że co drogie a rzadkie to ładne. Choć jestże co śliczniejszego nad bieluchną sukienkę, nad skromny czarny ubiorek, nad lada wstążeczkę przypiętą, ze smakiem właściwym kobiecie? Za to strojem nie grzesząc, w innych rodzajach zbytków, które zaraz zobaczemy, dalekośmy prześcignęli pradziadów; posłuchajmy: — "Nuż za się, mówi dalej pojazdy nasze! Koń za pięćset złotych, rząd za drugie tyle. Nuż owe alżbanty, nuż owe kutasy, nuż owe dziwne muchry, strzępki, aż dziwno patrzeć na te straszne wymysły świata tego. Bo acz ci nam Bóg ziemię na to dał, abyśmy tego używali co się na niej i w niej rodzi, ale bess wymysłów dziwnych, a bez płaczu ludzkiego. Bo cokolwiek ze słusznej miary wykroczy, to już wszystko grzech a ohyda być musi. Albo też owe rozliczne a dzi- 136 wnie przyprawne kolebki z wywieszanemi kobiercy, z altembasowemi wezgłowiami (poduszki jak dziś) z szarłatnemi poponami z owemi pozłocistemi lewki. A jaki to koszt uczyni a co na to wynijdzie jakby kto obliczyć chciał. A jakoż się tu proszę cię łakomstwo a łupieztwo zamnożyć niema? a jakoż tu prawda a sprawiedliwość spełna zostać może, a jakoż tu żywot wolny a wesoły ma być? bo gdzie wziąć to wziąć, fas albo nefas, to już wszystko o tem wnurzywszy łeb w ziemie myśleć musi. " Skutki zbytku też same i dzisiaj i popęd do niego jednaki a nad miaręśmy już do niego zwykli, ba i maluczcy. Niech co chce mówi stary, ale tyle co dziś tego nie bywało. Panowie się sadzili może i nad miarę, szlachcic na jednej wiosce, w kożuchu chodził zimą, w kitlu płóciennym latem, skórzanym się pasem podpasał, jejmość w cycowej spódniczce, a chyba od wielkiego dzwonu dobyły się kontusze i żupany po dziadzie i suknie jedwabne, które nazajutrz szły do sepecika. 137 Kiedy już o tem mowa, niechże mi tu wolno będzie przytoczyć anegdotkę, która starą, oszczędność dobrze maluje. U dziada mojego gdym był jeszcze małem dzieckiem, dziwiłem się raz ślicznemu ubraniu polskiemu dorodnego szlachcica, który w odwiedziny przyjechał bardzo suto i zawiesiście wystrojony. A był ten pan Li piński, postawy wzniosłej i oblicza staropolskiego jak z portretu. W godzinkę po obiedzie pożegnał się i odjechał i my też za nim z dziadem do bliskiego folwarku wprędce wyruszyliśmy. Pod niedalekim lasem i suszarnią patrzymy stoi bryka Lipińskiego, ażeśmy się wylękli czy mu się co nie popsuło, lub się nie okaleczył, bośmy postrzegli zdala że siedząc na trawie coś koło siebie poprawiał. Ale nic się dzięki Bogu złego jegomości nie stało, tylko staję odjechawszy ode dworu, jako to był człek porządny i oszczędny, tak usiadł na murawie, tłumoczka dobyć kazał, płócienny kitel wdział, a świąteczne odzienie poskładawszy porządnie, do bryki je wpakował. I najmniej go to nie zafrasowa- 138 ło żeśmy go na drodze przebierającego się natrafili, rozśmiał się ochoczo, pokłoniliśmy się sobie; i dalej już ze spokojnem sumieniem w podróż się swoję, puścił. Dziś oszczędność śmieszną, jest prawie po świecie, gdy z drugiej strony skąpstwo samolubne chodzi z czołem odkrytem. I mało nie na dwie połowy dzieli się społeczność nasza, na dusigroszów i marnotrawców, a tych coby pośrodku stali i wiedzieli co czynią, niezmiernie mało. W ogóle zaś zbytników jeszcze więcej niż sknerów, ruin też w około siebie majątkowych nie policzyć, z wielkich imion co niegdy szerokiemi majętnościami władały, zostały tylko niedogryzki smutne i do noszenia ciężkie. Dalej o przepychu stołowym jeszcze tak opowiada moralista: "Patrzajże za się na koszt a na dziwną utratę wymyślnych potraw naszych, jeśliże to nie jest wielka przyczyna niepobożnego żywota naszego. Przypatrz się jeno owym 139 dziwnym półmiskom a owym sprośnym wymysłom świata dzisiejszego. Patrz na owe rozmaite przysmaki co je sapory zowią, a prawda sapory bo chłop po nich sapi ożarłszy się jako w barłogu kiernoz. Patrzcie na potrząski rozliczne, patrz na pozłotki, na farby, na malowania dziwne, a snaćby ich mógł nie zwać potrawami, ale obrazki jakiemi malowanemi. Ano na jednej misce baran pozłocisty, na drugiej lew, na innej kur, na trzeciej pani jaka ubrana. Więc dęby z żołędźmi, więc z różami pozłocistemi, więc z rozmaitemi kwiatki zewsząd osadzonemi. Więc pozłoty rozliczne, one kury pozłociste, one orły, one zające, a potrawa w pośrodku za djabła stoi, ona zaprzała a śliska, dalekoby lepsza i smaczniejsza była, kiedyby ją z polewanego garnka ciepło na półmisek, wyłożył. "Druga za się będzie z pozłocistemi uszyma, co jeszcze w piątek wrzała, to ją aż w niedzielę postawią. Druga też z chleba a z migdałów a z klejem ulepiona to też od kilka dni będzie stała. Nuż jeśli pieczyste 140 będzie, to też czekając towarzystwa jedno wyschnie niż się drugie upiecze. Będzieli też jaka wyborna pieczenia, to z wierzchu jako skorupa, a w pośrodku mógłby ją jastrząba nakarmić. A jakież to zdrowie ma być mój miły bracie? a jakoż ci tu i mieszek pospołu i z panem rozboleć nie musi? a jakoż się to i łakomstwo zamnożyć nie musi: a czasem Da wieczerzą nie zawżdy półmiski z pełna będą, przyjmie je żydek bardzo rad chociaż będzie wieprzową pieczenią śmierdział, acz od świniny nie jada. "Patrzajcie jakiego to tu żołądka trzeba na takie zaklejone i zaziębłe potrawy, albo też na owe zapalone, co je winy albo rmuszkatellami zalewają. Więc za się znowu lać w gardło one soki, one witpachery, one rozekery, one rywuły, małmazje, muszkatelle, a jakoż tu chłop zgorzeć nie ma? a jakoż to może być długi żywot jego? a on jako pies obżarty ledwo dolezie do barłogu swego, a dobrze jeszcze iż chłop tamże zarazem za stołem nie zdechnie. "Więc już i mniejszego stanu bracia nasi 141 tak się tego schwycili, że nie znajdziesz już dziś leda na biesiadzie, jedno każda potrawa musi przyjść jako kasztelanka albo samotrzecia, albo samoczwarta. Już to wżdy jako tako kiedy pieczyste albo co w rosole, coby miało być na jednej misie, iż to różno rozłożą, iż będzie gęś na inszej misie, kur na inszej, także też mięso albo cietrzew na inszej. Ale owy niewolnice co po niewoli gdzie wziąć to wziąć, co mają, potem iż muszą za panem grochem albo za panią kapusta wędrować? Więc się tu już pani z panem jeszcze z wieczora radzą, co mają przy grochu a co przy kapuście postanowić. Pan powiada iżby dobrze przy kapuście drugą kapustą chociaż czarną. Pani zasię powiada, iż dobrzećby ale rozynków ani cukru nie mamy. Ale wiecie co, nasmarzę ja ciastka jakiego, albo myszek na szałwji. To się już tak smażą, pieką, że masła w garncu na drugą niedzielę bardzo mało zostanie, a święty Wojciech wiesz to Bóg kiedy nastanie, niż się drugie pocznie zbierać. "Więc one serwety wyszywane, więc one 142 tuwalle (ręczniki) z dziwnemi wzory, a już ręczników nie umieją zwać, więc one listwy w koło obrusów. A powiedali na jedną, panią, iż ujrzała obrus z listwami na stole u ziemianina, i powiedziała onej ziemiance, iż już nie wiemy co mamy przed wami wymyślać, już musze dać perłowe listwy u obrusa uczynić, a ziemianka stojąc powiedziała. — Więc my też chociaż drobniejszemi perełkami miłościwa pani, ale przedsie w tenże wzór co i wasza miłość." Opis wytwornego stołu w połowie XVI wieku tę wielką ukazuje nam różnicę jego od dzisiejszego, że tamten głównie na schwał był dla oczów, a nasz dzisiejszy dla brzucha, tam się sadzono na pokaz i wspaniałość, u nas na osobliwostki i przysmaki. A zaprawdę, takeśmy sobie gęby popsuli, że mało już gdzie zobaczysz nasze prawowierne stare potrawy szlacheckie, krupnik, kasze, sztukamięs, kluski i co pośledniejsze a zdrowe jedzenie, i brzuch i próżność potrzebują delikatesów. A tak to teraz umiemy przyprawić, podać, przelać czemś, uporządkować, 143 aby brzuch nieopatrzywszy się przyjął ochotnie choć nad miarę. Gdzież się to teraz szlachcic o kilku wioskach obejdzie bez kucharza ze stolicy i przyborów zagranicznych, bez pasztetów, konserw, marynat, kompotów, sojów indyjskich, pieprzów kajeńskich, syrów w kilkudziesięciu gatunkach, konfitur suchych i mokrych, imbiru smażonego it.d. Jest pewien sakramentalny porządek kiedy, co i poczem i z jakim podać akompanjamentem, nie tylko w interesie żołądka, ale dla okazania że się zna świat i nie z jednego pieca chleb jadło. Znam takiego dostojnego urzędnika, który w kancellarji bez sekretarza ani kroku nie zrobi, a w kuchni kucharzowi nie da się rozporządzić, bo wie najlepiej co czem przysmażyć, i jak obiad ułożyć aby sobie palce oblizywano. Kiedy podać zimne przekąski, po czem poncz rzymski i jak przyprawny, kiedy jakie wino lać, reńskie, stare, deserowe, kiedy ser przynieść i likwory... Cała to nauka tajemnic pełna, jak się należy obiad zadysponować aby gość przejadł się, upił i niepoczuł nawet że przebrał miarę... 144 Zbytek w tych bankietach dochodzi u nas daleko poczwarniejszych rozmiarów niż za Rejowskich czasów, kiedy dla oczów były farby i złocenia, a dla gęby sos winny i trochę muszkatelowej gałki. Nigdy na ubogich składka tyle nie kosztuje co nasze zbiorowe obiady na uczczenie dostojnych urzędników i obywateli, na których często jeden człowiek pożera, coby na rok głodnemu istotnie stało. Sybarytyzm w jadle i przywyknienie do delikatesów kończy się tem, że swoje przejadłszy, biedny ów brzuch o dwóch nogach wlecze się dworując komuś ino aby jadł nieszczęśliwy, i sprzedaje gębę za kawałek mięsa!! Rodzą się tak owi ludzie słabi, wąchający z którego kurzy się komina, mistrze do urządzania obiadów, wielcy znawcy sosów i diagnostycy sztukamięsy, którzyby poszli pieszo i boso mil dziesięć, dla nasycenia nałogu wstydliwego. Z caluteńkiego świata zwozić dziś nam potrzeba przysmaczki, latają po ostrygi na żelaznych kolejach wagony i przywożą je 145 świeże, w pudełeczkach cynowych hermetycznie zamkniętych gotowe, zwożą, nam potrawki, a wszelkiego kształtu i koloru butelki pełne najdziwniejszych preparacji, jadą pomódz nam do strawienia obiadu, po którym istotnie długo sapać musiemy niżeli jego ciężaru się pozbędziem. Gdyby to tylko wpłynęło na stan kieszeni, mniejszaby o to zresztą., choć tyle grosza z domu na takie rzeczy... żal zaprawdę; ale jaki był skutek sybarytyzmu rzymskiego w owych czasach gdy za barweny po kilkadziesiąt tysięcy sestercji płacono, — jakie charakterów osłabienie, upadek ducha, spodlenie, tchórzostwo i zamiłowanie choćby sumieniem okupionego pokoju; takie być musi i dziś tej samej przyczyny nieochybne następstwo. Człowiek za co wprzód grosz dawał, da za to później duszę i poczciwość. A tak maluczko! tak w istocie mało potrzeba człowiekowi, i najenergiczniejsze ludy tak właśnie są. wstrzemięźliwe i w życiu proste. Jakże tego nie widzieć, że to zezwierzę- 146 ca, z bydła i poniża, ze siły wydziera wszelkie i umysł tępi? Wie to i Rej, że niejeden nałogowo przywiązany do takich wygódek,.. gdy mu na nie grosza się zachce, gotów ucisnąć, i z krzywdą nabyć go ludzką! Alboż tak u nas nie bywa! bijmy się w piersi, nie takci? Ale czego szczególniej obawia się nasz moralista to wycieńczenia rodu, bo utraty sił żywotnych szlachty przez ono rozpustowanie. "Tak z tych dziwnych wymysłów powiada, z tych dziwnych różności przysmaków rozlicznych, co się ma inszego umnożyć, jedno sprośna utrata, a potem łakomstwo, a potem różność wrzodów a przypadków szkodliwych... w ostatku prędka a nieomylna pomsta Boża, która za grzechem, jako chłopiec z mieczem chodzić musi... "I patrz wnet go już z onej biesiady kataras męczy, kolera pali, flegma dusi, oczy zasiniały, nogi zapuchły, brzuch jako pudło, sciatyka, pedogra pewna. Ano mu syropy w gardło leją, skwarny od trzeciego dnia 147 w żołądku macają, ano mu w brzuchu pełno, a w mieszku nic nie masz... Więc i to czasem stoi za kwartanę, ano dłużnicy u drzwi zaglądają, a on się kryje, a on się zapala psiną, oczy zasłoniwszy, a do jutra odkłada, a powiada iż mu pewne pieniądze z Gdańska przyniosą, a on tam nie ma ani kwartniczka. A przed się gdzie wziąć to wziąć k'wieczoru znowu nalewaj. " Temu to zepsuciu żywota i wyjściu z prostoty Rej przypisuje mnóstwo wprzódy nieznanych chorób szkaradnych, na które dziwacznych lekarstw szukać potrzeba. "Dawniej, mówi, na nasze słabości lada ziółko pomagało, byliczka, bukwiczka, kopytnik, podróżnik it.p. dziś potrzeba bolum armenum, ira pigra, terra sigillata, reubarbarum, hermodaktilorum (sic) alkibwgarum (sic)... lekarstwa, które, dodaje, nie tylko je po górach, po skałach szukając świat skryślali, ale i pod ziemią i pod wodą już ich zgmerali, a nakoniec ich i tam dostać nie mogą, ale je z miedzi i z żelaza, i czasem ze złota palą a dziwnie dystylują... a nie usłyszysz 148 by kto dziś zacny inaczej zdechł, jedno powiedzą., iż byli tam na jednej biesiedzie, tamże się rozniemógł, takżeć charlał, ażci poszedł. " To co tu Rej obszerniej się rozwodząc o zbytkach i rozpuście stołu, jadła i picia mówi przeciwko obżarstwu i pijanicom, zdaje się dowodzić że doszłe do nas wieści o jego własnej niewsti zemięźliwości muszą być przesadzone i potwarcze... Dosadnie on maluje te biesiady pijane, których obrazy i u Kochanowskiego znajdziesz, a później mnóstwo ich śladów, bo się one coraz bardziej zagęściły i poszły niemal w narodowy obyczaj, którego dziś już przecie znacznie się ujęło... Jak zawsze, gdy mu życie powszednie odwzorować przychodzi, Rej z niezmierną siłą i wyrazistością przedstawia je w rysach trafności i kołorytu pełnych. Smutne to ale niezmiernie prawdziwe. "A tu patrzaj, odzywa się, jak to nadobnym sekwensem idzie. Bo z pychy przypada zbytek a obżarstwo, a z obżarstwa za się 149 co najpiękniejszy klejnotek opilstwo sprośne a obżarstwo. Abowiem gdy sobie już tych tortów napieką, nasmażą, albo też mniejsi stanowię kręplów — aleć i pieczenia z cebulą po prostu, wierz mi iż też to nie zła pomocnica do tego, — to już klękają a czasem i krzyżem padają, a po ziemi się jako bydło walają, lejąc sobie w gardło. A będzie drugi trzykroć z owym gardłem za węgłem, a jeszcze sobie dobrze gęby nie utrze, a już woła: nalej drugą. Owa tylko blują aby pili, a piją zasie aby znowu blwali. A to iście jest osobny przysmak do dobrej biesiady. I powiadają że z tego zachowanie (przyjaźnie, stosunki) roście. A wszak widamy to zachowanie. Bo więc już tam co miał jeden przeciwko drugiemu od roku, a iż po trzeźwu sobie tego za nic nie miał, to się tam wnet wszystko wspominie, i wnet się krzywdą uczyni, tak iż z onego wielkiego zalecenia, a z onego braterstwa wielkiego, wnet pan brat drugiego brata pod ławą maca. Więc i sługom, choćby też czasem drugi nie rad nieborak, tedy mu dzbanem gwałtem będzie lał 150 w gardło — spełnisz mi bo to za zdrowie twego pana łaskawego, chocia do niego nikt pić nie będzie. A bardzo to panu pomogło, bo pan też gdzieś dawno za płotem albo pod ławą dyszy. " "To też nieborak on dzbaniarz lada gdzie w błocie się powali, tamże i uśnie, i suknią pomaże, czapkę straci, ostrogi mu odbiorą, z mieszka wszystko wydłubią, a on nieborak mniema by w łaźni był, a iżby go barwierz golił, ano mu psi gębę liżą. Obudziwszy się, -więc się tu oskuba, sukmanę ubłoconą za rękaw za sobą wlecze, nogi mu chodzą po kolędzie, przedsię na drugiego woła — o Janie, zamieszkałeś czystej biesiady, toceśmy tu byli weseli, ba i panowie się podobno po- pili, boć ich nie widać. Aleć wesół ano we łbie i w mieszku nic nie masz, szczka, zata- cza się, łeb się najeżył, a snadź daleko weselsi bywają wilcy w lesie.. "A jakież tu zdrowie ma być, mój miły bracie, jaki rozum? jakie baczenie? Ano sięwe łbie miesza zawżdy jako w browarze. Ano jeden zgore od gorącości, drugi zgnije od drożdży, dolewając zawsze tej skórzanej 151 beczki, w której ustawicznie kiśnie, a drożdże się marne w żołądku ustawają. Bo patrz, po chwili alić mu leją syropy w gardło, alić mu trą brzuch jak sekapie na rupie, alić na łbie rogi, guzy jako u kozła, alić się twarz świeci jako karmazyn, a nos jako perełkami osadził, aliści chłopu chrapi w gardle jako naręcznej szkapie, kiedy się ku górze zaciągnie., aliścić w mieszku nie masz nic, na ścianie nie masz nic, na grzbiecie niewiele, co się wszystko przelało. "Bo zać tam będzie jakie ochędóstwo u takiego pana. Kufel brudny, garnek o jednym uchu, w oknie wiechcie, stół czamletowy bo wszędy wzory po nim kędy się piwo lało, kachel gliną, zalepiony, na ławie by mógł rzepy nasiać, pościel brudna, izba zimna a nie umieciona, jastrząb ściany popryskał, owa aż się więc nie chce z onych roszkoszy do takiego pana... A on chodzi jakoby go teraz zdun z gliny ulepił, a nie wie co ma rzec z sobą, chyba potrawy toć już tam rozliczne będą." "A drudzy czasem iż się. im zda krótki 152 dzień, więc opończami zabiwszy okna to tak aż do drugiego dnia piją Kucharz też nie wiele się upracuje, bo to kapustą albo jakim kawalcem zimnej pieczonki odprawi. A jakoż tu poczciwym żywotem zwać, mój miły bracie, takie dziwne a wymyślne obżarstwa? a on chodząc chrapi, sapi, pod ławę wlezie, a nie wie jeśli jest albo był człowiekiem... "Więc byś go chciał poczciwemi słowy hamować, a co wżdy z nim mówić, a cóż potem kiedy mu nie rozumieć, a on klekce jako bocian, krząka jako kiernoz. Więc mu się tu zachce śpiewać, aliści jako ciele ryczy. Więc mu się zachce w tanek, aliści się ślizga jako kozioł po lodzie. Więc mu się zachce miłować, aliści drzemie albo uśnie na stole... —"A czegóż się ty chcesz na takiej biesiedzie nauczyć? a czemuż się chcesz przypatrzeć? ano nietylko taka bestja, ale nic zacnia mędrzy ludzie w takim sprośnym przypadku upadali. " Piękne jest jeszcze porównanie duszy takiego człowieka nieprzytomnego dla nałogu, do więźnia, który w chwilach opamiętania 153 przemawia do gospodarza swego —- "ten nędzny a smętny więzień to dusza święta, chociaż bardzo zbolała w tem plugawem więzieniu swoim, przedsię stara się a jako może przestrzega swego gospodarza, gdy się też kiedy obudzi, aby się uznał, aby się obaczył w tej plugawej sprawie swojej. " Dziś, dzięki Bogu, wyjątkowo nawet obraz ten nie jest prawdziwym, rzadziej u nas niż kiedy owe biesiady szkaradne i popisy opilstwa i harce sprośne około beczek. Ale za to wnijdźmy no na obiady i uczty nasze, jaki zbytek innego rodzaju kosztowny i wymyślny? ile rodzajów win potrzeba, jakich napojów aby gęby popsute zadowolnię? To co dawniej piwem a miodem lub się węgrzynem odbyło, dziś choć mniejszą ilością, daleko większemi opłaca się pieniędzmi. Musi tedy być i francuskie dwojakie albo trojakie, czerwone i białe, różnych lat i pochodzenia, i reńskie i węgrzyn z myszką fabrykowaną" i hiszpańskiego coś i włoskiego i szampan i likwory z Martyniki. Często jedna flaszka po sto złotych, to jest właśnie tyle ile pa- 154 robkowi za cały rok pracy się daje lub dawać powinno; czasem drożej jeszcze przy smak ów oceniony i naturalnie żadnej też kieszeni nie stać na to. Ale próżność każe postawić nie co najsmaczniejsze i najzdrowsze ale co najdroższe. Opowiadano mi o jednym spanoszonym szlachcicu, do którego komisant przyjechał aby sobie win u niego wybrał i li kworów. Gdy doszli do tych ostatnich, powiada przybyły: To bardzo drogie! nie wiem czy pan mieć zechcesz! — Drogie! zawołał obrażony, a to mi wać pan przyślej sto butelek. Otóż jak się to dziś dzieje. Dawniejsze pijaństwo pochodziło z hulaszczej natury, z popędu i krewkości, dzisiejsze z pychy aby się popisać, że się tem upiło co najkosztowniejsze, choćby się opłacić miało uczty ruiną, i dzieci. Zastaw się a postaw się! Ta tedy różnica główna, że my na próżść więcej chorujemy niż kiedy i zbytek nasz w niej ma główne źródło. Nie tyle on nam jeszcze potrzebny dla ciała, któreby się obeszło bez niego, co dla umysłu skrzywio- 155 nego, który wielkość zakłada na tem co jest śmiesznością, a pozorem. Ztąd nieraz dziś spotkasz człeka co w domu sobie skąpi, ludzi głodzi, żonę ciemięży niedostatkiem, a gdy mu przyjdzie wystąpić, niepożałuje nic, byle go sąsiad i pan nie przepisał. Z tych to złych nałogów a zbytków, stary moralista wyprowadza łakomstwo godzące na krzywdę ludzką, i opisuje nam znowu łakomych a chciwych, co zbierają a używaćnie mogą sami, porównywając ich trafnie do baranów między owcami, którym rogi miedzy drabiny głowy włożyć i siana dostać nie dają, więc muszą zdala stojąc gnój z pod siebie przegryzać. Kończąc ustęp o łakomcach a chciwych przywodzi wreszcie anegdotkę następującą o sile darów i przekupstwie. —"Powiadali o jednym panie, iż gdy ubogi kmiotek przyszedł do niego w jakiejś po- trzebie swojej, nastawszy się długo u drzwi, poszedł do domu, nie chciano puścić. Po i tem po chwili przyszedł wziąwszy za się barana, a stanąwszy u drzwi począł baranowi 156 ogon łamać, a baranisko też poczęło wrzeszczeć, i kazano go wnet. puścić i sprawił sobie wszystko co mu było potrzeba. Potem przyszedłszy do gromady żartował sobie z tego powiadając. — Już dawno panu służę, dzień pilno robię, nigdym nie zamieszkał, a wżdym żadnego urzędu nie wysłużył. A mój baran skoro przystał, tejże godziny został odźwiernym u pana. " Dziś tę powieść zastąpiono ową żydowską głową cukru, która przez drzwi odemknięte na pół, wsuwa się naprzód przed proszącym i za nim przemawia. Zwyczaj wiejski chodzenia do dworu zawsze z podarkiem kurą, jajami lub t. p. jeszcze się nawet utrzymuje, a co gorzej, że trudno go wykorzenić, bo chłopek się odrzucaniem ofiary ubogiej obraża. Jak chciwość zysku jest siłą potężną i gdzie nie wiedzie człowieka, wymownie tu opisuje wskazując, że ani śmierć nawet odstrasza ani niebezpieczeństwo hamuje, ani strach przeraża, byle coś zyskać a zarobić. — "Już za pieniądze otruć, zdradzić, we 157 śpiączki zabić, matka dziewkę w sprośną niewolę zaprzedać, już hycel najdzie sługę, co psa za ogon pod sukiennicą wlecze, już drugi za katem drabinę niesie. A snać niemasz takiej niecnoty, czegoby nędzne pieniądze a marny, a krótki pożytek, aby ci dwaj panowie nie sprawili: "A jako jeden zacny dworzanin mówił: — Nie mogę tego u siebie znaleźć czegoby rai nie dostawało; pójdę do skrzyni, wedle mojego stanu wszystkiego dosyć, pójdę do stajni, wedle mej potrzeby koni dosyć, do kuchni wszystkiego dosyć. Owo w który kąt kolwiek pójdę tedy mi się tak zda, że niemasz wedle mego stanu czegoby mi nie dostawało. A wżdy na każdy dzień obieżą wszystkie pany, obieżę trzykroć rynek, szukam jeszcze czegoś, a sam nie rozumiem czego. " "A patrz baba zdechła już na poły, będzie nosiła pieniędzy macharzynę w zanadrzu, a nie ruszy ich by miała zdechnąć od głodu, i także z niemi czasem w barłogu gdzie zdechnie, a przed się będzie albo zwodziła, albo 158 czarowała, albo w gnoju gdzie wrzeszcąc, na mrozie żebrała, aby jej co jeszcze do onej macharzyny przybyło. Plebanisko będzie łyse, oprzałe, siwe, ma plebanją na którejby się mógł dobrze mieć, i spokojnego żywota uźyć — dajże mu drugą. A iż mu w niej kto przekaża, aliścić się on wlecze do Rzymu, jakoby bocian w jesieni do cieplic, a czasem tamże zdechnie a do plebanji się nie wróci. '' Starych to czasów obrazki, ale podobnych im, tylko inaczej przebranych i terazby nie brakło. Owszem sądzę że chciwość grosza jest większą niż kiedykolwiek była, tylko znowu nieco różną w tych, którzy na nią u nas chorują. Dziś grosz już nie na to się zbiera by się trzymał, ale jako siła i narzędzie uznanej skuteczności. Mówiliśmy gdzieindziej jak straszną i niebezpieczną ta gorączka złota wydaje się nam dla tego właśnie, że ducha w nas gasi i wytrzebia, że z nas czyni ludzi nowych a zaprzedanych jednemu tylko — zyskowi. Nadało to nawet naszej epoce charakter zupeł- 159 nie odmienny od poprzedzających, którego bezstronnem okiem łatwo dopatrzeć. Dawniej najwyżej w szacunku ludzkim, w poważaniu u świata stali ci, co dali dowody siły ducha wytrwania, ofiary i niezależności od grosza, zaparcia się siebie dla prawdy — dzisiaj najmocniej szanowani ci, co grosz robić umieją i dobić się go potrafili. Charakter największy nawet, blednie przy pieniądzach. Rycerz, żołnierz, duchowny, ludzie co ze swego stanu nie mogli się ubiegać za zyskiem, stali, w hierarchji społecznej na czele i u szczytu, dzisiaj bodaj nie najwyżej stoją ci co jakimbądź sposobem dorobili się miljonów i wynaleźli środek pomnożenia mienia, choćby cudzą pracą, a swoim sprytem. Przesąd szlachecki i rodowy ustał niemal lub żyje jako spuścizna stara siłą nałogu tylko, przesąd bogactwa jest w całym blasku i rozwoju. Najwyższym dla nas mądrości dowodem nabita kieszeń, przed nią ustępuje wszystko. Złotemu cielcowi kłania się świat bałwochwalczy. Widzieliśmy najpoczwar- 160 niejsze sceny rozbijania się o bryłkę złota w kopalniach kalifornijskich, orgją może najbardziej poniżającą jaka kiedykolwiek miała miejsce na świecie, a bursowe zapasy, gra na papiery i demoralizacja straszliwa wielkich giełd europejskich, napełnia obrzydzeniem i wstrętem. Jak dalece ta choroba zniżyła ogólnie pojęcia o moralności, o godziwem i niegodziwem, o uczciwem i podłem odwołuje się do tysiąca przykładów. Znaleźli się panegiryści co dowodzili i dowiedli wedle siebie, że nawet poczciwym, rozumnym ani silnym duchem być nie można bez grosza i całe narody poszły tym gościńcem frymarków i zabiegów po zdobycze, których szkodliwości nie widzą. Ubrano tę chęć zysku w szaty przyzwoitej i powinnej zapobiegliwości, staranności i ładu, usiłowano okazać że kraj szczęśliwym być nie może, ani wielkim, jeśli nie zapisze się w tę niewolę spekulacji i handlarstwa. Przyszłość dowiedzie rychło, zwłaszcza tam gdzie łakomstwo doszło już uznania, poszanowania, i stało się życia narodowego cha- 161 rakterem, jakie skutki wyrodzi, jaką zaszczepi moralność, jaką naukę wyda na gruncie tak przygotowanym. Więc tu znowu z powodu łakomstwa a chciwości, przypowiastka stara o wójcie, której pominąć się nie godzi. "Jest on łakomca jako wójt we wsi co mu gromada mówiła. — Miły wójcie, co ci też po tem, że się do tego dwora ciśniesz, masz się jako człowiek, masz wszystkiego dobrego z łaski Bożej dosyć, i jeszcze byś się lepiej miał, gdybyś swego domku był pilen, a przecież tam leziesz, więc też tobą robią jako osłem na każdy dzień, a doma siedząc dzień odrobiwszy miałbyś już sobie pokój. Więc tam rychlej nałają, a czasem i we grzbiet się dostanie. Powiedział wójt, jest ci to wszystko prawda, ale mi przecie miło, bo się z panem namówię, a też mi miło, że mnie panem wójtem zowią. " Często się na takich zabiegach nie więcej nad ten czczy tytuł wójta zyskuje, a spokoju postrada. — "Nic to wolność stracić, mó- 162 wi Rej, nic to ustawicznej prace używać, nic to w każda się trudność wdać, opuściwszy onę wdzięczną wolność i swobodę swoję, byle by nas wójty zwano, bylebyśmy z tego trochę szarej pyszki zażyli. A zaś drugi nie rozstawia brogów (stert) na szyrzą, aby się ich więcej zdało, a w drugim dziury aż do ziemi; azaż nie nawiesza kołnierzów lisich pachołkom na szyi, a w tyle baran dyszy; azaż gdzie wziąć to wziąć, szuba kunia być musi, a w kalecie przecie cyrografów z minutami pełno. Ale to nic byleby nas wójty zwano.... " I dobrze stary powiada, że często nie o to rzecz by wójtem być, byle wójtem sienazywać..... Niewolą to świata on mieni, wystawując razem jak kruche i małoznaczące te nabytki, które otrzymujemy ofiarą, duszy i sumienia; przez brak wiary w cnotę i obietnice Boże, mieszcząc wszystko tu na ziemi, i Daj wyższem dobrem mieniąc, co jest znikomoscią największą. O cnoty i rozum wołając znowu i napominając w duchu wiary, przechodzi potem 163 do pychy i wszeteczeństwa, znowu na nie nastając, jakoby je ze swego poczciwego człowieka przepędził...... Nie brak tu ciągle tych obrazków trafnych i żywych, w które całą swą księgę ustroił na podziw pięknie stary gaduła. Na każdej niemal karcie coś zastanawia, więcej jeszcze od rozumowań jego i narzekania, a to właśnie te wizerunki znikłej epoki, nieoszacowane barwą jaką nam przechowały. Ten obraz naprzykład pysznego człowieka. — " A cóżci po tem nędzniku że siedzisz jako malowana opona za kęsem kamienia wykowanego? albo za jaką malowaną ścianą, albo za jaką upstrzoną kobierczyną nadawszy nos swój, albo podniósłszy gębę, a no choć ci kęs w oczy pochlebują a odszedłszy wszyscy się śmieją, wszyscy o tobie szepczą" wszyscy tobą choć nie w oczy gardzą... a ty niedbasz kilobyś (bylebyś) wąsatych chłopów z lisiemi kołnierzmi przed tobą stało, a iżby ci czterej ręcznik dzierżeli, abyś jedno chrapał, spluwał, na stronę poglądał, z postawą mówił, a ludzie aby się 164 dziwowali, a ośrniawszy aby cię szli szacować.... — "Zapomniałeś pono onych świętych przodków swoich a wielkich miłośników pańskich, jeśli tez tak w górę podnosili głowy swoje, albo jeśli tak sprośnie nadymali twarze swoję przeciw bliźnim, albo jeśli tak szukali a zabiegali pożytkom świata tego dla nędznej a tej szarej pychy jego. Mało ci znali alabastrów, marmurów, złota, srebra, pstrych opon i innych dziwnych przysmaków ku temu u Boga sprośnemu grzechowi; kwiateczki a piękna traweczka to było obicie ich, namiotek albo chróściana budka, to były marmury i alabastry ich, podpłomyczek na węglu upieczony a kawalec baraninki to były półmiski ich, miłość wierna, powinność życzliwa, sprawiedliwość, bogobojność, pomierność to były wszystkie ubiory ich, wszystkie klejnoty. A zwali się sługami Bożemi i sługami bliźnich swoich, a patrz jacy tam byli wielcy stanowię. " To wspomnienie dawnej prostoty obyczajów tak piękne, dziś już nikogo nie wzru- 165 gzy, nazywa się to postępem że więcej potrzebujemy, że ciało bez wielu wygód obejść się nie może... ale zaprawdę, — duszy z tem gorzej, bo jej ciało też przodkuje i gna ją, jak służebnicę kędy samo chce... Już w XVI wieku powoli to zepsucie się szerzyło, ale to co Rej wymawia swoim czasom, poszanowanie grosza i bogactwa a nie ozieranie się na ubóstwo i sprawiedliwość które przodkować powinny... nie tak jeszcze było urosło jak za czasów naszych. — "A patrz jeno, pisze, gdzie się kolwiek na jakiem zejściu albo na jakiej biesiadzie być przytrafi, by tez siedział najpoczciwszy i najbaczniejszy człowiek, gdy przyjdzie choć największy nikczemnik a łańcuchów nawiesza na sobie, już się ty pomknij szaraku, siądźże ty pozłocisty. Przyjdzie do jakiego prawa, do jakiego sądu, kędy chcesz — ano sprawuje swoją rzecz ubogi, lisi kołnierz, a jako soból przyjdzie, pomknij się wierę lisie — siądź że ty tu sobolu. Już twoja akcja do jutra musi trwać, a sobola odprawić, bo ma pilną potrzebę chociaż nic 166 nie będzie. A ubogi baran ten musi za piecem czekać, aż się i tchórze pierwej odprawią. "Patrzajże, iż onego pozłocistego by też, jako ono stara przypowieść, — nie umiał i kozie ogona zawiązać, alić go na urzędy sadzają, alić go już z rady nie wyganiaj, ustąpcie wy szarzy, ale ty panie łańcuchu możesz zostać, a czasem go i w radzie posadzą. " Kiedy on narzeka że warsztat cnoty spustoszał cóż nam już mówić, cośmy o imieniu jej zapomnieli tak, że cnotą zowiemy co wcale na nią nie zasługuje, że mianujemy wielkiem co jest najmniejszem. 167 Część druga. VII. Rej tedy wraca ku temu, żeby się rządzić rozumem, a w miarę wszystkiego używać i z zastanowieniem, dowodząc że nawet złe rzeczy są po świecie, których pomiernie biorąc nikomu nie szkodzą. Całe to dowodzenie nie zbyt mocne wszelako, bo rozumu nie starczy człowiekowi, a co złą to nie dobre, i w świecie moralnym trudno pozwolić by kruszyna złego miała wyjść na wcale nie złe, gdy toż samo w większym rozmiarze 168 złem jest. Rej to po swojemu przykładem popiera, że zły jest kat, a przecie potrzebny, że zły miecz, a jednak się przyda ku dobremu. Zapomniał wszakże iż z cnotą jest inaczej, a trocha występku zawsze występkiem bedzie, choćby go najmniej było; i trocha pychy, jak on tu chce, równie nie do rzeczy. A to co on tu odrobiną pychy zowie, dozwolonej i uczciwej, nie pychą nazwać, ale uczuciem godności swej. Wskazujeć tu mądrość wszędy za przewodnika życia i mistrzynie, ale za mało ją oznacza, i słabo jej posady stanowi, także trudno zeń wiedzieć, kędy ono przebywa i jak się jej dorobić. Z pychy dalej rodowodem koniecznym prowadzi Kej pogardę ludzką, a z niej zwadę i nieprzyjażń, i niewolę w jaką kuje zwada i narażenie się ludziom. Stan ten człowieka skłopotanego powaśnieniem maluje się tu równie żywo jak inne obrazki — bywaj zdrów pokoju! nie może go mieć nigdy pyszałek, który na cały świat patrzy z ukosa. 169 — "Ano cię już przyjaciele nawiedzać pojadą, już sług z krzywemi wąsami musisz więcej chować niżeli potrzeba, już ci onych kur, czegoś nie doskubał, ostatek pobiją i kłódkę do piwnicy stłuką, już baran wrzeszczy a wełna na nim trzeszczy, już będziesz miał zawżdy świeże nowinki, choć to jako żywo nie było, bo cię będą na urząd straszyć, abyś im dolewał, już musisz z niemi kozerę grać choćbyś nie rad, folgując onej potrzebie swojej. Już ubijosz li kogo tedy źle, ubiją li też ciebie, tedy jeszcze gorzej. — "Więc i wójt we wsi nie obejdzie się bez tego, aby do pana z nowinką nie przyszedł, bo to pospolicie ich święte przyrodzenie jest, aby pany wadzili, nie wiem co też na tem wygrają, bo się panowie pojednają, a chłopu w tem rozterku zawsze w łeb. Bo tak pospolicie powiedają. 0 stłukł on mnie jednego, aleć ja mu pewnie stłukę trzech. A cóż ci chłop krzyw? czemu onego nie tłuczesz, co ci winien?" 170 W tem obyczaje nasze znacznie się już różnią od starych i tego co tu opisuje ani widać, jedno nie wiem czy jest lepiej. Waśniono się tam i bito, ale nieprzyjaźń była jawna i oczewista, wojna jak na pograniczu, napadali się, rąbali, a kiedy potem przyjaźń nastała, to już do śmierci i serdeczna jak była wojna. Teraz nie mać prawda bójek i zajazdów, wszyscy bez mała przyjaciele sobie okrutni, kłaniamy się nizko, pijemy i jemy, ale po cichu i za oczy psy na sobie wieszamy. Przyzwoitość nie dozwala nawet ostatniemu łajdakowi drzwi zamknąć, burdy zrobić lub ręki nie podać choćby powalanej dłoni, nie zarzynamy się jawnie, ale za to z uszczerbkiem charakteru, za oczyma i plecami gryziemy się brat brata. Otóż bodaj czy nie lepiej było waśnić się i zajadać niż udawać przyjaciół, a w sercu mieć skrytą nienawiść. Pochodziły tam owe zwady, o których Rej pisze, z pychy często i wynoszenia się nad drugich; dziś i duma przybiera postawę pokorną do zbytku, a go- 171 rzej, że nikomu prawdy powiedzieć, ani mu wręcz pokazać co o nim trzymamy nie śmiemy. Do zwady rzadko przyjdzie otwartej, za to na kogo dziś liczyć można? Najserdeczniejszy przyjaciel kąsa cię delikatnie za oczy, a jeśli broni to w taki sposób, że wolałbyś potępienie. Odwagi wypowiedzenia co kto myśli, cale nam braknie, ztąd tak mało godności w spółeczeństwie naszem, charaktery tak starte, indywidualności nie wybitne; a opinja publiczna po kątach się kryje nie śmiejąc wystąpić jawnie. Aby się o niej dowiedzieć, potrzeba jej szukać, śledzić, dochodzić, bo często i prawie zawsze inaczej się trzyma dla oka, a inaczej dla sumienia. Zamiłowanie spokoju, które tu zaleca Rej nam aż nadto dziś drogie, wszystko mu aż do przekonań poświęcamy. Rzadki człowiek, któryby śmiał powiedzieć co myśli, a jeśli wyszepnie po cichu, jak mu uwierzyć, kiedy co godzina inaczej i z każdym różnie się spowiada? Ta stara rubaszność, grubjaństwo nawet 172 już lepsze były, bo przynajmniej niezłomny okazywały charaktery; dziś niezmiernieśrny grzeszni, ale z tą polityką przedpokojową Wyglądamy na lokajów. Nie ma dziś tych niedźwiedzich igraszek, które tu Rej opisuje, ale nie ma i niedźwiedziej siły w nas. "Ale to nic u naszych panów kiedy się rozgrzeją, powiada stary, jeden drugiemu oczy zalać, kampustem albo czem tłustem gębę zamazać, czapkę zrzezać, suknia zdrapać, pod nosem świeczkę zgasić. Więc łża (fałsz) zadać, więc nie poczciwych słówek namówić, a pospolicie charci takie krotochwile miewają. Więc się tu po omasku gonią, więc przez się skaczą, jeden drugiego obali, a z onej krotochwili to idą w się, aż jeden z chromą nogą, drugi z rozdartem u-chem wrócą skowycząc do domu." No — takich rzeczy dziś już się nie widzi, ale inna krotochwila natomiast, językiem się odprawiamy nieprzytomnenii. — Co to za poczciwy, zacny człowiek ten B... gdyby nie to, że trochę... 173 — Ba trochę, łaskaw jesteś! — powiedz bardzo? — Nie sądzę żeby bardzo. — Ale jakże, stryj jego żony opowiadał wujowi mojego dziada.... I tam dalej w ten sposób. — Wiesz co mówią o tym biednym C? — Słyszałem, nie bardzo wierzę... — Upija się do poduszki. — Nie do wiary! co za szkoda! alem zawsze uważał, że miał pociąg do butelki. — Słyszałeś o D. ? zaręcza X., że depozyt sierocy złożony u niego nadwerężył... — To nic, jaka to nieszczęśliwa słabość charakteru! najzacniejszy człowiek, ale słaby!! — O E. prawią jego najbliżsi, że oszukał niegodziwie familją. I tak dalej przez wszystkie litery alfabetu przechodziemy najserdeczniejszych kąsając przyjaciół, wśród pochwał mieszając uajbezzasadniejsze potwarze, a trafi się, że B. C. D. lub E. wnijdzie wśród rozmowy, to się rzucą ku niemu ściskać i całować i oświadczać mu z przyjaźnią gorącą, a on im po- 174 może dalej czernić pp. J. K. L. M. nie domyślając się iż mu się dostało wprzód dosyć, lub gdy za drzwi wysunie, nie minie. W spółeczeństwie jeszcze tak świeżem a prostych obyczajów jak było za czasów Reja, często musiały mieć miejsce wybuchy, i mało kto swe uczucia hamował, wolałbym jednak ową nienawiść i gorącość nit dzisiejsze wyblechowano twarzyczki, na których ciepła ni zimna nie poznasz. Ślicznie opisuje nasz moralista wrażenia, które za lada przyczyną na obliczach się rysowały: —" Jeden się zapłonie ze wstydu a drugi z gniewu, jeden się śmieje z prawej szczerości a drugi się śmieje kiedy ma uderzyć, jeden płacze z radości albo z wesela jakiego, a drugi kiedy się rozgniewa. A wszakoż na każdej biesiadzie albo na każdej sprawie, to jest najpotrzebniejsza, abyś się cisnął do człowieka statecznego." Teraz spojrzyj po twarzach, nic na nich już nie postrzeżesz: ani gniewu, ani radości, ani smutku, ani zapalczywość! — wszystkie jedną maską przyzwoitości pokryte, jedna- 175 kie na pozór i jak pobielane groby kryją głęboko co się w nich dzieje. Człowiek wypracował na sobie pozór obojętny i chłodny, przemiany jednak natury swej na lepszą otrzymać nie mógł — ba i nie myślał. Całujemy się wszyscy i ściskamy, ale nielepiej kochamy niż dawniej. Obłuda rzadki grzech towarzyski niegdyś, dziś jest cnotą, powszednią, a człek co się nawet z poczciwem uczuciem na wodzy trzymać nic umie i wybucha z oburzeniem, grożąc zamieszaniem drogiego spokoju — uważa się za źle wychowanego. Wychowanie bowiem całe zasadzono na jednych warunkach dla ludzi i piesków pokojowych — napierać się nie wolno, szczekać nie można, siedzieć spokojnie należy. Musisz ukrywać w sobie co myślisz, pobłażać złemu nawet dla świętego pokoju, a indeferentyzm i chłód są najwyżej cenionemi towarzyskiemi zalety. W tym względzie dalekośmy na innej drodze, i niepodobni do starych owych zadzierżystych i skorych do waśni a zwady 176 przodków, którym aż przestrogi dawać było potrzeba jak się pokiereszowania uchronić. My to teraz po cudzoziemsku odbywamy cichaczem, a gdy dopiecze, wyzwą cię po cichu na rękę, strzelą dla ceremonji, obleją szampanem na zgodę i znowu pokój święty między panami, którzy po cichu jedzą, a w oczy sobie się kłaniają. Ta święta zgoda byłaby bardzo piękną, gdyby była nie malowaną a istotną, i gdyby nie okupywała się często przypuszczeniem do towarzystwa i spółki ludzi widomie skalanych, dla których surowszemi sprawiedliwość być każe. Nic u nas pospolitszego nad potępienie skore niewinnych, i szybsze jeszcze przebaczenie wczoraj odepchniętym i potępionym, jedne i drugie bez podstawy i zasady. Opinja nie ma hamulca i kierunku stałego, i na jednej często szali kładzie oplarnionych z najczystszemu Dawniej przed zhańbionemi, obrusy rzezano u stołu, i nikt z niemi do jednej misy nie usiadł, dziś ich uczty, byle mieli czem 177 płacić, najwybrańsze towarzystwo obsiada. A! gdybyż to czyniono w duchu nawrócenia i chrześcijańskiej wyrozumiałości, w duchu zgody i pokoju! Nie — dzieje się to przez lekkość, i zarówno potępienie jak oczyszczenie, przychodzą często bez słusznego powodu, Upadek charakterów smutny i widoczny, męztwa społecznego brak, a za prawdę i dla przekonania nikt walczyć nie myśli — byle sza! byle cicho! Ale niechże tylko interes własny załaskocze, niech idzie o kieszeń, o grosz, o zajęte przez miłość własną stanowisko, dopiero komedja! Już ci ten wczoraj obojętny na wszystko człowiek, swoją prywatę przebrawszy w sprawę publiczną, uczyni z niej wojnę zasad i społeczny interes. To świętokradztwo tak się u nas zamnożyło, iż niemal w każdym hałasie przybierającym pozór rzeczy ogół obchodzącej, poszukawszy znajdziesz li tylko interes osobisty. Nieprzyjaciel jegomości staje się wrogiem kraju, już ci go wskazują jako niebezpiecznych zasad i tendencji człowieka — a w tem wszystkiem — patrz ba- 178 cznie — o własną, skórę krzykaczów graidzie. Nie było tego dawniej, bo imię sprawy ogólnej szanowano, bo się nie ważono poniewierać jej na lada co, i fałszować opinji dla dogodzenia chwilowemu interessowi Dziś w lada współzawodnictwie posłyszysz zaraz wywołane wielkie wyrazy — dobra powszechnego, przywiązania do kraju, zgubnych dążności it,p. i na lep tych deklamacji biorą, się umysły płoche. Najłatwiej tak pozbyć się niewygodnego współzawodnika krzykiem i hałasem — ale powtarzam nie jestli to świętokradztwo? W średnich wiekach gdy kto miał urazę a chciał się pomścić na wrogu, zadał mu czary i konszachty z djabłami, wzięli go na tortury i musiał wyznać, że się z kulawym całował; teraz obrzucą potwarzą ladajaką, byle za niebezpiecznego krajowi wysiawić człowieka, i rzecz skończona. To posługiwanie się szumnemi a nieokreślonemi wyrazy na ogóle czyniącemi zawsze wrażenie, już tak nadużytem zostało, żeby 179 go się powstydzić należało; środek toniechybny wprawdzie, ale nieuczciwy. Gdyby z takich rzeczy śmiać się można, strona krotochwilna dostarczyłaby obfitych obrazków w Rejowskim rodzaju. Fabrykant fortepianów, któremu przeszkadza handlujący wiedeńskiemi instrumentami, obwołuje go za nieprzyjaciela krajowej industrji i wroga postępu; szewc, któremu lakierowany but współzawodnika zawadza, dowodzi, że to jest cudzoziemczyzną i wynarodowienie nie juchtowe nosić obuwie; cukiernik w imię pomyślności kraju dopomina się by nie zjadano paryzkich konfitur it.p. Zajrzyjcie tylko proszę w rozsiewane czernidła i roznoszone potwarze, w wołania usłużnych ulicznych plotkarzy, a po nitce dojdziecie pewnie, że je rodzi, ale miłość siebie, co burzy, jątrzy i szczuje. Dotknęliśmy tu tak, według mnie, ważnej a drażliwej strony obyczaju współczesnego, że godziło by się jej dłuższy ustęp poświecić, — na nieszczęście łacniej to poczuć niż żywo odwzorować, zbyt wielu by się w wi- 180 zerunku poznali, i dopieroż w irnie kraju, wiary i dobra publicznego wznieśli by — Larum! o swoje fizjognomie! Bóg z niemi, słuchajmy co dalej Rej prawi. Wywodząc konieczną ułomność ludzką, stary nasz bajarz stwierdza to przykładami, że każdy i najczystszy ma sobie coś do wyrzucenia, a bez skazy być nie może; i byleby starał się pohamować i poprawić, już dosyć. Tu wskazuje jak potrzeba panować nad sobą. W pierwszej chwili, powiada, nie jesteśmy mocni byśmy się oparli wrażeniu strachu, gniewu, ale cała ta sztuka na tem, by rozum zaraz za czuprynę schwycił namiętność, i szerzyć się jej nie dał. "Powiadają o rycerskich ludziach, pisze, że kiedy ku bitwie, jeden zblednie, drugiemu się noga w strzemieniu trzęsie, bo to są pierwsze przypadki, a nie są w naszej mocy, ale skoro się obaczy a uciecze się do rozumu, do sławy, a do cnoty o radę, wnet wszystko snadnie ominie. " 181 Tak też radzi rycerzowi chrześcijańskiemu hamować smutek, radość, gniew i wszelkie namiętności, a stać wedle zasady starożytnych, w mierze: Medium tenuere beati. Nie żąda zeń mieć anioła bez namiętności i uczucia, ale rnęża ćwiczonego, który czuje co powinien, a panem jest siebie by wrażenie góry nad rozumem nie brało. Dowodzi to jeszcze dobitniej pisząc, że pan niechce nas mieć kartuzami, "albowiem i biesiada poczciwa nie wadzi, chociaż ją. kto z niemałym kosztem swym uczyni ku swej poczciwości, byle nie wszeteczna, nie sprośna, nie owa obżarta. Także też na drugiem miejscu pismo powiada, że ochotnego szafarza dóbr swych miłuje Pan Bóg. Ale pewnie nie owego co z bębny a z dudami, tłukąc się po ulicach szafuje te dary pańskie." Więc zawsze to ne quid nimis, jest zasadą moralności Reja, w gruncie, jeśli ściśle weźmiemy, pogańską raczej niż Chrystusową. Zarzucić byśmy mu mogli, że zakochawszy się w pogańskich filozofach, ani pisma no- 182 wego przymierza, ani ducha jego nie pojął. Dobre było to ne quid nimis, ten półśrodek na grecko-rzymską filozofją, która się na gruntowniejszy pewnik i oparcie zdobyć nie mogła, ale dziś nie tylko nie starczy, — jest zupełnym fałszem: Cale inaczej gorliwy chrześcijanin mówić musi, owszem, niema miary w dobrem, być nie może, dążyć potrzeba do jak najwyższej doskonałości, bez miary i końca, bo w cnocie przesadzić nie można. Z drugiej strony miary nie ma w występku godziwej, potrzeba złe w sobie wyplemić. Chrześciaństwo wiedzie do ideału i niepozwala na pośrednim szczeblu zatrzymać się w drodze, nie pobłaża zdrożności też, choć pojmuje słabość i legalnie miary w złem przyjąć nie może, nie powinno. Złe ścigać do końca, dobre doprowadzać musiemy do najwyższej doskonałości. Tak naucza wiara Chrystusowa, bo wie gdzie prowadzi i jakiemi drogami, filozofja pogańska zaś stawała w środku niepewna, bo się obawiała posunąć, nie rozpoznając jasno zadania i celu życia. Rej dobił się do 183 tej wątłej średniczki filozoficznej, do tego ogólnika oklepanego, nie mając stalszej posady religijnej, obałamucili go nowiniarze. Łatwo zda mi się dowieść, że umiarkowanie o którem mowa, ze zdrową pojętą zasadą chrześcjańską wcale się nie zgadza, i niema ogicznego związku z wyraźnem prawem ewaigelji, zalecającem nieograniczone dążenie do doskonałości prawie Boskiej mającej na z bóstwem zjednoczyć. To medium. zużyte odarte, które się i dziś jeszcze trafia u wielu vcale drogi życia nie ukazuje. Założywszy sobie jako cel moralny jakąś średnią miarę człowiek by do niczego wielkiego dojść nie mógł. Podobieństwo ewangeliczne o wierze, która góry przenosi, wskazuje siłę jaką daje przekonanie człowiekowi o doskonałości której dosięgnąć może. Mówiąc dalej Rej o panowaniu nad sobą, przychodzi do gniewu i oszalenia zapalczywego, malując je jako zwierzęcą namiętność, niegodną człowieka i ukazując fatalne jej skutki. Rozróżnia dosyć trafnie gniew od rozgniewania, to jest mimowolne porusze- 184 nie w którem jeszcze samo poznanie udziału nie ma, od nawyknienia i nałogu, pierwsze (rozgniewanie) wedle idei swej uzrając niewinnem, drugie niegodziwem skoro się. w niem trwa, i w bydlę zmieniają człowieka. Znowu tedy rozum radzi się tu jako lekarstwo, i dozwala gniew pomierny, a Rej nie rozróżniając ściśle co właściwie jest gniewem, dochodzi do swej ulubionej formułki, że gniew pewien jest dozwolony i powinny, że jest pomsta poczciwa. Brak Rejowi w tej rzeczy zdania sobie sprawy ze znaczenia wyrazów i fenomenów psychicznych, gdy sprawiedliwą karę mięsza w jedno z gniewem i zemstą, które są wcale czem innem. Nastaje na to, że człowiek często rozgniewać się musi, ale gniewać się musi z rozumem, długo o tem rozprawiając i obszernie. Znać w tem wszystkiem człowieka który subtelności wyrażeń i głębokiego na sprawy ludzkie poglądu nie miał, a gruba i z prosta na świat patrzał — po lachecku sobie sądząc. Aleć oburzenie i występek gniewem 185 nie jest, ani wstręt do złego i ściganie go, zemstą nazywać się może. Przywiedziemy tu ustęp z powodu gniewu o zepsuciu ówczesnem i wizerunek obyczaju, który lepiej ukaże jak się Rej na to zapatruję. "Rzadki ptak jest między bracią zgoda. Azaż nie widziemy mąż z żoną w jakiej też czasem zgodzie mieszkają? azaż nie widziemy iż syn ojcu lata liczy? a pyta się, dawno li już Wołoskiej wojnie? a zaż gość pewien na drodze swej albo także w gospodzie? Azaż kmiotek pewien doma? pewien na targu? chociaż nikomu nic nie winien, jedno iż jedzie albo idzie z pobożną robótką swoją. Wszędy a wszędy wilków pełno, wszędy a wszędy nasadził się jeden na drugiego, aby go w czem podejść, a podstąpić mógł. Wszędy a wszędy łakomstwo a swawola tak szeroka rozbiły sieć swoją, że trudno i niewinnemu aby się kto z niej wybić miał. A tak złość a przewrotność ona, szczerość szlachetną na tera świecie przytłumiła, że prawie zatonęła jako dziurawa łódź na głe- 186 bokich wodach. A tak potrzebny jest głos poczciwego człowieka, aby roztropnem a pomiernem upominaniem, a czasem i pocziwem karaniem niszczył, zacierał, a ku dobremu końcowi przywodził te sprośne wszeteczeństwa ludzkie. " To co tu Kej niewłaściwie gniewem poczciwym zowie, jest odwagą powiedzenia prawdy i stania przy niej w brew wszystkich i przeciwko wszystkiemu światu. Surowej tej cnoty i nam, i nam, o! jakże brak bardzo, mówiliśmy już o tem, powtarzamy — bo milczemy na złe jako na dobre dla spokoju i przyzwoitości a komedją gramy jeno, żeby walki uniknąć. Jest przecie wielki i święty choć zapomniany obowiązek, stawania za prawdą i dania gardła za nią, a kto jej nie śmie powiedzieć, niewart ją czuć. S. Augustyn powiada, że nie skłamałby dla zbawienia duszy, my kłamiemy dla obiadów, dla światowych przyzwoitości, dla ukazania dobrego wychowania i obyczajów, w których wybaczą występek a nie darują odwagi i szczerości. 187 Myli się tu Rej tylko w nazwaniu rzeczy, oburzenie święte gniewem poczciwym zowiąc. Wymaga on od człowieka mądrego, napominania surowego, srogiej postawy przeciw występnym, tej cywilnej odwagi chrześcijańskiego rycerza, której i dawniej nie wiele na świecie bywało, a teraz może mniej jeszcze niż kiedy. Porównywa swojego uczciwego człowieka do lekarza i wzkazuje mu, jak ma społeczność ratować. Od doktorów takich uciekają daleko, a w towarzystwach naszych jeno się pokaż, gdy cię znają za surowego obrońcę prawdy — omijać cię będą jak szkodliwe stworzenie. Ciężkie też życie tych rycerzy ducha! Lepiej i wygodniej daleko pochlebiać złemu nawet, ust nie otworzyć choć każe sumienie i na szkarady pobłażająco się uśmiechać — ale człowiekowi chrześcijańskiemu czy się godzi? Zwyczajem było w Jerozolimskiej świątyni targować, nikt na to słowa nie mówił, obawiano się zapewne gminu sobie narazić, przecież Chrystus wygnał frymarczących 188 z kościoła. Myśmy powinni być naśladowcami Chrystusa, a fałszowi się nie kłaniać, choćby wdział najbogatszą suknię i uśmiechał się nam jak najsłodziej — kto nie ma męztwa do walki, nie szkosztuje godów zwycięzkich, ani włoży na skroń wieńca tryumfatorów. Niewyczerpany w obrazkach, Rej tak znowu maluje ludzi posądzających i drażliwych. "Jeden gdy kto czapki nie zdejmie, chociaż się nie baczy, wnet mniema aby to z gniewu uczynił. Czasem też między inszemi przywitać zapomni, a iż się w tem nie obaczy, też więc powiadamy: Cóż albo się na mnie gniewa? Towarzyszów prosi na obiad, a drugiego zapomni, też mniema aby się nań o co gniewał. Drugi też gdy przykro na kogo wejrzy, choćby rad cudnie ale nie umie, tedy się też będzie drugiemu zdało, że z gniewu uczynił. " Dalej jeszcze tak wystawia sierdzistego człowieka: "Znajdziesz drugiego co się i na nieme rzeczy i na Boga gniewać będzie. Utknie się pod nim koń już bije, tłucze, ja- 189 koby niebożątko chcąc to uczynił. Da mu gałąź w gębę, to już łaje, przeklina, a gałąź co winna? on sobie winien, że jej nie obaczył! Uderzy się o kamień w nogę, kamieniowi łaje. Więc będzie łajał gradowi, deszczowi, śniegowi, błotu kiedy się upluska.... a owszem jeszcze bardziej słudze choć mu nic nie będzie krzyw, jeśli przykro kaszle, jeśli śpiąc chrapi, albo mu słoną potrawę przyniesie, albo umywając się iż sobie w rękaw wody naleje — a co sługa krzyw? Więc talerze; świeczniki za nim ciskając potłucze. Albo gdy mu but szwiec ciasny przyniesie, — obudź go nie może, tedy i szewca stłucze i but zrąba. A bardzo łacniuchne lekarstwo na to jest, jedno maluczki czas ścierpieć. " Szeroko się nazbyt może o tej passji rozwodzi Rej stary, ale nie bez pewnej przyczyny. W narodzie wojennym a bitnym, musiała panować wyrobiona walką nieustanną drażliwość charakteru i skłonność do zadzierżystości. Wiemy to z ostatnich czasów, żeśmy do swaru i bitki nawet ladą o co skłonni byli, ale czas to bardzo uśmierzył. 190 Dziś pozostało nieco w słowach i huczkach starej buty i swarliwości, ale się to zwykle kończy jak poczęło pustym szumem. Liczy tedy moralista na gniew lekarstwa, przestrzegając aby ich w aptece nie szukać. Pierwsza powiada, uciec się do rozumu, druga znając siebie unikać powodu do zwady, "albowiem kto czuje blizkie zimno wczas na się kożuch wlecze, kto widzi szpetną chmurę przed sobą a nadziewa się prędkiej pluty, w czas sobie opończę obwiązuje. " Trzecia, mówi dalej — rozgniewawszy się od porywu trzeba wstrzymywać i z ręką nie spieszyć — "albowiem zaśpi czasem służka nieboraczek, iż omieszka posługi, wierci się, boi, żal mu bardzo tego, a zażby go za to bić albo mordować obaczywszy, że to nie ze złości uczynił? Każą nędznemu kmiotkowi na jaką robotę, — a on wołka albo konika naleść nie może, płacze szukając go, boi się niebożątko — a już go też bić albo mordować, albo sadzać za to? Albo takież sąsiadek albo kto inszy, iż mi co z niechcenia abo z nieobaczenia uczyni, a już wnet siodłać? a już się wnet mścić?" 191 Czwarte wreszcie i ostatnie daje lekarstwo jeszcze na gniew, — cierpliwość i znoszenie obelg wytrzymałe. Zwracamy tu uwagę na to, że Rej ilekroć mu przyjdzie wspomnieć kmiotka, czeladkę, ludzi podwładnych, czyni to z czułością, z ojcowską pieczą, o nich i serdecznością niezwykłą- W tym względzie jest on jak i w innych, doskonałym przedstawicielem uczuć ogółu, i maluje dobrze stosunek prastary patrjarchalny pana i kmiotka. Z wyrwanych pojedynczych faktów, ze smutnych wyjątków pospiesznie i lekko sądząc, nieprzyjaciele nasi i my sami częstokroć nazbyt czarnemi barwami malowaliśmy te stronę przeszłości naszej. Znalazłyby się jednak dowody, że cały, dla nas dziś niezrozumiały ustrój przeszłości, jakkolwiek z postępem czasu nie dość dający rękojmi ludowi, i widocznie będący stanem przejścia tylko — nie był wcale tak nieszczęśliwym, tak w uciski obfitym, jak się niektórym wnosić podobało. Jeżeli brakło zabezpieczających praw pisanych, wypełniały niedostatek tradycje, oby- 192 czaj i religijne zasady. Nie dobrze dziś pojmujemy ten stan przeszły, gdyż podania zaginęły, zwyczaje się zmieniły, stosunek wyrobił inny a pozór pozostał tylko hieroglyfem niezrozumiałym. 193 VIII. Ukazawszy wady po trosze, i te właśnie, na które w owe czasy chorował szlachcic najpospoliciej, Rej przychodzi do cnót jakie mu zaleca, a na czele ich położył, — świętą prawdę! Ale nawet, jako Piłat, musiał się zapytać: Co jest prawda? Nie szukajmy u niego mądrej definicji — wiedział Rej, że tej dać nie jest w sile, że łacniej poścignąć prawdę uczuciem niż ją rozumem określić, że ją mieć w sobie potrzeba, choć się z nią wyrazić trudno. Praktykę prawdy zasadza on na tem, by przekonaniu swojemu wbrew nic nie czynić, ani mówić. "A iście, dodaje, nie darmo oni zacni a święci przodkowie nasi ten obyczaj mię- 194 dzy się puścili, a pewnie iż potrzebny, że czyń co chcesz, wszystko to może być dworskiemi obmówkami poczciwerni zakryto i obmówiono — ale jako się kto z nieprawdą na na plac wyboczy, już tam dalej od gęby żadnej apellacji nie masz." Tego obyczaju świętych przodków oddawna już nieznainy, a trefny i piękny fałsik tak nam smakuje, że wolemy człowieka co prawdy nie mówi, niż gbura poczciwego co ją w oczy rzeże wszystkim bez żadnego względu, choć Rej to cale inaczej pojmował. "Nie może być szkodliwsza rzecz, jako gdy kto nadobnemi farbowanemi słówki a ona anielską, postawką pokrywa prawdę święty a fałsza onego nieszlachetnika chce prawdą uczynić. Jeszcze to snać szkodliwszy niźli on pies co się idąc do ciebie łasi, a marda ogonem, a gdy się nie obaczysz alić on za nogę cap. Bo wżdy ów co szczeka jeszcze wżdy przestrzega, że człek nań sobie kija szuka albo sobie korda poprawi. Albowiem taki człowiek onemi takiemi obleśnemi słówki ucukrujeć tak potrawkę, iżby naj- 195 słońsza tadyż się słodka będzie widziała, podać te piękne a zafarbowane słówka, żebyś ty przysiągł, że to szczera prawda." "Bo patrzaj, mówi dalej, na owego sprosnego a przemierzłego chłopa, co się więc słówki owo niewieściemi pieści, wiec się to umizga chocia mu nie trzeba, więc tu powstawki dziwne stroi, wiec słówka rozlicznemi przysmaczki cukruje, jeślić mu to pochwalić masz albo nie? Albowiem wierz mi, iż tam ledwie trzecie słówko prawdziwe będzie." Dalej tedy idą po temu stare przykłady, jako to słówka kraszone nie wiele warte, i jakim sposobem z pod nich prawdę rozeznawać. Na pierwszem tedy miejscu kładnie prawdę, której bronić, którą wyznawać i pilnować jej poleca.Światowa dzisiejsza przyzwoitość i moralność, wcale się w tak surowe nie wdaje przepisy — a toby człek pokoju nie miał gdyby z prawdą się milczeniem, omówieniem, postawą i uczynkiem nie mijał! 196 Męztwa też do wypowiedzenia prawdy mało kto znajdzie, a drogi ten klejnot choć w zanadrzu chowa, pokazywać się na świat nie spieszy? Mówiliśmy już o tem z innego powodu, — świat nasz nie ma apostołów i mieć ich nie może, dla świętego spokoju i gnuśnego odpoczynku, dajemy wszystko, nawet cześć wiekuistej prawdy. Walczemy jeszcze czasem o nią przy rozdrażnieniu wątroby z mniejszemi od siebie, z większemi nie śmiemy, potakujemy im tylko. Słabszy nie będzie się bronić, więc z nim szermować łatwo, a w mocniejszym bojemy się zemsty, lękamy zakłócenia spokojności. Ztąd dziś ta niepewność i brak przekonań, ten sceptycyzm ogólny, bo nikt nie stanie w obronie prawdy, a najprzekonańszy zwątpić o niej musi, niewidząc, by siłę miała, by natchnąć potrafiła. Zobojętnienie, na które wymowne usta skarżyły się przed ćwiercią wieku w rzeczy wiary, dziś jeszcze jest chorobą, epoki, jest trądem, który ją. zjada. Nie na jedną wiarę, ale na wszystko co nas otacza jesteśmy zi- 197 mni i obojętni. Siły, tonu, energji brak całej naszej epoce, nietylko u nas, ale w ogóle ludzkości. Wszystko zbywamy tem: — Co mi tam! i obojętnem ramion ruszeniem, które się stało hasłem naszego kwietyzinu XIX wieku. Rozumie dobrze Rej, że słaby nie może dać świadectwa o prawdzie, zaraz więc po niej kładzie stałość i moc w człowieku, wymagając ich od swego szlachcica "żeby go ani strach, ani dobrodziejstwo żadne od jego poczciwej przystojności nie odwiodły." Chrześcjański rycerz jego ma stać tak wysoko aby go niepożył żaden frasunek ziemski, żadna trwoga o przyszłość, pomnąc, że ma aniołów Bożych przy sobie na straży. Ale gdzież dziś wiara w one anioły i pomoc z wysoka?? Męztwa i słabości daje nam tu przykład Rej, w powieści następującej. — "Czytamy o jednej pannie hetmańskiej dziewce, gdy jej ojca zabito, który był Hetmanem w oblężnem mieście i już nieprzyjaciele w bronę (bramę) się łamali i mury 198 ubieżeli. Ta wnet skoczywszy, popadła ojcowski miecz i przyłbicę na głowę włożyła i krzyknęła na ludzi, którzy już poczęli byli uciekać. — Opomnijcie się źli ludzie, co czynicie? a gdzież ucieczecie? a chociaż Hetman zabit, hetmańska dziewka żywa! Za mną kto cnotę miłuje? Bo jaki to wasz wstyd i lekkość będzie, jeśli mnie ubogiej (biednej) dziewki nie ratujecie? Skoczyła na mury a za nią wszyscy jak wodą lunął. A tam jej Bóg poszczęścił, iż i miasta obroniła, i wielką szkodę w owych ludziach uczyniła, tak iż musieli od miasta odciągnąć." Takiego to wielkiego serca (jak to dawniej zwano), wielkiego charakteru i heroizmu od poczciwego człowieka swojego wymagał moralista, stałości, męztwa, ofiary i wytrwania na duchu. Nie daje mu się frasować, troskać, obawiać lada czego, ale za prawdę życie dać każe, bądź co bądź! niedozwala mu być " zaziębłej myśli," ale wesołego oblicza, jasnych oczów i gotowości na wszystko nieustraszonej a swobodnej. 199 Żaden wypadek nie ma go trwożyć, żadna strata boleć zbytecznie, żadne cierpienie uginać "zawżdy wesół, z przespieczną, myślą być winien i stać jak ono mocne drzewo, które się wiatru żadnego nie boi." Nie możemy wymagać od staruszka gaduły, za którym poszliśmy tą drogą zarosła a nieuczęszczaną by nas metodycznie prowadził; — idzie ona jak bywało szlaki odwieczne, które górę często okrążą, niziny mijają, do lasu zaglądną i suną się jako im wygodniej, nie koniecznie by do celu prościej. Owszem, takeśmy gwoli spokojowi którego szukamy, ze wszystkiemi jakoś dobrze i serdecznie, że z nikim wyłączniej do pary się nie dobieramy. Z każdym być chcemy niezgorzej i na stopie przyzwoitej, dla serca nam nie brak druha. Sądzę, że do charakterystyki naszego wieku należy i to, że gorących owych przyjaźni przez całe życie ciągnących się do mogiły, chętnych do ofiary, poświęcenia pełnych, dziś już nie widać. Samolubstwo nas porozpraszało, potrzeby serca nie czujemy, a bojemy sie coś dać, wy- 200 rzekając tego co nam danem być może, żeby na rachunku nie stracić. Zdradzamy się wzajemnie z najzimniejszą krwią, i zdrady oczekujemy, jako rzeczy naturalnej i koniecznej. "Przyjaciela mu tedy potrzeba, mówi dalej Rej, albowiem kto go niema, już wiele niema, a jest jak malowany jaki obraz na ścianie, co na wszystkich patrzy a z żadnym nie mówi, albo jak ów żubr odyniec co go od siebie stado wybije, iż jedno sam pustopas chodzi, a żadnego spółku z innemi zwierzętami nie używa." Tak i Rej, którego dzieło po trosze stare przypomina gościńce. Od owej prawdy a stałości, które dobrze z sobą powiązał, nagle przeprowadza nas w sferę nową, do serdecznej potrzeby poczciwego człowieka, której chce dogodzić, każąc mu sobie przyjaciela szukać. O takiej przyjaźni jaką pod tem imieniem rozumiano w starych czasach, o owych Orestach i Pyladach, dziś ani słychać — potrzeba nawet przyjaźni zwietrzała dla nas, i ry- 201 chlej się kto obawia mieć przyjaciela niż go pragnie. Widujemy wielu przychylnych sobie, w dobrych żyjących stosunkach, ale o związku takim coby z dwu ludzi czynił jednego, o idealnej przyjaźni o jakiej marzyli poeci, ani słychać. "Możeż być rzecz wdzięczniejsza jako przyjaciel? który już wszystko a wszystko z tobą społu niesie i smutek i wesele, i szczęście i przygody, złe i dobre i wszystką majętność swoją, czasu, potrzeby jakiej radby z tobą. zawżdy na poły rozdzielił. Już dwie skrzynie za jedną, dwa domy za jeden, dwie stajni za jedną. Już gdy się zjadą wszystko miło." Ale gdzież to takie stare przyjaźni wielkie, wylane a dożywotnie — pokażcie mi je proszę? Nam ta szeroka rzecz o przyjaźni i przyjaciołach, dziwno wygląda, bośmy i potrzebę podobnego związku czuć przestali. Od stu lat, zda mi się, nie mamy i jednej o tem książki, może jednego rozdziału, tak się to uczucie wygluzowało z regestru społecznych potrzeb. 202 Wylicza Rej różne rodzaje przyjaciół charakteryzując ich po swojemu dobitnie — przyjaciel dobry a cnotliwy, przyjaciel zalecany, który pieknemi słówki a przysmaczki ci się zaleca; przyjaciel pochlebny mało od tamtego różny, godzący na korzyści jakie ma ciągnąć z ciebie, a ośmiewający cię za oczyma. Weżmyż ten Rejowski obrazek, bo to klejnoty, te jego wizerunki ludzi." A poznasz go snadnie (pochlebcę) i ze słówek i z postawek jego, a on tu dziwnem anszlaki będzie na cię zachodził, więc to wszystko co się jedno około ciebie dzieje będzie chwalił a wysławiał, więc się tu będzie umizgał, więc się tu będzie uśmiechał, chociaż mu nie trzeba; więc będzie powiadał jako tam was na jednem miejscu wszyscy bardzo wspominali, jako za wasze zdrowie pili, jako jeden pan was wsławiał, jako powiadał że szkoda owego człowieka iż się domem zabawił, bo by się dworem parał, byłby owo godny człowiek. Ano tego jako żyw nie słyszał, przyjdziesz z nim do stajni, to się rzkomo będzie dziwował onemu porządkowi, to już konie będzie wy. 203 sławiał, iż takich tu żaden pan w tej okolicy iście niema. Będzie pytał — "ten młody czy jego stada? a kiedy by był w dobrych ręku byłby to cudny koń, ale dajcie go do mnie, ujrzycie co to za koń będzie, wszak go wam wolno za się będzie wziąć odemnie kiedy jeno raczycie. A wiem pewnie że tylo by go widział." "Przyjdziesz za się z nim do komory, to znowu bodzie po ścianach upatrywał, to się znowu wszystkiemu będzie dziwował, to tu będzie na wszem porządek chwalił, to będzie szaty wysławiał, dokładając: Iż to husarskie szaty prawie wspaniałe! ku waszemu wzrostowi, już byście kuse niemieckie mogli rozdać, bo zaprawdę, iż się już dziś nie dzierżą. To arkabuzik porwie na ścianie, to siekiereczkę, to czapeczkę, to pióreczka, a przed się bez tego nie będzie aby czego nie oberwał." Obok zaraz równie trafny kreśli obrazek przyjęcia u zalecanego przyjaciela. "Gdy do niego przyjdziesz albo przyjedziesz, toć się już będzie wierciał, skakał, 204 biegał, na czeladź, na żonę będzie wołał. Nuże mila Anno, staraj się pilno co będzie pan jadł, boś jako żywo takiego gościa w swym domu nie miała. "A no wczoraj takuchnyż drugi był co mu takżeż mówiono. "Więc tu nie siędzie, więc tu sam będzie u stołu służył, więc tu dzban wziąwszy, poklęknąwszy i Anna, to weń łeb wnurzy aż mu mimo uszy pociecze za zdrowie pijąc. Ale ma wygraną na poły, bo już pije i za się i za Annę. To potem podżara głodnego każe do izby puścić ubłociwszy go — to będzie wołał — Hahau! pożar! hahau. Toć będzie powiadał iż dopieruczko z lasu przybieżał, a jest to taki pies by nie był postronny a niewiem za co by stał, bo na każdy dzień wyciecze, to tak długo goni aż mu chłopięta leda z charciskiem gdzie zabieżą, to już też pewny herab (charap) bo jako z rękawa tako przed nim poszczują, bo już tam wszystko na oko, ale młody pies nadziewam się że się jeszcze postanowi. "A tego podżara ledwo czasem kijem za panem wybiją. 205 — A wszakoż, powiada, jeśli się WM. podoba, by miał złotą sierść na sobie, tedy ja WM., każdego dam. "Więc, potem chudą szkapę przywiedzie, więc tu po izbie każe im w koło krążyć, powiadając, by temu koniowi nie jedna wada, byłby to taki koń, żeby mu to w tej okolicy równia nie było. A jest takiego stada, że ledwieby mu u króla brata znalazł — a no by takuchnego cioteczno-rodzonego leda gdzie na polu uchwycił — jedno, iż mi się z bystrości puścił inochodą, ale młody koń jeszczeby mu to odjął. A szkapę ż bystrości ledwo kijem do wody dopędzić. — A wszakże jeśli się WM. podoba racz go WM. kazać wziąć. A jeślibyś ukazał postawę iżbyś miał wolą wziąć, to wnet na chłopa kinie (skinie). — Nu, wiedźże Janie do stajni, kiedy się panu nie podoba. A jeśli weźmiesz, tedy w tydzień po lepszego pośle, a nie daszli, tedy cię pozowie." Wygląda to, jakby na malowidełko z natury, jakiego sąsiada pana Reja; i na istotną, 206 przygodę, rzekłbyś żeś na to patrzał, tak wybornie odwzorował. Obok dwóch malowanych przyjaciół, zalecanego i pochlebcy, stawi zaraz prawdziwego i szczerego, maluje poświęcenie jego i przywiązanie stateczne we wszystkich życiu przygodach. Nie wyczerpany w kreśleniu charakterów, trafiwszy na żyłę obfitą, nie prędko ją opuszcza, i tu znowu epizodycznie wtrąca z powodu rozmów, jak to się ludzie obrażają, gdy ich wad tknie kto choćby nie umyślnie — do siebie zaraz biorą przymówisko. Prawego tedy przyjaciela wylicza obowiązki, mówić prawdę i prowadzić ku cnocie. To pierwsze jego znamię, omylne słówka pieszczone nie przystały mu. Następnie przywodzi przykłady idealnych przyjaźni, bez którychby się był obejść mógł. Pytiasza i Damona, Orestesa, Pylada i Brutusa z uwagą, że przyjaźnie u pogan stalsze były niż dzisiaj. Teraz już o przyjaźni takiej mowy nie ma, — w obyczajach naszych jest forma 207 przyjazna dla wszystkich, w sercu nie czuje się potrzeby podziału; cały ten ustęp w Reju, wedle myśli pisarza do ważnych życia prawideł należący, nam się wydaje dziwaczny, jak o bazyliszku lub fenixie. Gdy rak już postanowił człowieka swojego, Zawarowawszy od wad, uposażywszy w cnoty, na straży postawiwszy przy nim przyjaciela wiernego, idzie dalej wskazując mu jak ma urządzić życie i darami od Boga danemi dla drugich szafować, rozumiejąc przez to nie te tylko co w skrzyni, komorze lub oborze, ale dary ducha, na czele obowiązków kładnąc pomaganie bliźniemu wszelkiemi sposoby możliwemi. Rozdziela tedy dobrodziejstwa na kilka rodzajów, na takie, które są, wspólne, to jest obu stronom temu co daje i co bierze pożyteczne, a po prostu mówiąc opłacane i na dobrodziejstwa przymuszone, które się pełnią z obowiązku stanu i także wypłacają, — wreszcie na dobrowolne, serdeczne i jedynie imienia tego warte. I dalsze jeszcze wskazuje dobrodziejstw 208 rodzaje, mało kosztujące a wielkiej zasługi; — zwierzęce, co wprost ciału się czynią szkodliwe, jak gdy opilcowi wódki, a graczowi karty, lub zwadliwemu miecza poddasz. Ostatecznie mówi o obowiązkach społecznych, z miłości bliźniego wypływających i utrzymujących w jedności ludzkość całą, narody i rodziny. Natchniony ideą miłości powszechnej, wpada w marzenie jakby świat mógł wyglądać, gdyby się wszyscy kochali jak należy i pomagali sobie nawzajem, jakimby był rajem i niebem. Aniołowieby po nim wędrowali, a djabeł zblednąćby musiał. Ale djabeł czerwony jak był do dziś dnia, i ta wielka miłość chrześciańska, któraby cudów dokazać mogła, dotąd jest czczeni słowem tylko. Niewierzym w jej cudowne skutki i maluczko jej zażywamy. Czy przyjdzie kiedy jej panowanie na ziemi? czy ludzkość wzniesie się do pojęcia skutków, jakieby ona sprowadziła na ziemię i rozpłomienić nią potrafi?? Bóg jeden raczy wiedzieć. To pewna, że jakkolwiek wielki i niezaprze- 209 czony uczyniliśmy postęp od XVI wieku pod względem materjalnym, wyżyna moralna wcale się nie podniosła. Od lat kilkudziesięciu zwłaszcza po przechorowaniu na niebezpieczne utopje, ludzkość wszystkiemi drogami wraca do pogańskiego realizmu i unika ideałów. Hasłem epoki jest utrzymanie się w możliwych granicach na czysto ludzkiem polu, za pomocą środków czysto ludzkich. Ostatnie kilka lat dowiodły, że nauka Chrystusowa zupełnie zapomnianą została, gdyż całkiem przeciwne jej w zasadzie prawdy, uznano i przyjęto za prawidła. Nie możemy tu skreślić całkowitego obrazu pojęć dzisiejszych wbrew chrześcjańskiej idei przeciwnych, napomknijmy tylko o kilku. Chrystus wznosi sztandar ducha przeciwko ciału, nakazuje umartwiene jego, pogardę zdobyczy cielesnych, staranie się o podźwignienie moralne, a zapomnienie o ziemskiem, które ma być przydane synom jego; my za zasadę pierwszą przyjmujemy użycie i zaspokojenie ciała. Jakbyśmy zrozpaczyli o 210 pokonaniu w sobie smoka, postanawiamy go karmić aby milczał. Karmiemy też, wszystkiem możliwem opychamy, pieścim, a głodna jego paszcza wciąż się na nową pastwę otwiera. Dawniej prawdą było, że pokonanie namiętności jest drogą do oswobodzenia ducha i nadania mu potęgi — dziś walki z ciałem nie przypuszczamy nawet — a granice namiętności zakreśla tylko druga, cudza, obok rozpościerająca się; — pogodzić obie, zadaniem wieku. Nie chodzi o poskromienie, idzie o pojednanie i uniknienie boju, o pomieszczenie wszystkiego tak, aby jedno nie zawadzało drugiemu. W potęgę anachoretów, których duch wzmagał się umartwieniem dobrowolnem, prostotą życia, cierpieniem, tem najdoskonalszem udoskonalenia narzędziem, wierzyć przestaliśmy. Nie przemódz ciało myślemy, tylko je upaść i uciszyć w śnie gnuśnem. Czemże więc wyżsi ci Anglicy Chrystusowi od bałwochwalczych Indjan, jaka między 211 niemi zasad różnica, gdzie lepszość wiary, jeśli obu w tym boju wolno jednego używać oręża? Co przyniosą ci zdobywcy pokonanemu krajowi? naukę siły i przemocy a nie przebaczenia, miłosierdzia i miłości! I temi to środkami chcą dla Chrystusa nawrócić pogan! Nie dziwię się jeśli Indjanie odpowiedzą, że wolą Bramę i Wisznu! Jakiż postęp? jaką prawdę przynoszą z sobą wojującą? w imie jakiej walczą idei? jest li taka wojna godziwą? Taż sama Anglja rozczulała się nad nieszczęściem uciśnionej przez Turków Grecji, ale tam miała interes własny, i naówczas wielkie słowa posługiwały jej do upieczenia swojej grzanki; gdyby długie wyspy Jońskie zabrać mogła w imie Ewangelji, nie wątpiemy, że towarzystwo biblijne najmocniejby tę prawdę Chrystusową popierało. Wejrzmy nareszcie na społeczne prawa tak jasno wyłożone w Ewangelji! Gdzie się one spełniają? gdzie Mateuszowe: miłuj bliźniego jak siebie samego; gdzie jego: wy wszyscy jesteście bracia; (22) gdzie Janowe: kto 212 nie miłuje trwa w śmierci, gdzie owo: jedni drugich brzemiona noście, i gdzie na ostatek wiara w tę prawdę, że kto daje ubogim ma skarb w niebie. To braterstwo pierwszych czasów chrześciańskich tak wybitne w wiekach walki z pogaństwem, dziś jest imieniem tylko; nieuznajemy braci tylko w tych, którzy nam chlubę przynieść mogą lub pomocą się wywdzięczyć; zapieramy się tych, dla których myśmy potrzebni. Braterstwo! czcze i wyśmiane słowo, gdzież ta rodzina Chrystusowa? gdzie węzły coby wszystkich łączyły? Ten bratem nie jest, bo źle wychowany, tamten że obcy, inny że ubogi, a i rodzony brat nie zawsze bratem, jeśli ci nie po myśli. Mamy mnóstwo sofizmatów i formułek na wytłumaczenie się z zarzutów, a Ewangelią samą tak subtelnie wykładamy na powszednie potrzeby, że jej każemy nawet świętokradzko egoizmowi naszemu posługiwać. Ale dość o tem; bo rozszerzywszy się na książkę by starczyło dowodów, żeśmy na nowo w pogańskie błędy popadli, — a zakrawa 213 We dnie też czasu nie ma obowiązków gospodarskich, na to jest ekonom, a gdy przyjdzie chłop ze sprawę" godziny u progu darmo marnuje, bo się pan nie ruszy od rozmowy dla owego biedaka, któremu każda chwila droga. Wieczorem pójść lub pojechać trudno gdyż obiad był późno, a zaraz po jedzeniu zdrzemać się jest we zwyczaju, i chyba byś mu karetę zaprzągł, która po miedzach nie dojedzie bo wózek trzęsie a konia dosiąść potrafi. Dla wielkiego owego pana, zbyt o są małe rzeczy! Zeszły też gospodarstwa nasze i dobytki na lichotę, a szlachta stęka na niedostatek — ule jakże ma być lepiej, kiedy sami o swoje nie stoim i miejski gospodarz ani wie co u niego na polu, w stodole, w szpichrzu i oborze się dzieje. Czytałem listy z przeszłych wieków Radziwiłów, Lubomirskich i Potockich, najmajętniejszych w Polsce posiadaczy ziemi, dowodzące, że znali tak swoje folwarki, stada i mienie, jakby jeden tylko mieli, dziś niewiem czy się podpanek nasz na parze wio- 222 sek przyzna do tego, by chudobę swoją i jej pochodzenie rozeznał. Zda mu się to za małą rzeczą, bo magnatami idzie o lepszą przepychem, i sto dusz we wsi, musi być rządca, coby jegomości zastąpił. Już ten nie zgrzeszy zapobiegliwością zbyteczną. To co tu Rej w czterech porach roku poleca czynić swojemu szlachcicowi, robią i dziś, ale rozliczni oficialiści pańscy, gdyżsam pan nie ma czasu charując na magnaterją. Wszyscyśmy dziś strasznie wielcy ludzie, i genjusze, o poziomych niemogące myśleć sprawach. To państwo nas zabja; spójrzcie tylko jak się to dmie, wytęża i wysoko głowę nosi, choć nie wiedzieć zkąd. wyszło, a co gorzej niema z czem chodzić po świecie! Szlachcic na zagrodzie równy był Wojewodzie, ale dziś to już on sam Wojewodą być musi, nie dość mu być równym wszystkim godnością człowieczą, uznaniem swej poczciwości i praw ludzkich, trzeba nadewszystko być równym powozem, końmi, winem, liberją, domem i tem na co mu nie sta- 223 je. Może on, mogę i ja! woła podpanek, i wytrwa lat parę, a potem ruina i kręci się w długach i wykłanmje wierzycielom, i narzeka, na losy, a to nic losy tylko jegomościne głupstwo wszystkiemu winno. Różnicy stanów nie dopatrzysz dzisiaj, gdyby na umyśle i duchu zawisło to panoszenie; się, niechby każdy lazł jak najwyżej a piął sio do góry — ale cała rzucz to pić i jeść, tak chodzić i tak szumieć jak drudzy. Brak prostej arytmetyki, ale miłość własna zawsze dwa razy dwa dziesięć rachować zwykła, nie ma na to rady. Wiejskie też proste życie Ziemianina, które tu tak świeżemi maluje się barwami, dziś prawie nie widziane — choć ono miało zaprawdę swój urok i roskosze, swój wdzięk, dziś dla nas zakryty. "Gdy przypadnie wiosna, mówi stary, azaż nie rozkosz z żonką, z czeladką, po sadkach, po ogródkach sobie chodzić, szczepków naszczepić, drobne drzewka rozsadzić, gałązki obcinać, mszyce pozbierać?" Dalej życy i wineczka i różyczek sobie 224 nasadzić, ku czemu nawet przepisy daje, znać sam lubił ogród i koło niego chadzał, bo się rozwodzi jak grządki urządzać aby nie zbyt były kołpakowate, i co na nich siać i jak je starannie opielać, i jak się o drzewka starać. Gniewa się też na niedbałych, którzy ogrodem, sadem i wesołym wirydarzykom są, przeciwni, mając to za trudną rzecz — woleliby gnoju nawieść na to miejsce i jęczmienia posiać. Znać z sadów musiały być i wówczas pożytki znaczne, bo oprócz przyjemności jaką, ukazuje z tego, że wonna roślinka lepiej pod oknem niż śmierdzący łopuch lub pokrzywa — dowodzi i zarobku jaki mieć można z tej uczciwej pracy. Za tem wychodzimy w pole z nauką jak koło niego gospodarzyć, ba nawet co posiać, i żeby się w drobne rzeczy nazbyt nie puszczać, bo grunt żyto, pszenica, jęczmyk miły i owies, z których grosz przychodzi, a z tych tam groszku i tatarki a maku niewiele wziąć i rozlezie się to łacno. Dziś by przepisy gospodarskie mogły być 225 inne, ale nad wszystko jeden postawić należy — prace własną a niespuszczanie się na ludzi; ci co około roli sami chodzą, swojem jej okiem patrzą i własną uprawiają myślą, zawsze dobrze wychodzą. Od pola przechodzi do gospodarstwa rybnego, bo to dawniej u nas także ważną gałąź stanowiło; oczyszczać każe stawy i sadzawki, zarybiać je choćby kupnem. Wszędzie Rej nie tylko samą korzyść materjalna upatruje, ale się po szlachecka lubuje i cieszy widokiem wzrostu, porządku, ładu jaki zaprowadza. Dla niego znać to gospodarstwo jest miłośnictwem, jest. prawie namiętnością, jest powołaniem prawdziwem, tak się każdą, najmniejszą rzeczą raduje i cieszy, i od sadu idąc do stawu, od sadzawek do czyściuchnej pasieki, do chlewka, na których wszędzie - zysk poczciwy pracą zdobyty ukazuje. Tylko nie trzeba leżeć wiele a biesiadować, powiada, ale pilno około tego chodzić. Cała tajemnica — praca. Pan też żonie przepisuje zajęcie w ogro- 226 dach, około lnów i konopi, koło przędziwami koło gąsek i wszelakiego drobiu. Ej! ej! tak ci to bywało! a dzisiaj! Zlitujcie się — pani u toalety, nimże się ubierze, potem musi kartkę francuzką, wczo, raj poczętą dokończyć, bo niewie czy kameljowa dama dała serce brunetowi czy blondynowi i w wielkiej jest o to niepewności; później powietrze wyjść nie dozwala piecze lub wieje zbytecznie; dalej goście nad-, jechali i klucznicę ma od tego, która w jedwabnej sukni chodzi i dziewką się wyręcza; sama już pani nie siądzie u kołowrotka z służebnemi, nie naznaczy im nawet roboty — bo jakże by to jej przy francuzczyźnie, fortepianie i krynolinach przystało? W najbiedniejszym domku szlacheckim pod pozorem wyższego wychowania i dobrego tonu, praca obowiązkowa nie smakuje, wstydają się jej jak barbarzyństwa. Żle to jest, bo można wybornie pogodzić ukształcenie istotne, gruntowne i zajęcia najprostsze a konieczne, które zresztą bardzo zbawienny wpływ wywierają, i na samego człowieka 227 i na tych co go otaczają. Fałszywy polor okrywa nas śmiesznością, a próżnowanie do niczego dobrego nie prowadzi. Z najbielszemi rączkami można pójść do spiżarni, z najartystyczniejszą duszą policzyć... motki, z najszlachetniejszetn sercem karmić kury i gołębie, z najliryczniejszą poezją zadysponować obiad. Panie, które się boją prozy życia, grają komedja sentymentalną,; ale im brak uczucia, bo w prostocie szukałyby ideału i poezji, bo by się nękały pokazać zbyt prozaicznemi, i nie myślałyby o tem jak wyglądać będą, ale czem być mają. Minęła tedy wiosna, nadchodzi lato i owoce tego co się z wiosną przysposobiało. Rej z uczuciem smakosza unosi się nad obfitością ogrodowin i przysmaczków pracą i zapobiegliwością przydbanych. — Używaj miła duszo, masz wszystkiego dobrego dosyć! woła — ale ostrożnie, ale po- miernie! Pojedziesz sobie z krogulczykiem na pieści do żniwa, a tu ślicznie żną dzieweczki śpiewają, wołają drudzy wesoło, snopki 228 układają, i miło im robić kiedy sam pan widzi, ale nie taki co z maczugą (kijem,) lata a po grzbiecie kołacze. Tymczasem szlachcic sobie przejeżdżając się przepióreczkę ugoni, nie czyniąc wszakże szkody w biednem pólku chłopskiem, ani się tam popisując na schwał przed ludem — nie tak aby wszyscy stali dziwując się i wołając: Owo padła panie! padła! A pan się przed niemi pyszni, że chróściela ugonił, a oni stoją tymczasem sierpy porzuciwszy. Jedzie dalej, a patrzy czy nie mokre siano mu w progi składają, czy czas przeszłe snopy wozić do stodoły, a obiegłszy tak gospodarstwo, milo mu do domu powrócić na spoczynek. Jesienią znowu do siewaczów, ziemia zorana pachnie, a ziarno w nią rzucają, błogosław Boże na przyszłe lato! Zaleca tu nasz Hej głęboką orkę bo nie od dziś dnia wiadomo, że zbawienną jest polu, i dobry wyrobek roli, na, której się znał, sam każe bryły 229 dobrze rozbijać, a w czas ziarno rzucić, żeby się przed zimą miało porę rozesłać. Rankiem wolnym nie broni psy zapuścić i w lasy pójść za zwierzem — "ano rozliczne głosy jako fletniczki z puzany krzyczą, ano myśliwiec wrzeszczy, trąbi dojeżdżając za niemi. Wypadnie zajączek, a zaż go nie roskosz poszczwać, za nim sobie pobiegać, a jeszcze lepsza do łęku (siodła) go przywiązać i do domu przynieść — ano choć i dobra myśl rośnie, ano się krew dobra mnoży, ano żołądek przechowywa, ano wszystko zdrowo, wszystko miło. Przyjedziesz do domu ano się jeść chce, ano już wszystko nadobnie gotowo, ano grzybków, rydzyków nanoszono, a ptaszków nałapano. Bo i to niemała krotofila i pan sobie czasem w budzie bardzo rad posiedzi. Ujrzy po chwili ano miody podbierają, ano owieczki strzygą, owoce znoszą, zakrywają a drugie szuszą, ano rzepy, kapusty do dołów chowają, układają, drugie też szuszą, ano wszystko miło, wszystko się śmieje" Zdaje mi siecze choć ten Opat, który tak 230 wszetecznie obżarstwo Rejowe opisał, mocno musiał przesadzić — jednakże miał powód Onówić o niem, bo i z żywota tego widać co chwila, że staruszek dbał o gębę. Pilno on zaleca swojemu wychowańcowi, aby niezapominał żadnego zapasu, uczy go ćwikłę przyrządzać, powidła smażyć, owoce suszyć, przysmaki różne gotować, pędzić wódki it.p. Wszystko to teraz rzadko gdzie znajdziesz, bo i z używania wyszło, bo bez zagranicznych konserw, pasztetów, blaszanych puszek i trufli mało się który dom obejdzie; a choćby kto ogórek lubił, to się go prawie wstydzić będzie, że i tani i swój i ten sarn co w piekarni — pochwalić się z nim nie można, a tu się gwałtu czemś chwalić trzeba. W końcu gdy tak na zimowe leże apteczka i spiżarnia już zaopatrzona" każe Rej myśleć o tem c; o i groszby przynieść mogło, "bo to święta kopa, powiada, co du ie za sobą przynieść może. " Inaczej zaś me przyniesie tylko pracą, bo martwa kopa groszy, gdy jej rozumne użycie nie ożywi, nie poruszy, gdy trud nie. za- 231 płodni, nic uczynić przez się nie może. Zawsze wiec zaleca jedno: pracę wytrwałą" a użycie poinierne; dziś zasada jest całkiem przeciwna, praca jest najpomierniejsza, a używanie wytrwałe, i to spełniamy też święcie. Kopa zaś smakuje nam tylko gdy ją strwonić mamy, gdy cudzym zdobyta potem, niedaleko tem zajechać! Nadchodzi wreszcie zima, polowanie znowu, ale już inne, rybołóstwo po stawach, żelaza na lisy, zabaweczki myśliwskie i gospodarskie. Jakbyś patrzał na to życie ziemianina naszego: maluje nam je żywo, ale tak ono od dzisiejszego odmienne, że chyba co podobnego po zakątkach poleskich jeszcze się gdzie da znaleść. "Nakoniec, mówi, że roskosz z charty się przejechać, na cietrzewia sieć zastawić, kuropatwiczkę rozjazdem przykryć, a przejeździwszy się a obłowiwszy, do domu przyjechać." "Ano izba ciepła, w kominie gore, potraweczek nadobnych nagotowano, grzaneczki w czaszy w rozkosznem piwie miasto kara- 232 sków pływaja... Po obiedzie się do gumienka przechodzić, dopatrzeć jeśli dobrze wymłacają, jeśli słomę dobrze układają, plewki, zgoninki chędogo chowają. ' Skrzętny nasz szlachcic, może i co mu potrzeba mieć a grosza za to nie dać, radzi mu bowiem Rej uczciwego handelku sprobować, wina sprowadzić beczek kikanaście, trochę odprzeda z zarobkiem, a resztę sobie darmo zostawić; tymże sposobem może i baranów kupić, a co się okroi po sprzedaży, na swoją, potrzebę użyć, toż z piwem it.p. I widać, że to za dawnych onych czasów szlachectwa nie psuło, gdy się kto takim frymarkiem bawił, bo na Zachodzie inne były w tym względzie wyobrażenia, a ci co nasze szlachectwa na tamten kopyt chcą nabijać, grubo się mylą; żadna praca nie plamiła u nas ziemianina, ktory i końmi z Turczech i winem z Węgier, i korzeniem z Gdańska kupczył, a nikt mu tego za złe nie miał. Czynili to najwięksi panowie, póki się nie i zaczęli uczyć pojęć nowych za granicą. Dopieroż gdy mądrość cudza za swoją stała, 233 nie rzezano już obrusów przed temi co sę z faworytami żenili, jak dawniej bywało, bo we Francji to szło i chwaliło, sie ale za to plwano na ichmościów, co odnasawszy kord, jęli sie pracy jakiejkolwiek. Tu włożył Rej śliczny obraz, jako się biedni ludzie małem czem, z zarobku lichego żywić zwykli, i przedstawia nam jak wyglądał podówczas ów rynek krakowski. "Kto się chce tym dziwom przypatrzeć, jako się chudzina (biedota) żywi, idź na krakowski rynek, tam się nadziwujesz, ano jedna kiełbaski smaży, druga grzelce przedaje, druga wątrobę pieczoną z octem a z cebulą, druga tez zwodzi, druga z opłatkami po rynku i po ulicach biega, druga z wieńcy (wieńcami), druga z ziółki i z czerwoną maścią siedzi. Więc i u krup, u śledzi, u masła, u świec, u sklenic, u jabłek, u żemeł, u butów, u ryb, u żaru, u barszczu, u ogórków, u rozmaitych ogródnych rzeczy — a ktoby się ich naliczył. Więc co ich po smatruziech, po kramikaeh, pod krzyżmi siedzi, — jedna z żelazem, druga z płótnem, trzecia z bac- 234 chanem, z leczeni, z goźdźmi, i z rozmaitemi przyprawami, a ktoby się tego napumiętał już nie licząc rozmaitych a rozlicznych rzemieślników co się swemi robotami żywią, dziwnych a dziwnych kwestów między ludźmi się napatrzysz. A wżdy się żywią, i w dobrych szatach chodzą, cóżby poczciwy człowiek nie miał sobie pożytków nawymyślać?.. Wskazuje to Rej naumyślnie, aby dowiódł, że gdy tak maluczkiemi środkami, z zarobków lichego handelku życie utrzymać można, cóż dopiero temu, który ma wszystko po temu co ino wieś daje? Byle praca i zabiegłość a oszczędność przytem, czego się tu dorobić nie można? Prawda to wielka i dziś — a pomimo to nie mamy się lepiej, i powolny upadek wiej- skich gospodarstw i majętności widoczny. Czemu? bośmy do zbytków nawykli, a od, pracy się odzwyczaili. Za czasów Reja pańskie oko patrzało wszystkiego, dziś najemne i takie co swojego pożytku szuka; obyczaje były proste i potrzeby niewielkie, teraz państwo straszne i nałogi wykwintne. A nie 235 może być żeby na co nie stało, zwłaszcza gdy próżność wymaga — musi być. Idzie zatem ruina niechybna. Kończy się ów opis czterech pór roku na wsi, zwrotką, czysto Rejowską, która nie inaczej tylko jego własne życie maluje, bo nadto do niej powraca często, aby to miał być wymuszony obrazek. "Nachodziwszy sie po swem pobożnem gospodarstwie, już tedy sobie w ciepłej izbie usiędziesz albo sarn albo z przyjacielem. A jealić jeszcze pan Bóg dziatki dał, toć już jako błazenkowie kuglują, żonka z panienkami szyje, toż się z tobą, rozmawia, albo też co powiada, pieczenia się wieprzowa dopieka, cietrzew w rosolku, a kapłon tłusty z kluskami dowiera, więc rzepka, więc inne potrawki. A czegóż ci więcej potrzeba." Dzisiejsze życie szlachcica na wsi, caleby się inakszemi rysy odwzorować musiało — obyczaj odmienny, zatrudnienia inne i nie w smak to stare a poczciwe żytko naszę tak ciche a święte. Z wiosną, szlachcic myśli czy 236 szy się z resztek zboża będzie mógł wyruszyć za granicę, bo mu żona cherla i onby sam rad się przewietrzył. Już tedy i stodoła i spichrze i ogrody i sady na rękach pana ekonoma, który byle duża wieś, panem rządcą się zowie. Skoro maj gaje ubieże, pakują się i wybierają w drogę, albo razem lub każde z osobna, porzuciwszy dzieci na najemnych rękach, czyli je z sobą na próżnowanie niepotrzebne ciągnąc od gospody do gospody. Lato tedy całe upływa kędyś u wód, w Spa, w Ems, w Wiesbaden, Karlsbadzie lub gdzieindziej — a nie bez tego żeby się i Paryża nie zachwyciło, a po drodze i niemieckim nie pokłoniło stolicom. Tu zwyczaj każe oglądać galerje i państwo wierni mu wloką się, szukając coby na wiarę cudzą pewno już uwielbiać mogli — o czemby powróciwszy, szeroko sąsiadom rozpowiadali. Już tych tam sądów powtarzać nie myślę, jakie się trafiają na widok arcydzieł, bo żeby i piękna dopatrzeć się, trzeba się do tego przyuczyć i przygotować. 237 Z początkiem jesieni po rodzinnem błocie, zwlekamy sie do pustego dworu, do zimnych i zapylonych izb, do opuszczonego gospodarstwa, do nudno wydającej się okolicy, która przeraża osamotnieniem. Jakże tu zimę przetrwać? niepodobna, wiec jeśli nie do Warszawy to choć do mniejszego jakiego miasteczka, aby tylko jak najmniej w domu. Po kilku leciech takich peregrynacji i wycieczek, do reszty opada dwór, zapomina się ludzi, obojętnieje do gospodarstwa, i już nie ma tu co czynić. Przyjdzie gromada zachwyciwszy pana między jedną a drugą podróżą, twarzy nie przypomnisz, nie zrozumiesz co mówić będą, a związek serdeczny, który dziadowie pielęgnowali między tym ludem a dworem — na wieki zerwany. Pan narzeka na chłopów, wieśniacy na pana. Rządca się panoszy, anarchja rozpościera i po kilku leciech sprzedają ojcowiznę z licytacji. Z tych co na wsi siedzą, maluczko też ta- 238 kich coby staroszlacheckim trybem życie prowadzili. We dworzec państwo, ale ich na wsi nie słychać, — pan jeździ do sąsiadów i do miasteczek, ekonom na folwarku gości przyjmuje, pisarz umizgami zajęty — a robota idzie jak Bóg dał. Jedno zgnije, drugie na pniu poopada lub z pokosami w ziemię wrośnie — wszystkiemu pan Bóg winien; a grosza nie ma i chwast pola zapienia. Pani ma także swoję zajęcia więc nie wyjrzy, a strój, a muzyka, a nerwy, a wychowanie lepsze, nie dają jej znijść do tych mizerji, które spuściła na klucznicę. Cztery lub pięć razy do roku uczty z muzyką, tanami, lampami. Co niedziela goście lub państwo w cudzym domu, dosyć, że tak bez nich jak z niemi. I szlachta musi podupadać powoli. Zaleca jeszcze Rej, gdy tak już życie swe urządzi, poczciwemu szlachcicowi, aby sobie pracę i wypoczynek mieniając, używał wczasti; a naprzód ażeby czytał i starał się oświecić. Jak gdzieindziej tak i tu nie pragnie on 239 zaprzątać mu głowy rzeczami próżnemi, do stanu jego nieodnoszącerni się, nie radzi fabuł trudnych a niepożytecznych. Owidjusza ani Horacjusza, ale głównie zaleca księgi moralne kształcące lub mogące się do życia codziennego zastosować. Czytania nie uważa on wcale jako rozrywkę, i zabawę ale jako naukę, przedewszystkiem każąc w niem szukać przykładów cnoty, a potem tego, coby się szlachcicowi do jego gospodarki i rzemiosła rolnika przydać mogło. Moraliści, podróże, historją przyrodzenia stają na czele; czczych poezyjek i lekkich ksiąg, nie życzy Rej wcale. Nie było ich też naówczas w języku polskim, a mało i w innych, musiano szukać w literaturze bujniej rozkwitłej, starożytnej, od której Rej wszędzie odciąga niesłusznie, może dla tego, że sarn w niej nie smakował, bo niewiele jej znał. Inny rodzaj życia, przedewszystkiem czynny, nie dopuszczał wówczas ludziom rycerskiego i szlacheckiego stanu, bardzo daleko w naukowe puszczać się rozdroża; nie było. 240 na to czasu. Dziś gdy zdawszy na ludzi wszystko, niczem się sami nie zajmuje my, do zbytku jest chwil wolnych, z któremi nie wiemy co zrobić. Gospodarstwem trudni się ekonom z wójtem, ogrodem ktoś drugi, spiżarnią i folwarkiem klucznica, interesami plenipotenci, dziećmi bony i guwernerowie, końmi stajenni — więc się życie zostaje całe, nieużytkowane prawie, chyba na zabawy i rozrywki, a na książki stanie go bardzo. Jednak porachowawszy tych co czytają, nie wielką stosunkowo liczbę znajdziemy. Książka sie kupi od czasu do czasu, leży często na pokaz na stoliku i przywozi do domu jak sprzęt dla przyzwoitości, ale jej nikt nie tknie, dopóki nie przejdzie do przedpokoju, do garderoby, i folwarku. Niepowiem żeby wszystek rozum w książkach siedział, dużo go też po świecie chodzi, ale książka szlachcicowi by nie zawadziła. Cóż on, jeśli nie przednia straż cywilizacji? trzeba mu wiedzieć kędy dalszych braci prowadzić, trzeba więcej umieć nad nich i jeśli nie rękami to mózgiem pracować. 241 Obchodził się bez ksiąg wielu rejowski wychowaniec, dla czego? że czynem i praktyką, żywym głosem je zastępowano, uczył się prawa w trybunale, sztuki wojennej na koniu, gospodarstwa koło roli, i potrosze wszystkiego w pocie czoła; dziś życie naszę, krom przyzwoitości i form chłodnych niczego nie uczy; trzeba by się wiec choć do książki uciec, zwłaszcza gdy ich jest tyle o wszystkiem i dla wszystkich. Ale — idźmy dalej ze starym szlachcicem. Po książce konik i zbroiczka — to było pierwsze i stary nasz, nigdy o tem nie zapomina. sadził na koń młokosa, każe nań i starszemu znowu. "Nuż gdy się trafi czas po temu i pogoda, azaż to nie jest rzecz potrzebna człowiekowi poczciwemu na konika wsiąść, zbroiczki sobie przypatrzeć, słudze też na drugiego kazać wsieść, albo jeśli by się przytrafił dobry towarzysz jaki, więc tu sobie pomiernie pobiegać, spytać go jeśli umie obrócić, albo zrazu wyskoczyć (pomknąć) albo się zastanowić gdy tego potrzeba, albo jeśli mu się 242 takie wędzidło podoba, jeśli w niem łbem nie trząsa albo jeśli nie nabożny jeśli w niebo nie patrzy łeb wzgóre podniósłszy. Wiec też nie wadzi, jeśli po temu zdrowie i drzeweczko (kopją) wziąć, nadobnie sobie z niem poigrać, albo też do pieszcionka albo do czapeczki pomierzyć, bo ztąd i krotofila (zabawa) i ćwiczenie uróść może. Ale gnuśność naszą a tępość wszystko nam snadnie odejmie. Bo będzie drugi wolał gdzie w cieniu pod dębem leżeć, albo w kufel naglądać. I dąbci nie zamieszka i kufel nie zając, wierz mi iż się doczeka aż z przejażdżki przyjedziesz. "Przyjdą trwogi albo potrzeby jakie, jakoż świat bez tego być nie może, już siła będziesz miał przed onym chwastem co ni koniczka dosiąść ni drzeweczka w rękę wziąć, ni zbroiczki na się włożyć nie umie. A czasem z przestrachu zadni piach (tylna część zbroi) na przodku sobie zawiesi, a mniema że tak bardzo dobrze. " Rycerska wprawa ciągle na myśli i oku u Reja i że ją pilno zaleca swemu szlachci- 243 cowi, jako obowiązek, niema się czemu dziwić, wszyscyśmy wówczas żołnierzami byli, wstyd było nie umieć tego do czego się rodził każdy, bo cały naród szlachecki do wojny i konia był przeznaczony. Ale już w XVI wieku pod wpływem włoskiego obyczaju, cywilizacji zachodniej i miekszych nawyknień, znacznie się było rycerstwo nasze zmieniło, i nasz moralista nieustannie na gnuśność i niedbalstwo narzeka nie bez powodu. Nie będziemy zbytnie obwiniać samych siebie o zgnuśnienie, wielki w tem udział miały wypadki. Nagle z rycerskiego zastępu, z żołnierzy chrześcjańskich stojących na kresach, weszliśmy w rodzinę ludów innych bytem żyjących, w exystencją odmienną i inaczej obwarunkowaną. Ta przemiana musiała spowodować reformę, przerobienie się obyczaju. Jak ciało w biegu siłą przeciwną wstrzymane i ciśnięte innym kierunkiem, musieliśmy na chwilę stanąć w miejscu; lecz i natura nasza przyczyniła się do przedłużenia momentu niepewności. 244 Dziś jeszcze się to czuć daje, i szlachcic przestawszy być onym rycerzem Chrystusowym, jeszcze sam nie wie czem będzie, a jest istotą nieokreśloną, troche z przeszłości, trochę z nowych pierwiastków złożoną. Zadaniem czasu właśnie, czem się staniemy. Jedni chcą byśmy całkiem nowe i idealne poczęli życie nie patrząc tradycji i przeszłości, byśmy się z gruntu przetworzyli; drudzy teraźniejszość pragną z obłatnków starych sklecić, przy wiejskiem życiu, przy roli, i zachowaniu pradziadowskiej spuścizny, trzymając. Ci z nas pół-niemców, pół-anglików, owi niedobitków upłynionej epoki tworzą. Jedno jak drugie nie spełna dobre, przedewszystkiem nam sobą pozostać należy i związku z tradycją prastarą niezrywać. Nieuchronna zapewne przemiana obyczajów i żywota, ale niechże nie będzie taką by dosięgła natury naszej, by co u nas jest szlacheckiego i dobrego, a naszego własnego, z nas wygluzowała. Zatrzymajmy z dawne- 245 go co się tylko da, szanujmy stare szaty ojcowskie. Nowemi się stać a na cudaków się przeistoczyć bardzo łatwo, ale się nas zaprze historją, jak my się jej zaprzemy. Wszystko więc co może nas wynaturzyć a odjąć nam starą cnotę, choćby dawało korzyści mnogie i drogie, nie na dobie dla nas. A co z drogiego obyczaju pradziadowskiego zmieści się w ciasnej naszej torbie podróżnej, nieśmy dalej drogą od Boga przeznaczoną. Bądźmy jako oględne pielgrzymi co niewiedząc gościńca nowego, niosą z sobą i wodę i chleb i sprzęcik, który w przypadku przydać się może, choćby zaciężył na ramionach. Gnuśność zarzuca Rej, ta jeszcze dziś w nas trwa, ale mamy obok niej wadę, o której on lekko napomyka tylko, równie szkodliwą jak zobojętnienie; jest nią brak siły ku wytrwaniu. Pierwsze poruszenie nasze zawsze święte i dobre; nie żałujemy życia ni mienia gdy krew zagra na skorym razie, ale pędem 246 a skokiem nic się nie dzieje, wszystko się dokonywa powoli, a nam właśnie na cichą, skromną, stałą i wytrwałą czynność brak mocy. Życie nie jeden da całe w chwili, ale go zdawkową monetą godzin pracy długiej nie potrafi poświęcić, a tu właśnie kroplami się kamień dziurawi, i cedry po włosku rosną przybierając, i co nagle to po diable. Po pierwszej owej gorączce ofiary, dla której byśmy i koszule zdjęli i skórę sobie obedrzeć dali, następuje zniechęcenie łatwe, niemoc, i ręce opadają. We wszystkiem cośmy kiedy przedsięwzięli, to najwięcej szkodziło a na drodze stało, żeśmy z jutrem rachować nie mogli, bo jutro inny człowiek, ani go poznać; i wczorajsza ochota mieniła się w zwątpienie, a zapał w niewiarę. Kończą się drugie księgi rozpoznaniem co jest chwałą prawdziwą a omylną, i jakiej człowiek służyć a dorabiać się powinien. Tą sławą jako wędą długie wieki brano człowieka, pracuje i dziś się na nią, aleśmy przyszli do poznania wyższej prawdy, że można się i na niesławę dla sumienia ważyć, 247 i sławę poświęcić dla obowiązku i w oplwanej sukni chodzić dla poczciwości, że nie dla sławy winien się święcić człowiek ale dla prawdy. Sława u ludzi tyle tylko warta jeśli ci orężem jest i narzędziem do czynienia dobrego, jeśli drugich do naśladowania cnoty bodzie, jeśli jej używasz na poczciwe, a jako nasycenie i nagroda, małą rzeczą, w sobie i nikczemną. Dziś ją masz, jutro straciłeś, a opiera się niewiem na czem i wydrze ci ją lada kaprys. Uganianie się za popularnością, i dorabianie uznania powszechnego z umysłu, pochlebstwem tłumowi, pobłażaniem złemu, zaparciem swojego przekonania, występkiem jest i podłością. Zyskuje się w ten sposób chwilowy oklask a śmiech pokątny, i dorobi popularności ale nie szacunku. "Albowiem patrz kiedy kogo wedle świata chwalą że czysty pan, czysty porządek około niego, czeladzi dosyć, koni dosyć, na stole pysznie, więc tam w każdy kąt nalewają, więc tam zawżdy pisk, huk, krzyk aż do północy, to się więc ta chwała każdemu po- 248 doba i bardzo mu smakuje, i co się kolwiek około takich ludzi broi, iż się wszystko dla tej próżnej chwały broi, i za wielką rozkosz ludzie poczytują, iż takich żywotów używają. Ale to wilcza pociecha." Rej pozyskanie takiej popularności i chwały, porównywa do owcy przez wilka pochwyconej. Nie jeden u nas urzędnik dobija się tak uścisków serdecznych panów braci, i godzi tylko, aby pozyskał oznaki miłości, a nie na cześć i miłość zasłużył. Więc często okupić przyjdzie kochanie owo ofiarą przekonania, a po leciech kilku, gdy się oczy otworzą, owa wielka popularność pełznie, jak farbowana firanka na słońcu. Uznanie u ludzi nie kupuje się a zasługuje, kto się o nie stara, najłacniej straci, bo już to że go pragnie, dowodzi, że nie wart. Dla prawdy zaboleć miło i święta powinność, a średni wiek człowieczy tem prawidłem życia, które jest walką, skończyć najwłaściwiej. 249 IX. Trzecią księgę przypisał autor Spytkowi Jordanowi panu na Melsztynie Kasztelanowi Krakowskiemu, którego zowie się dawnym a prawie domowym sługą. Że tu więcej mu przypadało mówić o poważnych rzeczach tyczących się całej Rzeczypospolitej, słuszna była pierwszemu jej senatorowi księgi te dedykować. Przyszliśmy tu już do ostatnich lat, do starości naszego szlachcica, która wszakże nie na spoczynek, ale do różnej nieco pracy go wzywa. Łacniej, powiada Rej, zrozumieć drogę, którą, wąż włazi, jaka ryba płynie, kędy ptak leci, niżeli kędy leci myśl a sprawa człowieka młodością uniesionego; nie. mniej zamięszania i niespodzianych okolicz- 250 ności w średnich leciech człowieka, aż dopiero na starość nieco spokoju i odpoczynku. Wszakże starych a szalonych także dostać! woła moralista: na rynku świata i to się znajdzie za niewielkie pieniądze. Ci rozbójnicy duchowi, jak ich tu zowie, którzy przeciwko cnocie się zasadzają, sa to zawsze niedogasłe namiętności, nienasycone lub dopiero na schyłku życia rozwijające się najbujniej. Ale ma cnota dworzan co ją bronią, tam marszałkiem łakomstwo, tu pobożność, skromność, poczciwość, tam gniew, tu pokora i pokuta, tam zwada, tu pogarda świata, tam lenistwo tu czujność. Przynajmniej takimby wodzom starość oddać potrzeba, bo stary a szalony, powtarza Rej — nie ma nic poczwarniejszego; a wiek dojrzalszy łatwiejszy ku cnocie, do której i od zadawnionego występku zawrócić się czas zawsze. Tu się tedy wskazuje jak Bóg starców i sędziwe lata opieką swą okrywał, jak karał starość, która własnych siwych włosów szanować nie umiała; nareszcie jak chrześciański starzec sprawować się ma. 251 Nim do tego wizerunku przyjdziemy, powiedzmy nawiasowo, że dziś, zwłaszcza w świecie większym, całkiem starców nie mamy. Tej powagi starości, tej świętości jaką ona okrywała, a zarazem dojrzałości w obyczajach i umyśle, wcale się nam dziś nie chce, a cała sztuka jak najdłużej, choć pozór młody zachować. Ztąd owe istoty osobliwsze z pofarbowanym włosem, wyciągniętemi marszczkami, malowaną twarzą, i sztywną postawą, kaszlące a usiłujące biegać i swawolić, istne pajace, na których patrzeć litość bierze i wzgarda dobrowolnego ich poniżenia. Kobiety i mężczyźni chorują równie na tę chętkę przedłużenia młodości nieroztropną i śmieszną, która nie odmładniając ich wcale, odejmuje im tylko powagę i zacność, jakiej się siwym włosem zapracowanym uczciwie, dosłużyć mogli. Tych matron majestatycznych, i starców poważnych, gdzież dziś szukać? Chyba gdzie pod słomianą wiejską strzechą; w pałacach wiekuista panuje młodość, a włosy, zęby, 252 rumieniec i figurę i wszystko sprowadzić można z Paryża; to tak mało kosztuje! a młodość tak wiele warta! Za czasów Reja zwały się takie postacie chimerami ludzkiemi, a nieszczedzący wyrazów moralista, wprost je błaznami nazywa. Obok tronu starości, który jako nagrodę lat wysłużonych wysoko stawi autor, wiarę, nadzieję i łaskę jako posągi wznosi, ukazując co sprawia nadzieja i wiara, a łaska. Wiarę porównywa do szczepu, łaskę do kwiatów na nim rozwinionych, nadzieje do majowego deszczu, który je skrapia. Wyścigiem późniéj wystawia życie ze S. Pawłem, i biegiem do mety, od której odbieżéć sromotą. Więc choć starość siły odbierze, nie ustawać w biegu, i nie spoczywać ci gnuśnie; dalej a dalej do końca. W pokoju ducha i białej szacie młodości wdzianej na spoczynek stary, iść a iść ku udoskonaleniu, ku rozwiązaniu ze światem, z ludźmi, a podniesieniu myślą ku wieczne mu. Czas jako złodziej okrada, mówi daléj 253 wiec chwil policzonych użyć na dobre, gdy ich mniej codzień zostaje; nie szukać pokoju, którego świat dać nie może, ale pokoju Bożego i skarbów, których rdza ni mol nie gryzą. A że świat bez przygód być nie może, radzi ich opatrznie unikać i zapobiegać im zawczasu, i przedewszystkiem szwanku na duszy nie dopuścić, a stałe w sobie serce urobić, dla którego nie ma nic strasznego. — "Człowiek poważny jest nieco ku Bogu podobny sprawami swojemi, a tak one pańskie dary czynią mu jakaś powagę w oczach jego, że się go wszeteczny zawżdy wstydać musi i w poczciwości go mieć. A wszyscy zasię by najwięcej złota nań nawieszał, togo mieć nie może. A czemu? Że się w nim dary pańskie nigdy okazać nie mogą. Bo nie pomoże szkapie pozłocista uzda, ani złemu mieczowi nowe pochwy, ani spróchniałemu domowi skrzypiące powietrzniki... przed się złe złem być musi.... Bo gdyby położono grono wina nadobnie dojrzałego a podle niego drugie z drewna urze- 254 zane choć nadobnie pokoszczone albo urientówkę pięknie dojrzałą a drugą także z drzewa albo z kamienicy ustruganą i pomalowaną — zda mi się, iżby się każdy wolał do tej prawdziwej rzucić." Wiek człowieczy, powiada jeszcze, jest jako rok bieżący zbieżała wiosna kwitnącej młodości twojej, zbieżało lato one gorące, przypadła na cię chłodna jesień, kiedy wszystko dojrzewa i do spiżarni się chowa, niczego nie czekasz jeno spokojnej zimy, abyś po pracy odpoczął." Starość więc, to już przygotowanie do śmierci głównie, do drugiego żywota, — do godów, na które w bieli stanąć mamy; a my tu równie jako krawczycy co wędrują od miasta do miasta, aż potem ku starości szukają warstatów swoich, gdzieby już usięść i żywota dokonać mieli" — z tą różnicą, że nasz ostatni warstat nie z tego świata. Przedłużając to porównanie stare żywota do podróży, Rej i drogi i towarzysza i celu patrzeć każe, o każdym mówiąc sobie powoli z osobna, nieco się już powtarzając z tego 255 co w średnim wieku powiadał. Ton tej księgi poważniejszy, a obrazków w niej dużo mniéj i zda się, że mając starość opiewać, poczuł, iż się do jej harmonji nastroić było potrzeba. Wszystko tu też jakby kazanie natchnione a proste, płynie strumieniem szerokim a spokojnym. Dalej o prostowaniu drogi żywota, i owe boskie błogosławieństwa ewangeliczne, obiecane ubogim w duchu, cichym, zasmuconym, pokrzywdzonym, miłosiernym, serca czystego, pokój miłującym, a uczciwym dla sprawiedliwości. Wykład błogosławieństw jest chłodnawy i nie poczuł starzec jak nowy świat one zwiastowały, rozległszy się po raz pierwszy na rynkach rzymskich, wśród świata Cezarów, uświęcając cierpienie, ucisk, pokorę, ubóstwo i wszystko co dotąd miane było w pogardzie. Nowe to prawo i zakon niosły z sobą błogosławieństwa dla tych przeznaczone, którym dotąd tylko Vae victis! się rozlegało grobowym jękiem, a i dziś jeszcze jedyną pociechą tych co jej od nikogo nie mają, 256 jest błogosławieństwo wszystkim boleściom, wszystkim uciskom, wszystkim łzom i cierpieniu, wszystkiemu, co poniżone i sterane. Treścią nowego zakonu sa te błogosławieństwa tak pełne znaczenia, w które świat zwycięzki nie wierząc szanować je musi przecie. Rej zamyka ten ustęp poważny, błogosławieństwem uciśnionych dla sprawiedliwości, cierpiących dla prawdy, — ale sąż jeszcze męczennicy, którychby boleść nie złamała i coby cierpieć umieli?? Niech każdy z nas obejrzy się i powie mi, kogo zobaczył wytrwale bolejącego dla sprawiedliwości? Kto się w końcu jej nie zaparł choćby milczeniem? Jak w wieczornej rozmowie u komina co to się powoli toczy z przedmiotu na przedmiot przechodząc niepostrzeżona, tak tu dalej idąc spotykamy coraz nowe o świecie i ludziach, mało się z sobą wiążące pogadanki: jako w każdej pszenicy kąkol być musi, i między dobremi złe się zamiesza, jako hamować zmysły i cielesność; jak biedny ten 257 co panem siebie nie jest, a przez pół do djabła należy to jest do świata i namiętności" ludziom ni Bogu nie służąc jedno sobie a sobie. Malując ten obraz statecznego męża doszłego lat bezpiecznych, zaleca mu autor wciąż myśl wyższą nad przygody i wypadki, serce wielkie a niedostępne trwodze, a zarazem i umiłowanie rozkoszy, stoicką wytrwałość, wolę żelazną i umysł coby niczem zachwiać się nie dał. Te rady nacechowane są moralnością, raczej filozoficzno-pogańską choć czystą i piękną niżeli chrześcijańską, rzekłszy prawdę, a choć Pismo święte przywodzi często, w ogóle ideał starca, jaki tu maluje, wystawia więcej filozofa rzymskiego, niż pokorne dziecię miłości Chrystusowej. To oderwanie się od świata, które poleca, jest wszędzie jeszcze napiętnowane trocha samolubstwa starego, a poszukiwanie chwały, większą gra rolę niż wewnętrzne uspokojenie. Barwa ta w Reju pochodzi bez wątpienia z jego no winiarstwa i jest wypływem reformy, której zachwycił. 258 Cale inny jest ton i duch pism czysto katolickich tej samej epoki, choć w nich toż samo poszanowanie dla przedchrześcijańskiej filozofii panuje. O mądrości, roztropności i fortunie, o zachowaniu się na świecie starca i wybiciu z zależności od względów ludzkich, o oku Bożem, o dobroci wreszcie mówi jeszcze, i tej pragnąc żeby nie było zanadto, bo według jego zdania, wszystko złe co nazbyt. Dalej że człek poczciwy ma być jako zwierciadło, wszystko co najpiękniejszego jest w sobie ukazujące; że ma wspaniałą myśl mieć i układność, że wreszcie w przygodzie dopiero i ciężkim wypadku okazuje się charakter człowieka i jak z dola walczyć, jak smutek daremny hamować, jak rozumem przyrodzeniu gwałt zadawać. Może sam przedmiot tej księgi, czy też usposobienie piszącego sprawiły, że w pisaniu jej znacznie ton odmienił i spoważniał, barwisty styl ów nawet choć tu i owdzie po staremu się ukrasi, uinka jaskrawości którą wprzódy szafował. Wiele się tu już powta- 259 rza z tego cośmy wyżej widzieli i znać bardzo że autorowi brakło wątku, bo się ogólnikami szeroko łata nalegając na jedno, a zbrojąc cnotą przeciw przygodom i fortunie odmiennej, której koleje bolesne wylicza. Walka z losem szczególniej go tu zajmuje, i nie trudno mu też o przykłady stałości a męztwa, jakie chce wlać w swój ideał poczciwego człowieka. Naostatek postawiwszy go w obec śmierci, chce i przeciw obawie jej silnie go zbroić, aby się krótkości życia i końca jego nie lękał; dowodząc przytem, że człowiek sam sobie życie skraca, niepomiernem jego używaniem, i siedmią grzechami głównemi, które są jakby siedmią oręży samobójczych. Prostotę życia uważa za najlepszy sposób przedłużenia go. "A przypatrz się, kto chce, powiada, temu, nie więcej li najdziesz siwych, łysych a przedsię i tłustych i nadobnie rumianych między ludźmi prostemi, którzy acz grube potrawy jedzą, ale tylko do sytości, a brzucha jak wańtucha nie natkają, ani jako śmierdzącego bukłaka nie naleją, niźli między zacnemi ludź- 260 mi. Bo acz go też i ten czasem naleje, ale z rzadka, i to ktemu chłodnem piwem, a potem wszystko wypracuje z siebie. Albo także patrz i między mnichy jako więcej tłustych i rumianych najdziesz niźli między naszemi braty, którzy ustawicznie z podpuchłemi oczyma a zbladłą twarzą po światu chodzą." Niemożna zaprzeczyć by nie miał słuszności, bo życie jakie prowadziemy wcale do zdrowia nie wiedzie, a im bardziej się pieścim, tem mniej w nas siły. Trudności też i frasunek resztę biorą. "Bo jeśli jest człowiek na jakim urzędzie, już go zawżdy pilnować musi, a co którą gogzinkę zegar uderzy, to łbem miece by szalony, pilnując aby czasu swego nie omieszkał. Jeśliby też na wyższy stan rad wstąpił, to za nastołkami błoto depcąc biega, przed progiem stoi, a czasem się na nim i prześpi. Nie je aż w nocy i to na zimne, bo mu bardzo przestygło czekając pana. Nuż za się żona, nuż dzieci, nuż słudzy, bo tam trzeba aby było zawżdy pstro, gdzie wziąć to wziąć, bo 261 się tym ozdobić ma kto tytułów dostawać chce, a czasem więc drugi na ten szanc szczęście i wszystko wysadzi, jedno to jego co na grzbiecie a na szyi zostanie, acz czasem wygra, czasem też po arendach u mnichów włócząc się żywota dokona." Jest to wizerunek nie jednego ślachetki, który dwora dla chleba pilnował. I jeszcze o nauce życia i o tak zwanem zabijaniu czasu, którego krótkości bywają ludzie radzi, choćby go raczej przedłużyć pragnąć trzeba, bo i tak mało go bardzo mamy. "Są drudzy, mówi, co jakby z radością czasy swe wyliczają, aby im rychło zbiegły. Bo go usłyszysz jeszcze w mięsopusty po onej rozstrojonej biesiedzie, a on sobie dobrze tuszy, iż nam dali Bóg prędko post zbieży, bo na krótki dzień wyszedł. Potem z Wielkiejnocy liczy Ciziojanus (kalendarz) daleko li do św. Jana, tusząc sobie dobrze, iż go nam dali Bóg prędko zbieży, bo tam też już potem rychło żniwa i owoce nastaną. Potem liczy do świętego Marcina, też także 262 sobie tuszy, iż też to dalibóg prędko minie, bo już tam nam czynsze przypadną. Wiec potem za się kto ma długi wyciągać, liczy daleko li też do God (do świąt), a też sobie winszuje iż to dalibóg nam prędko zbieży, bo będą pieniążki. A tego nie baczy, iż też sam pan za temi czasy bieży, a nie baczy gdzie mu podkowa odpadnie, a gdzie aa szyję utknąć ma." Znowu tedy do malowania życia wracamy. Rej od marnego próżnowania odwodząc, do pracy i książki zachęca, przestrzega aby się za lichemi nie ubiegać pożytki, "albowiem chociaż kto doczeka i wzmożenia jakiego, a już go zajdzie zima starości, a cóż mu potem? z jakąż tego rozkoszą na łóżku, a jeszcze blisko pieca postawionym kaszlając zażywie? ano już flegma w piersiach skrzypi, ano już dychawica mówić nie dopuści, ano już jednego kłopotu zbył drugiego napytał, bo zbył pracy, biegania, a nabył frasunku myślenia, a ludzkich szacunków, a przymówek. Bo o nim sobie szepczą, a trzebaż mu tego było? a co potem na starość iż się znie- 263 wolił? a na co się to już dobrego przywodzi? A to ma w zysku, iż mu one wdzięczne czasy marnie upłynęły, których mógł w roskosznym pokoju a bezpiecznym a pomiernyrn żywocie użyć, które mu tak marnie zbiegły jako na wiosnę woda gdy gorące słońce śnieg zaziębły prędko roztopi — tak go ani znaczku zostanie, a nie wiedzieć się gdzie podzieje. "Więc sobie tu na starość dopiero groby kują, alabastry, marmury, i insze rozliczne kamienie łamią, herby pozłacają, tabliczek nawieszają, i mniemają aby onych swych nikczemnych a zaziębłych czasów a żywotów mieli tą pamięcią nadstawić. O nędznaż ta pamięć twoja patrz długoli trwać może." I pyta gdzie jest grób Alexandrów, gdzie Achilla lub Hannibala? Nie o graby się więc starać, ale o pozostawienie po sobie pamięci uczciwej. Ani starości ani śmierci, dodaje niżej, lękać się nie powinniśmy, bo starość niesie doświadczenie i przyda się na świecie jeśli nie ręką to głową, — "małoż że kto powrozy 264 targa albo podkowy łamie, a dalej ani sprawy ani rady w sobie nie ma." To tylko nieszczęście że najlepsze doświadczenie starości na nic się nie przydało, bo go niesłuchają i każdy się sam sparzyć musi niżeli uwierzy, że garące. Dziś zwłaszcza nie w takiej powadze starość i nie tak się do niej uciekają jak przedtem, aleśmy już ukazali po części przyczyny dla których szanować jej niechcą, bo szanowaną być przestała i za pan brat chodzi pod pachy z szaloną młodzieżą. Obawę starości dla jej nieużyteczności odbiwszy, moralista dowodzi że i dla tego jakoby siły odbierała i ciało zemdliła lękać się jej nie trzeba, bo zbytek żywota a niepomierna żywość też nic potem. Tu mu przyszło odmalować tego, co my zowiemy wiercipięta, a którego on zowie wierciprochem. "Zaprawdę jeśli co komu przystoi, mówi, to nadobny statek młodemu człowiekowi. A zową go poważni ludzie panienką, powiadając iż czysty stateczny młodzieniec by miał być panienką. Ale nasz poskoczny nazbyt, a na 265 cóż się jego figle przydadzą? i sobie szkodzi i ludziom. Bo jeśli na szkapie siedzi tedy się wierci, biega, darmo nigdy nie postoi. Więc albo co potłucze, albo poprzewraca, albo kogo zdepcze, a sam też albo o tragarz w łeb albo o gałąź w gębę weźmie, albo i z szkapą padnie, a potem modrym płatem nogę uwija. Jeśli też pieszo to albo przez stoły albo przez ławki skacze, jednego nogą w bok, drugiemu szpadą po gębie, a sobie też albo w bok, albo w goleń, albo sklenicę potłucze. Owa niewiem ani rozumiem nacz się one figle jego przygodzą." Jako sprzeczność opowiada życie poczciwego staruszka. "Ubogi starzec może sobie nadobnych a statecznych a spokojnych przechadzek użyć około stawków, albo po sadeczkach swoich, albo też po polu, patrzając nie maszli w pszenicy kąkolu. A polem przyszedłszy, siadłszy sobie u chędogiego stolika smacznych a pomiernych potraweczek się najeść, a potem na swym przyrodzonym jednochodniczku, który na nogach pan, na białem a nadobnem łóżeczku się 266 przejeździć, z czeladką sobie pomówić, pożartować, pokrotofilić. A jeśli też jaki dostateczny, może też sobie i jaką cichą muzyczką główkę naszychtować, a potem się smaczno przespać, a potem się przebudziwszy to sprawować, co też już jego stanowi należy." Pragnąc dla swego starca pokoju, wielce jednak rozróżnia go od gnuśnego wyrzeczenia się wszelkiej pracy, chce by miał pokój od burdy, od prawa, od zbytków, od innych świata zaprzątnień, ale nie od zajęć poważnych około dobra rzeczpospolitej, by leżąc jako niedźwiedź, mrucząc a łapę ssąc w barłogu, nie gnuśniał, ale krajowi, przyjaciołom i sobie służył póki sił. Upewnia przy tem że starość całkiem nie wyczerpuje i odbiera mocy, ale tylko zmienia role i z tego co sam młócił czyni dozorcę przy młóckach. I lepiej, powiada, patrzeć jak młodzi szaleją niż samemu się trzęść i brykać; zresztą i to szaleństwo młode, kto go wie? azali tak roskoszne jak się widzi? "I szkapa się będzie cudna zdała pod 267 cudnym pokrowcem, a gdy go odkryjesz, alić kłapołuchy albo jaki przeciągły." Naostatek obawa starości przybliżającej śmierć, wprowadza nas na dowody, że nieuchronnego końca lękać się niepotrzeba i próżna. Tu już znane nam dobrze występują argumenta, jak śmieszna bać się tego czemu zaradzić niepodobna, jak poczciwemu ostatnia godzina straszną być nie powinna chyba by nazbyt do świata się przywiąza i przylgnął, jak śmierć wreszcie nigdy duszy nieśmiertelnej dotknąć nie może. Tu mnóstwo przywodzi przykładów starych, jak poganie nawet śmierć sobie mało ważyli. Piękne tu przychodzi porównanie człowieka który z wysokości ducha na świat po glada, do Xerxesa przypatrującego się mnogości wojsk swoich i płaczącego nad niemi "Gdybyśmy i my też dzisiejsi Xerxesowi weszli na wysoką górę, a pomyślili sobie wejrzawszy nie na wojsko ale na wszystek świat, jako marnie ludzie schodzą, a częste giną, że ich ledwo trzecia część w małych czasiech zostanie — mogli byśmy też zapła- 268 kać a pomyśleć sobie, że tu czas nasz krótki a omylny jest, a nic się w nim nie kochać." Więc czuwać a czekać z lampą wiary nie zagasłą, rychło li pozwą na gody do pana — a tymczasem pociech jakie Bóg dał używać — boć są pociechy późnego wieku, które nam tak Rej maluje: "Azaż ty niemasz czem tego przyczerniałego domku swego, tej starości swej oczyścić a nadobnie zafarbować? pociechami rozlicznemi, gdy będąc w pokoiku swoim, opuściwszy rozliczne burdy, frasunki, a kłopoty świata tego, będziesz używał roskoszy, patrząc na one sprawy swoje, któreś sobie postanowił za czasów dużości swojej. Ano sobie siędziesz w nadobnym domku któryś zbudował wedle myśli swojej, ano łóżeczko nadobnie usłane stoi dla odpocznienia twego, anoć synowie służą, jeślić je pan Bóg dał, i ze żonkami swemi, wymyślają ci potrawki wedle czasów swoich, anoć jeden przynosi ptaszków, drugi zajączków, białe głowy kurek, owoców rozlicznych, że bez- 269 piecznie możesz rzec w owym wdzięcznym pokoju swoim: Używaj miła duszo, bo masz wszystkiego dosyć. "Przechodzisz za się do sadków swoich, do rybniczków twoich, którycheś sobie namnożył za możniejszych lat swoich, ano rozlicznie owoce wiszę, przed oczyma twemi, ano rybki skaczą, ano jagniątka, koźlątka igrają, ano wnuczątka za niemi przed oczyma twemi jako wdzięczne kurczętka skacząc biegają, anoć gruszeczki, jagódki zbierają, przynoszą, jako mogą się przysługują, ano stada bydła rozliczne jako od Jopa z wrót twoich pędzą, ano się pola one zielenią coś sobie rozkopał za możniejszych czasów swoich. A przeczże ty sobie, masz mierzić starość swoją?" Gdzież dziś taki obraz starca wnuczęty otoczonego, w gromadce rodziny? gdzie ci dziadowie siwowłosi, którzy na dom błogosławieństwo sprowadzali. Dziś gdy do tego przyjdzie, że dzieci dorosną a postanowią się, ojciec i matka najczęściej im miejsca ustępując, z domu ucie- 270 kaja gdzieś do miasta i jak na wygnaniu żywot pędzą. Boby tam może ich starości nie poszanowano, boby się synowa krzywiła, lub zięć koso patrzał, a wreszcie starzy także chcą jeszcze używać świata. Więc wyfryzowany dziadunio, udając młodego kawalera z laseczką po mieście się uwija, i drogo opłaca fawory tancerek, które się z niego uśmiechają, a babunia uróżowana szuka dystrakcji w gronie próżniaczej gawiedzi, nad francuskiemi romansami lub w wiejskich ploteczkach. Staremi być nie umiemy, ani żyć po staremu; a jeśli gdzie w głębi wsi pod słomianą strzechą, trafi się patrjarchalnych obyczajów rodzina, z jakąż ciekawością, cisną, się dziś ją. oglądać i dziwować temu, co niegdy było powszedniem! Jakkolwiek ostatnia księga Reja nieobfituje w obrazy i chłodną, jest w miarę innych, a więcej dogmatyczną, i nauczająca niż odwzorowującą. życie XVI w., z samych rad, ź ich toku, z kilku oderwanych rysów po- 271 znać łatwo, jak inną była społeczność owa, do której się stosowała. W inne innych prawd, innemi argumentami i jeżykiem do dzisiejszych ludzi pisać potrzeba, dla tego tak nam tu pusto, tak to żadnego związku niema z teraźniejszością, że się treścią suchą i kilką uwagami ograniczyć musiemy. Jest to świat którego nam braknie, wiek któregośmy się zaparli. Młodzi zawczasu starzeją, starzy młodemi chcą być na zawsze, świat nie jest ni szczerze młody, ni zupełnie stary, wszyscyśmy jednego wieku, dzieci i ojcowie, w smutnym jakimś stanie pośrednim, który ma boleści wszystkich lat, chce mieć wszystkich wieków roskosze, a w istocie dźwiga tylko ciężar całego żywota zawcześnie i zadługo. W piętnastym roku już dziś ludzie skończeni, w sześćdziesiątym trafiają się fircyki i umizgusy poczernione; jakieś chaotyczne zamięszanie, biada tylko, że godność na tem traci a nie zyskuje szczęście! Na czele ksiąg, które stary ma czytać kładnie Rej mędrców i filozofów, potem opisy 272 spraw rycerskich ludzi poważnych, dalej jeszcze zabawne fabuły i krotofilne facecje, naostatek pismo święte. Radzi nawet temu coby sam czytać nie umiał, jak to się w one czasy wielu trafiało, aby sobie na głos czytać kazał, i muzyką się też rozweselił, "na lutence lub na jakim symphonaliku kazawszy sobie nadobnie zagrać, a pocieszyć zafrasowaną myśl i serce swoje. "Ostatnia wreszcie rozrywka z przyjacielem rozmowa wesoła, o wesołych czasach młodych!!" Wstawił tu Rej jako dowód niezbadanych dróg a sądów Bożych, powiastkę najdłuższą w całem dziele, zkąd inąd znaną, której pochodzenia dobrze wyjaśnić nieumiemy, ale ją wszyscy znamy od dzieciństwa, bo się nie jeden raz powtarzała w różnych zbiorach. Nie będzie ona nowością dla czytelników, ale musiemy dla sposobu w jaki jest przedstawioną postąpić sobie jak pan Jowialski i wiedząc, że je znacie, zacytować całą, aby pokazać jak wyglądała w szacie XVI wieku. Porównacie ją sobie do przerobień później- 273 szych. Stara ta bajeczka, bodaj czy nie jest wschodniego pochodzenia.... "Była stara przypowieść a pewnie, iż byli w jednej wsi dwa szlachcicy, jeden był dobry, cnotliwy a wierny i na wszem pobożny, drugi łakomca, łupieżca a na wszem złośliwy a nie pobożny. Temu cnotliwemu potem urodził się syn, i już był dla onego syna odmienił onę stateczność i pobożność swoją, i począł był jakoś przyłakomszym. nabywać a przyczyniać onej majętność swej, i już one jałmużny i ine miłosierne uczynki jakoś były ustawać poczęły u niego. A byli niedaleko onej wsi dwa pustelnicy w lesie, jeden był święty a doskonały "człowiek, który był odo trzydzieści lat na puszczy, nigdy z niej nie uchodząc, drugi był nowo nastały. Ten nowo nastały czytając Pismo Święte napadł na ono miejsce u Pawła S., gdzie tam mówi: O dziwneż są sądy twoje mój miły panie, a nigdy są żadnym obyczajem nie poścignione rozliczne drogi twoje. Także czytając ono miejsce wszystko sobie rozmyślał co to Są za dziwy w tych sądziech. 274 pańskich i w tych niepoścignionych nigdy drogach jego: "Pan kto się o nim pyta, iście żadnego w żadnej wątpliwości nigdy opuścić nic raczył, posłał do niego anioła swego, aby ono miejsce rozważył a wyłożył. A gdy anioł do niego przyszedł, też pod figurą, pustelnika, pytał go, co to czytasz? powiedział mu: — Iżem napadł na miejsce u Pawła Ś. gdzie powiada, iż dawne są. sądy twoje mój miły panie, a żadnym obyczajem nie poścignione są dziwne drogi twoje. I myślę sobie co to za sądy, a co to za drogi, iżby ich nikt żadnym obyczajem, rozumem dosiądź nie mógł. Anioł mu powiedział pański: — Pójdziejż ze mną, ukażę ja tobie dziwne sądy pańskie, a nigdy nie poścignione sprawy jego. A gdy szli pospołu, wiedział dobrze anioł o onym drugim starym a świętym pustelniku niedaleko i prosto szedł do niego, i ujrzał go, a ów na okrutnej, wysokiej skale siedział zwiesiwszy sobie na dół nogi, a patrzył sobie u a ono miasto, w którem się był 275 urodził, i pomyślał sobie, aby tam był szedł a pożegnał przyjacioły swoję już w starości swej. Anioł spytał onego pustelnika coby to był za człowiek, acz o nim dobrze wiedział; powiedział mu pustelnik, iż to jest tak święty człowiek, iż ten żadnego grzechu za. żywota swojego nie winien, a już też odetrzydzieści lat mieszka na tej puszczy. I rzekł mu anioł? — Postójże tu mało, pójdę ja też sobie co z nim pomówię. A potem anioł cichuchno przydybawszy do onego człowieka świętego, pchnął go nogą że. z onej srogiej skały spadł na dół, tak iż się w nim wszystkie kości popadały. On drugi począł uciekać, anioł nań zawołał: A czemu uciekasz? Wszakżeś chciał widzieć sądy pańskie? pójdzijże jedno dalej, ujrzysz tego więcej. Pustelnik potem ostraszywszy się doczekał go i szedł z nim tam gdzie on chciał. Przyszli potem do onej wsi, tam gdzie oni dwa sąsiedzi byli; jeden dobry a cnotliwy, a drugi bardzo zły a wszeteczny. I przy- 276 szli pierwej do onego dobrego, który je z wielką poczciwością i z wielką wdzięcznością przyjął tu i z żonką i z onym synem, który już był podrósł, im służył, karmił, poił i wielką wdzięczność, tak jako pielgrzymom bożym ukazował. I miał kubeczek srebrny w skrzynce, po który bieżawszy wina im weń albo co miał nalewał. Potem po onej biesiedzie anioł się wezbrał precz dalej iść, podziękowawszy gospodarzowi wstał z za stoła, a on kubeczek gdy nikt nie widział jedno on pustelnik w zanadrza włożył. A potem wyszedłszy przed dom prosił onego dobrego człowieka, aby onemu synowi swemu kazał je przez wieś przeprowadzić, a była w pośrodku wsi rzeka głęboka, na której były ławki, co przez nie na drugą stronę, ku onemu złemu przechodzono. Gdy byli pośród ławek a ono dziecię z ochotą na przód przed niemi idzie, anioł upatrzywszy gdzie największa głębia, także ono dziecie pchnął nogą, iż spadło i utonęło, a pustelnik za się w nogę tak iż go ledwie anioł ukrócił, powiadając, iż to sądy pańskie, iżby 277 dalej z nim szedł, bo mu się już bardzo ony sądy nie podobały i oprzykrzyły. Przyszli potem do onego złego a wszetecznego łakomca, chciał anioł rzkomo do niego w dom iść, a on wyrwawszy się począł im szpetnie łajać. A już włóczęgowie się włóczycie, mam ja teraz co innego czynić, niż się z wami bawić. I począł już był psów wołać, aby je był poszczwał z domu swego. Szli precz. Odszedłszy mało dalej, potknęli pastuche, a on bydlę pędził; pytał go anioł: — Czyjeby to było bydło? powiedział iż tu z tego dwora bliższego. A wyjąwszy on kubeczek co był dobremu wziął, dał onemu pastuchowi powiadając: Daj to miły bracie panu swemu, bochmy to przedewroty znaleźli; musiały podobno dzieci igrając tam tego odejść. Nowy za się dziw i nowe sądy przypadły na pustelnika onego. "Anioł go potem już nie chciał długo na słowie dzierżeć, odwiódłszy go sobie na stronę, a siadłszy pod drzewem, pyta go, jeźliby się był przypatrzył sądom pańskim a dziwnym drogom jego. Powiedział pustelnik: 278 — "Ba przypatrzyłem się, ale mi się bardzo nie podobają. Anioł mu potem powiedział: — "Otóż tak wiedz mój miły bracie, iż pan Bóg nigdy nic bez przyczyny nie czyni, a wiele jest rzecz, co się bardzo dobrze ludziom podobają, a przed Majestatem jego, bardzo za złe bywają osądzeni. Otóż tak wiedz, iżem ja jest anioł jego do ciebie na urząd (na umyślnie) posiany, abych ci to rozwiódł, czemuś się dziwował i w czemeś wątpił. Ten się znowu bardziej zlękł i począł sobą trwożyć. Anioł rzekł: Nie lękaj się nic a słuchaj sądów Bożych. Otóż tak wiedz, ten pustelnik, któregom ja ze skały zepchnął był to wzięty człowiek przed oczyma pańskiemi, a pilnie nań patrzyło święte oko jego, ale widziałeś, iż siedząc na owej skale poglądał na miasto ono, gdzie się był urodził, i miał pewnie wolą tam iść a pożegnać przed śmiercią swoją przyjacioły. Pan obawiając się aby się był tam nie zgorszył, a iżby nie musiał był rozciągnąć jakiego sądu swego nad nim, kazał go wziąć w nie- 279 winności ze świata tego, nasyciwszy go dosyć laty, a teraz już używa przed oblicznością pańską wielkiej rozkoszy. Tak że wżdy on był zafrasowany pustelnik po części pocieszon. "Powiedział mu zasię anioł: podobnoć tez to będzie dziwno, żem owemu dobremu człowiekowi co nas wdzięcznie przyjął i kubek wziął i syna utopił, powiedział pustelnik. Ba bardzo dziwno i bardzo się bał. Powiedział mu anioł: — Nic się nieboże żadnej takiej rzeczy nie dziwuj na świecie, bo to wszystko są sprawiedliwe sądy pańskie. Bo tak wiedz, że owo był tak święty a pobożny człowiek, póki mu się był ten syn nie urodził, a pilnie nań patrzyło oko pańskie. A gdy mu się syn urodził, już był począł lichwić, i innemi kształty łakomemi nabywać dobrego mienia, rozmyślając się na onego syna swego. Pan mu go kazał wziąć w onej niewinności jego, który też już i z onym pustelnikiem teraz stoi w wielkiej radości przed majestatem pańskim. A ojciec jeśli się uzna u przyjdzie zasię znowu ku 280 onej niewinności, pewnie go pan Bóg pocieszy, i inszego mu syna da, i rozmnoży szeroko dobro jego. A iżem mu kubeczek on wziął tak wiedz, iż gdyby był albo na modlitwach swoich, albo na innych pobożnych sprawach, tedy zawsze myślił aby mu go kto nie ukradł, albo iżby mu jako nie zginął. A tak pan kazał mu go wziąć, aby nie trwożył myśli swojej, a nie myślił o tem czego mało potrzeba, a owszem aby strzegł powinności swojej a wierz mi, iż już oko pańskie teraz pilniej nań będzie poglądało. "Będzieć też podobno przydziwniejszem, żem ten kubeczek owemu złemu posłał, co nas psy mało nie poszczwał: To pewnie wiedz, iż ten pan darmo nic ni od kogo nie chce. Ten chociaż go widział złym, wżdy bez tego nie może być, aby też kiedy imienia pańskiego nie wspomniał, albo też paciorka nie zmówił, albo czego dobrego nie uczynił, a też wżdy jest ochrzczon w imie święte jego, a tak pan tym doczesnym ludziom za ich dobre uczynki też doczesnemi rzeczami płacić raczy. A tak nic się temu 281 niedziwuj iż się czasem szczęści złościwemu, a iż frasunki przypadają na dobrego. Bo już pan temu złemu nie winien, zostać nie chce, ani sprawy żadnej mieć z nim na sądzie swoim. A owemu zasię dobremu, jeśli mu statacznie wytrwać w stałości swojej, szuka zawżdy takich dróg, jakoby mu było sowicie wszystko nagrodzono, a ktemu iż go ustawicznie czeka z rozmaitemi pociechami jego jako wdzięcznego gościa swego. A tak toć są dziwne sądy pańskie a dziwne drogi jego, a już się o nich więcej nie pytaj. "Potem anioł zniknął od niego, a pustelnik się też zumiawszy szedł do miejsca swego. I był potem święty człowiek i wielki kaznodzieja z niego." Portem spoczynku zowie Rej starość pogodną, której godziny szczęśliwemi maluje barwami, jeszcze raz dowodząc, że śmierci się lękać nie potrzeba, i rozkosze przedstawując a majestaty niebieskie, do których poczciwi dopuszczonemi będą.... Na tem kończą się te trzy księgi żywota, które zamyka następującemi słowy: 282 "Przyjmijż to odemnie, proszę cię miasto regestru poczciwych spraw swoich, jako od prostaka. A gdy się tu jako z regestru zobaczysz w sprawach swoich, snadnie potem znajdziesz między mędrszemi, czego dalej w sobie poprawować, i jako się sprawować będziesz miał. Jedno nie leż darmo, czytaj, szukaj, biegaj, a dowiaduj się o powinności swojej. Bo i pan Bóg na nas woła, abyśmy się dowiadywali o piśmiech, na których zależy i sława, i poczciwość i zbawienie nasze.. A zatem cię panu Bogu poruczam trojakiemu w staniech a jednemu w Bóstwie, który króluje bez początku i będzie bez końca na wieki wieków Amen." Do tych trzech ksiąg dodał Rej czwartą, o przypadkach rozlicznych czasów dzisiejszych, której jako żadnego już związku z obecną chwilą nie mającej, rozbierać i przywodzić nie będziemy. Szło w niej nie o żywot jednego człowieka, ale o sam byt Rzeczypospolitej niedbałością powszechną zagrożonej; a stary gaduła tak się o tem odzywa do Stanisława Szafrań- 283 ca z Pieskowej Skaty, pana na Secyminie, przypisując mu ową księgę ostatnią. — "Dokonawszy tych książek — zdało mi się też trocha wspomnieć o naszej porządnej niedbałości polskiej. Do której mało piórka potrzeba, bo się jej jaśniej oczy każdego przypatrzeć i uszy przysłuchać mogą, kto jedno kęs jakiego rozważnego baczenia u siebie znaleść będzie mógł. Bo acz to nie mojej głowy rozmyśl, na takie rzeczy głębokie równie jak bez wiosła na morze się puszczać. Aleć już i kowale kując i stolarze piłując gęsto o tem mówią, już nielża jedno, iż i kamienie wołać musi, czego się w rozmowach ludzi rycerskich poczciwych i w innych staniech wielkich często nasłuchamy — iż wszyscy powiadaią źle, źle, źle — a tego nigdziej nie słyszy, ktoby do tego drogi podawał, jakoby temu źle zabiegać." A bo też to zawsze łatwiej było złe ukazać, niż na nie zaradzić, tak i dzisiaj jest, a póki jeszcze uznajemy, że nie jest dobrze, nic ostatecznie złego nie ma. 284 X. I na tem niech będzie koniec obrazowi przeszłości z jej własnych dobytemu szczątków, do któregośmy tylko kilka uwag o dniu dzisiejszym dołożyli. Zdali się na co to wejrzenie po za siebie i porównanie wielce odmiennych czasów? nie wiem; ale kto wie! wśród naszej drogi nierazby zdrowo było obejrzeć się w tył i przypomnieć, jako niegdyś bywało. Z tych ksiąg starych, wieje jeszcze dawna obyczaju i myśli prostota, wiara silna i woń własna nasza, od której do zbytku odwykliśmy. Poważny zwrot do przyszłości wśród zaprzątnień teraźniejszych, odezwanie się do 285 podań i obyczaju starego, częstoby nam za skazówkę posłużyły, jakiemi drogi iść mamy. Mogliśmy ten obraz uczynić daleko pełniejszym, dodając z innych źródeł co brakło Rejowi, ale chcieliśmy zarazem, by dziełem odwzorowała się tu jedna z najcharakterystyczniejszych postaci swojego czasu. Zdaje mi się żeśmy ja tu lepiej poznali, niżeli dotąd z maluczkich i szybkich na nią poglądów; bośmy dłuższą przebyli chwilę na tej ze starcem rozmowie, i wywnętrzył się przed nami do dna serca swojego. Zaiste ciekawa księga i człowiek, choć w obojgu dzisiejszy tryb myślenia nie zasmakuje może. Jest tu wiele powtarzaniny i gadulstwa, ale wiek równie temu winien jak pisarz; widziemy i dziś u ludu, że mu raz myśl swą wypowiedzieć nie dosyć, lubi ją powtarzać kilkakroć, wysila się, by był zrozumianym, niedowierza mocy słowa swego. Tak i dawni pisarze, szczególniej Rej, który ma prostaczkowate, jak sam powiada, narowy i nie jest uczonym, ale dzieckiem szlacheckiego dworku. Całą dziś treść mo- 286 ralną tych ksiąg, wyrazić byśmy potrafili w niewielu słowach, ale na ów wiek, treściwe takie wypowiedzenie byłoby niedostatecznem. Czytano powoli, mało a pisarz musiał ciągle cały stawać przed oczyma czytelnika, by się dać lepiej poznać i pojąć. Krom powtórzeń i długości, nic formie tego dzieła swobodnej a barwy pełnej zarzucić nie można, patrząc na czas, w którym i dla którego napisaną była. Zachowała nam ona styl rozmowy, mnóstwo powiastek i rysów naszej społeczności, to właśnie co najmniej w innych książkach zostało. Sama treść, którąśmy tu jak najdokładniej podać starali się, przynajmniej co do części najwięcej nas obchodzącej, wskazuje niezmierną różnicę społeczności ówczesnej od naszej, na którą zreszto nastawać nie trzeba, tak jest widoczną. Jesteśmy w postępie czy upadku, niewiem; ale to pewna żeśmy się wielce odrodzili od tej szlachty, której tu żywot stary nam Rej malował tak dobitnie. Inny cel, zadanie i drogi. Byłże to wiek i człowiek barbarzyń- 287 ski, dla tego że mniej od nas ćwiczony i nie w tak szachowaną a pstrą ubrany szatę? postąpiliżeśmy duchem, postępując w cywilizacji materyalnej i w tem cobym rad nazwać gymnastyką myśli? Są to pytania, które się nastręczają dziś już, ale których rozwiązanie zda mi się zostawione przyszłości. Niech czytelnik poduma, rozpatrzy i sam sobie wniosek, którego zapisać na tych kartach nie śmiemy, wyciągnie. KONIEC. NIEKTÓRE DZIEŁA NAKŁADOWE KSIĘGARNI MAURYCEGO ORGELBRANDA W WILNIE. Arago Jakób. Od Bieguna do Bieguna i dwa Oceany. Wspomnienia z podróży, obrazy i szkice żeglarskie. Przekład M. B. Szyszki, 2 tomy. 1856. rs. 4. HumboldT. Podróże po Rossyi Europejskiej i Azjatyckiej, Afryce i Ameryce. Przekład M. B. Szyszki. 4 tomy, rs. 7. Korzeniowski Ap. Nałęcz. Komedya, dramat i Strofy oderwane, rs. 1 kop. 35. Kraszewski I. J. Kopciuszek. Powieść 6 tomów, rs. 5. Pielgrzym w Dobromilu, czyli nauki wiejskie z dodaniem powieści. 2 tomy w 1-nym. Wydanie ozdobione 16-ma pięknemi litografiami. Na welinowym papierze oprawny w tekturkę, rs. 2 kop. 25; na welinowym papierze, bez oprawy, rs. 2; na papierze białym z 16-ma rycinami, rs. 1 kop, 20; z 4-ma rycinami kop. 70, na papierze białym bez rycin. kop. 50. Przechadzki po Wilnie i jego okolicach, przez Jana ze Śliwina. Wydanie drugie, poprawne, dopiskami uzupełnione i planem miasta ozdobione, rs. 2 kop. 50. Słownik języka polskiego do podręcznego użytku wypracowany przez Alexandra Zdanowicza, Michała Bohusza Szyszkę, F. Filipowicza, Waleryana Tomaszewicza, Floryana Czepielińskiego i Winceutego Korytyńskiego, z udziałem Bronisława Trentowskiego, rs. 12. — Nanajwykwintnieiszym welinowym papierze (odbito tylko 100 egzemplarzy), rs. 25. Syroiłomla W. Baka odrodzony. Uwagi o śmierci niechybnej wszystkim pospolitej, wierszom wyrażone, 1855, kop. 60. — Gawędy i Rymy ulotne. Poczet nowy wydanie drugie, kop. 80. Janko Omentarnik. Gawęda ludowa, kop. 50. — Marcin Studzieński. Kartka z Kroniki Wilna, kop. 67 1/2 — Stare Wrota. Poemat (z drzeworytem), kop. 75. — Wielki Czwartek. Obrazek wiejski, kop. 50. — Zgon Acerna (J. S. Klonowicza). Chwila z XVII wieku, kop. 30, — Stella Fornarina (Córka Piekarza), kop. 50. Ustawa o poborze trunkowym Najwyżej zatwierdzoną 4 Lipca 1861 roku, i Prawidła o odpowiedzialności za przekroczenie przepisów o poborze trunkowym i przewodzie sądowym w tych sprawach. Najwyżej utwierdzone 20 Marca 1862 r. Tłómaczone z rossyjskiego. kop. 75.