PAMIĘTNIK DO HISTORYI POLSKIEJ W OSTATNICH LATACH PANOWANIA AUGUSTA III. I PIERWSZYCH STANISŁAWA PONIATOWSKIEGO przez Adama Moszczyńskiego Poznań. Nakładem Księgarni Jana Konstantego Żupańskiego. 1858. PAMIĘTNIK DO HISTORYI POLSKIEJ W OSTATNICH LATACH PANOWANIA AUGUSTA III. I PIERWSZYCH STANISŁAWA PONIATOWSKIEGO przez Adama Moszczyńskiego Poznań. Nakładem Księgarni Jana Konstantego Żupańskiego. 1858. PANOWANIE AUGUSTA III. I ÓWCZESNE OBYCZAJE. Za panowania Augusta III. kraj cały nie wytrzeźwiał jeszcze, rozpojony przez Augusta II.; pijaństwo zrodziło axiomata, in vino veritas, drugie, qui fallit in vino, fallit in omni. Na fundamencie pierwszego wszystkie najważniejsze interesa, tak publiczne jako i prywatne, między świeckimi jako i duchownymi, robiły się przy kielichach, drugie zmuszało wszystkich nie oszukiwać kompanii, tak użyciem zafarbowanej wody zamiast wina, jako też wylewaniem na stronę kielichów. Nie było tedy balu, uczty tak magnatów i obywateli świeckiego stanu, jako i duchownych, aby nie wyprowadzano pijanych, nie mogących się utrzymać na nogach, wyzutych zupełnie z przytomności. Jeżeli kto dawał bal lub obiad, a sam nie mogąc pić, nikogo nie zmuszał do kielichów, choćby tyle wina dostarczał, ileby do zalania goszczących wystarczyć mogło, jeżeli gospodarz z siebie przykładu nie dawał, pijąc i do picia nie zniewalał; wtenczas goście nie pili, a powracając, gdy byli zapytani, czy uczta była wspaniałą i hojną, 3 z krytyką odpowiadali: byłoby wszystko dobrze, bo dawano dostatkiem wszystkiego, ale cóż potem, gdy przynuki nie było. Każdy gospodarz uczty nie mogący sam pić, prosił na miejscu swojem osobę zdolną spełniania największych kielichów, zachęcać drugich. Takim tedy sposobem gospodarz unikał krytyki, wszyscy ochoczo pili i tegoż za wyexkuzowanego mieli. Nietylko pili przy stole wielkiemi kielichami, różne rysowane dewizy mającemi, lecz coraz wymyślając nowe zachęcające do picia zdrowia, pili dnie i noce do czasu rozjechania się kompanii. Tak w miastach jako i na prowincyi każdego oddającego wizytę przyjmowano z kielichem, jeżeli po obiedzie przyjechał; kto większe kielichy zdołał wypijać jednym ciągiem, nie odstawiając od ust, ten zasługiwał na popularność, i ztąd robił sobie chlubę, gdy garncowy kielich starego węgrzyna od razu mógł spełnić. Miały domy kielichy uprzywilejowane, jako to: w domu Sapiehów jest kielich, z którego się upił Piotr Wielki, car rossyjski i August II., król polski w Wilnie na Antokolu zwanym, konserwowany dotąd przez księcia Franc. Sapiehę z dyplomatem od wspomnionych obydwóch monarchów temu kielichowi nadanym, że ten kielich z szafki, gdzie był konserwowanym, dobywanym i wynoszonym być nie powinien, tylko z assystencyą honorową przy kotłach i trąbach. Mam i ja kielich podobny, zrobiony na restauracyą 4 orderu orła białego przez Augusta II., ten z łańcuchami do niego należącemi ma takowy napis: "pro lege, fide et grege. " Tym kielichem król z kawalerami orderu w dzień restauracyi popili się, a na oktawę, gdy król zaprosił się na obiad do Mniszcha, marszałka w. k., posłał mu kielich na ten obiad w podarunku. Ten kielich szanowany w domu Mniszchów, dostał się do syna Jerzego Mniszcha, a potem z córką, żoną Stanisława Potockiego, wojewody ruskiego, dostał mu się. Potocki w dzień moich imienin, zaprosiwszy się do mnie, przysłał go w prezencie, lecz nie w celu, aby naśladować dawne zwyczaje, bo nie było nikogo, ktoby tak ogromny kielich mógł spełnić. Znalem jeszcze osoby, jako to Komarzewskiego, jenerała fliegeladjutanta królewskiego, co kosz wina szampańskiego przez swywolę i żart wypijał w godzinę i nie upijał się. Tenże sam z Swiejkowskim, stolnikiem wołyńskim, założyli się z księciem Lubomirskim, podstolim koronnym, także zdolnym dobrze pić, że we dwóch starego węgierskiego wina beczkę wypiją, a to w ten sposób, pierwszy podstawiwszy pod dziurę wyjętego goździa z beczki, swój kielich wielki napełniał, drugi widząc dopełniający się kielich, swój podstawiał, a tak kolejno czyniąc, beczkę wypróżnili. Zdarzyło mi się słyszeć litowanie się nademną i nad moim przyjacielem, Wiśniewskiego, starostę rohaczewskiego, głównego pijaka i podeszłego wieku człowieka, gdy ranie młodego natenczas z drugim rówiennikiem 5 moim, zdaleka siedząc w pokoju, słyszał radzących się i mówiących o interesach publicznych, odezwał się do nas: biedni wy młodzi jesteście, nie dokażecie tego rozumem i wiadomościami waszemi, co my dawniej dokazywali naszemi gardłami za panowania Augustów. Kto umiał dobrze pić, pewny był fortuny, przyjaciół i honoru. August III., ile ojciec jego August II. komumnikował się, pijał i uczęszczał na obiady do magnatów, tyle był skromnym, w żadnym prywatnym domu na ucztach nie bywał, rzadko z kim mawiał, przestrzegając swej królewskiej dostojności. Był otyły, dużego wzrostu, leniwy, nie lubiący pracy i wojskowości, wierny żonie, lubiący się bawić teatrem, polowaniem, a gdy pora polowania minęła, strzelał psy na ponętę zbiegające się przed jego oknami. Tytuniu wiele ciągnął, nakładali mu lulki błazny, których miał trzech, Włocha, Niemca i Polaka, którzy dowcipami swemi, jeden z drugiego żartując, króla bawili. W interesach publicznych nic nie chciał przedsiębrać, bo się bał zamieszania i zatrudnienia, chciał, by rzeczy publiczne w takim zostawały stopniu, w jakim je zastał wstąpiwszy na tron. Języka nie umiał, ani na sejmie, ani w radzie senatu nikogo nie rozumiał, to tylko było mu wiadomem, co jemu minister powiedział.Żona Augusta była córka Leopolda cesarza, siostra stryjecznie rodzona Maryi Teresy, królowy węgierskiej. Pani pobożna, świątobliwa i przykładnego życia, nie 6 cierpiała osób obyczaje małżeństw gorszących i nieprzykładnie żyjących, nietylko domów publicznych nie cierpiała, ale i osób o życie wolne podejrzanych. Lecz z drugiej strony wzniosły się przesądy, fanatyzm i hipokryzya, lubo tego początek już miała Polska od założenia klasztorów i oddania Jezuitom edukacyi młodzieży. Ci, którzy chcieli uzyskać interesowanie się królowy do dostojeństw i urzędów, uczęszczali do kościołów na nabożeństwo, gdzie królowa bywała, tamże wzdychaniem gorąco się modląc, głośnem biciem czoła o ziemie i policzkowaniem się, pewni byli zwrócenia królowy na siebie, a ztąd zyskania jej protekcyi, bo miała zwyczaj pytać się o tych, co taką grali rolę: "co to są za jedni?" O rozwodach słychać nie było, rozwódki i dzieci rozwódek nie były poważane, czego przykładem jest pojedynek Tarły, wojewody lubelskiego, z Kazimierzem Poniatowskim, urodzonym z księżniczki Czartoryskiej. POJEDYNEK TARŁY Z PONIATOWSKIM. W Warszawie pod niebytność dworu, pod ten czas w Dreznie rezydującego, zaproszoną została Lubomirska, wojewodzina krakowska, z córką na bal; ta była żoną mieszczanina krakowskiego, którą książe Lubomirski, wojewoda krakowski, rozwiódłszy, ożenił się i spłodził Kaspra syna i Annę córkę. Tam przybywszy Tarło, wojewoda lubelski, wziął w taniec polski w pier- 7 wszą parę jej córkę. Damy partyi Czartoryskich obraziły się, że Tarło córkę rozwódki poważył się wziąść w taniec w pierwszą parę. Przykazały tedy matki swoim córkom, aby się nie ważyły tańczyć z Tarłem. Tarło nie wiedząc o tej przeciwko sobie zmowie, a bardziej jeszcze przeciwko wojewodziance krakowskiej i jej matce, jako rozwódce, chodził po kolei, prosząc w taniec panny; każda się wymawiała, że jest zamówioną, od innego kawalera, a stanąwszy przy pannie Poniatowskiej, zrodzonej z księżniczki Czartoryskiej, że i ta odmówiła z nim tańczyć, postrzegł się, że to odmawianie panien jest inspirowane od matek partyi Czartoryskich, jemu nieprzyjaznych, głośno tedy na tym balu do wszystkich odezwał się: "że kto ośmieli się z tą panną tańczyć, ze mną będzie miał do czynienia." Po tem oświadczeniu, gdy żaden z kawalerów nie prosił panny Poniatowskiej w taniec, matka jej kazała tańczyć Kazimierzowi synowi z siostrą, który gdy się opierał, policzkiem danym mu przez matkę na balu, do tańczenia zmuszonym został. Ta okoliczność była powodem owego sławnego i nieszczęśliwego pojedynku dla Tarła, powszechnie kochanego i lubionego. Nim pojedynek nastąpił, ze strony Czartoryskich porozrzucano paszkwile na Tarłę, chcąc osłabić o nim w publiczności opinią, czego jednak niedokazano, bo Tarło był postaci pięknej, ugrzeczniony, w wojsku francuskiem, gdzie zasłużył sobie rangę jenerała, miał 8 talentów wiele, był młody, a przyjemnością w obcowaniu wszystkich sobie ujmował, zgoła, była to osoba, której się Czartoryscy bali. Plac przez sekundantów między Wilanowem, a Warszawą oznaczonym został, i umówiono, by strony na koniu po parze pistoletów do siebie wystrzeliły, a na przypadek chybienia, z koni pozsiadawszy, do szpad się wzięły. Podług tego ułożenia przez sekundantów, gdy się pojedynkujący chybili, pozsiadawszy z koni, dobyli szpad; Tarło dobył z kieszeni paszkwilów i te razem gdy złożył, przebił szpadą, i na szpadzie je zostawiwszy, rzekł do Poniatowskiego: "te pisma niegodziwe pełne fałszu i czernidła w gardło ci wbiję," i za pierwszem złożeniem się, przeszył Poniatowskiego na wylot, w samem pchnięciu wyrzekłszy: "oto masz. " — Wszyscy, co byli temu pojedynkowi przytomni, zgodzili się na jedno, a szczególnie Teper, bankier, człowiek stary, nieinteresowany, wiary godzien, któren gdy mi czynił relacyą, powiedział, że o kilkanaście kroków stał na koniu od pojedynkujących się, że słyszał wymawiane słowa od Tarły, widział przebicie szpadą Poniatowskiego i ruszył koniem ku Warszawie, chcąc być pierwszym donosicielem o skutku tego pojedynku; i właśnie gdy opowiadał przyjaciołom swoim że Poniatowski zginął, przybyli później z placu (z zadziwieniem Tepera) mówili, że Tarło zginął, którego Teper zdrowego na placu zostawił. 9 Cała publiczność twierdziła, ie Tarło od blisko przy nim stojącego sekundanta Poniatowskiego oficera Korfa, wtenczas gdy pchnął szpadą Poniatowskiego, z boku od Korfa został pchnięty i zabity. Nawet partya Czartoryskich zasłaniając występek Korfa, nieprzypisywali zręczności pojedynku Poniatowskiego, ale utrzymywali, że Tarło wyciągnąwszy się w swem pchnięciu, wpadł na szpadę Poniatowskiego i śmiertelny raz otrzymał. O SILE ZBROJNEJ. Po zwinieniu wojska krajowego, magnaci wszyscy nadworne milicye poformowali, i tych w zajazdach i najazdach gruntów i włości między sobą używali, ale często na sejmiki i trybunały. ZATRUDNIENIA MŁODZIEŻY. Młodzież szlachecka nie miała się gdzie mieścić, tylko u dworu panów i magnatów, w stanie duchownym wielkie fundusze mającym, w biskupstwach, opactwach, kanoniach, zakonach i t. d., tak dalece, ze przysłowie wyrosło, kto ma księdza w rodzie, temu bieda niedobodzie; albo w palestrze, która jedynie znała tok spraw cywilnych, uczynkowych, granicznych i kryminalnych, i tam się ucząc pieniactwa z praktyki, byli radzcami panów i szlachty, a potem wybierano z nich deputatów, podkomorzych, sędziów i posłów na sejm, którzy projekta do prawa podawali, tłumaczeniu wielorakiemu ulegające. 10 Nabożeństwo aż do fanatyzmu było doprowadzone, nie było domu, gdzieby kilku zakonników nie przesiadywało i onym nie rządziło, przywodząc rodziców do alienowania fortuny z krzywdą dzieci, na rzecz klasztorów, osobliwie, że wolno było testamentem i dziedziczne dobra zapisywać duchownym. OŚWIATA STANU DUCHOWNEGO. Za panowania Jana III. i Augustów obydwóch Sasów, nie masz śladu; aby któren świecki lub zakonnik napisał książkę, w którejby była prawdziwa moralna nauka lub uczące rzeczy jakiej pożytecznej w społeczeństwie. Biskupi zaniedbywali edukacyą, księży świeckich, kleryków, którzy wyszli ze szkół od Jezuitów, nic nie umiejąc, seminaryów mało było i te bez dozoru. Ci księża lepiej uczeni byli, którzy słuchali teologii u księży Missyonarzy i Teatynów w Warszawie, tych zaś nie wiele było, bo trzeba było mieć do odebrania takowej edukacyi majętnych rodziców. Księża grecko-unici tem ciemniejsi byli, to jest popi czyli parochowie; ci ledwie ze umieli czytać psałterz i mszał, ni moralnej teologii, ni zasad wiary bynajmniej nie znali, pełni zabobonności i przesądów, do szkół jezuickich nie chodzili, bo tam po rusku nie uczyli i mało ich było; mieli tu uczyć Bazylianie młodzież powołaną do stanu duchownego, ale tego nie uczynili, bo chcieli naśladować Jezuitów w uczeniu młodzieży. Między popami czyli parochami unickimi prawie nie było szla- 11 chty. Popi po większej części byli poddani z tych wsi, w których parochami zostawali. Najprzód chłopi majętniejsi oddawali swe dzieci do Periosławskiego i Kijowskiego monastyrów, gdzie się na popów formowali popowicze kraju rossyjskiego. Tam się nauczywszy czytać i śpiewać, służby i psałterzów, wzwyż wspomnionych miastach wyświęcali się, lub na Wołoszczyźnie, potem powróciwszy do domów, gromady prezentowały ich komisarzom na parochów do wsiów swoich, a komisarze mając pańskie blankiety na prezentę, zapisywali one za opłaceniem się albo ojca, albo całej gromady, a dziekani i officyałowie od metropolity postanowieni installowali ich, niezważając,że w Kijowie, Periosławie, lub na Wołoszczyźnie edukowani i na popów wyświęceni byli, tak dalece, że między popem, diakiem i chłopem w nauce religijnej i w obyczajach widomej różnicy nie było. Jeżeli któren więcej oświecony znajdował się, to tylko z officyałów, co się we Lwowie lub w Poczajowie u Bazylianów edukowali. Żeby w początku ostatniego wieku, dziedzice, którzy spadkiem po żonach i przez Kolbuszowską tranzakcyą pobrali majętności w Ukrainie i na Wołyniu, jako to ordynacyą, Ostrogską, dobra po Koniecpolskich, książętach Wiśniowieckich, Zborowskich, Kalinowskich i Wychowskich, co cały prawie Wołyń i Ukrainę zajmowały prócz starostw, jako to: Lubomirscy, Potoccy, Czartoryscy, Sanguszkowie, Radziwiłłowie, Ja- 12 błonowscy, nadając słobody na osadzenie wsiów na pustych stepach i uroczyskach rozległych, byli fundowali kościoły łacińskie po miasteczkach i wsiach, a nie cerkwie unickie i te kościoły przyzwoicie uposażali; wtenczas szlachta biedniejsza przenosząca się z całej Polski i chłopy na te słobody, nie byliby przechodzili z rytu łacińskiego na obrządek greko-unicki, co czynić musieli dla braku kościołów i duchowieństwa łacińskiego obrządku. Nie byliby się porobili tak niemoralni i ciemni w dogmatach religijnych, jak ich zastałem, tego mamy przykład w kluczu i miasteczku Proskirowie, które osadzone pirzez Mazurów z Mazowsza, sprowadzonych przed kilku wiekami, dotąd utrzymują język mazowiecki i obrządek łaciński i oświeceńsi są od innych gmin Ukrainy. Z magnatów żaden nie mieszkał w Ukrainie i całe życie nie był; przez komissarzy najwięcej dobrami rządzili, niedbając o dobro publiczne, woleli, by w ich osadach budowały się cerkwie, a nie kościoły łacińskie, bo cerkwie nic ich nie kosztowały, prócz drzewa danego gromadzie na pobudowanie, gdy wyposażenie kościoła łacińskiego jest kosztowne. Wszystkie tedy bunty niedbałości biskupów w oświeceniu duchowieństwa i ludu przypisać należy. Metropolity polskiego greko - unickiego nietylko chłop ale i paroch żaden nie znał i celebrującego nie widział, bo mieszkał o 60 mil od tego kraju; wiedział tylko każden pop o nim, gdy mu płacić przychodziło nałożony przez niego podatek ka- 13 tedralny zwany. Pisali księża panegiryki pełne podchlebstw, książki do nabożeństwa dziwaczne i śmieszne, żywota świętych Polaków, a świętych dla tego, ze klasztory fundowali, ogłaszali cuda i zjawienia, np. jakoby jednej figurze Pana Jezusa w Kcyni w Wielkiej Polsce włosy rosły i że je co rok ustrzygać muszą, u Dominikanów w Poznaniu, że zęby rosną, a w innych miejscach że płacze; w Gosławicach w województwie Gnieźnieńskiem mając proboszcz kollatora łatwowiernego mało oświeconego Pana Łąckiego podkomorzego Kaliskiego, skomponował historyą, jakoby Lubrański, zmarły przeszły dziedzic Gosławic, na koniu ognistym w nocy przez sufit w izbie jego stanął i mówił, żeby powiedział dziedzicowi, by fundusz wrócił na utrzymanie pięciu księży do jego kościoła, bo inaczej Lubrański za zaniedbanie tego funduszu dotychczas w czyszcu zostaje; ten ksiądz mówiąc do Lubrańskiego, ze wiary mu nie dadzą o tem zjawieniu, zapewnił Łąckiego, że Lubrański obiecał w tej postaci, w jakiej mu się pokazał, stanąć na komissyi, jakoż Łącki u prymasa Łubieńskiego komissyą wyrobił; jam wdział i czytał książkę in 4to opisującą to zjawienie, potem Łącki o ten fundusz ułożył się z proboszczem i komissyą jako już niepotrzebna upadła. Nie było domu magnatów lub majętnego obywatela, żeby po śmierci pana lub pani, dusza nie pokazywała się to księżom, to sługom obojga płci, to zakonnikom bawiącym w tym domu, i nie żądała, by sukces- 14 sorowie czynili fundusze i hojne expensa na nabożeństwa, ku poratowaniu jej zbawienia; częstokroć te dusze zostawiały znaki wypalonej na stołach ręki i straszyły swem pokazywaniem się ludzi i kobiety łatwowierne i bojaźliwe. Obywatele przykładem Augusta III. bawili się polowaniem, a żony ich jeździły z odpustu na odpust, odwiedzając miejsca cudowne, miały one na czele księdza, a lud z chorągwiami z różnych klas złożony, wraz z żebrakami i kalekami z wszech stron zebrany im towarzyszył. Na każdym odpuście w kościele widzieć można było opętanych, krzyczących głosem przeraźliwym i po kilka słów mówiących różnemi językami, napastujących kobiety, które postraszone mdlały lub dostawały słabości; tu znowu księży exorcystów, zaklinających czartów opętanych do milczenia, a kiedy na nich kładli relikwie lub wodą święconą kropili, niesłychany krzyk i jęk i ryk wydawali, i w ciele kontorsye i łamaniny robili. 0 PIELGRZYMACH. Przez cały wielki post widzieć można było po wszystkich parafialnych kościołach i klasztorach, na mszą wielką i na nieszporach wchodzącą processyą kapników, na których czele jeden niósł krzyż z figurą Zbawiciela ukrzyżowanego, a kończyli processyą dwaj kapnicy z laskami czarno malowanemi, ci wszedłszy do 15 kościoła parami, w dwóch rzędach klęknąwszy, wzdłuż kościoła rozciągnęli się krzyżem, kładąc sie na ziemi z dyscypliną w ręku. Ci kapnicy okryci byli worem z grubego płótna różnego koloru, szeroko zrobionym, otwartość mającym na plecach, dla łatwiejszego obnażenia plecy, za podniesieniem zasłony zakrywającej tej otwartości. Głowę nakrywali workiem kończatym u góry, z dziurami na oczy i prosto ust dla oddychachania, z kołnierzem spadającym i przykrywającym ramiona. Ci kapnicy za uderzeniem laską na ziemię przez kapników kończących ich processyą, kładli się na ziemię, wstawali, podnosili zasłonę z pleców, zaczynali się biczować i przestawali. Jedni mieli dyscypliny rzemienne z przypiekanemi końcami, drudzy mieli druciane, a niektórzy z przyprawionemi metalowemi gwiazdeczkami na końcu, co ciało rwało, tak się zaś mocno biczowali, że blisko nich w ławkach siedzących lub klęczących krwią pluskali, na co było przykro i obmierzle patrzeć. W wielki piątek takaż processyą z kapników obchodziła stacye ze śpiewaniem o męce pańskiej, biczując się przy każdej stacyi. Jednego z kapników ubierano w komżę i w kapę, której księża do processyi używają, na głowę jego kładziono velum od kielicha, a potem z ciernia uplecioną koronę. Ten kapnik miał wyobrażać naszego Zbawiciela, niosącego krzyż na górę Kalwaryi, dla czego z drzewa dosyć ciężkiego, miał położony krzyż na ramieniu, z tym postępując krok za krokiem, przyklęka 16 iednem kolanem, kapnik zaś unoszący koniec tego krzyża, łańcuchem przybitym bił weń, mówiąc za każdem uderzeniem: "postępuj Jezu. " Tegoż dnia po wszystkich kościołach w różne wzory, różnemi konceptami, ubierano groby pańskie, co miało minę teatralnych reprezentacyj. Te groby od kościoła do kościoła, chodził odwiedzać lud obojej płci przez wielką sobotę aż do rezurrekcyi, w czem mało było nabożeństwa a romansów wiele. Na Boże Narodzenie, Nowy rok i Trzech króli, stawiano w kościele różne figury, które miały prezentować tajemnicę narodzenia, obrzezania i przybycia trzech królów z darami do Betlehem; w tych widzieć można było budowane szopy, stojące w nich muły, osły, woły, tamże i pastuszki w różnych ubiorach i osoby do tych tajemnic należące z aniołami, i zwali to jasełki, które odwiedzał lud i obywatele, tak jak groby we Wielki piątek i Wielką sobotę, a księża zakonnicy i zakonnice, sadzili się na przepych tych jasełek, przywięzując chlubę ztąd dla siebie, czyje ładniejsze były. Widziałem te jasełki otoczone ludem klęczącym i modlącym się, niezważając na Najświętszy Sakrament na ołtarzu wielkim wystawiony. Wszystkie miasteczka prawem Magdeburgii rządziły się. Sędziowie nie umiejący ani czytać, ani pisać, sądzili sprawy czarodziejstwa, brali na tortury oskarżonych, i to tak było upowszechnieniem, że choćby winny przyznał się do występku i był wskazany na śmierć, 17 zawsze wprzódy na tortury był brany dla wydania wspólników; palono czarownice i czarowników, ludzi razem z bydlętami ćwiczono publicznie pod pręgierzem, matki bezżenne, ztąd poszło, że wiele dzieci tracono, a wszystko to zrządzał duch fanatyzmu, wpajany przez zakonników i księży. Można było spostrzegać pielgrzymów w właściwych ich sukniach, idących do Komposteli, Jerozolimy i Rzymu, a wracając się, przynoszących z sobą dostatek relikwiarzy, agnus Dei, paciorków i medalików. Znałem pana Wolskiego, pielgrzyma, któren wstępował do ojca mego: ubrany był w żupanie aksamitnym czarnym, krzyż na lewym boku czerwony, podszyty lamą srebrną, na bótach krzyże haftowane, przy płaszczu na srebrnym łańcuszku koncha morska zawieszona, pas czerwony, za tym paciorki i w ręku laska pielgrzymska wysoka, i ten w takim ubiorze prezentował się obojga królestwu. Królowa przez pobożność świadczyła mu wiele, a król bawił się z nim, żartując z niego. Uformował sobie pretensyą do ręki damy dworu królewskiego, panny Łubieńskiej, i oświadczył to królowej; król przez swawolę powiedział mu, że jeżeli pójdzie za ciebie panna Łubieńska, to ci dam wielkie starostwo; ten żart wiele narobił ambarasu pannie, przez ustawiczne naprzykrzanie się pielgrzyma Wolskiego, któren był frant wielki i zapalonej głowy. On uroił sobie, prowadzić wojnę przeciw barbarzyńcom, zebrawszy znaczne pie- 18 niądze, wybudował sobie fregatę, i nająwszy kapitana; podobnego sobie awanturnika, i majtków, zawiesiwszy banderę hiszpańską, popłynął atakować Algierczyków; ta okoliczność ledwie wojny nie zrobiła między Hiszpanią i Algierem. Wolski z swoim statkiem umknął do portu papiezkiego, gdzie mu skonfiskowano fregatę, a osobę uwolniono na instancyą królowej, jakąś niewielką za statek nagrodą. Był pan Komornicki, obywatel podolski, któren wyuczył kozy do ciągnienia wózka, a stado kóz tak do wózka, którem jeździł i do siebie przyzwyczaił, że go nigdy nie odstępowały, nic nie jadał, tylko od nich mleko, które sam doił. Udawał się za proroka i za człowieka świętego, jeździł po kraju z przepowiadaniem różnych rzeczy, bałamucił nietylko pospólstwo, ale i obywateli, i przymusił biskupa kamienieckiego Krasińskiego, że mu włóczyć się zakazał, kozy odebrał, i nastraszył zamknięciem. 0 CHOROBIE KUŁTONÓW. W całej Wielkiej Polsce, Mazurach i Krakowskiem, nietylko lud obojej płci, kułtonami głowy okryte mieli, i to przypisywali skutkowi czarodziejstw, lubo doktorowie choroby tej, dwojakie kładli przyczyny, pierwsze nieochędóstwo, drugie przypisywali wodzie i klimatowi kraju naszego. Gdym chodził do szkół w Poznaniu, był doktor księcia biskupa Czartoryskiego i kanoników katedry, 19 nazwiskiem Viner, ten był razem doktorem domu ojca mego, miał nietylko w leczeniu doświadczenie wielkie, ale zastanawiał się i dochodził fizycznych przyczyn różnych chorób. Uważał, że wsie złożone z gmin wyznania luterskiego i kalwińskiego, tudzież szlachta nie podlegali chorobie kułtona. Wszedł tedy w examinowanie, dla czego katolicy tak brzydkiej i nieszczęśliwej podlegają chorobie, i doszedł, że zjedzenia oleju lnianego w czasie postów, w którym rodzi się powój, mający ziarna, do lnu nasienia podobny i trudny do oddzielenia. To ziarno jest trucizną, zarażającą humory człowieka do tego stopnia, iż nietylko włosy się wiją, guzy po junkturach formuje, ale nawet przechodzi z pokolenia w pokolenie i staje się chorobą sukcessyonalną. Opisał Viner tę chorobę i przyczyny, z jakiej pochodzi, oddał ją biskupowi księciu Czartoryskiemu, któren przekonany uwagami doktora, udał się do Rzymu i wyrobił bullę papiezką, by posty nie na oleju, ale na nabiale obserwowane były, i tę bullę w swej dyecezyi poznańskiej i w Warszawie publikować z ambon rozkazał. Ta bulla nie była przyjęta po większej części przez klasztory i fanatyków, koniecznie utrzymujących, że choroba kułtonów pochodzi z czarów, bo gdyby tych zabrakło, niebyliby potrzebni exorcyści zdejmujący kołtuny, ustałyby przyczyny ofiarowania się na miejsca cudowne i czynienia ofiar w różnych wotach. Znałem podkomorzynę poznańską, pozostałą wdowę 20 ostatniego z domu Czartoryskich, Panią bardzo majętna, którą opanowali Jezuici i wszystkie intraty z dóbr jej zabierali. Mimo wielu pochlebstw, które jej czynili, wyperswadowali jej, że chodząc po pokoju, może odbyć pielgrzymkę do grobu Pańskiego, do Jerozolimy, z rzetelnym odpustem przeznaczonym dla tych, którzy pieszo tę podróż odbywają, i wyrachowali, na wiele mil jej dom od Jerozolimy jest odległy, ile ta podróż zabierze czasu aż do godzin wyliczono, a w Rzymie wyrobili dla niej odpusty, jak gdyby istotnie tę podróż odbywała. W Poznaniu ulice całe zamieszkałe były przez dewotki jezuickie wdowy bogate. Jezuici w ręku swoim trzymając publiczną edukacyą młodzieży z familii najznaczniejszych, najlepiej uczących się i najdowcipniejszych namawiali do swego zakonu, a gdy którego namówili, choćby przeszedł wszystkie klassy nauk, które dawali, wstąpiwszy do zakonu, musiał pójść do pierwszej klassy i stopniami postępować, aż do skończenia teologii, to dowodzi szczerość nauk w ich publicznej edukacyi. Klasztory wszystkie z wielkim zapałem ucząc się jedni filozofii Arystotelesa, drudzy Szkotta, inni Bakona, zajadliwe między sobą wiodły dysputy, które rozrywać między niemi musiały trąby. Kraj cały dzielił się na trojaką, naturę dóbr: 1. dobra stołu królewskiego, 2. dobra rzeczypospolitej, rozdawnictwu króla ulegające, duchowne do biskupów, 21 opactw, katedr i klasztorów należące i 3. na dobra ziemskie, to jest dziedziczne szlacheckie, których nie dochodziła szósta część w kraju całym, i te obarczone były długami duchownemi, dziesięcinami kościelnemi i opłacaniem pogłównego, którego województwa ruskie nie płaciły i zrywały sejmy, kiedy sie województwa polskie dopominały od nich koekwacyi podatków. Podskarbiowie w swym ręku trzymali dochody skarbu całego, z obowiązkiem rachowania się zgromadzonym na sejmie stanom rzeczypospolitej. Od opłacenia cła na komorach szlachta wolną była, pod tym pretextem żydzi i kupcy znajdowali szlachtę, którzy dla nich pod swyrn imieniem i swemi brykami, zakupione na jarmarkach Lipskich, Frankfurtskich i t. d. towary do swych domów sprowadzali, i tam kupców, podług Ausztuków na jarmarkach im danych, towarami dzielili, a woły, konie i inne produkta krajowe, opłacie cła uległe, szlachta z wojskowymi pod swem imieniem przyprowadzali, biorąc opłatę od kupców mniejszą, niżeli cło wynosiło; a dla tego województwa ruskie, które prawie pół Polski w przestrzeni zajmowały i w nich dobra ziemskie dziedzictwem magnatów były, ci nigdy niechcieli pozwolić na porównanie podatków z województwami polskiemi. — Królewszczyzny, to jest dobra rzeczypospolitej trzymali magnaci, mając sobie nadane od królów miliony intrat, które brali pod tytułem zasług, żony ich przez przywilej juris communicativi, a dzieci małoletnie przez przy- 22 wilej cessionis, tak dalece, że przez kilka pokoleń dobra rzeczypospolitej w jednym zostawały domu familii. Niewolno było dóbr rzeczypospolitej przeistaczać na ziemskie bez nadania i pozwolenia przez sejmy, tudzież duchownych dóbr bez pozwolenia Rzymu i rzeczypospolitej, a dobra ziemskie pomniejszały sie zapisywaniem na nich sum na legacye i fundusze kościelne zwykle przez testament. W roku 1760. nie wiem, czy można było narachować na Wołyniu, Podolu, w Bracławskiem i Kijowskiem województwie właścicieli dóbr czterdziestu, najprzód prawie cały Wołyń był ordynacyą Ostrogską, to jest miasta Zasław, Ostróg, Dubno, Zwiahel, Slawuta, Białogródko, Piekow, Tetiow, Stary Konstantynów, Kozin z innemi miasteczkami i kilkuset wsiami, te były ostatniego ordynata księcia Sanguszki Mar. Nad. Lit., — ogromnego księstwa Zborowskiego i dóbr Tarnopolszczyzny zwanych, bardzo rozległych Niemierowa, Ładyżyna, Berszadczyzny, był dziedzicem Potocki, wojewoda Poznański. Książe Radziwiłł był dziedzicem dóbr nad rzeką Konetą, Staryniem aż w Polesie; Lubomirski, dóbr nad Tasminą, rzeką, Smilanszczyzna zwanemi i nad rzeką Dniestrem. Wojska nie było rzeczypospolitej i 12, 000. Hetmani nad nim władzę absolutną mieli, każdego wojskowego życia był panem hetman. Marszałkowie koronni strzegli bezpieczeństwa króla i byli sędziami najwyższymi sądów swoich marszałkowskich. Kanclerze pilnowali pieczęci, i sądzili wszystkie 23 spory o ważność przywilejów, o granicę dóbr ziemskich z dobrami królewskiemi i królewszczyznami wszelkiemi, i należeli do traktowania królewskiego z dworami ościennemi. Handlu ni poczt w kraju nie było, prócz do Drezna, Rygi i Lwowa. Zostawała Polska w anarchii największej, zawojowana przez magnatów własnych posiadających dziedziczne dobra trzech części całego kraju i z szafunku królewskiego cztery części dóbr narodowych. Partyi oppozycyjnej, jaka jest w Anglii, niebyło w Polsce, bo nikt z magnatów patryotyzmu nie miał, wszyscy sie starali mieć przychylnego dla siebie króla przez ministrów, któren nim rządził dla odbierania łask królewskich w starostwach, ministeryach i urzędach. O SUŁKOWSKIM. Za panowania Augusta III. po śmierci Flemminga, pierwszym ministerem był Sułkowski. Człowiek rozumny, rzędny, przywiązany do kraju jako Polak i nie interessowany, a trudny, by nim cudze powodowały natchnienia, ufając swemu rozumowi, interes kraju i króla na pierwszej miał pieczy i uwadze. Takowe przymioty pierwszego ministra nie były dogodne Czartoryskim, chcącym za pośrednictwem ministra, mieć króla po sobie, zwłaszcza, że Czartoryscy mieszkali zawsze w Warszawie, inni zaś magnaci w dobrach swoich po prowincyach, pierwsi intrygami swojemi mieli za- 24 miar korzystać z szafunku monarchy, drudzy popularnością uzyskaną w prowincyach, wymagać u dworu łaski króla. Sułkowski minister, negocyacyą swoją skojarzył ożenienie Augusta III. córki z Delfinem synem Ludwika XV. króla francuzkiego; to ożenienie zrobiło Sułkowskiego panem pozostałej fortuny w Polsce Stanisława Leszczyńskiego, jako to miast znacznych w ziemi Wschowskiej, województwie Poznańskiem, Rydzyny, Leszna, Szmigla i wielu innych z przyległościami, za które August III. zapłacił 14 milionów Stanisławowi Leszczyńskiemu, a przez króla francuskiego, skłoniony był Stanisław Leszczyński do sprzedania tych dóbr na osobę ministra Sułkowskiego. — Sułkowski widząc, że królowa, żona Augusta III będąc płodną, dwanaścioro dzieci powiła, bojąc się minister, aby przez pomnożenie familii królewskiej na przyzwoite apanaże Saxonia nie wystarczyła, radził królowi, aby unikając zwiększenia familii, wziął metresę. — Rada ta dana była przez ministra sekretnie, lecz król nie umiejący dotrzymywać sekretu, wydał ministra przed żoną. Królowa, przywiązana do męża, nieporównanej świątobliwości pani, nieubłaganą dla ministra powzięła niechęć i w sercu swojem głęboko ją zachowała. W czasie Belgradzkiego traktatu, gdy senatu rada uznała potrzebę, wysłać umocowanego od króla i rzeczypospolitej na kongres, gdzie się ten traktat między 25 porta Ottomańską a królową Węgierską Maryą Teresą robił, by uzyskać od porty potwierdzenie traktatów i sojuszów dawniejszych a szczególniej traktatu Karłowickiego. Czartoryscy znając Sułkowskiego ambitnym i pełnego chęci wsławienia się w czynnościach publicznych, podszepnęli ministrowi, że nikomu więcej jak jemu nie przystałoby odbyć tę posługę dla króla i rzeczypospolitej, pewni będąc, że Sułkowski nie odrzuci tej propozycyi, która pochlebia jego ambicyi i że król dla ministra swego wszystko zrobi. Brühl był pierwszym sekretarzem ministra, człowiek pełen dworszczyzny, umiejący ulegać, w szczęściu i nieszczęściu niezmienionej twarzy, zawsze równego humoru i wesołości, niesfatygowany w czynieniu attencyi i uleganiu okolicznościom. Z tym tedy Czartoryscy zabrali przyjaźń, tem mocniejszą, im trudniej im było do Sułkowskiego mieć przystęp, pewni byli Czartoryscy, że po wyjeździe Sułkowskiego na kongres traktatu Belgradzkiego, Brühl mieć będzie porte-feuille królewski, i że to będzie pora pozbycia się Sułkowskiego, za pomocą zagniewanej na niego królowej. Stało się: Sułkowski wyjechał, porte-feuille dostał się Brühlowi, a zręczność z niespracowaną attencyą, pozyskały dla niego królewskie względy. Przyjaciele Sułkowskiego niezaniedbywali mu o tem donieść, a Czartoryscy rozsiewać, że Sułkowski powróciwszy, nie będzie już ministrem, lecz Brühl na jego 26 miejscu; te wieści dochodziły oddalonego ministra, któren zamiast zapobiegania temu wypadkowi, napełniał żółcią swe serce, jakoby ku niewdzięcznemu panu, zapominającemu o jego zasługach, gdy tymczasem król nigdy nie myślał oddalać od ministerium Sułkowskiego, a brać Brühla na jego miejsce. Gdy powrócił Sułkowski z kongressu traktatu Belgradzkiego, uprzedzony przeciwko królowi, zirrytowany przyszedł do króla, i gdy król zapytał się, co zrobił na kongresie, zuchwale i nieprzystojnie odpowiedział: dowiesz się Wasza królewska Mość, siedząc na tronie, gdy mu relacyą czynić będę w obecneści zgromadzonego senatu. Ta odpowiedź Sułkowskiego tak rozgniewała króla, że jej całe życie darować nie mógł, do czego wiele przyczyniła się królowa. Starał się Sułkowski przez dwór francuzki i austryacki o przebaczenie u króla, na kolanach przejeżdżającemu królowi zastępował drogę, a gdy kareta stanęła i król dowiedział się przyczyny, kazał końmi objechać, a odwróciwszy się, pominął go, i co dawniej przez dobra jego jeździł do Saxonii, potem innym traktem jeździć rozkazał, synów jego na żadną funkcyą na sejmikach dopuszczać zakazał. — Sułkowski w tak ciężką niełaskę wpadłszy króla, iż zasługi za dobre sprawowanie się na kongresie Belgradzkim próżno stracił, a nie mając żadnej nadziei wyniesienia się na żaden stopień godności w Polsce, kupił księstwo Bielskie w górnym Szląsku, otrzymawszy dyplom od Maryi Te- 27 resy na siebie i swoich sukcessorów z majoratem dla najstarszego z synów, a jako pan rozumny i rzędny, najpierwej zajmował się wychowaniem synów, których miał czterech, Augusta, Franciszka, Antoniego i Alexandra, — pierwszego najwięcej sposobił do spraw dyplomatycznych, a innych do stanu wojskowego. Pożenił ich i połączył z pierwszemi familiami w Polsce, August z Mniszchówną, rodzoną, synowicą Jerzego Mniszcha, kasztelana Krakowskiego, a córką podkomorzego W. X. L. rodzonego jego brata, a siostrą Michała Mniszcha, ostatniego z Mniszchów marszałka, dziedzica Wiśniowca, która była zrodzona z Zamojskiej, córki ostatniego Xięcia Wiśniowieckiego hetmana. — Antoniego ożenił z Działyńską, wojewodzianką Malborską, panią znacznego majątku w Polsce, rodzoną z Cieleckiej, krewnej mojego ojca; Alexandra z Celnerówną, Franciszka nie pamiętam żony. Potem August bliskim był osiągnienia urzędu ministra dworu austryackiego, Antoni był w wojsku rossyjskiem w czasie siedmioletniej wojny. Założył Sułkowski w Rydzynie szkołę na 12 kadetów młodzieży polskiej, z której wyszło wielu dobrze wychowanych. Dobra do najwyższego stopnia ekonomiki doprowadził, i na cztery schedy podzielił. Pałace pomurował i pomeblował, tak że każdemu synowi odbierającemu swoją schedę, zdawać się mogło, iż wchodzi w posiadanie dawnego majoratu. Nie miał książę Sułkowski minister w całem swojem życiu żadnego pro- 28 cessu. zbogacił swym rządem miasta, ozdobił je porządkiem i budowlami, a kto tylko przejeżdżał przez nie, mógł sądzić, że się znajduje w rzędnym zagranicznym kraju. Po śmierci króla Augusta III. synowie dopiero za Stanisława Augusta wrócili do Polski, wchodząc w sprawy publiczne, August Sułkowski umarł bezdzietnym wojewodą Poznańskim, Antoni kanclerzem wielkim koronnym, zostawił syna z powtórnego małżeństwa z grafową Bubna, któren jest ordynatem Rydzyny, w wojsku polskiem jenerałem i miał oddaną od cesarza Napoleona jeneralną komendę nad wojskiem polskiem; — po śmierci księcia Józefa Poniatowskiego, Franciszek służył w wojsku polskiem, jako jenerał inspektor i był szefem regimentu pierwszego, a syn jego z żoną, którą pojął za granicą, jest księciem Bielskim, Alexander umarł bezdzietnie. Brühl minister pierwszy po upadku księcia Sułkowskiego, wdzięczny Czartoryskich przyjaźni, wszystko, co od niego wymagali, czynił dla nich i ich przyjacioł. Czartoryscy chcąc na zawsze tem więcej zobowiązać sobie Brühla, chcieli go mieć Polakiem, aby mógł uwiecznić szczęście synów, a widząc Czartoryscy, że nie podobno było przez sejm przyznać mu indigenat w Polsce, bo te nie dochodziły, wynaleźli w województwie Poznańskiem wieś Wojcieszyn, która podług dawnych dokumentów, była dziedzictwem Brühlów, a ci wyzuli się z dziedzictwa tej wsi na obywatela wielkopolskiego 29 Gronowskiego, zaczęli tedy wmawiać podchlebnie Brühlowi, że on jest tej samej familii i że Brühlowie rodowici szlachta polscy, co dowodzą, dokumenta wsi Wojcieszyna, osobliwie, że dowody szlachectwa i dawność familii zawsze się dowodziła ukazanem dziedzictwem miast i wsiów, lub tranzakcyami zastawnemi w kraju naszym, radzili mu, by od obywatela Gronowskiego nabył dziedzictwo wsi Wojcieszyna, jako przodków swoich siedlisko, a tem samem, że może używać w Polsce wszystkich przywilejów szlachcie polskiej służących. — Brühl posłuchał Czartoryskich rady, nabył Wojcieszyn, i zaczął się pisać Brylem z Wojcieszyna, a różnice między Brylem a Brühlem tłómaczyli Czartoryscy, że gdy przodkowie jego wyszli za granicę, różność języka tę zmianę zrodziła, i utrzymywali, że Bryl a Brühl jest jedno. Brühl minister, tak pochlebną Czartoryskich przyjął propozycyą i tem ściślej połączył się z nimi, a chcąc zdolnymi uczynić syny do wszystkich prerogatyw w Polsce, dzieci w religii katolickiej rzymskiej wychował, sam będąc lutrem, przez co jeszcze większego szacunku nabywał u królowej, która była gorliwą katoliczką. Cała tedy partya Czartoryskich uznając Brühla Polakiem, jako szlachcica rodowitego, po nabyciu przez Brühla wsi Wojcieszyna, przyzwyczaiła cały kraj do uznania go takim, bo nikt niemiał niechęci osobistej przeciw Brühlowi, któren był bardzo grzeczny i ulegający dla wszystkich. 30 Długi czas był tedy Brühl powodujący się księciu wojewodzie Ruskiemu kanclerzowi W. X. L. biskupowi Poznańskiemu i księciu Łowczemu koronn. ich bratu stryjecznemu, to jest, do czasu, póki Brühla synowie i córka nie dorosły lat zupełnych, córka, by za mąż mogła być wydaną, a synowie, aby mogli piastować dostojeństwa w Polsce, razem wspierając się na partyi przyjaznej XX Czartoryskich, dla których dotąd wszystko czynił, chciał jeszcze i przeciwną Czartoryskich partyą dla siebie zobowiązać, niemogąc sobie wnosić, że Czartoryscy, którzy byli pomocą w wyniesieniu jego, staną się z czasem narzędziem poniżenia jego dzieci. Mniszek Marszałek W. Kor. gdy umarł, syn jego Jerzy kawalerem będąc, żył spokojnie w Gdańsku, gdzie miał pałac i ogród. Król August III. pamiętny na zasługi ojca Jerzego, którego bardzo lubił, gdy przyszło o konferowanie laski wielkiej marszałkowskiej, chciał, aby ta oddana była Bielińskiemu, marszałkowi nadwornemu koronnemu, laska mniejsza marszałka nadwornego koronnego Jerzemu Mniszchowi, synowi zmarłego M. W. K. i kazał król Brühlowi donieść o swej pamięci i łasce dla niego. Mniszek przybywszy do dworu podziękować królowi za konferowaną sobie laskę marszałka nadwornego, zobaczył pannę Antoninę Brühlownę, jedyną córkę ministra, pannę, przystojną i pełną talentów, która mu się podobała i zarówno podobał się pannie, bo był mężczyzna pełen cnót, i charakteru, ale dumny. 31 Brühla ambicyi dogadzało, połączenie się przez córkę z Mniszchem, bo jego dom był spokrewniony z pierwszemi familiami magnatów w Polsce, i w jego domu laski marszałkowskie tak W. Kor. jako i nadworne, prawie przez sukcessyą zostawały, a że ojciec nie wielką mu w dziedzictwie zostawił fortunę i brata jego W. Podkom. W. X. L. starał się minister Brühl teść jego, zbogacić księcia wakującemi starostwami, wyrobił mu największe prawie starostwo Kryczewskie w Białorusi, starostwo Białocerkiewskie w województwie Kijowskiem i starostwo Ujskie, jedno z największych w Wielkopolsce, w powiecie Wałeckim, nad rzeką Notecią, do którego trzy znaczne miasta należały, Ujść, Piła i Ostrów, zrobił go jenerałem Wielkopolkim, do którego siedm grodów województwa Poznańskiego, Kaliskiego i Gnieźnieńskiego należały. On jeden byt sędzią wszystkich spraw Grodzkich, które sądził przez swych surrogatów, pod jego juryzdykcyą miasta Kalisza, Gniezna, Poznania magistratury zostawały. Jenerał Wielkopolski szczególniej miał z prawa przywilej, robić exekucyą dekretów, wszystkich magistratur, ultimae instantiae, w przytomności jego czyli surrogatów, wieczyste tranzakcje sporządzać się były powinny: w sądzeniu nie miał asessorów, i jedyna jego sentencya znaczyła wszystko, pisarz tylko zasiadał z nim w sądach cum voce consultiva, pisząc to, co mu jenerał lub surrogat jego dyktował, — od niego dependowały siedmiu grodów kancellarye i akta. On nomino- 32 wał wszystkich rejentów, vicerejentów i subdelegatów, nakoniec, on jeden w całym kraju miał moc wydawania rozkazów, w przypadku potrzeby obrony na pospolite ruszenie zbrojne obywatelom województwa Poznańskiego, Kaliskiego, Gnieźnieńskiego, gdzie pod jego juryzdykcyą grody się rozciągały. Zbogacony Mniszeh starostwami od króla nadanemi, mając jeszcze dobra przez spadek po ojcu, protegowany od teścia, kochającego najwięcej między dziećmi swoją córkę, przez żonę władał ojcem, i stał się przez to panem rozdawnictwa całego, i był nieodstępnym dworu i królestwa towarzyszem, czy to w Saxonii rezydujących, czy to do Polski przybyłych. Utrzymywał dom wielki największą wspaniałością i przepychem, do którego się łączyli codziennie najpierwsi magnaci i ministrowie zagraniczni. Umiał się bardzo Mniszeh insynuować Augustowi III. przez swoją attencyą, rzetelności otwartość, daleki od podłości i najmniejszej lekkomyślności. Ojciec, minister, po śmierci królowej, ile razy był słaby i nie mógł chodzić do króla z portefeuilem, posyłał córkę, przez co żona Mniszha oswoiła się z wszystkiemi interesami zagranicznemi i kraju polskiego. Brühl, minister, czynił to, niechcąc akkredytować u króla żadnego z swoich substytutów, bojąc się przykładu z upadku Sułkowskiego przez siebie zrobionego i ułożył się o to z królem. Mniszha widząc Potoccy, Wielopolscy, Radziwiłło- 33 wie, Tarłowie, Małachowscy, i wszyscy spokrewnieni z nimi, że przez niego najpewniej u ministra, a przeto u króla wszystko zyskać mogą, uważali go jako punkt oparcia się partyi przeciwnej Czartoryskim, osobliwie, że przez Mniszha Sołtyk z prałata kapituły katedry Krakowskiej, zrobiony biskupem Kijowskim, a potem wkrótce księciem biskupem Krakowskim, Łubieński prymasem, Załuski biskupem Kujawskim, Kierski biskupem Przemyślskim, a w stanie cywilnym wszystkie województwa i urzędy koronne i starostwa kierował Mniszeh, bo się jego krewnym dostały i przyjaciołom. To uformowało partyą, królewską., przeciwko której zaczęli szemrać Czartoryscy z swymi adherentami i z tymi magnatami, z którymi spokrewnionymi byli, i którzy przez nich na dygnitarzy i urzędników wyniesionymi zostali wtenczas, kiedy oni przez Brühla mieli całkiem rozdawnictwo króla w ręku swojem po upadku Sułkowskiego. Wydawszy Brühl córkę swoją za Mniszha, zaczął myśleć o losie synów swoich, sądząc się być nie kwestyonowanym szlachcicem polskim i obywatelem. Ożenił syna swego Fryderyka z Potocką, wojewodzianką Kijowską i wyjednał dla niego od króla starostwo Warszawskie i jeneralstwo artyleryi koronnej, do którego urzędu miał odpowiednią naukę i talenta. Karólowi wyjednał cześnikostwo koronne, a po śmierci królowej starostwo Spiskie, jedno z największych w całej Polsce. — Tym sposobem Czartoryscy straciwszy in- 34 stancyą do dworu, nie śmieli jednak powstawać, ni przeciw królowi, ani przeciw jego ministrowi, bo król aż nadto mocny był w kraju i wspierany silnie przez siostrę stryjeczną królowej, żony swojej, Maryą Teresę, królowę Węgierską, Elźbietę, imperatorową rossyjską i króla francuzkiego, za którego synem była córka jego, a minister Brühl równie akkredytowany u tych dworów, bo gabinet Augusta III. był średnim punktem negocyacyi i koalicyi zrobionej przeciwko Fryderykowi II. do wojny siedmioletniej, a to aż do czasu, gdy kancelarzysta ministra Brühla przekupiony od posła pruskiego, (dobranym kluczem do bióra) wykradł papiery z korrespondencyą dworów wszystkich, formujących związek do wojny przeciw Fryderykowi II., któremu gdy poseł jego sekretnie te papiery odesłał, król pruski wpadł do Saxonii z wojskiem swojem bez wydania poprzedniczo deklaracyi wojny, zkąd król z ministrem swoim uciekł do Warszawy, królowa została w Dreźnie i tam wkrótce umarła. Co ucierpiała i jak traktowaną była przez Fryderyka, to do relacyi mojej nie sądzę być rzeczą należącą i to wszyscy wiedzą z opisań siedmioletniej wojny, dosyć nadmienić, że król Fryderyk II. zemstę największą wywarł na Brühla ministra, pustosząc wszystkie jego ogrody, pałace i dobra, a królowi zabrał całą Saxonią, oprócz jednego Königsteina, gdzie uwiezioną galeryą Drezdeńską i klejnoty domu saskiego, jako do fortecy medobytej i weteranami wiernymi królowi osadzonej, 35 zabrał artyleryą i wojsko do trzydziestu kilka tysięcy wynoszące, które się jemu pod Pirnau poddało. Widział Fryderyk II. że król i monarchowie wchodzący w koalicyą, łatwo mogą pociągnąć Polskę do niej. Zlecił tedy Bennemu, ministrowi swemu, szukać partyi dla siebie z Polaków. Ten patrząc na wszystkie intrygi dworu polskiego, uformował z Czartoryskich partyą dla króla swego, do sprzeciwiania się wszystkim zamiarom, któreby chciał robić tak król, jako i minister jego w Polsce przeciwko Frydrykowi królowi. Czartoryscy zazdrośni i pełni wyniosłości największej, niekontenci z ministra i partyi królewskiej, na której czele stanął Jerzy Mniszeh Mar. Nad. Kor. a którą składali: prymas Łubieński, Sołtyk książę biskup Krakowski, Krasiński, biskup Kamieniecki, Załuski, biskup Kijowski, Radziwiłłowie, Branicki, hetman W. K., Potoccy, Wielopolski, Małachowscy, hetman Rzewuski, i wielu innych magnatów, wojewodów i obywateli spokrewnionych i przyjaźnią złączonych z Mniszhiem, lub niechęć mającymi do domu Czartoryskich i ich partyi. Zgodzili się chętnie dla króla pruskiego utrzymać rzeczpospolitą w nieczynności, co miało znaczyć neutralność w czasie siedmioletniej wojny. Ta przysługa dla króla pruskiego nie wiele kosztowała Czartoryskich trudu i usilności, bo dokazywali tego zrywaniem każdego sejmu co dwa lata regularnie jednego po drugim następującego, tym tedy sposobem zakredytowawszy się Czartoryscy u Fryderyka, weszli z nim w korrespon- 36 dencyą sekretną. Wszak Czartoryscy z początku po ożenieniu się Mniszha z córką ministra Brühla długo nie dali uczuć nieukontentowania swego, a minister przez politykę długo dzielił fawory w rozdawaniu urzędów i starostw między interessowanych Czartoryskich a zięcia swego Mniszha; lecz potem im większe widział względy króla dla zięcia swego, tem mniej dla Czartoryskich robił, a Czartoryscy w miarę zwycięztw króla pruskiego nad koalicyą, zuchwałość swoją przeciw królowi i ministrowi podnosili i do zakłócenia partyi magnatów i obywateli w partyi królewskiej wzięli się, a najprzód tego dokazali, kiedy kanclerza Małachowskiego z interesu Rokitny odciągnęli. Właśnie wyszedłem ze szkół Poznańskich od Jezuitów, którzy nic nie uczyli, oprócz reguł łacińskiego języka w alwarze, wierszem łacińskim wyłożonych, których żaden z młodzieży rozumieć nie mógł. Moralność ich i nauka zasadzała się na nabożeństwie należącem do sodalis marianus, na przykładach życia świętych i ich cudach, wmawiając w każdego młodego, że uchybienie powołania do stanu jakiego, gubi zbawienie duszy. Tym sposobem obywatele całej Polski byli w ciemnocie wychowani i potrzebowali rad Jezuitów, prócz tych, którzy mając rodziców bardzo majętnych, za granicą się edukowali, lub przez sprowadzonych nauczyli, lepiej oświeconymi zostali. Wielu znałem, którzy w korpusie kadetów przez króla Leszczyńskiego założonym w Lunevilli byli wychowani. Prawda, że na schyłku 37 panowania Augusta III. Pijarowie mający konwikt dla edukowania młodzieży w Warszawie, reformę w edukacyi robić zaczęli. Najprzód młodzież pisać uczyli, czego Jezuici zaniedbali tak dalece, że któren umiał formować w pisaniu piękny arakter, pewny był losu zrobienia fortuny, bo poszedł zapewne do którego z magnatów na sekretarza, gdyż ci tak pisali, że ich pisma z trudnością zaledwie przeczytać można było i ortografii nie znali. Jerzy Mniszeh, marszałek nadworny, pisząc, zawsze głośno dyktował, a w przedpokoju jego gabinetu, lub samym gabinecie sekretarz siedzący, słuchał i pisał; do każdego listu pisanego przez siebie, kopią sekretarza ręką pisaną przytaczał, bo wiedział, że nikt przeczytać jego pisma nie mógł, i sam swego pisma przeczytać nie potrafił. Że pisał swą ręką listy, czynił to dla popularności, bo obywatele i szlachta, własnoręczne listy panów do siebie pisane, uważali za poważanie siebie, ich słowom i powieściom wierzyli i cytowali jak wyrocznie dzieciom swoim, nakazując, by wierzyli, bo to powiedział minister, wojewoda lub magnat. Mieli księża Pijarowie godnego w swym klasztorze prałata Stanisława Konarskiego, któregom dobrze znał, ten reformę zrobił w zakonie Pijarów i w naukach młodzieży. Zaczęto wysyłać młodych Pijarów na formowanie się na professorów do akademij francuzkich, włoskich i niemieckich, u nich w szkołach zarzucono 38 zwyczaj mieszania łacińskiego z polskim językiem. Łaciny nie uczyli z alwaru, ale z grammatyki sporządzonej dla łatwiejszego pojęcia reguł. Z ich zakonu zaczął pisać grammatykę języka polskiego, ksiądz Kopczyński. On też wprowadził naukę historyi i matematyki, U nich zaczęły przesądy słabnąć, styl w pisaniu i wymowa nabrały kształtu innego. Tento prałat godny, Stanisław Konarski, słusznie nazwać się może pierwszym reformatorem szkolnych nauk w Polsce, po zupełnym ich upadku. On z zakonu Pijarów, nic nie znaczącego, zrobił ludzi światłych, uczonych i uczących młodzież daleko lepiej jak Jezuici. — On pierwszy odważy! się napisać książkę przeciwko liberum veto i udzielności absolutnych ministrów. W tym czasie, to jest 1763. r. wyszedłem ze szkół, kiedy zbiór wszystkich magnatów kraju całego, zbrojno zjechali się na reasumpcyą trybunału Piotrkowskiego, a to z okoliczności, że Jerzy Mniszeh mający za sobą córkę grafa Brühla, pierwszego ministra, spłodzoną z grafowej Kołowrot, wziął przed kilkoma laty starostwo Białocerkiewskie, do którego objęcia posessyi użył Sołtyka, biskupa Kijowskiego, któren pojechawszy odebrać starostwo, zabrał do starostwa miasteczko Rokitnę z przyległościami Jakubowskiemu, podkomorzemu Kijowskiemu dziedziczne. — Ten podkomorzy Kijowski niemając sposobu rewindykowania uczynionej sobie krzywdy, szukał osoby, któraby miała związki z przeciwną partyą Mniszhowi, których było 39 dwie, pierwsza partya królewska, na której czele był Brühl, minister, szafarz łask królewskich i Jerzy, zięć jego, na drugiej czele byli książęta Czartoryscy, którzy jak najsilniej starali się odciągać osoby od partji królewskiej, a swoją powiększać. — Przed tym właśnie czasem, gdy przy lasce trybunału Lubelskiego był Karwicki u kanclerza Małachowskiego, przepędzający swoją młodość jako dworzanin, wsławił się był śmiałością i determinacyą, że kazał Sulerzyckiemu deputatowi, koledze swemu ściąć głowę, za to, że się porwał do pałasza w izbie, temu tedy, jako zasłużonemu w domu kanclerza Małachowskiego, Jakubowski podkomorzy prawa swego do Rokitny odstąpił, ułożywszy się wprzódy z Karwickim na przypadek przegranej sprawy. Karwicki Jerzego Mniszha, jako starostę Białocerkiewskiego o oddanie Rokitny, do assessoryi zapozwał wydanym mandatem. Mniszeh, odebrawszy mandat, u siebie na assamblach zapytał kanclerza Małachowskiego, czy sprawę jego z Karwickim sądzić będzie, Małachowski odpowiedział, iż sądzić będzie jako sprawę jego sądom przyzwoitą. Mniszeh oświadczył kanclerzowi, iż się excypować będzie a foro. Kanclerz odpowiedział, że forum przyzna w sądzie swoim; — te kwestye zapaliły strony obiedwie, iż nieukontentowane bardzo, rozjechały się. Czartoryscy korzystając z tego momentu, tem więcej zapalili kanclerza przeciwko Mniszhowi i przyciągnęli go na swoją stronę, osobliwie, że wiedzieli, ze 40 król jest słaby i znajduje się w Dreźnie. — Gdy tedy sprawa przyszła do assessoryi, excepcya fori przyjętą, nie została, Mniszek od sądu odstąpił i wypadła na nim kondemnata, która niedozwoliła mu sądzić sądów marszałkowskich, ni sprawować u dworu urzędu marszałka. Mniszek tedy pozwał do trybunału do Lublina o skassowanie kondemnaty assessorskiej na trybunał Karwickiego i o przyznanie forum w trybunale o Rokitnę. Karwicki tedy widząc po składzie trybunału, że był złożony z osób partyi dworskiej, odstąpił, a po odstąpieniu, Mniszeh na Karwickim otrzymał kondemnatą; kosztowała ona wiele wojewodę Kijowskiego Potockiego, gdyż rozdał deputatom wsie w Humańszczyźnie to dożywociem, to do dalszej swej woli, zostawując ich w possessyi. Kollizya przez Mniszha zrobiona między magistraturami najwyższemi, była niesprawiedliwą, bo ani assessorowie nad trybunałem, ani trybunał nad assessoryą żadnej władzy niemiał, tylko prawem przepisane były gatunki spraw każdej z tych juryzdykcyi, które sądzić miała, nie wdając się w sprawy ich i sądowi nie należne. Po tych otrzymanych kondemnatach już nie Karwieki zdawał się mieć sprawę z Mniszhem o Rokitnę, ale kanclerz Małachowski z Mniszhem marszałkiem, o przewagę, juryzdykcyi najwyższych assessoryi i trybunału, a to przez poruszenie się partyi obydwóch w kraju, królewskiej, mi której czele był Mniszeh i Czar- 41 toryskich utrzymujących kanclerza Małachowskiego a przeto i Karwickiego. Najprzód starały się strony na sejmikach o wybór deputatów sobie przychylnych, przez co w wielu miejscach krwawe były sejmiki, podwójni deputaci na nich wybranymi zostali, a potem wszyscy magnaci obydwóch partyi zjechali do Piotrkowa z wojskami swemi nadwornemi i z zebraną szlachtą na reassumpcyą trybunału, gdzie można było liczyć przeszło czterdzieści tysięcy ludzi zbrojnych. Chodziło partyom o wybranie marszałka z deputata swojej partyi i wyrugowanie z izby deputatów partyi przeciwnych po sejmikach, gdzie deputaci podwojni wybranymi zostali. W ten sam czas nadbiegła sztafeta czyli kuryer z doniesieniem o śmierci króla i ta smutna nowina wstrzymała zawziętość partyi, oszczędzając rozlew krwi niewinnej. Jak znałem tę sprawę pod ów czas, nie warta była 100 tysięcy, a kosztowała miliony, niebyło innej przyczyny opierania się Mniszha, tylko, że żadnego nie znał prawa w sądownictwie. Uporu miał wiele i dumy, pojęcia żadnego interesu; ufał, że mając ministra pierwszego córkę, któren miał w swem ręku rozdawnictwo urzędów i starostw przez króla szafowanych, nic mu się oprzeć nie zdoła, ani partyi jego; do tego znajdował jurystów podchlebców, którzy jego namiętnościom, dumie, oporowi podchlebiali. Taki stan Polski był w ten czas, gdy August III. umarł na końcu 1763. r, w anarchii, bez rządu, bez 42 wojska, bez skarbu i zakłóceni miedzy sobą magnaci i bez oświecenia powszechnego. Zostawił August III. syna, któren objął elektorat saski po śmierci jego. Cała tedy partya Augusta III. obróciła oczy na niego, ale że wkrótce po ojcu i syn, elektorat saski, umarł, a śmierć jego poprzedził minister Brühl, partya Augusta III. straciwszy wszystkie nadzieje mienia wsparcia przez dom Saski, bo został się tylko małoletni syn elektora i wdowa elektorowa, matka jego. Elżbieta imperatorowa rossyjska juz nie żyła, zniknął i Piotr III., była tedy Katarzyna II. na tronie rossyjskim, mająca nieukontentowanie do domu saskiego, że jej będącej jeszcze wielką księżną (za życia Elżbiety) książę Kurlandyi Karol, syn Augusta III., powinnej nie uczynił attencyi, trudniąc się jedynie zyskaniem względów panującej imperatorowej i W. księcia Piotra III., następcy tronu, męża Katarzyny II. Nie mogła sobie podchlebiać w niczem przez udanie się do niej. Czartoryscy mając zasługi u Fryderyka II., króla pruskiego, za zerwany sejm w Grodnie, na którym Elżbieta, carowa rossyjska, i Marya Teresa, królowa węgierska, spodziewały się, że Polska wnijdzie z niemi w związek do wojny siedmioletniej przeciwko królowi pruskiemu, napisali do niego, szukając rady, kogoby królem obrać mieli. Po wstąpieniu na tron Piotra III. Czartoryscy wysłali do Petersburga Stanisława Poniatowskiego, stolnika W. X. Lit., i z nim pojechał Xawery Branicki jako 43 przyjaciel; tam przybywszy stolnik Poniatowski, umiał się podobać Katarzynie imperatorowej, a Branicki Piotrowi III., którego tak zręcznie zatrudniał sobą, że czas wolny zostawiał Katarzynie i Poniatowskiemu swobodnie bawienia się z sobą i w tym punkcie (powiadają) ie kilkakrotnie całość swoją, i życie winien był Poniatowski Branickiemu. Tymczasem król pruski wchodził w porozumienie się z Maryą Teresą, królową węgierską, i z Katarzyną imperatorową rossyjską (która po wyjeździe Poniatowskiego wkrótce na tron nastąpiła), i zdeterminowali, aby króla przyszłego w Polsce obrano Polaka, bo śmierć elektora saskiego uwolniła Maryą Teresę od obowiązków jakichkolwiek utrzymywania elektorów saskich na tronie polskim, gdy syn jego małoletni i cały elektorat zostawał w opiece stryja Alberta, a zwracając oczy na całej Europy domy i książąt panujących, w pokoju będące po ukończonej siedmioletniej wojnie kosztownej, nie było ni pretendenta, ani interesa monarchów godzenia kogo tronem polskim, a Francya, w której panował Ludwik XV., zajęty więcej intrygami dworu swego, niżeli polityką Europy, nic go wakujący tron polski nie obchodził, i dla tego sąsiedzi Polski w okoliczności tronu wakującego w Polsce zdania jego nie szukali, których jedynym interesem było, by Polska słabą i niedołężną zawsze zostawała, odpisał tedy król pruski Czartoryskim o zgodzeniu się jego, Maryi Teressy i Katarzyny, by król wybrany był w Polsce 44 z Piasta, i że dozór tej elekcyi powierzonym został Katarzynie II. imperatorowej, aby się spokojnie odbył. Wydał tedy prymas uniwersały na sejmiki i sejm konwokacyiny. Na tych sejmikach widziałem obywateli w dwóch kolorowych czapkach, jedne pomarańczowe, i temi przybrani byli prawie wszyscy Wielkopolanie, co znaczyło partyą zmarłego króla; drugie zielone, co znaczyło partyą Czartoryskich. To hasło poznawania się po kolorach czapek wspomnionych wzięło swój początek w Piotrkowie przy owym zjeździe na reassumpcyą trybunału. Imperatorowa rossyjska przyjąwszy propozycyą trudnienia się elekcya króla polskiego sobie pochlebną, zwróciła zaraz oczy na Stanisława Poniatowskiego, stolnika W. X. Lit., znanego już sobie; jeżeliby to spokojnie nastąpić mogło; gdyby zaś Polacy odmówili ten wybór, to myślała księcia Adama Czartoryskiego, syna wojewody ruskiego. Ogiński hetman, mający za sobą córkę księcia kanclerza Czartoryskiego W. X. Lit., równie zażądał dla siebie tego losu, będąc panem włości znacznych, urodzony z pierwszych magnatów i pięknej postaci kawaler, a przykład biorąc ze stolnika Poniatowskiego, że on przez podobanie się Katarzynie ściągnął na siebie jej votum do korony, pojechał do Petersburga tentować równego szczęścia, a zaprzyjaźniwszy się w Petersburgu z Bestwiewem, na ten czas wielkim kanclerzem Rossyi, który mu do tego pomagać obiecał, jeżeli 45 swe zamiary do skutku przywiedzie. Zaczął Ogiński chodzić koło tak ważnego interesu, lecz nie ostrożnie i nie zgrabnie, bo Katarzyna, która w ten czas miała faworyta Orłowa, była całkiem dla niego wylaną: zazdrość faworyta Katarzyny, stałość dla niego zniszczyły przedsięwzięcia Ogińskiego. Zaleciła Katarzyna Kajserlingowi, ambassadorowi rossyjskiemu, w Polsce promowować na tron stolnika Poniatowskiego, mało komu znanego z Polaków, ojciec jego przodków swych wywieść nie mógł i nie wielkiej był fortuny, lecz bardzo szczęśliwy i rozsądny, on honory, zaszczyty, fortunę sam sobie był winien i te swym dzieciom zostawił w sukcessyi. Ten to był Poniatowski, któren zostawiony od Stanisława Leszczyńskiego Karólowi XII. na rezydencyą dla korrespondowania z sobą, nim jeszcze Leszczyński królem został, jako towarzysz swej chorągwi. Umiał Poniatowski uzyskać Karóla XII. łaskę i przywiązanie ku sobie, że w czasie całej wojny z Rossyą był przy nim, nawet w Benderze, gdy siedział Karól XII. po przegranej batalii. W Benderze rozstając się Poniatowski z Karólem XII., którego on z żalem opuszczał, zapytał go król, coby mógł dla niego w tym nieszczęśliwym stanie zrobić, Poniatowski prosił go o jednę łaskę, aby mu oddał abdykacyą oryginalną korony polskiej, którą wymógł Karól XII. na Auguście II. podczas oblężenia Drezna, co Karól XII. na prośbę Poniatowskiego uczynił. 46 Z tą tedy abdykacyą powrócił Poniatowski do Polski i złączywszy się z partyą króla Leszczyńskiego, postanowili nie powtarzać przysięgi Augustowi II., będąc od przysięgi uwolniony przez abdykacyą i obowiązani przysięgą dla Stanisława Leszczyńskiego, obranego królem po wyż rzeczonej abdykacyi, chyba, gdyby król August II. i partya jego weszły z nim w układy, które i nastąpiły, poprzedzając sejm pacificationis za Augusta II. Zdarzyło mi się widzieć i czytać w archivum Stanisława Potockiego W. Rusk. te układy oryginalne, które się zasadzały najprzód, aby wakujące urzędy, ministeria, senatorye i starostwa rozdane były partyi króla Leszczyńskiego; powtóre, wakować mogące następnie przez czas trzyletni. Ta konwencya robiona była w Dukli u Marszałka W. K. Mniszha, mającego od króla Augusta II. reskrypt robienia tejże w jego imieniu, nawet w tej konwencyi wymienione były osoby, co komu król ma dać, a między innemi regiment gwardyi koronnej oznaczony był dla Poniatowskiego. Czartoryski, kanclerz W. X. Lit., i August, natenczas kawaler maltański, a potem wda. Ruski z magnatów wszystkich najrozsądniejsi i rozumni byli, ale szczupłego majątku. Dopiero wda. Ruski, ożeniwszy się z Sieniawską, panem został wielkich włości. Mieli siostrę, którą dla pewnego przypadku wydali za Poniatowskiego, a Poniatowski nawzajem dopomógł Augustowi 47 Czartoryskiemu, kawalerowi maltańskiemu, do ożenienia się z Sieniawską ustąpieniem regimentu gwardyi koronnej. Przyrzekłszy Czartoryski Poniatowskiemu, że w czasie któremu z synów Poniatowskiego tenże regiment odstąpi.Łubieński w czasie panowania Augusta II. będąc prymasem, był prałat pobożny bardzo, ale nie biegły w polityce; miał przy sobie audytora, księdza Młodziejewskiego, któren na funduszu polskim uczył się w Rzymie praw kanonicznych, ten był bystrego rozumu, dowcipny i nieskrupulatny, rządził prymasem zupełnie na nim polegającym. Czartoryscy chcąc mieć po sobie prymasa, łatwo go przez Młodziejewskiego zyskali, któren odstąpił partyi pozostałej po królu, chociaż przez ministra Brühla na prymasostwo został wypromowany i za interesowaniem się królowej, pani świątobliwej, która uważała pobożność księdza Łubieńskiego za najistotniejszą wartość do wszystkich godności kraju, nie mając względu na to, że ksiądz pobożny, cnotliwy, przykładny, może być dobrym biskupem, a nie koniecznie zdatnym prymasem, któren przez prawo był pierwszą osobą senatu, legatem stolicy apostolskiej, i jako prymas podczas bezkrólewia zastępcą króla, sędzią sejmowym i w sądach relacyjnych. Prymas Łubieński wydał uniwersały na sejm konwokacyjny, naznaczając dzień 7. Maja 1764. w Warszawie. Gdy się za jego uniwersałem zjechali posłowie i senatorowie, zrobiła się konfederacya jeneralna z partyi Czartoryskich w sejmie 48 i tej został obranym X. Adam Czartoryski Gener. Ziem. Podol., a ojca jego Augusta Wojewodę Ruskiego, taż konfederacya zrobiła regimentarzem generalnym, i pod jego komendę poddała wszystkie wojska koronne, co czytać można w konstytucyi sejmu konwokacyjnego, jako też i manifestu przeciwko zjazdowi na reassumpcyą trybunału Piotrkowskiego przez partyą Czartoryskich zrobionego, o którym zjeździe wyżej namieniłem. Nie mogę tu zamilczeć, że dla tego hetman wielki koronny Branicki wyjechał z Warszawy i nie chciał należeć do konfederacyi i na tym sejmie konwokacyjnym znajdować się pod pretextem spokojności publicznej. Oskarżono Hetmana W. K. że ściąga wojsko za Pilicę. Konfederacya i sejm zlecili regimentarzowi jeneralnemu obmyślić środki zabezpieczające przeciwko hetmanowi W. Kor. nawet rekwirując zagranicznej pomocy; tu tedy zaczęła się zbrojna influencya Moskwy w Polsce, którą wprowadził rekwizycya swoją do Katarzyny II. ojciec i syn Czartoryscy, i tym krokiem ostatni cios zadali ojczyźnie, bo ani kraj własny, ani obce potencye za gwałt uznawać nie mogły wkroczenie wojska rossyjskiego do Polski, bo ta uczyniła na legalną rekwizycyą księcia Augusta, regimentarza jeneralnego, będącego umocowanym od sejmu konwokacyjnego, co czytać każdy może in volumine legum sejmu konwokacyjnego, tenże sejm założył fundamenta komissyi wojskowej i skarbowej, przyznał tytuł imperatorowej całej Rossyi Katarzynie II. elektorowi Bran- 49 deburskiemu tytuł króla pruskiego, postanowił dla sejmu electionis, że króla z Piasta ma wybierać, zakazał, żeby nikt nie ważył się podawać cudzoziemca na kandydata, pod karą deklarowania takiego za nieprzyjaciela ojczyzny i konfiskowania dóbr jego na skarb rzeczypospolitej. Sejm elekcyą wyznaczył na dzień 27. miesiąca Sierpnia 1764. i wiele innych rozporządzeń uczynił, co czytać można in volumine legum. Tegoż roku został książę Lubomirski podstoli koronny, panem bardzo możnym na Wołyniu i Ukrainie, przez nabycie za sto tysięcy złotych polskich fortuny od Walewskiego po Koniecpolskim, któren w województwie Sieradzkiem mieszkając, nieznał wielkości majątku, kilkadziesiąt milionów wartującego. Lubomirski, mając przy dworze swoim imiennika Walewkiego, dał mu stotysięcy tynfów na to kupno. Walewski, sukcessór Koniecpolskich, majętny w Sieradzkiem obywatel, nieznając żadnego Lubomirskiego, nie chciał na niego zeznawać tranzakcyi i jemu swej sukcessyi sprzedawać, lecz przysłanemu do siebie imiennikowi, ojcu wojewody Sieradzkiego, przedał, któren powróciwszy do Lubomirskiego, za dwieście tysięcy złt. p. temuż oddał, zachowując delikatność dla Lubomirskiego, a nie mając względów na przywiązanie imiennika swego do familii, któren niechciał zbogacić Lubomirskiego przed nabyciem jeszcze, bezprawnie i gwałtownie posiadającego. Lubomirski, bogaty i dumny, przytem lekkomyślny, mając znaczną milicyą 50 nadworną i kozaków, nie chciał się łączyć z Czartoryskimi, wiemy pozostały partyi po Auguscie III. Czartoryscy, znając dumę jego i słaby rozum, wyperswadowali, aby był kandydatem do korony. Tym sposobem odciągnęli go od partyi przeciwnej i służył im na wszystkich sejmikach, a z czasem nabicie głowy koroną zaszkodziło zdrowiu jego, tak że zwaryował, a sprawowanie się jego w interesach fortuny własnej, przyczyniło się do buntu Żelazniaka i Gonty, co niżej opiszę. W ostatnich czasach upadku polskiego kraju, pokazało się z zabranych papierów ambassadorowi rossyjskiemu Igielstromowi i z rachunków ambassady, że Czartoryscy, jeden jako marszałek konfederacyi, drugi jako regimentarz jeneralny na expensa co rok brali 80, 000 dukatów z kassy, póki w swych urzędach zostawali. Przed tym sejmem konwokacyjnym, po zgodzeniu się na to Maryi Teresy, królowej węgierskiej, Fryderyka II. króla pruskiego i Katarzyny rossyjskiej, aby Polacy z pomiędzy siebie wybrali króla Polaka, Katarzyna na zleceniach swoich Kajserlingowi, ambassadorowi napisała: primo aby rzeczpospolita koniecznie obrała sobie króla Polaka, secundo, by się starał, by mógł być obranym i wyniesionym na tę dostojność Stanisław Poniatowski, stolnik W. X. Lit, jednak z kondycyą, aby to spokojnie bez zamieszania nastąpić mogło. Kajserling uskuteczniwszy pierwszy punkt 51 zlecenia imperatorowej i najważniejszy, by na sejmie elekcyi, z Polaków wybrany był król, co zabezpieczonem zostało przypisem sejmu konwokacyjnego dla sejmu elekcyjnego. Czyniąc o tem raport imperatorowej, doniósł jej, ze trudno będzie osadzić na tronie Stanisława Poniatowskiego, i że to nastąpić nie może, bez wzruszenia spokojności całego kraju, a to z przyczyny, ze Poniatowski mało komu jest znajomym w kraju, partyi żadnej nie ma, majątku wielkiego nie posiada, nie może zatem ściągnąć dla siebie wotów. Ztąd tylko jest znany Polakom, że powróciwszy z Francyi przed sejmem r. 62. zostawszy pierwszy raz posłem na sejm, po zagajeniu tegoż sejmu przez starej laski marszałka Małachowskiego, krajczego koronnego, jeszcze przed podaniem kandydata i wybraniem nowego marszałka, zabrał głos Poniatowski, stolnik litewski, widząc Brühla, starostę warszawskiego, syna najstarszego ministra Augusta III., który miał za sobą Potockę wojewody Kijowskiego córkę, zasiadającego miejsce między posłami ziemi Warszawskiej, mówił przeciwko niemu obraźliwie, iż się znajdować w granicy posłów nie powinien, nie będąc Polakiem i nie mając indigenatu i po tej mowie dobył pałasza. Ta czynność stolnika Poniatowskiego dała powód do dobycia pałaszów wszystkim posłom, arbitrom w izbie znajdującym się i zrobiło się zamieszanie wielkie, w którem pewnie Poniatowski byłby rozsiekany, bo partya królewska Brühla daleko liczniejsza była 52 w izbie, w posłach, arbitrach, cały dwór i przyjaciele z oficerami nadwornymi księcia Radziwiłła, toż samo i Potockiego, wojewody Kijowskiego i Branickiego, hetmana W. Kor., któren razem był kasztelanem krakowskim. Szczęście, że jenerał Mokronowski, któren umarł wojewodą mazowieckim i był marszałkiem sejmu 1776 r. pełen przytomności, odwagi i rosądku, był na czele partyi hetmana Branickiego, kasztelana krakowskiego, a jako poseł pod ów czas znajdował się w izbie; ten widząc niebezpieczeństwo Poniatowskiego, wziął go za rękę i wyprowadził z izby z pomiędzy wszystkich dobytych szabel, trzymając swój pałasz nad głową Poniatowskiego dla zabezpieczenia jego. Izba cała widząc, ze naczelnik partyi hetmana, W. Kor. Mokronowski, wyprowadza z izby Poniatowskiego, i że Poniatowski poddał się woli bez oporu członkowi królewsko - Brühlowskiej partyi, na wyjście Poniatowskiego z izby przystała. Do tego zabałamucił tak posłów jako i arbitrów przytomnością swoją, Małachowski, marszałek starej laski, gdy krzyknął mocnym głosem, zaczynając swą mowę od słów: Quis furor o cives, quid tanta licentia ferri, Karól na tronie, senat zgromadzony etc. Po tej przemowie posłowie i arbitrowie pochowali pałasze i zaczęli się posłowie rozchodzić z izby, najprzód z partyi Czartoryskich, król zszedł z tronu do swych pokoi i senat się rozjechał. Ten sejm spełzł bez oppozycyi przeciwko jakiemu- 53 kolwiek bądź wnioskowi i bez obrania marszałka i wotowania na niego. Jenerał Mokronowski był człowiek godny, grzeczny, śmiały i odważny, służący dawniej w wojsku francuzkiem. znany u dworu francuzkiego i poważany, miał całą ufność hetmana W. K. Branickiego, któren go do wszystkich negocyacyj za granicą i krajowych interesów używał. Lubiony był powszechnie od wszystkich magnatów partyi królewskiej, a u Czartoryskich miał ztąd konsideracyą, że był amantem sekretnym żony Branickiego, hetmana, a siostry rodzonej Stanisława Poniatowskiego, a siostrzenicy książąt Czartoryskich. Przez niego tedy we wszystkich zdarzeniach zapały przeciw Czartoryskim, hetmana Branickiego modyfikowane były. Po śmierci Branickiego, hetmana W. K. był mężem, jak powszechnie powiadają, wdowy, pani Krakowskiej i miał z nią, syna bardzo podobnego do siebie, którego udawał za synowca, — ten nietylko był podobny ojcu z twarzy, ale z odwagi, rozsądku i przymiotów pięknej duszy, a dla podeszłego już wieku, oboje nie chcieli publikować już swego małżeństwa, jednak losem jego trudnili się oboje. Odbywał on pod komendą księcia Józefa Poniatowskiego kampanią 179l. r. i pod naczelnictwem jenerała Kościuszki. Przyjaźń zadawniona ambassadora, grafa Kajserlinga dla domu Czartoryskich, którego książęta Czartoryscy mieli dla siebie obowiązanego, powodowała go 54 do przedstawienia imperatorowej, że tyle, ileby było trudności wynieść na tron Stanisława Poniatowskiego bez wzruszenia kraju, tyle łatwości jest dla księcia Czartoryskiego Wojew. Rus. lub syna jego. Bo pierwszy jako marszałek konfederacyi jeneralnej i regimentarz jeneralny, ma wszystkie władze rządowe w ręku swojem, do tego mieć będzie za sobą Fryderyka, króla pruskiego, książę zaś Adam, syn, ma za sobą całą Polski młodzież i kobiety, i ojciec, wojewoda ruski, pewnie wyborowi jego sprzeciwiać się nie będzie. Na takie przedstawienie ainbassadora, grafa Kajserlinga Katarzyna II., imperatorowa, odstąpiła pretensyi swojej, aby Poniatowski był królem, i zezwoliła na wybranie jednego z Czartoryskich, ojca lub syna, z preferencyą jednak syna, księcia Adama, z przyczyny młodego jego wieku, wkrótce znowu nastąpić może interregnum i nowe dodać zatrudnienie Rossyi i we wszystkiem kazała się znosić ambassadorowi swemu z panem Benoe, posłem króla pruskiego. Po odebranej tej rezolucyi od Katarzyny II., ambassador rossyjski posła króla pruskiego wezwał do siebie na konferencyą i expedycyą od imperatorowej przeczytał. Benoe, poseł pruski, tyle niechętny był Czartoryskim, ile Kajserling przychylny, a to z przyczyny, że książe wojewoda ruski, ufny przychylności króla pruskiego ku sobie, mijał posła jego, wprost w każdej okoliczności pisał i udawał się do Fryderyka II., prosząc 55 króla, co ma polecić posłowi do dopełnienia, nie uwiadomionemu o żadnych zamiarach Czartoryskiego. Benoe po przeczytaniu listu imperatorowej do ambassadora swego, najprzód przekładał mu, że największe ma pole zrobić dla siebie zasługę u imperatorowej, kiedy Stanisława Poniatowskiego wyniesie na tron, w momencie kiedy ona odstąpiła od tej pretensyi i kiedy tego już się spodziewać nie może, a ambassadorowi do oddalenia Czartoryskich od pretensyi do tronu następujące podał środki, aby ambassador napisał list sekretnie do Adama Czartoryskiego z zapytaniem, czy żąda koniecznie korony i czy sprzeciwiać się będzie wyniesieniu Poniatowskiego, że o to imieniem monarchini zapytuje go. Benoe, poseł pruski, patrząc przez czas długi na X. Adama Czartoryskiego i jego. konduitę, wiedząc o przyjaźni jego dla Poniatowskiego, brata swego ciotecznego, pewny był, że wyrzecze się pretensyi do korony i votum swoje da za Poniatowskim, bo znał księcia Adama Czartoryskiego zatrudnionego jedynie kobietami i młodzieżą, lubiącego się bawić, a nigdy nie zatrudnionego ważną czynnością długiej pracy wyciągającą, jakoż ambassador rossyjski posłuchawszy rady posła pruskiego, list w tejże myśli do Czartoryskiego napisał i od niego odebrał spodziewaną odpowiedź, to jest: że książe Adam Czartoryski nie chce być królem i owszem pragnie, żeby stolnik Poniatowski nim został, dla którego wszystkie swoje vota ofiaruje. 56 Był to skutek romansów, jego rozumu, lekkości, próżniactwa i nierozsądku księcia Adama Czartoryskiego, czego wszystkiego dowiódł ciągiem swego życia. Miał on rozumu wiele, któren zowią l'esprit, wiadomość rzeczy wielką, języki, swój własny, francuzki, włoski, łaciński, niemiecki posiadał doskonale, wesołość miał przyjemną, dowcipu wiele, publiczność sobie robił ściskaniem i całowaniem wszystkiej szlachty w głowę i po imieniu znający i nazywający wszystkich obywatelów i szlachtę, co mu z początku wielką w kraju popularność robiło, lecz wkrótce tej monety zniknęła wartość, bo jego ściskanie i całowanie szlachty wzięto za żart. Należy mu jednak oddać sprawiedliwość, że lubił nauki, uczonych, zajmował się edukacyą młodzieży w korpusie kadetów, jako komendant dozierał niespracowanie powierzone sobie dzieci i ta wychodziła z tej szkoły napojona punktem honoru, przyzwyczajona do posłuszeństwa, pracy, czystości, do potraw prostych a zdrowych. Co do nauk pełna była wiadomości cywilnych i militarnych, jako to: matematyki, taktyki, inżenieryi, historyi, jeografii, w językach ćwiczona była, łacińskim, polskim, francuzkim, niemieckim i w literaturze, zgoła, że ten korpus najpierwszy uformował ludzi oświeconych w narodzie, i można śmiało powiedzieć, że podobnej szkoły i wychowania młodzieży nigdzie nie było. Jemu tedy, jako założycielowi tej szkoły, winna Polska oficerów zdatnych i mówców na sejmach; do tego wspierał ubogich, a dla chcących się aplikować 57 i udoskonalać w talentach, expensował wiele na ich wojaże i nauki, był dobry, rzetelny, nie mściwy, brzydzący się nałogami gry, pijaństwa, burd, i nie wdający się w cudze interesa i sprawy, wzgardzając występnymi i nie protegujący żadnej niesprawiedliwości. Żeby zaś księciu Adamowi Czartoryskiemu wojewodzie ruskiemu odjąć nadzieję, że król pruski będzie go protegował do osiągnienia korony, napisał poseł pruski do pana swego list, że Katarzyna, chcąc spokojnie elekcyą króla polskiego zrobić, odstąpiła od popierania Poniatowskiego, polecając ambassadorowi swemu, by promowował do korony jednego z książąt Czartoryskich, albo wojewodę ruskiego, lub syna jego, jenerała ziem podolskich z preferencyą jednak dla syna, bojąc się imperatorowa, że gdyby książę wojewoda ruski był wybrany, panowanie jego mogłoby być krótkie i noweby dało zatrudnienie pogranicznym z Polską potencyom, a że odstąpienie Poniatowskiego jedyny ma cel, aby się spokojnie odbyła elekcya, bo Czartoryski, wojewoda ruski, mając w swem ręku wszystkie władze rządowe, cywilne i wojskowe i opojony łaską i wsparciem W. K. Mci. mógłby kraj zaburzyć, książę zaś Adam Czartoryski, syn księcia wojewody ruskiego, dla którego imperatorowa mieć kazała preferencyą, na zapytanie grafa Kajserlinga odpisał, że nie chce być królem, i że swoje i przyjaciół swoich vota zlewa na Stanisława Poniatowskiego. Jeżeli tedy wasza królewska Mość chcesz dogodzić 58 życzeniom imperatorowej, by Poniatowski, lubiony od niej był królem, że jej preferencyi, książe Adam Czartoryski nie przyjął, przyszłej wasza królewska Mość na ręce moje order orła czarnego dla Stanisława Poniatowskiego, któren gdy na niego włożę, będzie to dowodem dla księcia wojewody ruskiego, że wola W. K. Mci. jest zgodna z życzeniem imperatorowej, aby Poniatowski był królem, tym sposobem odejmiesz W. K. Mść. wszystkie nadzieje księciu wojewodzie ruskiemu, że go na tron promowować nie będziesz i elekcya Poniatowskiego spokojnie się odbędzie. Król pruski odebrawszy od posła swego takie przełożenie, pełen chęci zobowiązania sobie Katarzyny, dogadzając jej sercu skłonnościom, przysłał order orła o czarnego, na ręce Benoego dla Stanisława Poniatowskiego, stolnika litewskiego, którego nikt w Polsce nie miał, a w Prusiech i Niemczech jedynie tylko familie panujące i spokrewnione z domem Brandeburskim i najwyższych stopniów wojskowi, którzy się dystyngowali w czasie siedmioletniej wojny. Benoe, poseł pruski, odebrawszy do swych zamiarów stosowną od pana swego rezolucyą i order, w momencie, kiedy się zaczęli zjeżdżać na sejm elekcyi magnaci, senatorowie, posłowie ziemscy, podczas obiadu wielkiego, któren dawał książe wojewoda ruski, gdzie prymas, wszyscy magnaci i wielu posłów ziemskich i zagranicznych znajdowało się, poseł pruski umyślnie na ten obiad spóźnił się. a przyszedłszy, gdy rzucił 59 okiem na całe zgromadzeniu u stołu, nim swe miejsce zasiadł, poszedł do Stanisława Poniatowskiego, stolnika litewskiego, i dobywszy wzwyż wspomniony order, włożył na niego, a potem przywitawszy się z książęciem, wojewodą ruskim, powiedział mu, że jego pan, Poniatowskiego jako kandydata do korony ozdobił swym orderem, a prymasowi imieniem swego króla, polecił Stanisława, by go nominował. Ta okoliczność odjęła wszystkie nadzieje księciu Augustowi W. Rus. mienia wsparcia dla siebie od króla pruskiego i znagliły do odstąpienia pretensyi do korony, u wyniesienia na tron Stanisława Poniatowskiego siostrzeńca jego. Partya przeciwna, gdy znaleść nie mogła u dworów wiedeńskiego i francuzkiego żadnego wsparcia, którego szukała, a najwięcej przez pozostałą, wdowę elektora saskiego, ta, pełna sposobności do intryg, pracowała, by syn jej małoletni mógł być obranym królem. Zgoła, gdy tej partyi żadna nie pozostała nadzieja powstania, połączyła się na sejmie elekcyjnym z partyą Czartoryskich, panującą zupełnie w kraju z władzą straszną dla partyi przeciwnej, opartą jeszcze i na sile zbrojnej rossyjskiej, do tego i prywatne interesa magnatów partyi anti - Czartoryskich cisnęły ich do pogodzenia się i połączenia z sobą. Chodziło wojewodzie kijowskiemu Potockiemu o zięcia swego Fryderyka Brühla, star. War. jener. artyl. kor. by zrobić dla niego indygenat i utrzymać go 60 przy starostwie i jeneralstwie artyleryi, chodziło książętom Sanguszkom, Lubomirskim, Czarteryskim, Małachowskim którzy korzystali z tranzakcyi Kolbuszowskiej, którą nastraszony ordynat Sanguszko sporządził, by aprobowaną była i o rozwiązanie recessu, długi czas zostającego w sejmach i zaniedbanego ordynacyi Ostrogskiej, aby ta nie stała się własnością zakonu maltańskiego podług przepisu fundatora ordynacyi, w przypadku braku sukcessora z prostej jego linii, a osobliwie, że ostatni ordynat z prostej linii, był książe Sanguszko zrodzony z księżniczki Lubomirskiej, której matka była córką ostatniego księcia Ostrogskiego, z tą nie miał dzieci, i mieć ich nie mógł, bo z żoną nie żył jako mąż i kobiet nie cierpiał, tylko faworytów sobie dobierał, za co chciano go pozwać. Chodziło księciu Karolowi Radziwiłłowi, któren miał brata małoletniego z drugiej żony ojca swojego, a że robił długi, fortunę tracił, zakwestyonowano mu opiekę nad tym bratem i opiekunów wyznaczono. Chodziło biskupowi kamienieckiemu Krasińskiemu o sprzedanie pałacu swego w Warszawie dla rzeczypospolitej; chodziło Weslowi podskarbiemu W. Kor. o kwit od rzeczypospolitej z percept i expensy i chodziło wielu sukcessorom podskarbich o podobne kwity, których nie mogli zyskać, gdyż sejmy niedochodziły i pomarli niektórzy bez zdania rachunku rzeczypospolitej, a Branicki, hetman W. Kor. mający siostrę stolnika litewskiego, łatwo przez żonę był skłoniony, do zezwolenia na szwagra swego 61 by został królem. Wszyscy tedy zyskali, tak magnaci, jako i mniejszego względu obywatele w sejmie elekcyjnym koronnym 1764. i w sejmie 1766. r. to wszystko, czego ich interesa wymagały. Brühlowie otrzymali indigenat. Fryderyk syn starszy ministra, a zięć wojewody kijowskiego utrzymał się przy starostwie i jeneralstwie artyleryi, lecz braciom jego odebrano starostwa i urzędy, które mieli od króla Augusta III Osobliwie Karólowi odebrano jedno starostwo Spiskie, i to po koronacyi dał król bratu swemu, księciu Kaźmierzowi. Rozwiązanie recessu ordynacyi Ostrogskiej nastąpiło, którem, nietylko nie potrwierdziła rzeczpospolita ordynacyi, ale ją zupełnie zniszczyła, i za niebyłą jako nie legalną uznała, kassując wszystkie pierwszego ordynatu przepisy i postanowienie w tej ordynacyi względem zakonu maltańskiego Mniszha, marszałka nadwornego koronnego, a raczej żonę jego, siostrę Brühla, starosty warszawskiego, która rządziła mężem, ułagodzono. Ciekawy niech otworzy księgę praw elekcyi, sejm koronacyjny i sejm 1766. a przekona się o tem wszystkiem; czytać tam będzie kwity dla podskarbich dawno zmarłych i żyjących z dochodów, i expens skarbu obojga narodów, które interessowały bardzo tak żyjących jako i zmarłych sukcessorów, bo one od rzeczypospolitej uzyskać mogli, — czytać tam będzie konstytucye in favorem księcia Karola Radziwiłła, rozwiązanie recessu ordynacyi Ostrogskiej, indigenaty, nadania, zamiany 62 dóbr rzeczypospolitej, legitymacye, zniesienie i aprobowanie dekretów różnych sądów, kupno pałacu Krasińskiego i wiele ustaw dla osób stanu duchownego i kapituł. Jedni tylko protestanci byli nieszczęśliwi w sejmie r. 1766. bo na nich jeszcze prawa rozciągnięto nad te, którym dotąd ulegali. Podczas tego interregnum w kapitułach, sądach, jeden tylko Karwicki, starosta kruszwicki z najznaczniejszych obywateli stracił głowę, a to w sprawie sądom kapturowym nie należnej, był to człowiek przeciwny partyi Czartoryskich, młody, śmiały, wymowny i odważny, ciężki, dla Kossakowskich, adherentów Czartoryskich w województwie inowracławskiem, we wszystkich obradach sejmikowych; jego tedy Czartoryscy na przykład drugich sakryfikowali w początku ogłoszonego interregnum po zawiązaniu konfederacyi warszawskiej, nim uzyskali od Rossyi zbrojną pomoc i siłę. Wyżej opisanemi sposobami, gdy wszystko ułagodzonem było, nastąpiła elekcya króla Stanisława Augusta spokojnie tudzież koronacyą i sejm 1766. r. ale nie wyrugowana została z serc niechęć przeciwnej partyi królowi i Czartoryskim, została przytłumioną tylko do pierwszego powiewu z którejkolwiek strony obcej potencyi, aby nie rozżarzona tem silniej mogła wybuchnąć. We wszystkich sejmach skonfederowanych, które brały tytuł zbawienia rzeczypospolitej, ojczyznę gu- 63 biono, osobliwie w dochodach rzeczypospolitej, toż samo i w tych było; przyznać jednak potrzeba, że poprawa rządu, jakażkolwiek nastąpiła, bo przed temi sejmami, władza hetmanów nieograniczoną była, każdego wojskowego życie w ręku hetmanów zostawało. Policya w mieście rezydencyi królewskiej w ręku marszałka w. kor. i władza absolutna straszna osobom wszelkiej dystynkcyi i urzędu o trzy mile od miasta rozciągała się, pod hasłem bezpieczeństwa króla i publiczności respective, u którego z narodów stolicy król rezydował lub znajdował się. Podskarbiowie obojga narodów skarb rzeczypospolitej w absolutnem rozrządzeniu mieli, na sejmach tylko zgromadzonym stanom rachunki zdawać i kwity zyskiwać obowiązani byli, których, aby nie zdawali, często sejmy zrywano. Kanclerze obojga narodów wszystkich spraw tyczących się dóbr królewskiego stołu, lub starostw, wójtostw, najwyższymi sędziami byli, do nich także należało rozsądzenie sporów i przywilei i pieczętowanie wszystkich królewskich przywilejów. Na tych sejmach hetmanów robiono ministrami, osadzono w senacie, bo przed tem prócz godności hetmańskiej bywali razem wojewodami, kasztelanami krakowskimi i t. d., wolno im było złożyć senatorską godność, zostać posłem, być marszałkiem konfederacyi, co znaczyło dyktaturę, a przez to stać się mogli naczelnikami rycerstwa, z urzędu hetmana wojsk, a cywilnego, z urzędu marszałka sejmowego i konfederacyi i być 64 niebezpiecznym dla króla, zrobiono tedy komissyą wojskową dla hetmanów, dla podskarbich sąd assessorski, a dla marszałków są marszałkowski, w których komissyach i w sądach najwyższych ultima instantia, każdy swego departamentu minister, był prezesem, z mocą rozwiązania paritatem votorum, a na sejmach do tych magistratur osoby wybierać przez vota sekretne postanowiono i płacę dla nich oznaczono. Liberum veto abusive używane, na żadnem prawie nie opierające się, pierwszy raz na tych sejmach określone zostało, i szkołę rycerską dla kilkuset młodzieży postanowiono. W r. 1764. na sejmie konwokacyjnym polecono deputatowanym do ułożenia paktów konwentów z królem obranym, aby włożyli punkt w pakta konwenta, by król nowo obrany chodził w ubiorze polskim. Stanisław August nietylko nielubiący stroju polskiego, ale daleki od przyciągnienia ku sobie przywiązania narodu, nieprzyjął tego warunku do paktów konwentów i w polskim nie koronował się ubiorze, co czynił był poprzednik jego, August III., będąc cudzoziemcem i koronował się w stroju polskim. Stanisław August koronował się niby to w stroju hiszpańskim, więcej do teatralnej reprezentacyi służyć mogącym, niżeli do tak świetnego i poważnego obrzędu. Jego ubiór składał się z białego i różowego koloru, a to dla tego, by się w oczach kobiet łagodniejszym wydał, lubo i tak Stanisława Augusta postać była mężczyzny pięknego, twarz azyatycka, zbudowany regularnie, wzrostu średniego, posiadał je- 65 zyki: francuzki, włoski, niemiecki, angielski i swój własny doskonale, któremi się nietylko pięknie i przyjemnie tłómaczył, ale i pisał. Organ miał piękny i był wymowny, miał sposobność konwersowania w salonie najprzyjemniejszą, obowiązującą. Styl w pisaniu piękny, grzeczność ujmującą, tak z rodakami, a więcej jeszcze z cudzoziemcami, tańcował menueta i tańca polskiego bardzo pięknie, prezentował się szlachetnie i przystojnie, — miał wiadomości wiele czytanych o wojażach, krajach i ludu zwyczajach, z pamiętników o dworach i intrygach kobiet i ministrów, i żeby kto chciał wybrać grzeczniejszego kawalera do wielkiego monarchy dworu dla bawienia kompanii w salonie, metra ceremonii lub na sekretarza równego Stanisławowi Augustowi, trudnoby znaleść; ale żadnych przymiotów nie miał, które mieć powinien król, osobliwie w wolnym narodzie panujący, bo był człowiek słaby, rozsądku i objęcia rzeczy nie mający, odwagi żadnej, wojska i żołnierza nie lubiący, bo z oficerem nie wiedział co mówić, o co go spytać, nie umiał matematyki, a przeto ni taktyki, ni inżenieryi, ani artyleryi nieznał. Obowiązków, ani regulaminu żadnego wojskowego, na architekturze się nie znał, ale budować lubił, a postawione gmachy znowu zarzucał i przerabiał, byle mu kto pierwsze zganił. Rólnictwa żadnego nie znał, nawet zbóż w trawie, wiadomości żadnej, botaniki, chemii, historyi naturalnej nie miał, równie jak o handlu, rólnictwie i mechanice, nie był szczery, w ni- 66 czem stały, nierządny, aż do marnotrawstwa dochodów swoich.. W wyborze ludzi na urzędy, nie zdatność osób go powodowała, ale intrygi kobiet lub inne względy. Uczonych lubił, a najwięcej wierszopisów wesołych i dowcipnych, co mu podchlebstwem kadzili. Wszystkich współczesnych pisarzy starał się ujmować pensyami, by go w swych pismach chwalili, dla cudzoziemców przybywających do Warszawy, bądź wartych poważania i szacunku, bądź awanturników, wszystkich ujmował grzecznością lub datkiem, pracować zdawał się cały dzień nic nie robiąc, dając audyencye od rana do wieczora, przez szambelana meldowanym kobietom i mężczyznom, słuchał kamerażów, robił intrygi, odpisywał na niekończące się przesyłane bilety od kobiet, a w wieczór dyktował sekretarzowi dyaryusze dnia całego, kto u niego był, co mówił, od kogo odebrał list lub bilet i co odpisał, — lubił się wdawać w cudze domowe interesa, i protegował stronę mającą zawsze złą sprawę, bo ta nie mając nadziei wygrania w sądzie, szukała jego opieki, wszystkich amantów, pokłóconych z amantkami starał się zgodzić, i często zgody takowe kosztowały go pieniądze, rozwody za jego panowania się zagęściły, bo je protegował, byleby kobieta protekcyi żądała, i przyszły lub będący amant jego szukał wsparcia. Teatra osobliwie włoskie i francuzkie lubił. Muzyki nie lubił, bo ucha muzycznego nie miał. Na mustrach, rewiach wojskowych nie bywał, bo na manewrach się 67 nie znał i na punktualności wykonywania onych. Polowania ani strzelania do tarczy nie lubił, co było zwyczajem za panowania poprzednika jego. Grów hazardowych i żadnych nie lubił, pijaństwem się brzydził, bale, maskarady, festyny dla niego dawane, w których śpiewy były dla niego podchlebne i złożone na redutach z bandów kobiet pięknych, z reprezentacji wesel wiejskich, to w ogrodach, to po wsiach, w domach czynione, bardzo go bawiły. Lubił przytem odwiedzać korpus kadetów, bywał na egzaminie młodzieży, robiąc im kwestye z literatury i historyi, a nosząc na sobie mundur kadecki, przywięzywał do siebie młodzież tego korpusu, która go bardzo kochała, widząc wychodzącą młodzież oświeconą, i bez nałogów, pochlebiało mu, widząc, że to było dziełem panowania jego i że nigdzie równej szkoły nie było. Tego wszystkiego napatrzyłem się przez kilkanaście lat, odbywając funkcyą szambelana i czyniąc u niego służbę. Powinnością było szambelana być u dworu w garderobie o godzinie siódmej z rana, gdzie się król fryzował, a lektor, X. Gawroński, exjezuita, przez całe ubieranie się króla i fryzowanie, czytał mu książki astronomiczne i stare kroniki polskie. Ubrawszy się, poszedł do gabinetu, szambelan na służbie będący zameldował się i odebrał rozkazy, kogo ze spodziewanych, że przyjdą do króla, meldować ma pierwszych. Zaczęli się tedy różni zjeżdżać i to trwało aż do późnej nocy, aż król 68 uwolnił szambelana od służby i pozwolił mu odjechać. Te audyencye przerywały wyjeżdżanie królewskie na spacery, obiady i kompanie wieczorne do familii królewskiej i do różnych domów, magnatów i obywateli. Jadał król obiad o godzinie pierwszej, zawsze było dwanaście osób u stołu, a ten był wyborny. Szambelana powinnością, było, siedząc u stołu, rozlewać zupę, a jadąc król na spacer lub na obiad gdziekolwiek, ordynaryjnie szambelan siedział z nim w karecie naprzeciwko niego, jeżeli zaś damy były, lub kto z magnatów miejsce w karecie zajmował, wtenczas za karetą królewską szambelan jechał w dworskiej karecie. Przytoczę tu przykład jeden z pomiędzy bardzo licznych, które okaże objęcie i sądzenie spraw przez króla. Kajetan Olizar, stolnik koronny, miał siostrę za Borkowskim, którą ojciec jego wydał za życia swego za mąż. Ten Borkowski był obywatel bardzo zacny i majętny przez lat kilkanaście upominając się u brata żony posagu, nie mógł go odzyskać, zaczął tedy proces. Król stolnika koronnego Olizara protegował, a za to Olizar in favorem króla utrzymywał na sejmikach i posłów i na trybunał deputatów, za których Olizar stolnik odpowiedzialnym winien był być królowi. — Borkowskiego szwagra Olizara, protegował prymas Poniatowski, brat królewski. Za Olizarem do marszałka prezydenta i deputatów trybunału szły listy instancyonalne od króla, a za Borkowskim od księcia prymasa, niby za pokrzywdzonym Borkowskim, a w rzeczy samej przez wdzię- 69 czność za pożyczane pieniądze w czasie potrzeb prymasa. Przejeżdżając z Ukrainy przez Lublin do Warszawy, zatrzymałem się nieco w Lublinie i słyszałem szemranie obywateli, palestry i samych deputatów o tej nieprzyzwoitości, przeszkadzającej uczynić wymiar sprawiedliwości i niezgadzającej się z prawami kraju. Przybywszy do Warszawy, gdym przyszedł do króla, i zapytał mnie wiedząc, żem na Lublin jechał, jak się sprawuje trybunał? z największym respektem i uszanowaniem dla króla, przełożyłem mu to, com słyszał, a gdy mnie król zapytał, coby w tej mierze zrobić można, odpowiedziałem mu, że należy, abyś W. K. Mść. i książę prymas pogodził strony. Król mi odpowiedział, że już kilka razy chciał ich pogodzić, ale zacięci są i uparci, a do zgody trudno ich nakłonić. Na to królowi powiedziałem: niech przynajmniej strony zgodzą się i obiorą sobie super-arbitra, ten ich rozsądzi w sądzie kompromissarskim, przez co W. K. Mść. i książę jegomość prymas unikniecie subjekcyi w interessowaniu się za nimi do trybunałów. Królowi podobał się projekt i pomówiwszy z książęciem jegomością prymasem, bratem swoim, ściągnęli strony z Lublina do Warszawy. Strony na perswazye króla i prymasa kompromis przyjęły, ale trudno się im było zgodzić na super-arbitra. Z podanych nawzajem od stron kandydatów, na ostatek umówiono się, że zostawiwszy podanych kandydatów, król i prymas przyznaczą osobę na super- 70 arbitra, a strony ją przyjmą z mocą zasadzenia od stron po jednemu arbitrowi. A jako wszystko wiadomo było pani jenerałowej Grabowskiej, co się traktowało w gabinecie u króla, bo wszystko wiedziała od króla, osobliwie w interesach krajowych, tak równie i to. Miała pani jenerałowa Grabowska przy sobie panią Byszewską, rozwódkę Gintoftównę z domu, a ta miała brata rodzonego u pani kasztelanowej chełmińskiej, Komorowskiej, wdowy, który był przystojny Polak, żadnego rozumu, chodził w mundurze rotmistrzowskim, które rotmistrzostwo kupiła pani kasztelanowa Komorowska. Otoż pani Byszewską, chcąc swego brata polecić względom króla, mając wiele mocy nad panią Grabowska, a ta nad królem, proponowała swego brata na super - arbitra, ręcząc za jego zdatność, znajomość prawa i dobroć charakteru, a przez drugiego brata swego, będącego w komissyi edukacyjnej sekretarzem, starała się u księcia prymasa, prezesa tejże komissyi, aby i ten zezwolił na tegoż super-arbitra, co łatwo faworyt księcia dokonał. Król więc z księciem prymasem nieznając osoby, podali pana Gintofta na super- arbitra; strony równie jego nie znając, zapisały się na kompromis, dodając arbitrów. Olizar, stolnik koronny, pana Grabowskiego, Borkowski, szwagier Olizara, pana Pokałę, pierwszych mecenasów z palestry Lubelskiej, bardzo cnotliwych i sprawiedliwych, zasłużoną mających reputacyą. Naznaczony był termin sądzenia kompromissu w czasie agitującego się trybunału w Lublinie. 71 W rok prawie przejeżdżając do Warszawy przez Lublin, wtenczas, kiedy ten kompromis miał się sądzić, zajechałem do W. Pokały. Ten mi opowiadał nadzwyczajny wypadek, w tym kompromisie wynikły, to jest, że gdy kompromis się zaczął, Olizar, stolnik koronny, posłał super - arbitrowi cztery tysiące dukatów, o czem arbiter jego wiedział, i te Gintoft przyjął. Dowiedziawszy się potem arbiter pana Borkowskiego namówił, by posłał super-arbitrowi sześć tysięcy dukatów, co i uczynił. Pan super - arbiter mając sobie przysłane od pana Borkowskiego sześć tysięcy dukatów, wzięte od stolnika cztery tysiące odesłał, potem, jak przyszło do sądzenia kompromissu, po zapisanym akcie i komparencyach przez strony, arbitrowie zażądali od super-arbitra, by kazał wyjść na ustęp stronom wszystkim przytomnym. Na wstępie wyrzucając super-arbitrowi wzięcie pieniędzy, napisali dekret odsądzający go od super-arbitrostwa, jako dającego się przekupować stronom, nie zasługującego z nim zasiadać, radzili mu, by uczynił recess od super-arbitrostwa, jeżeli niechce, by dekret arbitrowi publikowali, co było rzeczą nadzwyczajną i super-arbitra infamią okrywającą i w całej publiczności wzgardę dla niego czyniącą. Z Lublina wyjechawszy na drugi dzień, poszedłem do króla, rozmówiwszy się z nim w interesach, dla których przyjechałem, opowiedziałem mu nieszczęśliwy wypadek zdarzony panu Gintoftowi, super - arbitrowi panów Olizara i Borkowskiego, osobliwie, że król Jmść. 72 z księciem prymasem, z mojej porady, ten kompromis skojarzyli. Przełożyłem królowi wielkość występku pana Gintofta, jeżeli tak się stało, jak mi panowie arbitrowie opowiadali. Król Jmść. natychmiast posłał sztafetę do Lublina, wzywając pana Gintofta, by się do niego stawił, chcąc od niego samego wiedzieć prawdę o całem zdarzeniu. W dni kilka przyszedłszy do króla na pożegnanie, właśnie w tym momencie, w którym pan Gintoft miał do niego przyjść, król kazał mi się wstrzymać, mówiąc do mnie, że wezwał łowczego koronnego Czaplica (któren był bardzo godny i światły obywatel weteran), więc Wpanowie obydwa usłyszycie pana Gintofta relacyą, co się stało, i osądzicie, w czem on jest winien. Powolny rozkazowi króla, wyszedłem z gabinetu do garderoby, gdzie zastałem JW. Czaplica, łowczego koronnego, czekającego na przybycie Gintofta, temuż oświadczyłem, że w tymże samym celu król mnie zatrzymał, Czaplic, mając przyjaźń ze mną, powiedział mi: "zobaczysz, jaki rozum w sądzeniu i objęcie ma nasz pan." Wkrótce przybył Gintoft, a meldowany przez szambelana królowi, zawołany do gabinetu wraz z Czaplicem i ze mną został. Stanąwszy pan Gintoft przed królem w gabinecie i obowiązany, by mu prawdę wypadku swego rzetelnie opowiedział, zaczął mówić, ie nic złego nie zrobił, przyznał się, że mu Olizar, stolnik, przysłał 4, 000 dukatów, ale jak pan Borkowski dał mu 6, 000, on te pieniądze, które mu Olizar przysłał, odesłał na- 73 tychmiast, nie wie więc, dla czego rozgniewani arbitrowie odsądzili go od super- arbitrostwa, nie mając władzy sądzenia jego. Na tę powieść król, obróciwszy się do nas, rzekł: "widzicie Wpanowie, że on nic nie winien i nic złego nie zrobił, kiedy 4, 000 dukatów odesłał Olizarowi. Czaplic, łowczy koronny, stary, niecierpliwy porwawszy mnie za rękę, głośno prawie powiedział: "wszakem ci powiedział", i zamilkł. Ja zaś wyjaśniłem panu Gintoftowi jego przestępstwo i królowi. Zmuszony byłem powiedzieć, że on sądzić już tej sprawy nie może, a W. K. Mść. jeżeli chcesz niewymowną dobrocią swoją tę plamę jego zatrzeć, to strony koniecznie pogodzić potrzeba. Chciał król, abym ja do pogodzenia stron należał, lecz nie mając czasu, podałem mu JW. Kickiego, koniuszego w. kor., człowieka w wieku i niegdyś byłego marszałka trybunału, który właśnie mieszkał przy dworze i był domownikiem familii króla, jeszcze od ich ojca. Konfederacya w roku 1764. na sejmie elekcyjnym w Warszawie zawiązana, której marszałkiem jeneralnym był uznany książe Adam Czartoryski, a ojciec jego, August, wojewoda ruski, regimentarzem jeneralnym, to podczas sejmu electionis, tego samego roku, przy połączeniu się obu narodów konfederacyi, regimentarza jeneralnego, wojewodę ruskiego, razem i konfederacyi jeneralnej, koronnym marszałkiem uznano, od której Stanisław August królem był wybrany; tegoż roku pod- 74 czas sejmu coronationis jako już ukoronowany król do niej przystąpił. Ta konfederacya zawiązana 1764. r. na sejmie convocationis trwała przez sejm elekcyjny, koronacyjny, aż do sejmu 1766. r. inclusive, bo dopiero w roku tym, przy kończącym się sejmie, rozwiązaną, została. Po tem rozwiązaniu konfederacyi skrępowana rzeczpospolita związkiem onej przez partyą przemagającą, rozumiała się być uwolnioną, z więzów politycznych i ufna, że król nowo obrany i ukoronowany, spokojnie zaprzysiężonego punktu w paktach konwentach dotrzyma i wyprowadzi z kraju wojsko rossyjskie wprowadzone przez naczelników rozwiązanej konfederacyi; wtedy rozumiał kraj cały, że powraca do swobód i wolności narodowej; magistratury zaś najniższe, że będą mocne sprawować urzędowania swoje, a sądy podług praw sądzić, obywatel uwolniony od troskliwości o swą osobę, honor i majątek, kosztować zacznie słodyczy panowania wolnemu narodowi przez króla z pomiędzy siebie wybranego; lecz jak zwykle bywa w rzeczach ludzkich, że nadzieje omylają, tak się stało i w naszym kraju, a doświadczenie nauczyło i przekonało, że zawsze błądzi, kto obcej siły używa na przyciśnienie współobywatela, do przyjęcia ułożonych swych zamiarów. Interesa elekcyi króla się skończyły, już pozoru nie było, pod którym wprowadzono wojsko rossyjskie do kraju, przez konfederacyą rozwiązaną. Król 75 przysiągł paktami konwentami wyprowadzić one staraniem swojem, czego dopełnić nie zdołał, a siłą znaglić do wyprowadzenia Rossyi nie miał odwagi. Wkrótce potem, bo w początku 1767. r. zaraz po rozwiązaniu konfederacyi, protestanci, czyli różnego wyznania chrześcianie, czujący się być pokrzywdzonymi w sejmie 1766. r. przez prawa zaostrzone przeciwko nim, z podszeptu Rossyi, by miała pretext trzymać siłę zbrojną w Polsce, zawiązali konfederacyą w Słucku i Toruniu pod protekcyą Katarzyny imperatorowej, a wzywając jeszcze pomocy i interesowania się za nimi króla pruskiego i angielskiego. Stanisław August, zacząwszy swoje panowanie wesoło, niemyślał, jak tylko o zabawach i sprowadzeniu aktorów francuzkich i włoskich, dla grania komedyi i oper, na co wiele expensował; zajmował się jedynie miłostkami, które emulując między sobą w podobaniu się królowi, chętnie mu się nastręczały, jako osobie pięknej i ukształconej grzecznością dworu francuzkiego, Ludwika XV. Otoczył się młodzieżą, z którą się bawił i która starała się jego naśladować, jako to: książę Adam Czartoryski, książę Kaźmierz Poniatowski, próżniak, jedynie dla kobiet żyjący, Xawery Branicki, któren, lubo nie uczony, ale pełen taktu i rozsądnego pojęcia, przytem odważny, wesoły, znając dwór Petersburski i Paryski, i króla wielkim przed wstąpieniem na tron był przyjacielem, Brühla Fryderyka, jenerała artyleryi, Moszczeńskiego, stolnika koronnego, któren równych był skłonności 76 co i Kaźraierz Poniatowski i wiciu innej młodzieży dowcipnej i wesołej, lubiącej, bale, teatra, maszkarady, tańce i loże massońskie. Urzęda wakujące z bólem serca swego, zmuszonym był po wielkiej części rozdać na rekomendacją, wujów swoich XX. Czartoryskich starych, prócz podkanclerstwa koronnego, które ministerium dał księdzu Młodziejewskiemu, opatowi Hebdowskiemu, a byłemu audytorowi księcia prymasa. Ten zostawszy podkanclerzem, pojechał z wizytą do księcia kanclerza wielkiego Czartoryskiego, któren chociaż niechętny był wyniesieniu jego na podkanclerstwo, przez grzeczność winszował mu tej promocyi. Podkanclerzy, dziękując za powinszowanie, prosił, aby go polecił królowi, by mu dał biskupstwo, jak zawakuje, skarżąc się, iż z opactwa Hebdowskiego i pensyi podkanclerzego, trudno mu się będzie utrzymać na tem dostojeństwie. — Na tę prośbę zapytał go książę Czartoryski, jak się Wpan zowiesz? Zdziwiony podkanclerzy, powtórzonem zapytaniem odpowiedział mu, Młodziejewski. Kanclerz Czartoryski po tej odpowiedzi rzekł: więc Wpan żyj jak Młodziejewski, nie jak pan Starzyński. Król nie mógł odmawiać interessowaniom się swoich wujów, lecz wolałby młodym ludziom rozdawać urzędy, z których osobną dla siebie chciał formować partyą, tem więcej, że nieznośne mu były wymówki wujów o nierzędne prowadzenie intryg z kobietami, mieszanie się aktorek między damy, o zepsuciu małżeństw i o mar- 77 notrawieniu dochodów, osobliwie, że w tymże czasie w aktorce pięknej kochając się Włoch, aktor, nazwiskiem Kazanowa, a z drugiej strony Branicki, która potem poszła za Włocha grafa Tamatysa. Branicki zajęty zazdrością przeciw aktorowi Włochowi, kochającemu się w jego amantce, wyzwał go na pistolety do ogrodu Woli. Włoch, strzelając, przestrzelił Branickiemu brzuch na wskroś, któren postrzał chirurgów zatrwożył o życiu przyjaciół Branickiego, między którymi Byszewski, dworzanin królewski, rozpalony zemstą przeciwko Włochowi, któren ranił Branickiego, szukać go zaczął, a gdy mu powiedziano, że do zamku schronił się, wpadł z dobytym pałaszem na królewskie pokoje, a gniewem zapalony, wziął stolnika Moszczeńskiego za Kazanowę i ciął go w twarz, bezbronnego i niewinnego. Chociaż królowi nieznośne były napomnienia Czartoryskich, jednak nie śmiał publicznie okazywać dla nich swego ressentymentu, lecz zaczął formować do księcia wojewody ruskiego pretensyą, by podług swego przyrzeczenia, które uczynił ojcu jego, ustępując mu regiment gwardyi koronnej, gdy się miał żenić z Sieniawską, że go w czasie odstąpi synom. Żądał król od księcia wojewody ruskiego ziszczenia przyrzeczenia swego, oddaniem regimentu Księciu Kaźmierzowi Poniatowskiemu, bratu królewskiemu, czego książę wojewoda ruski uczynić niechciał. Od tego momentu nastąpiła oziębłość między królem a książęciem woj. rus., że król zaczął się kryć przed książętami Czartoryskimi 78 z swemi czynami i projektami i mało ich rady używał. Stanisław August, tak jak nieznośne mu było opiekowanie się jego konduitą Czartoryskich i przestrogi, tak przez swoją nieszczerość i chytrość chciał się wyłamać z dependencyi Katarzyny II. która go osadziła na tronie, ułożył sobie projekt do tego, że gdyby się mógł ożenić z królowej więgierskiej, Maryi Teresy córką, arcyksiężniczka. Krystyną, która później poszła za królewicza polskiego Alberta księcia Teszyńskiego, udałoby mu się przez mającego w Wiedniu przyjaciela swego, ambassadora hiszpańskiego. Ten zaczął u Maryi Teresy negocyacya, która, że pomyślnie szła z początku, więc to od starego grafa niemieckiego, któren podtenczas pracował w gabinecie Maryi Teresy K. W. i do tej negocyacyi należał, w tym momencie jego nazwiska nie pamiętam, lecz wiem, ze to tej familii, co przy koronacyi jeden z nich dawał świadectwo cesarzowi niemieckiemu mającemu się koronować, że jest prawdziwie Habsburgskiej familii, zapytany przez herolda, ja w jego domu stałem czas długi w Wiedniu i z nim się zaprzyjaźniwszy, dowiedziałem się o tem od niego, jako też i o tem, że Marya Teresa opierając się długo proponowanemu od Fryderyka II. podziałowi Polski, zdecydowaną została przez jej spowiedników, Jezuitów, namówionych przez Józefa, cesarza, jej syna. Gdy więc kuryerowie z Warszawy często przybywali do ambassadora hiszpańskiego i od niego wysyłani na- 79 powrót zostawali, książę Galiczyn, ambassador rossyjski, chcąc wiedzieć, co za powód być może wysyłanych tych kuryerów, znając, że ambassador hiszpański lubi pić, zaprosił go na obiad i subordynował osobę, która dobrze była z ambassadorem hiszpańskim, by przy ambassadorze siedząc u stołu, zachęcała go do kielichów, a potem napiłego starał się wybadać, co za interes z królem polskim traktuje, dla którego tak gęsto przybiegają kuryerowie. Ambassador hiszpański, napiły, nieostrożny i nieprzestrzeżony od króla, by to w wielkim sekrecie trzymał, wygadał się, ze traktuje o księżniczkę Krystynę na żonę dla króla polskiego. Książę Galiczyn, ambassador, nie omieszkał natychmiast donieść o tem imperatorowej swojej, o czem gdy się dowiedziała, upatrywała w postępku króla niewdzięczność dla siebie, zupełną chęć wyłamania się z dependencyi i zerwania wszystkich związków Rossyi z Polską, osobliwie, że Marya Teresa nie czyniła sekretu z niechęci, którą miała dla Katarzyny dla jej postępków i nieprzykładnego życia, jako kobieta moralna i pobożna, mimo przyczyn politycznych, które różniły obiedwie monarchinie, napisała i wydała deklaracyą, wzywając wszystkich ukrzywdzonych i malkontentów do połączenia się, obiecując im sprawiedliwość uczynić i uwolnić ich od ciążącego jarzma, chcąc zaś większą mieć liczbę, złączyła ich z protestantami skonfederowanymi w Toruniu i Słucku. Prócz tej deklaracyi, książę Mikołaj Repnin, ambas- 80 sador, któren przez cały czas przy ambassadzie grafa Kajserlinga konsyliarzem zostawał, znał wszystkich malkontentów, to jest: partyzantów Augusta III., rozpisał do nich listy, wzywając ich do siebie, a z każdym z nich z osobna mówiąc, wyraźnie ich zapewnił o detronizacyi króla, byle uczynili sprawiedliwość dyssydentom i żeby zrobili konfederacyą, któraby połączyła interesa dyssydentów z interesami nowo zawiązanej konfederacja. W tym samym czasie umarł książę prymas Łubieński; zwołani malkontenci i magnaci do Warszawy przez ambassadora, żądali od niego, by napisał do imperatorowej, żądając, by napisała do króla, żeby po śmierci zmarłego nominował prymasem księdza Podoskiego, referendarza koronnego, człowieka do intryg sposobnego, mającego rozum dworaka i dosyć biegłego w sprawach publicznych, a mało powołaniu swemu odpowiadającego, a to w celu, aby mieli prymasa sobie przychylnego w przypadku wakującego tronu. Książę ambassador Repnin, zadosyć czyniąc ich żądaniu, napisał do imperatorowej, ona poleciła księciu Repninowi owe żądanie oświadczyć królowi, a ten nie śmiał odmówić i dał prymasostwo Podoskiemu. Tym sposobem zawięzując konfederacyą Radomską, ochroniono konfederacyą Słucką i Toruńską od kar za zuchwałe podniesienie się przeciwko prawu i rzeczypospolitej. Konfederacya Radomska stanęła pod protekcyą Rossyi i to wszystko dopełniła, co książe Repnin po niej żądał, 81 w nadzei, że imperatorowa króla z tronu zrzuci, zapewnieni od księcia Repnina ustnie, a tłumacząc sobie deklaracyą imperatorowej stosownie do zapewnień jej ambassadora. Najprzód Mniszeh marszałek korronny, zawiązał z całą Wielkopolską, konfederacyą w Krotoszynie, potem taż przeniosła się do Radomia i tam się połączyły wszystkie trzech prowincyi konfederacye i obrały onej marszałkiem księcia Karola Radziwiłła, któren potem i sejmu delegacyjnego był marszałkiem, zaczętego w r. 1767., a skończonego w r. 1768. W tym właśnie czasie księżnej Adamowej Czartoryskiej amantem był król, z którym (jak historya gorsząca powiada) miała córkę, która poszła za księcia Wirtembergskiego, a z drugiej strony szalenie się w niej zakochał książę Repnin ambassador; lecz ona stała w miłości dla króla, nie pochlebiała nadziejom księcia Repnina; król przestraszony gniewem imperatorowej, deklaracyą i zapewnieniem wszystkich jego przeciwników o detronizacyi jego, myślał, jakim by sposobem mógł być uniewinnionym przed Katarzyną II., która go za to występnym uznała, że się poważył pomimo jej wiedzy i przeciw pactom conventom, starać się o arcyksiężniczkę Krystynę. Ułożył to staranie o żonę dla siebie Zwalić na wujów swoich książąt Czartoryskich, że to bez jego wiedzy czynili, lubo oni nic o tem nie wiedzieli, i zapewne, żeby byli dowiedzieli się, nie byliby approbowali jego przedsięwzięcia; a widząc ks. 82 Repnina ambassadora zapalonego miłością ku jego amantce, a tę pałającą ku sobie, pojechał do niej, wystawiając jej okropny stan swój, płacząc przed nią, że musi poświęcić szczęśliwość swoją, którą ma z miłości jej, ale że nie widzi ratunku żadnego, by się został na tronie, tylko przez nią, prosił, aby ona traktowała z księciem Repninem, że jeżeli chce mieć jej wzajemność i powolność, by uratował króla i uniewinnił go, zwalając całe te negocyacye na wujów jego Czartoryskich, niby działających bez jego wiedzy. Książę Repnin usłyszawszy propozycye ks. Adamowej Czartoryskiej, zapewniającej miłość i powolność dla niego, podjął się chętnie wyexkuzować króla przed swoją monarchinią, a obwinić Czartoryskich, osobliwie, że znał książę Repnin, że imperatorowa chętnie przyjmie uniewinnienie króla, a oskarżenie Czartoryskich, wiedząc, że kto kogo lubi, nie rad go widzieć dla siebie niewdzięcznym. Ten tedy sejm delegacyjny, zamiast co miał być odsądzającym króla od tronu, król na czele jego był wraz z księciem Repninem, a to się stało po przedstawieniu ambassadora, gdy imperatorowa uznała króla niewinnym, a rozgniewana na Czartoryskich starych, zobowiązała króla, by ich do żadnych rad nie używał, im zaś zakazano wchodzić i wdawać się w jakiekolwiek porady królowi i by król za ich interesowaniem się nikomu żadnej nie czynił łaski, jakoż od r. 1768. aż do śmierci wojewody niskiego 1780., ni książę wojewoda 83 ruski, ni książę kanclerz wielki litewski na tylu odbytych sejmach nie postali, Z tej całej intrygi zyskał król, że się pozbył rady i napomnień wujów, które go żenowały. Książę Repnin uzyskał wzajemność w miłości księżnej Adamowej Czartoryskiej, z którym powiła syna, księcia Adama Czartoryskiego zupełnie podobnego do księcia Repnina, ojca jego. Otóż to druga epoka, konkurrencya o arcyksiężniczkę Krystynę przez króla, stała się przyczyną zguby Polski, bo żeby był król wdzięcznym dla Katarzyny za wyniesienie jego na tron polski, żeby był sprawiedliwym i zajmującym się polepszeniem stanu swego państwa; mógłby był zatrzeć niechęć wzajemną, krajów między sobą. i połączyć je przyjaźnią, użyteczną, obydwom państwom; lecz król wszystko przeciwnie robił i lekkomyślnie, bo był charakteru nieszczerego, chytrego i niestałego. Co się zaś zrobiło w sejmie delegacyjnym, tego opisać nie widzę przyczyny, bo konstytucye tego sejmu są dowodami; to tylko nadmienić należy, że król zniósłszy się z księciem Repninem, despotycznie i gwałtownie narzucili przy assystencyi wojska rossyjskiego i prawo i konstytucyę na kraj z podchlebstwem największem dla imperatorowej, wysyłając do niej posłów z podziękowaniem i oświadczeniem wdzięczności za opiekowanie się Polską, prosząc o gwarancyą praw. Tymi posłami byli: Potocki, krajczy koronny, Ossoliń- 84 ski, wojewoda podlaski, Wielohórski, kuchmistrz koronny, Pociej, strażnik litewski i t. d. Wiedzieć jeszcze potrzeba, że na sejmie 1766. r., kiedy protestanci królowi na sejm podawali prośby, aby mieli wolność w zgromadzeniach swoich budować zbory dla gmin i mieszczan ku swemu nabożeństwu i by szlachta wyznania podług wyznania Lutra i Kalwina, przez wybór na sejmikach należeć mogła do obrad publicznych i sądownictwa, będąc równymi w kraju obywatelami i Polakami; natenczas Czacki, podczaszy koronny, poseł na tym sejmie, najwięcej się temu sprzeciwiał i innych kolegów zapalonemi mowami do sprzeciwienia się ich prośbom pobudzał, tudzież hetman polny Rzewuski i książę biskup krakowski Sołtyk i biskup kujawski Załuski. Czacki był hipokryta nabożny, posty zachowywał ściśle na oleju, modlił się gorąco i wiele, mimo święta Bożego Ciała zwyczajnego, wyjednał sobie u stolicy apostolskiej przywilej z odpustami, by ostatnich dni zapust odbywało się u niego w Porycku nabożeństwo święta Bożego Ciała, z czytaniem czterech ewangelii przy ołtarzach z processyą. Krytykował cudze postępowanie i sposób życia, a kto mu się nie podobał, głosił go być massonem bez żadnego na to dowodu, bo loże massońskie nie egzystowały jeszcze w Warszawie, a za granicą mało kto wojażował. Massoneryą obwiniał najobrzydliwszemi występkami przeciwnemi Bogu i tajemnicom wiary chrześciańskiej; był skąpy, stół 85 jego ordynaryjnym, zawsze u niego przemieszkiwało par kilka zakonników z różnych klasztorów dla nabożeństwa codziennego, od rana do południa trwającego w kościele, któremu on przytomny, z wielką assystencyą pobożności modlił się, a potem na obiedzie pił z nimi wiele i wszystkich do picia różnemi zynajdywanemi zdrowiami znaglał, dysputował z nimi o teologii i o kontrowersyi, omawiając i krytykując wszystkich, kto mu się tylko nie podobał w kraju, biskupów, senatorów, obywateli, damy. Tym sposobem żywiąc i pojąc wszystkich u siebie, robił się popularnym u ludzi słabego umysłu i łatwowiernych. Powstając więc na massoneryą i obwiniwszy za pomocą zakonników, że synowcowie dziedzica Brusiłowa są massonami, dokazało że stryj pobożny, łatwowierny, Bogu duszę winny, wydziedziczył i oddalił od sukcessyi swoich rodzonych synowców, a jego dziedzicem zrobił klucza Brusiłowskiego, którzy synowcowie, nietylko że massonaini nie byli, ale nawet że takowi egzystują, o nich nie wiedzieli. Kościół w Porycku wymurował, ale fundusz tak skąpy zrobił, że na utrzymanie wikarego nie był dostarczający; prezentował do niego jako proboszcza godnego, przykładnego i pobożnego prałata, kanonika i officyała Łuckiego księdza Podchorodyńskiego, któren tę prezentę od niego przyjął, w nadziei, że wyjedna na nim powiększenie funduszu, na którym przynajmniej utrzymać mógłby komendarza przykładu do- 86 brego, księdza pobożnego i nauki duchownej pełnego. Sam ksiądz Podchorodyński mi powiedział, że przymuszony był zrzec się tego probostwa, a Czacki zakonnika trzymał dla nabożeństwa. Był to człowiek uparty, niegospodarz, wiele o swym rozumie opinii mający, znał prawa kraju co do processu służące i duchowne. Sąsiad był niespokojny w granicach i lubił nabywać od ubogiej szlachty cząstki po wsiach, przycisnąwszy ich wprzódy processami do taniego zbycia. Ubierał się po polsku, podobny więcej do Chińczyka niż do Polaka, nosząc pasek zakonu św. Franciszka pod pąsem i paciorki na nim. W tym tedy sejmie despotycznym Rossyi nad Polską jest dowód w zabraniu biskupów, to jest księcia biskupa krakowskiego Sołtyka, Załuskiego, biskupa kujawskiego, hetmana Rzewuskiego i syna jego posła ziemi chełmskiej, starosty Dolińskiego z sejmu, ze stolicy królestwa do Kaługi odesłano. Powód do tej gwałtowności dał książę biskup krakowski Sołtyk, któren był zapalonej głowy i między partyą po Auguście Trzecim pozostałą miał reputacya rozumnego człowieka, przytem był biskupem, któremu nie miano nic do wyrzucenia. Ten widząc siebie i całą partyą oszukaną przez ambassadora i króla, na konferencyi, na której był u niego Załuski, biskup kujawski, Rzewuski hetman z synem i Golejewski poseł, oświadczył się w największym zapale podnieść krucyatę, wyszedłszy pontificaliter ubrany na miasto. — 87 Przytomni to oświadczenie biskupa krakowsk. wzięli za zapał momentalny, ale że go nigdy uskutecznić nie przedsięweźmie i ostygnąwszy, zaniecha. Golejewski będąc dworzaninem hetmana Rzewuskiego, gdy syn jego jechał na sejmiki do ziemi hetmańskiej, dla utrzymania się posłem tej ziemi, wziął z sobą pana Golejewskiego, a gdy starosta Doliński Rzewuski został na sejmikach obrany posłem, oświadczyli mu obywatele, że jednomyślnie wybiorą za kolegę dla niego, kogo on sobie życzyć będzie; on równie przez delikatność dla, wszystkich nie chciał kolegę mianować, lecz później dodał, kiedy nie masz żadnego z WWPanów, którenby chciał jechać na sejm jako poseł, to dajcie vota i napiszcie za kolegę dla mnie Golejewskiego, któren zawsze miał jechać zemną. Na sejmie Rzewuski, starosta Doliński, nie chcąc się exponować na oponowanie się projektom i gwałtownościom na tym sejmie, pisał mowy gorliwe, jako człowiek mający rozum uczony i te do czytania w izbie sejmowej dawał panu Golejewskiemu koledze i z nim mieszkającemu, człowiekowi żadnej nauki, wiadomości praw niemającemu. Te mowy przepisawszy p. Golejewski swoją ręką, uczył się ich prawie na pamięć, a mając głos donośny, deklamował je dobrze i za własne udawał. Że zaś te mowy były bardzo gorliwe, nauki wiele w sobie mające i stosowne do stanu rzeczy i materyi w izbie toczącej się, dla tego przez nie p. Golejewski zwrócił na siebie uwagę nietylko wszystkich se- 88 natorów, posłów i arbitrów, lecz i króla samego. Pan Golejewski nieznany przedtem nikomu, gdy postrzegł, że go wszyscy zaczynają szanować, zaczął sam o sobie lepszą mieć opinią, zrobił się śmiałym i niezmarszczonego czoła, co zachował do końca dni swoich. Król widząc w stronie opozycyjnej przez pana Golejewskiego najwymowniej i gruntownie mówiącego z pomiędzy posłów; starał się go na swoją przeciągnąć stronę, obiecując mu królewszczyznę i urząd jaki z obowiązkiem, by mu kommunikował, jakie projekta robi partya jemu się sprzeciwiająca na konferencyach i schadzkach u księcia biskupa krakowskiego Sołtyka, na których Golejewski bywał ze starostą Rzewuskim, synem hetmana, jako osoba mogąca służyć do porady, bo ta partya równie jak i królewska nie wiedziała o tem, że pan Golejewski był niczem, tylko trąbą, w którą Rzewuski, starosta Doliński, potem hetman polny koronny dmuchając, swe zdania w sejmie ogłaszał. Jednego wieczora, gdy zjechał do księcia biskupa krakowskiego biskup Załuski, Rzewuski hetman polny koronny, ojciec i syn starosta Doliński z panem Golejewskim, książę biskup krakowski mówiąc o interesach sejmowych, o prawach stanowionych in favorem protestantów, z zapałem największym mówił, że podniesie krucyatę, ubrawszy się pontificaliter w processyi. Pan Golejewski to słysząc, nie omieszkał natychmiast o tem oświadczeniu księcia biskupa uwiadomić króla. Król, któren się bał wszystkiego, przelękniony tem 89 uwiadomieniem, napisał bilet do księżnej jenerałowej ziem podolskich Czartoryskiej, by się na oznaczoną godzinę znajdowała u pani Julii, i żeby napisała do księcia Repnina, by na ten czas i on tam stanął. Król przybywszy i zastawszy księcia Repnina i księżne Czartoryskie, tragicznie opowiadał im, nie jak tylko proste oświadczenie księcia Sołtyka, które żadnego skutku by nie wzięło, ale jako rzecz już zdecydowaną i mającą nazajutrz nastąpić, wystawiając ztąd niebezpieczne konsekwencye dla siebie i księcia Repnina przez poruszenie pospólstwa fanatycznego, osobliwie, ze w Warszawie jeden tylko pułk wojska rossyjskiego się znajdował. Nastąpiła tedy rada między królem, księciem Repninem, księżną Czartoryską i panią Julią, aby natychmiast rozesłać pułkowników, dodawszy im po kilkunastu grenadyerów, po pałacach i stancyach księcia biskupa krakowskiego, Załuskiego, biskupa kujawskiego, hetmana Rzewuskiego i syna jego starostę, a pobrawszy ich w nocy z łóżek, popakować w kibitki i wysłać na Pragę, a potem w dalszą do Rossyi wyprawić podróż, by osadzeni zostali w miejscu przez imperatorowę naznaczonem, (jakoż odesłać kazała do Kaługi) co wszystko uskutecznił pułkownik Ilgestrom z drugim pułkownikiem Kar z rozkazu księcia Repnina, a to celem zapobieżenia owej krucyacie oświadczonej przez księcia biskupa krakowskiego, która przelękła króla. Ja o tem wszystkiem dowiedziałem się od księcia 90 Repnina w r. 1777, gdy stał w włości humańskiej we 40, 000 wojska; żyłem z nim przez rok cały, nie chciał mie puścić od siebie, ponieważ zobowiązałem go bardzo przez przytłumienie dżumy 12 wsi zajmującej, a szczególniej we wsi Mołodeckim, przywiezionej z Chersonu przez podwodników handel prowadzących, a tajonej w Chersonie przez czas długi. Widział tedy książę Repnin moje starania i usilności nie tylko dla ocalenia włości grafa Potockiego i kraju całego, ale i wojska, pod komendą jego będącego; tak skuteczne były zabiegi moje, że tylko 36 dusz umarło we wsiach zarażonych, nie dopuszczając zarazie dalej się szerzyć, dopieroż tam gdzie jej nie było, śmiało mógł kwaterować na zimę całe wojsko swoje. Często mówiąc z nim w materyach politycznych, śmiało wymawiałem mu dopełniony gwałt na tym sejmie przez zabranie biskupów, hetmana i posła. On wyznał, że źle zrobił i żałował tego bardzo, zwalał winę na trwożliwość króla i decyzyą rady robionej u Pani Julii. Pani Julia była damą niegdyś metresą króla w Paryżu, biorąca zawsze od niego pensye. Gdy król nastąpił na tron, sprowadził ją i trzymał pod nazwiskiem przyjaciółki swojej, kobiety rozum mającej. Król u niej bywał i wszystkie damy chcące się królowi podobać, i te co się podobały i te które kochał; w kompaniach publicznych nigdzie nie bywała i w domach zacnych, tylko w domach kochanek królewskich, i to rano u króla bywała, co tydzień z budowniczymi, artystami i do 91 rzędu dworu króla należącymi na obiedzie. Zgoła jej dom był domem rendez-vous dla króla z kobietami; należała do intryg nietylko miłośnych królewskich, ale nawet i osób dworu. Golejewski otrzymał od króla w podarze, co mu obiecał: zrobił go król buńczucznym i dał mu królewszczyznę niewielką. Dawniej nie znałem Golejewskiego, ale czytałem jego mowy drukowane i sądziłem go za człowieka światłego i wymownego; potem czyniąc służbę szambelana u króla, widziałem go dworzaninem królewskim i buńczucznym, żadnego poważania niemającego u dworu, nawet między drugimi dworzaninami; nigdym nie sądził o nim, żeby był tym panem Golejewskim, który był sławnym posłem 1768. r. Dopiero 1810. r. będąc w Kijowie, stałem razem z Rzewuskim hetmanem, wziętym w niewolą, kiedy był starostą Dolińskim na sejmie 1768. Widziałem tedy Rzewuskiego marszczącego się i nieukontentowanego z częstych nawiedzin pana Golejewskiego, co mnie dziwiło, bom znał hetmana najgrzeczniejszego dla wszystkich i poważającego każdego szlachcica, myślałem sobie, że pan Golejewski lubo nie ma dobrej reputacyi, do tego gadatliwy i afront, jednakże stary, może nudzić hetmana, ale nie do niecierpliwości pobudzać go swoją bytnością, dopiero zapytany przezemnie hetman Rzewuski, opowiedział mi o p. Golejewskim, com wyżej napisał o jego bezczelności, ie śmie do niego wchodzić i tak często; pierwszy raz się tedy dowiedziałem, że to ten sam pan 92 Golejewski, co figurował jako poseł na sejmie 1768. r., a nie mający ni rozsądku, ni rozumu żadnego, a podłości wiele. Po tej gwałtowności na sejmie dopełnionej w zabraniu biskupów, hetmana i posła z pod boku króla i sejmu, z rozkazu ambassadora rossyjskiego, wbrew wszystkim prawom narodów, należałoby się spodziewać nie od króla, bo to się stało z rady jego, ale od zgromadzonych na tym sejmie magnatów i posłów, ie się wezmą do środków ostatecznych, gwałt gwałtem odpierających, że ambassadora Repnina uwiężą i przynajmniej do Częstochowskiej fortecy odeślą i tam go trzymać będą, póki nie powrócą uwięzionych biskupów, hetmana i posła, osobliwie, że magnaci tak licznych dworzan orszaki mieli i assystencye nadwornych wojskowych swoich, ie mało dziesięć razy liczbą stojący jeden tylko pułk rossyjski w Warszawie przewyższali. — Lecz nie, nie było odważnego i chcącego się poświęcić dobru ojczyzny, dopomnieć i stanąć przy samowładności rzeczypospolitej; — ten gwałt skutkiem był zatrwożenia wszystkich magnatów, posłów i adherentów partyi zwiedzionej przez Rossyą na tym sejmie, to jest przeciwnej królowi, a partya królewska tchnąca duchem króla, obojętnie patrzała na ten despotyczny postępek Rossyi. Nikt na sejmie o tym gwałcie nie śmiał mówić i żądać, by król podał imieniem sejmu notę o powrócenie zabranych senatorów; ale się kontynuował sejm spokojnie, odzierając zasiadającą w radzie 93 rzeczpospolitą z dochodów pod imieniem zamian, gdzie dawano wioski kilka tysięcy intraty czyniące za starostwa i królewszczyzny kilkadziesiąt, a nawet kilkakroć intraty robiące. Jeden tylko poseł z jenerała pruskiego p. Wybicki, nie dependujący od żadnego z magnatów, młodego wieku, (bo w Prusiech każdemu obywatelowi można było być posłem) pełen zapału patryotycznego szlachcic, szczupłego majątku, zrobił manifest, aby pogłosić swoim, mówiąc na sejmie przeciwko gwałtowi dopełnionemu, rzucił na izbę sejmową, a wyszedłszy z izby, pocztą przygotowaną, natychmiast wyjechał z Warszawy, i nie oparł się aż w Berlinie, a to dla bezpieczeństwa osoby swojej. — Przypadkiem we dwa dni po przybyciu poznał się ze mną w służbie zostającym u Fryderyka II., w regimencie księcia Fryderyka Brunświckiego. Od niego dowiedziałem się o uwięzieniu senatorów i wszystkich czynach sejmu 1768. r., a wymiarkowawszy z niego, że nie wielki miał zasób utrzymania się długo w Berlinie, wziąłem go do mojej stancyi i zawiózłem do jenerałowej Skorzewskiej, prawdziwej Polki patryotki, widzianej dobrze u króla pruskiego, jako kobieta pełna charakteru, cnoty, rozumu i nauk, która mnie oddała rok pierwej w tę służbę, tego prezentowałem i poleciłem. Pani jenerałowa Skorzewska poznawszy p. Wybickiego charakter, patryotyzm wielki, chęć nieskończoną nabycia nauk, przyjęła go bardzo dobrze, dom jej był otwartym dla niego i wielką z niej miał pomoc. 94 Pamiętał król i książę Repnin, że Czacki podczaszy koronny na sejmie 1766. r. najwięcej zapalał sejm przeciw protestantom, których uciśniono prawami na wspomnionym sejmie. By teraz na sejmie 1768. r. po napisanych prawach in favorem ich, nie burzył Czacki kraju, poruszając umysły fanatyzmem zajęte, napisał książę Repnin do jenerała Stofla, by go wziął z Porycka i zaprowadzić kazał do Połonnego, aby tam pod strażą tegoż jenerała znajdował się. Jenerał Stofel grzeczny człowiek, zaprzyjaźniony z obywatelami wołyńskimi, dał wolność wszystkim odwiedzać podczaszego Czackiego, nawet pozwalał mu jeździć do obywateli blisko Połonnego mieszkających, których znał i im ufał, ze zawsze dostawią Czackiego, gdy tego potrzeba wymagać będzie. Czacki nie był gospodarz, miał wiele długów, a ta niewola wyprowadziła go z nich, bo intrata z dóbr Czackiego zbierana była z oszczędnością, i nią opłacali długi obywatele, którzy mieli poruczoną administracyą przez jenerała Stofla. Stał w tych dobrach zawsze oficer, by je ochraniał od wszelkich nieprzyzwoitości przechodów wojska, przez co ocalone były więcej, jak innych obywateli wołyńskich. Czacki podczaszy nic nie potrzebował z dóbr swoich, bo obywatele wołyńscy we wszystkie opatrywali go potrzeby do zbytku. Przez patryotyzm siedział Czacki w tym areszcie przez lat cztery, dopóki z niewoli nie odesłano wziętych senatorów, hetmana i posła, których w Kałudze osadzono. 95 Nigdy na Czackim kajdany nie były, jednak on powróciwszy do domu, kazał swój portret odmalować, jak gdyby był okuty w kajdany, a to dla wiecznej pamiątki cierpienia za patryotyzm. Nim przystąpię do opisywania wypadków zaszłych po sejmie 1768. r., należy mi wspomnieć o wysłaniu nadzwyczajnego posła do porty pana Alexandrowicza, z oznajmieniem wstąpienia króla na tron. Pan Alexandrowicz jadąc przez Kamieniec podolski, żądał od rektora Jezuitów księdza Omiecińskiego, by mu dał ze studentów którego, coby pięknym umiał pisać charakterem. Ksiądz rektor miał do usług swoich Komarzewskiego, któren mu się podobał, gdy jeszcze małym był chłopcem u matki swojej szlachcianki na czynszu we wsi podolskiej, i któren mu się bardzo udał, bo był pracowity, wesoły, pilny w usługach i wiele ochoty mający do nauk i pojęcia, ztąd go polubiwszy, nietylko ze go kazał uczyć pisać pięknym charakterem, ale i do szkół chodził, i w bursie kapeli jezuickiej kazał go uczyć grać na skrzypcach. Widząc ksiądz Omieciński, że zarekomendowanie i oddanie go panu Alexandrowiczowi może na przyszłość los szczęśliwy Komarzewskiemu zrobić, oddał go posłowi, dobrze poleciwszy. Pan Alexandrowicz znalazł w panu Komarzewskim to wszystko, o czem go ksiądz rektor uprzedził, nietylko że pisał pięknie i prędko, pouczył się wszystkich cyfer do korrespondowania z królewskim gabinetem, ale usłużny we wszy- 96 stkich okolicznościach i zdarzeniach, z największą wesołością, polubił go bardzo i gdy z relacya po odbytej audyencyi u Porty wysyłał do króla z Stambułu kuryera pana Komarzewskiego, dobrze go zarekomendowawszy królowi i pełen nadziei, że mu król wynagrodzi trud podjęty w tej podróży. Gdy przybył pan Komarzewski do Warszawy, król uprzedzony przez pana Alexandrowicza o jego dobrej konduicie, charakterze, polubił go jeszcze bardziej z wesołości i dowcipnych żartów. Odesłał kim innym do Stambułu odpowiedź panu Alexandrowiczowi, a pana Komarzewskiego przy sobie zatrzymał i oddał go panu Ogrockiemu rządzącemu kancellaryą i gabinetem królewskim, by się dalej ćwiczył w dyplomatyce i starał się uczyć języków zagranicznych, co wszystko pan Komarzewski ochoczo dopełniał. Pan Ogrocki, któren umarł sekretarzem koronnym, był człowiek bardzo zdatny i na swojem miejscu, spokojny, poczciwy i bardzo pracowity; pod jego ręką młodzież mu oddana, wychodziła bardzo zdatna, jako to: Dzieduszycki, sekretarz koronny, Cieciszewski i wielu innych. Tak on jako i pan Karaś, dworu królewskiego marszałek, równie dobry, spokojny i poczciwy, byli to ludzie, co wzrośli i wychowali się w domu ojca króla, kasztelana krakowskiego Poniatowskiego. Od początku panowania Stanisława Augusta, dążył król do poniżenia magnatów i familii, które się wynosiły nad równość szlachty za poprzedników jego, i nigdy ich nie używał, nie wysyłał posłami do zagrani- 97 cznych dworów, ale z nowo zrobionych albo wybranych pomiędzy szlachtą; i tak gdy przyszło królowi z doniesieniem o swem wstąpieniu na tron, wysłać do Porty posła extraordynaryjnego, nie wybrał żadnego z familii magnatów, lub ze znanych imion Porcie z dawnych wojen, ale wybrał pana Alexandrowicza, szlachcica partykularnego, szczupłego majątku, żadnej wiadomości i talentu nie mającego i języków nie znającego, chyba to jedyne meritum miał, że po polsku chodził, był biały, tłusty, z wąsem czarnym. Powtóre zrobił prawo na odbytych sejmach, że nie mógł więcej dać starostw jednej osobie, jak tylko trzy, a to celem, aby mógł mieć obowiązanych, nic zbogacając nadto jednej osoby, bo znał to dobrze, że antecessorowie jego, bogatych magnatów coraz więcej starostwami zbogacić zmuszani byli, chcąc ich mieć statecznie dla siebie; a czasem, upodobawszy sobie kogo ze szlachty, gdy go wynieśli na ministerium lub województwo i zbogacili starostwami, miliony intrat czyniącemi, jeżeli takiemu co potem odmówił król, ten zapomniawszy o tem wyniesieniu siebie przez króla, czując się z dostojeństwa urzędu i przez bogactwo równym innym magnatom, z nimi się łączył przez żenienie swych dzieci i często czując większą trwałość ligi z magnatami, niżeli czasu panowania dobroczyńcy swego, odważyli się królom sprzeciwiać. Gdy tego samego ducha przeciwności magnatom był ksiądz Młodziejewski, zrobił go król podkanclerzem 98 a potem kanclerzem wielkim koronnym i biskupem poznańskim, dodawszy mu bogate opactwo. Ten królowi doradził, by na urzędy koronne i senatorskie wynosił szlachtę, których ojcowie ledwie docisnąć się mogli do urzędów wojewódzkich i z tych jednego więcej, oświeconego i zręcznego, by postawił w województwie, aby przez jego jedynie rekomendacye, szlachta tego województwa otrzymywać mogła urzędy sądownicze i wojewódzkie, które przedtem za rekomendacyą i wdaniem się magnatów od królów rozdawane były. Tym sposobem odjął popularność wszystkim magnatom w kraju, a cały wpływ królowi ustanowił do sejmików poselskich i deputackich; a przeto wszystka szlachta wojewódzka wiedząc, że do żadnego urzędu dostąpić nie może, tylko przez nominowanych przez króla, by od nich mieli rekomendacye, ich popularność robili i wybierali tych posłami i deputatami, których notatę król przysłał. Byłem i ja w podobnym wypadku, dostawszy się w województwo bracławskie, chcąc być urzędnikiem tego województwa, zyskałem od przyjaciela mego Ortyńskiego podczaszego bracławskiego list do króla, składający urząd podczaszego w ręce królewskie in favorem mnie. Oddając list królowi, prosiłem go, że jeżeliby nie był łaskaw, bym mógł korzystać z ustąpienia mi przez niego przyjaciela urzędu, abym mu mógł go wrócić. Król mi obiecał, że mi ten urząd da, z kondycyą, bym mówił panu Grocholskiemu, natenczas ka- 99 sztelanowi bracławskiemu, przez którego rekomendacye rozdawane były. Jam na to królowi odpowiedział, że wiadomo W. Kr. Mci., ze pan Grocholski użył pułku rossyjskiego pod komendą Brenczynowa, aby mnie jadącemu z panem Stanisławem Potockim, chorążym koronnym na sejmik do Winnicy, zastąpił drogę i nie puścił, a zatem o rekomendacyą nigdy nie moge prosić pana Grocholskiego i nie chce nic od W. Kr. Mci. otrzymać, cobym miał z rekomendacyi jego. Na to król mi odpowiedział: "nie mówię WPanu, abyś go prosił o rekomendacyą do mnie, ale żądam, żebyś był u niego i powiedział, że z mego rozkazu jesteś u niego i w jakim interesie." Pojechałem tedy do pana Grocholskiego, powiedziałem mu, że z rozkazu Jego Kr. Mci. jestem u niego, abym mu doniósł, żem złożył u króla list podczaszego Ortyńskiego, składający urząd podczaszego in favorem mnie. Później byłem u króla, opowiedziałem mu bytność moję u Grocholskiego, nawet ofiarowanie się jego rekomendowania mnie J. Kr. Mci. — Po tem wszystkiem pan Grocholski wyrobił podczaszostwo bracławskie dla pana Bykowskiego i ani król ani pan Grocholski nie dotrzymali mi słowa. W województwie bracławskiem był Grocholski kasztelanem bracławskim, w Podolu Lipiński podkomorzy, na Wołyniu Olizar, stolnik koronny, w Wielkiejpolsce Raczyński, pisarz wielki koronny, w Lubelskiem Stamirski starosta krasnostawski, w Sandomierskiem Małachowski kanclerz, na całą. prowincyą Litewską 100 Tyzenhaus starosta grodzieński a potem podskarbi W. Lit, w Kujawach Kossowski podskarbi nadw., podług których rekomendacyi król szafunkiem urzędów dysponował, a w innych województwach nie pamiętam nominowanych i umocowanych do rekomendacyi królowi. Bardzo król lubił na sejmach nobilitować i indigenaty nadawać i tym nawet, którzy nigdy probować nie mogli, że byli gdzie szlachtą, tak cudzoziemców jako i krajowców i wykrztów; dla czego wszystkie sejmy konfederackie napełnione są prawami in favorem takowych osób, a to wszystko dla zrobienia i powiększenia popularności dla siebie w kraju i mienia osób obowiązanych sobie za granicą; tymi otaczał dwór swój, robił ich posłami i rezydentami akredytowanymi u dworów zagranicznych, jak był Korticzelli przy dworze wiedeńskim a Boskamp Gruzyn, nazwany przy nobilitacyi Lasopolskim, wysłany do Porty jako poseł extraordynaryjny, o którym niżej powiem, jaki to był człowiek. Nakoniec w r. 1766. wyrobił sobie król konstytucyą, że mu wolno wydać 10. dyplomatów sekretnych na szlachectwo osobom, które nie są szlachtą, ale uchodzą za szlachtę i połączyli się przez pożenienie synów swoich z córkami szlachty. Pod tym pretextem i z mocy nadanego mu tego prawa, wydał król dyplomatów moie kilkaset i nigdy nie dopuścił na żadnym sejmie wolnym, by metryki kor. objawiły dla kogo te 10. dyplomatów wyszły, by ich więcej nad pozwolenie nie wychodziło, które, pieczęcie 101 koronne tylko w ręku kancellaryi zostające pieczętować władzę i powinność miały, choć się o to prawie każdego wolnego sejmu posłowie dopominali. Pamiętam książęcia de Ligne, feldmarszałka austryackiego, który się na sejmie wolnym starał o indigenat, co do mnie powiedział, jako do będącego w izbie posłem, a miał wiele zachodów i utrudzenia w dostąpieniu indigenatu, bo każdego posła prawie o to prosić musiał i być u niego. Ja chcąc mu to złatwić, prosiłem posłów na obiady, na których on bywał: tam go kolegom moim prezentowałem, a on ich prosił: "Widzę, że w Polsce łatwiej być królem przez konfederacyą na sejmie, jak szlachcicem na wolnym sejmie." Za czasów dawnych aż do Augusta III. nikogo sejmy nie nobilitowały, tylko tych z ustawy krajowej, których królowie i hetmani na piśmie do nobilitacyi na sejm podawali, jako zasłużonych w wojnach, dystyngujących się męztwem, odwagą i talentami wojennemi. Ten rejestr podanych do nobilitacyi nazywał się Charta- belli, a że było prawo doświadczenia nobilitowanych wierności ku rzeczypospolitej; używać przywilejów szlachty, czyli rycerstwa polskiego nowo nobilitowanych dopiero w trzecim stopniu sukcessorowie mogli. W czasach ostatnich upadającej rzeczypospolitej, gdzie wojen nie było i wojska rzeczpospolita nie miała, a przeto i zasług z wojny nikt mieć nie mógł; żadna tedy charta-belli sejmom podawana nie była, jednak nobilitowanych bez żadnych zasług chciano mieć, jakoby 102 nobilitowanymi byli z podanej przez króla lub hetmanów zwanej charta-belli. Skomponowano i przerobiono charta-belli na skartabelat, co miało zuaczyć ex charta belli pisano w konstytucyach nobilitowanym praeciso lub salvo scartabellatu, dla owego prawa używania w trzeciej generacyi przywilejów szlachectwa. Dawniej Polacy nie cierpieli Niemców i nienawidzieli ich stroju, mało tedy magnatów (chociaż August III. po francuzku chodził) było takich, coby używali tego stroju, jedynie tylko ci chodzili po francuzku, co w Dreźnie zawsze przy królu mieszkali i bawili, za granicę jeździli i jezyki zagraniczne umieli. Przebrany magnat po francuzku, zaraz stósował dwór swój i usługę do zagranicznych panów, trzymał kamerdynerów kilkunastu w liberyi, ordynaryjnie z sukna cienkiego pąsowego galonami srebrnemi albo złotemi na wszystkich szwach obszytej. Lokai zaś tyle, ile potrzebowały stoły duże do posługi w liberyach, jakie herby i pole ich były, równie obszyte pasamonami kosztownemi na wszystkich szwach, a dla usług żon trzymali paziów. Kamerdynerem lub lokajem, choć dobrze płatni byli, najuboższego stanu szlachcic nigdy się nie podjął być, bo uważał chodzenie w liberyi kraju cudzoziemskiego jako abusus szlachectwa. Tacy magnaci mieszkali ordynaryjnie z dworem w Warszawie lub Dreźnie i utrzymywanie się ich kosztowne bardzo było. Magnaci zaś, co po polsku ubrani chodzili, juko to, 103 prymas, biskupi wszyscy, obywatele i szlachta podług możności trzymali dworzan i pokojowców z synów obywatelskich zebranych i ze szlachty, którzy do żadnej innej usługi używanymi nie byli, jak tylko do podania ręki wysiadającej żonie z karety i zaprowadzenia jej do ławki w kościele, lub na pokoje, do asystowania panu lub pani jadącym w karecie lub samemu konno, przeto sadzili się na konie dzielne, rzędy i kulbaki kosztowne. Z dworzan rzadko kto z panem do stołu siadał, prócz marszałka jednego, ale jadali u stołu marszałkowskiego, do którego marszałek zawsze zapraszał przybywających dworzan z gośćmi, pokojowców zaś powinność była być na zawołaniu w pokojach pana, któremu asystowali i rozkaz pański objawiać tym, którzy go dopełnić winni byli. Z dworzan takowych jeden miał urząd marszałka, któren miał baczność na konduitę wszystkich dworzan i pokojowców, nad całą liberyą pana i służącymi, do usług zaś po polsku ubrani panowie używali pajuków, hajduków, huzarków, turczynków, murzynków. Pajucy i hajducy wybierani byli z chłopców najwyższego wzrostu i najlepiej zbudowanych. Pajuków ubierano podobnie, jak chodzą jańczarowie tureccy, przy krótkich pałaszach w srebro oprawnych, prosto przy boku wiszących koło pasa szerokiego, ze srebrnych sztuczek ulanych złożonego, z klamrą wypukłą na przodzie, która ten pas zamykała. Szarawary szerokie, żupan krótki na przodzie obszyty srebrnemi guziczkami 104 w szarawy wpuszczony, które na bótach kozłowych czerwonych lub żółtych opuszczone spadały, nakoniec odziany ferezyą z pentlicami szerokiemi ze srebra lanemi i guzikami z obu stron aż do pasa ogarnirowaną, podszytą innego koloru materyą, i na przodzie obydwie poły aż do pasa zapięte. Kołpaki nosili wysokie podobne do jańczarskich, przed nikim takowych z głowy nie zdejmując, srebrnemi piórami ozdobione, rękawy z wylotami długiemi, które spięte wisiały w tyle. — Hajducy ubrani byli z węgierska, sznurkowaną w różne desenie mając liberyą, obsadzoną gęsto guzikami równie ze srebra lanemi, kaftanik, który zapięty na haftki przykrywał pasek od spodni, na którym pas roboty węgierskiej ze sznurków, spodnie z węgierska zrobione, od łytek haftkami dużemi srebrnemi aż do ciżem zapinane, które równie żółte lub czerwone nosili. Okryci byli nakoniec dolmanem długim aż po kolana, który miał wiszące rękawy, równie ugarnirowany guzikami i sznurkami, tak jak kaftanik. Dolman ordynaryjnie na wierzchu nosili, zawiesiwszy go na sznurze z kutasami pod szyją zawiązanemi Zimą okładany był futrem różnem, a szczególniej barankami, takowy używali tylko jadąc gdzie z panem, w posłudze zaś domowej nie nosili dolmanów. Przypasywali do boku pałasze w srebro oprawne z szabeltaszami, na których cyfry lub herby panów haftowane były. Na głowie mieli kiwery przyozdobione galonami i piórami srebrnemi. 105 Drugi z dworzan miewał urząd podczaszego, trzeci podskarbiego, czwarty koniuszego. Podczaszy miał dozór nad składem win w piwnicach i ich expensą, trudnił się pomnażaniem onych przez kupno i miał do tego piwniczych i różnych ludzi do posług. Podskarbi utrzymywał rejestra expensy domowej, tak miesięcznych wszystkich dworzan i pokojowców, jako tez zasług całego dworu służących. Koniuszy miał dozór stajen, stangretów, masztalerzy, berajtrów i konie wszystkie tak wierzchowe jako i pojazdowe do niego należały. U dworu panów, co polskie dawne utrzymywali zwyczaje, służyli do stołu im i ich żonom chłopcy bogato ubrani po turecku, węgiersku, albo murzyni i laufry równie kosztownie ubrani, przyjeżdżającym na obiad słudzy, któren z kim przyjechał, temu do stołu usługiwał. Pajucy i hajducy w domu pana swojego nosili jeść do stołu, kredencerze kredensem się zajmowali. Piwniczy mieli huzarków, którzy kielichy i butelki do stołu w koszach nosili i one zbierali, a po obiedzie w pokoju, gdzie kompania się bawiła, wina i kielichy trzymali, podawali i nalewali. W domach na cudzoziemski reformowanych sposób, nikogo z liberyi, gdzie obiad był nie puszczano, tylko właśni domu kamerdynerowie i lokaje usługiwali, prócz jedynych paziów, bo ci młodemi dziećmi ze szlachty brani byli. 106 Trudny był szlachcie i obywatelom przystęp do ministra a prawie niepodobny do króla, aby mógł od niego jaką wyprosić łaskę z rozdawnictwa starostw lub kaduka, bo tych szafowanie rozrządzane było podług interessowania się magnatów. Azatem szlachta i obywatele nie mając pola zrobienia sobie jakich w Ojczyznie zasług w wojskowej służbie, czuli to dobrze, ze przez panów magnatów mogli jedynie dostąpić i zyskać jaką królewszczyznę lub urząd wojewódzki; cisnęli się tedy do ich dworów na dworzan, ich marszałków, podczaszych, podskarbich i koniuszych, a ich ojcowie mieli sobie za szczęście, gdy którego z ich synów przyjął do dworu swego jaki magnat, a magnatów interesem było i pochlebiało ich dumie, że imiona dawnych wsławionych familii zasługami w ojczyźnie, assystowali im jako , dworzanie i robili sobie z nich dependentów i posłów swemu zdaniu ulegających. Znałem księcia Adama Czetwertyńskiego, będącego dworzaninem i marszałkiem u Potockiego, wojewody kijowskiego, nie lubiącego książąt Czartoryskich. Ten, ile razy kto z partyi Czartoryskich do niego przybył lub z senatu urzędnik, nawet brat króla, książę Kaźmierz Poniatowski, podkomorzy koronny; to kilkakrotnie potrzebował marszałka, jedynie dla tego, by mógł mówić służącemu w obecności księcia pokomorzego: "Wołajcie księcia Adama." Wszystkich magnatów, urzędników, obywateli (i choć pomniejszego majątku) żony, posługiwały się pannami 107 ze stanu szlacheckiego. Magnatki, pierwsze senatorki, brały od rodziców córki powiatowych nawet urzędników i szlachty małego majątku, obywatelki jeszcze mniejszego, stosując liczbę trzymanych panien do usług do majątku swego; — te panny na ubieranie się i utrzymanie pensyonowane były i rozdawana pomiędzy niemi była używana pani garderoba. W pierwszych domach magnatow bywało ich po kilkanaście, dozór nad ich konduitą miewały ochmistrzynie, postanowione przez panią, wybierane z panien lub wdów wieku nie najmłodszego, pełne rozsądku, pobożności i skromności i które umiały panny pod ich dozór oddane, w przyzwoitem dla siebie utrzymać posłuszeństwie. Tych panien powinnością było, ubrawszy się porządnie, umyte czysto i uczesane, przychodzić do ubieralnego pokoju, ubierać panią, każda z nich miała to bieliznę, suknie, koronki, klejnoty, nici, jedwabie, igły, rękawiczki sobie pod dozór oddane, i za ich konserwacyą odpowiadać winne były. W wieczór przychodzić do rozbierania pani, łóżko usłać i rzeczy porozbierać do schowania, do której dozoru co należało. Cały dzień suknie garnirować, szyć, haftować kanapy, obicia, ornaty, zgoła to robić, co pani do roboty ochmistrzyni oddała, aby panny zrobiły, które roboty przyszedłszy rano do ubierania pani prezentowały, a te pani albo pochwaliła albo naganiła. Mieszkały w pokojach dla panien naznaczonych razem z ochmistrzynią; miała każda swoją sługę dla 108 siebie, jadały z ochmistrzynią u marszałkowskiego stołu; było jeszcze ich powinnością koleją po dwie lub jedna ubrana na kanapie sypiać w ubieralnym pokoju, któren zwykle bywał przy sypialnym, aby być na zawołaniu pani swojej w nocy. Te panny nie należały do kompanii państwa, tylko w czasie balu dla pomnożenia osób do tańca i wtenczas przychodziły na pokoje. U obywateli zaś powszechnie panny służebne siadały do stołu z państwem swoim i bawiły się w kompanii w pokoju, haftując, lub inną dla pani robiąc robotę, rano ubierając, na noc rozbierając i łóżka ścieląc dla pani. Prócz panien służebnych, magnatki pierwsze i obywatelki majętne, trzymały panny respektowe, posagi mniejsze mające, których orszak zbierały ze swych krewnych i córek obywateli, połączonych związkami przyjaźni z ich domem. Tych panien powinności nie było żadnej, tylko robić kompanią córek i brać lekcye wraz z córkami od metrów, których rodzice trzymali dla ich nauki; dozór ich należał do ochmistrzyni, która była nad pańskiemi córkami. W domach, gdzie córki były, takich panien nie bywało wiele, ale w domach panów bogatych nie mających dzieci, większa ich bywała liczba; bo one brały, aby przy nich się bawiły i wychowywały córki bliskich ich krewnych i przyjaciół, zastępując własne ich matki; trzymali dla nich metrów i opiekowali się niemi jak własnemi dziećmi. Rodzice łożyli na ich garderoby i na wszystkie po- 109 trzeby; te uważane były jak za własne dzieci państwa i prócz godzin, które poświęcane były naukom, bawiły się zawsze z państwem w kompanii pokoju i takowym pannom służyły panny szlacheckiego rodu, które matki z zasłużonych u siebie, dawały im do usług i ubierania pensye od matek panien, którym służyły, pobierały. Jadały z pannami służebnemi w tym domu, w którym ich panny bawiły, a stały obok pokoju pani swojej. Do panien służebnych losu i pomyślności interesowało się zawsze państwo, w którym domu zostawały; gdy szły za mąż z tego domu, sprawiano im wesele piękne, wyprawę dano, a czasem i do posagu się przykładano. Dworzan majętnych z swemi krewnymi imiennikami swatali i żenili panowie, gdy mały posag miały i to połączenie się, jeżeli miał rozum kawaler, otwierało mu drogę promocyi i wyniesienia się. Ten sposób dawny trzymania dworów robił wspaniałość domu magnatów, będąc otoczeni młodzieżą piękną ze szlachty, a pokoje ozdobione ładnemi młodemi pannami, równie z rodu szlacheckiego, co nie wiele kosztowało panów, bo wszyscy więcej dziesięć razy tracili w miasteczkach i wsiach, gdzie panowie mieszkali, niżeli laffy co brali i stół, przeto intrata dóbr dla pana podnosiła się. Prócz tego popularność wielką panom robiło trzymanie dworzan równie i panien szlacheckich, tak w służbie jako i na respekcie, bo te gdy zostawszy obywateli żonami przez nie magnaci i żony ich miały wpływ do umysłów i serca męża. 110 Były chorągwie w wojsku husarskie i pancerne. Husarskie nosiły mundur, żupan granatowy, kontusz karmazynowy z podszewką i obszlegami granatowemi. Pancerni mieli żupan karmazynowy, kontusz granatowy z podszewką i obszlegami karmazynowemi. Pasy bogate i ładownica bogata z krzyżem rycerskim i ten mundur służył do powszechnego używania i bywania w kompaniach. Do powinności zaś oficer husarski i towarzysz okryci byli w zbroi żelaznej razem z koniem, szyszak na głowie z piórami. Ich ubiór całkiem był podobny do ubioru rycerzy dawnych niemieckich. Pancerny oficer i towarzysz miał na głowie żelazną misiurkę, pod brodą podpiętą żelaznym pasem, z przodu z daszkiem żelaznym równie jak i z tyłu spadającym nieco i zakrywającym kark, pod którym był pancerz z drutów stalowych jak siatka gęsto zrobiony, którego ani szabla przeciąć, ani kula przestrzelić nie mogła, bo go brali na kaftany jedwabiem dartym pikowane. Powierzch tego ubrania tak husarscy jako i pancerni oficerowie i towarzysze, okrywali się lampartowemi skórami, podszytemi pąsowym aksamitem na śrebrnych łańcuchach pod szyją zamykających się. Broni przeciwko nieprzyjacielowi używali, najprzód kopii bardzo długiej z lekkiego drzewa zrobionej, wydętej, pokostowanej czerwono, do której grot długi, stalowy i ostry przymocowany był i przybity; chorągiew kitajkowa karmazynowa, większa niżeli używana do proporców kawaleryi nadwornej, pałasz przy boku, pistolety w ol- 111 strach i końcerz, czyli miecz obusieczny wzdłuż konia do kulbaki przypięty z lewej strony. Król zawsze jednej chorągwi husarskiej, drugiej pancernej tak w Koronie jako i w Litwie rotmistrzem bywał i te w obozach w starszeństwie liczyły się pierwszemi chorągwiami, resztę chorągwi, hetmańskiej, prymasa, senatorów, ministrów i urzędników koronnych, liczyło się starszeństwo podług wyższości urzędów i godności, jakie ich rotmistrze piastowali. Szeregowi równie ubrani i ich konie w żelaza; w szyszak mieli przypięte z tyłu dwa pióra wielkie orle, przewyższające głowę szeregowego, które w attaku nieprzyjaciela wielki szelest robiły, tak jak kopie towarzyskie. Ci szeregowi mieli karabiny krótkie, parę pistoletów w olstrach i pałasz przy boku, z tyłu przewieszone mieli wilcze skóry z podszewką karmazynową; na ordynaryjne używanie nosili kolory sukien też same jak i ich oficerowie, na głowie wysokie z baranków czarnych czapki, z kitami wysokiemi czarnemi kończącemi się biało z kapłonich piór zrobione. Nim Józef Potocki został hetmanem Wielkim koronnym, mundurów ta kawalerya nie nosiła; on pierwszy wprowadził około r. 1750. i długi czas rotmistrze i oficerowie mundurów nie używali, tylko namiestnicy,. towarzysze i szeregowi. Sądzili, że hetman nie ma prawa podobnych odmian robić, gdyż rotmistrze nie ulegali rozkazom jego, bo prócz króla rotmistrzami byli, kasztelan krakowski, prymas, pierwsi wojewodo- 112 wie biskupi, a ci mundurów nosić nie mogli. Rotmistrzów król patentował, a ci poruczników, chorążych i komu chcieli grzeczność zrobić, zapisywali go w rejestr towarzyszów. Zapytany towarzysz, której chorągwi jest towarzyszem, zwykle odpowiadał, służę z królem, hetmanem, prymasem etc. Przywilej miała ta kawalerya, że towarzysz z niej we wszystkich potrzebach i expedycyach brał w komendę swoję jenerałów autoramentu cudzoziemskiego, przytem każdy towarzysz miał wstęp na pokoje królewskie i do wszystkich magnatów stołu, nikt nie mógł mieścić się w tej kawaleryi za towarzysza, tylko prawdziwy urodzony szlachcic. Jenerałowie autoramentu cudzoziemskiego niechcąc wchodzić pod komendę towarzysza, starali się sami być towarzyszami w tej kawaleryi, a wtenczas tytułem towarzysza mógł komenderować wojskiem obu autoramentów, cudzoziemskiego, gdy przez króla lub hetmana nominowanym był regimentarzem, któren tytuł nie był dożywotny, ale czasowy, podług expedycyi lub komendy nadany. Towarzyszowi w wieku, lub niechcącemu bawić przy chorągwi, wolno było nie słtużyć, ale podwójny dawał poczet do komendy, to jest, każden towarzysz powinien był dać szeregowego, którzy ze szlachty chudych pachołków wybierani byli z koniem, bronią i ze wszystkiemi potrzebami i z płacą i zwało się sowity poczet. 113 Ponieważ ordynaryjnie chorągiew odbierała gażę towarzystwa, więc porucznik chorągwi lub oficer komenderujący zajmował się tem, by sowite poczty znajdowały się, a z gaży towarzystwa oporządzał je i płacił. Wszyscy mężczyźni prócz starców i kobiet jeździli konno w assystencji dworzan i masztalerzy, których trzymali i każden miał kilka koni podwodnych z kulbakami i przykryte dekami dla przesiedzenia się na innego, gdy ten, na którym jechał, w dalekiej drodze sfatygował się. Suknie obywatela i bielizna, toż samo wojskowych, mieściła się w matelzakach i takie przypięte były, jeżeli wielkiego pana, na jucznych koniach, a mniejszych obywateli, na podwodnym koniu. Garderoba ich składała się z żupanów, kontuszów aksamitnych, sukiennych, jedwabnych, a pasów bogatych stambułskich, perskich i kaszmirskich, bardzo długich i szerokich, częstokroć z haftowanemi szlakami i palmami, złotem i srebrem chińskim bardzo cienkim w różne kolory i desenie arabeskowane; takowy pas mimo piękności koloru szlaków i palmów, miał zaletę, kiedy choć cztery łokcie szeroki, można go było przez obrączkę przeciągnąć. Za panami szły bryki z kredensami, kuchniami i usługą do nich, z kobiercami, makatami i mamistami. Obywatele i oficerowie wojskowi, miewali pojazdy, zowiące się skarbniki, długie z kielnią z tyłu z wierzchu zamykaną, w której się mieściły wiktuały, puzdra z winem, z wódką gdańską, narzędzia kuchni. 114 Jechał na niej kucharz i strzelec z psem legawym, a czasem na nim i smycz chartów siedziała. Do okrycia się przed deszczem miewali wszyscy opończę z sukna, przez którą deszcz nie przechodził z kapturem z tyłu wiszącym, którym się okrywała czapka z głową, podszyte były muzułbasem, przytem mieli burki krymskie, które zasłaniały od wiatru konnego, okrywały siedzenie tak, jak i opończa, a na nocleg rozciągnone na posłanej słomie, służyły za materac. Używali szarawarów obszernych, które wysoko na piersiach taśmą, oszkurem zwaną, zawięzywali, na któren szarawarów pasek nawleczony był i w te szarawary chowali żupan, kontusz i pas, na dole schodziły aż do korka od botów. Możniejsi obywatele miewali makaty bogate i dywaniki na stoły i stoliki, które z sobą jadąc do miasta brali i swe stancye (które powszechnie niczem obite nie były) meblowali. Ładownice zawsze nosili jadąc na koniu, choć i cywilni, pałasza żaden szlachcic nie odpasywał i bez niego nawet na ulicy się nie pokazywał, chyba w swoim pokoju i w cudzym, proszony, że to uczynił; właśnie noszenie pałasza było piętnem szlachcica, dla czego mieszczanom chodzić przy pałaszu nie godziło się, prócz tylko w magistracie zasiadającym. Jerzy Mniszeh, M. W. K. któren umarł kasztelanem krakowskim, powiadał mi, że ojciec jego pierwszy za Augusta II. wprowadził łyżki, noże, grabki i serwety do stołu, bo przedtem każdy obywatel nosił za pasem. 115 w pokrowcu łyżkę, nóż i widelec, a długim ręcznikiem od końca do końca stołu rozciągnionym, goście ucierali usta i ręce, dla pań i obywatelek mieli służący w pokrowcu łyżkę, nóż i widelec, które tam przed nią kładli, gdzie siadała do stołu i pamiętali sprzątnąć. Stoły były wązkie i w jednę linią zastawione misami obręczowemi. Siedzący przy stole częstowali siebie i rozbierali potrawy. Młodzi sadzili się na tę zgrabność, by umieć kapłona na powietrzu rozebrać porządnie. Kuchmistrze zastawiali stół (ordynaryjnie ubrani w pąsowych kontuszach i w pasie bogatym) przy każdej odmianie dania potraw. Takowe łyżki, które były większe od dziś używanych, srebrne pozłacane i blachmalowane, mające formę owalną z trzonkiem okrągłym cienkim, jeszczem je zaznał i widział używane przez panie podeszłego wieku, przed któremi je kładli zamiast sztućców powszechnie używanych i były trzonki łyżek, grabek i nożów wysadzane rubinami, szmaragdami i dyamencikami, które im się dostały spadkiem po ich matkach. Do panowania Stanisława Augusta, magnatów domy i wszystkich obywateli były meblowane goblinami, makatami perskiemi, tureckiemi i chińskiemi a najpóźniejsze adamaszkami lub aksamitami, — krzesła, kanapy aksamitne lub adamaszkowe haftowane bogato złotem, lub galonami obszyte. — Zwierciadła bywały srebrne, na których różne figury i kwiaty wyrabiane były. Sadzili się na skarby, które prócz kulbak 116 srebrem i złotem obitych, kamieniami drogiemi sadzonych i dyftyków bogatych okrywających siedzenie całego konia, miewali naczyń srebrnych bardzo wiele, puharów medalionami nasadzonych, wanien, wanienek, stołów i stolików, dywanów perskich, makat, przytem różne osobliwości tworów i w tych skarbach chowali przodków swoich monumenta urzędowali, jako to: laski marszałków z hebanu robione, po obu końcach na ćwierć długo w srebro i złoto obwiedzione, brylantami i kamieniami drogiemi nasadzone. Buławy równie kosztowne, buńczuki, buzdygany, pałasze oprawne w srebro i złoto, równie kamieniami nasadzone, karabele z rękojeściami z drogich kamieni i dyamentów w złoto oprawne. Namioty kosztowne, a często na Turkach zdobyte makatami bogatemi i te skarbce odwiedzającym ich gościom pospolicie pokazywali. Miewali i zbiory historyi naturalnej, z kamieni, muszel i kollekcye medalów. Damy zaś magnatów i obywateli miewały szafki z bardzo wielu szufladami z hebanowego drzewa, robione różną architekturą, które zdobiły figurki, kolumny ze srebra, miały podstawę i kapitele i w tych szufladkach chowały różne osobliwości, a w pośrodku tej budowli było miejsce naokoło przezroczyste przez szyby z czystego szkła porobione i drzwiczki. W tym środku układały wszystkie pierścienie, agrafy, bukiety, kolczyki, naszyjniki z pereł, rubinów, brylantów, szmaragdów i innych drogich kamieni, do ubierania się umywanych; okazywaniem tych rzeczy przybyłym paniom robiły 117 zabawę i te szafki zwykle stały w sypialnym pani pokoju na stole. Magnaci, obywatele i szlachta, równie jak i ich żony wiedziały na pamięć genealogią od prapradziadów i praprababek, bo rodzice dzieci uczyli równo z katechizmem wszystkich stopni pokrewieństwa i powinowactwa, i wpajali w nich miłość ku krewnym i powinowatym, przytaczając im przykład dawnego Scyty, któren mówiąc o miłości wzajemnej familii, na przykład wziął pęk strzał i każdą z osobna złamał, a wszystkie razem dowiódł, że nie mogą być przełamane. Uznawali potrzebę znajomości genealogii swojej, bo kto chciał być kanonikiem katedralnym, a z kanonika biskupem, opatem albo kawalerem maltańskim, powinien był wywodzić się z 16. herbów z linii ojca i matki, inaczej, kto się wywieść nie mógł, do posiadania wspomnionych dostojeństw prawa nie miał. Wszystko obywatelstwo i najpierwsi magnaci najuboższą szlachtę nazywali bracią i mówiąc do nich, mówili: mości panie NN. albo panie bracie. — A jeżeli magnata, którego prababka imieniem familii którego obywatela była, to magnat choć w 77. stopniu za krewnego swego przyznawał go, a jeżeli za którego obywatela imienniczka magnata poszła, to magnat przyznawał go za swego powinowatego i takowych spokrewnionych i spowinowaconych w domach swoich dystyngowali i wspierali. W publicznych zjazdach obywatele na familie się 118 dzielili, a im liczniejsza która była strona z stryjów, wujów, braci rodzonych, nawet do czwartego gradusu oddalonych, to wszystko rachowało się za jednę familią, która się łączyła około najmajętniejszego starszego wiekiem lub w urzędzie wyższego, a między obywatelami z cnót, rzetelności, z charakteru, nietylko od swoich, kochanego, ale od innych poważanego. Takowe połączone familie robiły przewagę na sejmikach i o tych przyjaźń starali się magnaci. Gdy w którem województwie lub ziemi, obywatele na kilka licznych rachowali się familii, to te między sobą dzieliły się na dwie partyę lub więcej i w takich województwach lub ziemiach, kilku czasem magnatów miało wpływ przez te partyę a ich rozróżnione zdania, wielu zaburzeń były okazyą i częstokroć niewinnej krwi rozlewu, a zawsze rozdwojenia sejmików. Nakoniec, ponieważ w Polsce prawa sukcessyi nie było jasnego i prawie żadnego, wypadały dekreta trybunalskie, które praejudikatami zwano, które w przypadku zmarłego bogatego obywatela bez potomka w prostej linii, przez wzgląd na prawo, że wszystkie posagi, ewfkcye miewały ze zmarłego obywatela fortuny, pozostały nietylko matki posag, ale babki i prababki do ich sukcessorów zwracano. Dla podobnych wypadków sądzono, iż znajomość genealogii na pamięć była potrzebną. Gdy Stanisław August wstąpił na tron, którego familii dziada okazać rodowitem szlachectwem trudno 119 było, bardzo wielu takich na senatorye i urzędy powynosił i tak wielką liczbę wynobilitował i legitymowanych porobił na sejmie i wielu dyplomatami sekretnemi na szlachectwa, co pod cudze familie popodszywali się, obdarzył; nieznośną było rzeczą dla nich, gdy kto wywodził genealogią swoję. Zaczęto tedy żartować z tego publicznie, co gadał o swojej genealogii, kto bratem nazywał dalszego nad brata rodzonego, nie dodawszy kuzyn, a la mode de Bretagne i sądzili, że pokrewieństwo idzie tylko do trzeciego stopnia. Młodzieży, której ojcowie kazali i uczyli szanować stryjów i ciotki stare, choć w czwartym i dalszym gradusie, choćby były najuboższe, podobało się to nowe systema nieznać za krewnego, tylko do trzeciego stopnia, a to dla uniknienia subjekcyi dla starszych w wieku i dalszych krewnych, niezważając na to, że tym sposobem związek ścisły między obywatelami osłabił się i szlachtę od magnatów oddalił, bo przywiązanie przez krwi połączenie i powinowactwo upadło, odtąd jedynie interes osobisty kierował wszystkich, łączył i rozłączał obywateli i wszystkich prawie do egoizmu przywiódł. Po ustanowieniu szkoły rycerskiej, którą król pactami conventami przyobiecał, zrobił król tej szkoły komendantem i urządzicielem ks. Adama Czartoryskiego, gen. ziemi podolsk. Ten zebrał młodzież do niej z obywatelskich synów obojga narodów po 16. i 18. lat mających, rodziców tak majętnych i mniej majętnych 120 z rodowitej szlachty, z tych, co ochotę mieli do wojska i pięknie zbudowanymi byli, dał im metrów do wszystkich nauk, postanowił nad nimi brygadyerów i vicebrygadyerów, z początku z oficerów zagranicznych dobrze mustrę umiejących bronią i wojskowe obroty znających. Ten korpus pierwiastkowo zebrany, przechodził w piękności ludu i w umiejętności robienia bronią gwardye i gardę du corps zagranicznych królów. Potem w miarę aplikacyi i wyuczenia się służby oficerskiej przez kadetów, oficerów zagranicznych pooddalał a kadetów na ich miejsca poawansował na brygadyerów i vicebrygadyerów. Wpoił w nich książę Czartoryski delikatność w obcowaniu szlachty francuzkiej, punkt honoru wielki, obudził uśpioną tylu wiekami odwagę wrodzoną szlacheckiemu narodowi polskiemu. — Ztąd poszło, że nie było dnia, aby nie było między kadetami lub z innych regimentów oficerami to na szpady, to na pałasze, a najwięcej na pistolety pojedynków. Książę Czartoryski młodym natenczas będąc, kontent był z odwagi kadetów i przez szpary na to patrzał, i choć wiedział, ze któren ranny, lecząc się, inną dał przyczynę swej słabości, nic nie mówił, a jeżeli któren kadet ubił kogo w pojedynku, to go silnie protegował i do schronienia się dopomagał. Ja miałem brata (któren umarł podkomorzym bracławskim) w tym korpusie, ten miał kilkanaście pojedynków, z których szczęśliwie wyszedł, a kilku pojedynkujących 121 postrzelił i szpadą przebił. Był najlepszej konduity, nie kłótnik, nikogo nie obrażał, lecz dosyć było dla niego powodu do pojedynkowania, postrzedz kogo junaka udającego w kompanii, aby go upokorzyć. Książe jenerał lubił go bardzo, nazywał go kobusem dla nosa kobusowatego. W tym to korpusie wychował się cnotliwie, pełen honoru i odwagi, Kościuszko, któren będąc vicebrygadyerem, kolegował bratu memu w tejże randze będącemu, a po rozpuszczeniu i reformie pierwszego tego zebrania korpusu, Kościuszko zakochawszy się w pannie Sosnowskiej, hetm. pol. lit. córce, mając wzajemność damy, lecz rodziców najprzeciwniejszych jego miłości i swej córki ku niemu, nie chcąc być okazyą umartwień swej kochance, wyjechał do Francyi, właśnie w tym czasie, kiedy się Ameryka zaczęła wybijać z dependencyi Anglii, ztamtąd z panem Lafayetem popłynął do Ameryki, a służąc pod Wasingtonem ze sławą imienia Polaków, uzyskał order Cincinatus i pensyą., którą do śmierci odbierał. Komendanta swego księcia Czartoryskiego kadeci ślepo słuchali wszyscy przez przywiązanie, życieby za niego oddali, ale zagranicznym oficerom, że wielu z nich szlachtą nie było, trudno było dać radę kadetom. Ci kadeci wyszli na dobrych i odważnych oficerów, ale. w naukach takiego postępu nie zrobili, jak po rozpuszczeniu ich, drugi zebrany korpus z dzieci 8 letniego wieku, o którym wyżej wspomniałem, — tego korpusu młodzież nie znała kielichów pijaństwa, przyzwyczaiła 122 się do ochędóstwa, do subordynacyi wojskowej, z upodlenia się otrząsała, opinią o sobie rzetelną powzięła, że jest równa z urodzenia magnatom i jednego króla wyższego nad siebie w równości widziała; ale straciła gust do stroju polskiego, nabyła śmiałej nieprzyzwoitości w obcowaniu z damami, napatrzyła się i przejęła przykładami galanteryi dworskiej Ludwika XV., króla francuzkiego, przez Stanisława Augusta, króla naszego, wprowadzone. A nauczywszy się języka francuzkiego czytaniem książek filozofów ostatniego wieku, co wmodę weszło, znać ich maxymy i o nich mówić w kompaniach było zwyczajem; tym sposobem nie tylko odstąpili od fanatyzmu, ale stracili religią. W czasie kończącego się sejmu delegacyjnego, to jest 1768. r., z pośród którego wyrwano biskupów, hetmana i posła do Moskwy, jak wyżej wspomniałem, zjechał do Baru Puławski, starosta Wałecki, Joachim Potocki, podczaszy W. X. Lit., Krasiński, podegassy rożańskiej ziemi, brat rodzony ks. biskupa Kamienieckiego wraz z zebranymi obywatelami z Wołynia, Podola, województwa ruskiego i bracławskiego, z milicyami nadwornemi i zawiązali konfederacyą. Marszałkiem jeneralnym obrali Puławskiego, a związkowym marszałkiem Potockiego czyli jeneralnym regimentarzem. Ja w tym czasie w kraju nie znajdowałem się, bom zostawał w służbie Fryderyka II., króla pruskiego, w regimencie pieszym księcia Fryderyka brunszwickiego w Berlinie, lecz później powróciwszy do kraju, pozna- 123 wszy się i przyjaźń zabrawszy z osobami, co ten związek utworzyli, wymawiałem im wady, które popełnili osobliwie panu podczaszemu litewskiemu, byłemu regimentarzowi jeneralnemu; najprzód pytałem się za co tę konfederacyą zrobili w Barze na kraju Ukrainy i Pobereża, gdzie prawie samych panów dobra i szlachty nie było, — powtóre, dla czego robili konfederacyą bez porozumienia kraju całego, aby powstanie w całym kraju jednego dnia było nastąpiło; po trzecie, zkąd te rozdwojenia się i partyę w tak krótkim czasie między nimi porobiły się, że na miejscu Puławskiego na początku obranego, potem Krasińskiego obrali naczelnym marszałkiem; nakoniec, za co to niepolityczne hasło wzięli do związku, przeciwko królowi i Rossyi; na tem przestać było, nie należało zaś domieszczać: przy wierze rzymsko-katolickiej, bo to umieszczenie zrobiło konfederacyi nieprzyjaciołmi wszystkich ludzi chrześciańskich wyznań różniących się od katolicyzmu, osobliwie powinni byli pamiętać o konfederacyi słuckiej i toruńskiej. Na to mi Potocki, podczaszy litewski, następujące dawał usprawiedliwienia; najprzód, ze czasami były poróżnienia się ze wszystkiemi województwami całej Polski, Puławski, któren był prawnik, radził i obstawał, że potrzeba zrobić konfederacyi związek, nim się sejm skończy, by nie wnijść w akceptacyą ustaw, które porobił, — otóż to misterya! Powtóre, że w Barze, to dla tego wybraliśmy to miejsce, że Bar bliski jest granicy tureckiej, pewna kommunikacya i korespondencya 124 z Krim-gerejem, hanem krymskim, od którego tak jak i od Porty spodziewaliśmy się zawsze pomocy, że Kamieniec forteca bliska, która, że nam się podda, czynił nam nadzieję Krasiński, biskup kamieniecki, przytem rachowaliśmy na garnizon lwowski i na milicye panów obywateli ruskiego, wołyńskiego, podolskiego i bracławskiego województwa, gdzie sami najmożniejsi panowie i obywatele osiedli byli, że zaś przy wierze rzymsko - katolickiej, to ze zwyczaju napisaliśmy, a potem do ułożenia tego aktu należał ks. biskup kamieniecki; rozdwojenia partyę, co się porobiły później w tej konfederacyi, przyczyną było, że Puławski zawsze w ścisłych związkach z książętami Czartoryskimi i ich poradnikiem w interesach, zaufać mu tedy nie mogliśmy zupełnie, woleliśmy mieć marszałkiem Krasińskiego, podczaszego różańskiego, rodzonego brata biskupa kamienieckiego, bo Krasińscy zawsze byli nieprzyjaźni królowi i Czartoryskim a przywiązani do domu saskiego przez ożenienie się królewicza polskiego Karóla z synowica ks. biskupa kamienieckiego, która jedna z najpiękniejszych panien wtenczas w Polsce była, a to bez wiedzy ojca swego króla Augusta III. Nim się doniosło do Warszawy o tym związku konfederacyi, nim determinacya zrobioną została za zniesieniem się z Petersburgiem, co przeciwko niej począć i uczynić; miała czas konfederacya zmocnienia się przez obywateli, to przez chorągwie husarskie i pancerne stojące na konsystencyi w tamtych wojewódz- 125 twach, którym się podobało łączyć się z nią, i wałami, zamek i miasto ufortyfikować i ściągnąć zebrane armaty i amunicye z domów magnatów i ich nadworne milicye, które po części jedni sami oddawali, a drudzy za rozkazem konfederacyi. Mieli Potoccy, osobliwie wda. kijowski czas, przez Krim-gereja, hana krymskiego, namówić sułtana tureckiego na wojnę przeciwko Rossyi, z którym Potoccy zawsze utrzymywali porozumienia i przyjaźń. Do tego wojska rossyjskiego bardzo mało było w Polsce, tak dalece, że gdy Kreczetników odebrał rozkaz pójść przeciwko tej konfederacyi, dla szczupłej komendy pisał do koszowego zaporozkiego o pomoc i przysłanie mu kozaków zaporozkich, co mu koszowy odmówił, dając za przyczynę, że on ma sojusze z Polską, a ludzie jego są niesforni, nie może ich wprowadzić w kraj, któren mu nie przewinił. W czasie negocyacyi u Krim-gereja, hana przez Potockiego, wdy. kijowskiego, by nakłonić Portę do wojny przeciw Rossyi za gwałty poczynione Polsce i nim król zebrawszy siły wojska rossyjskiego, użył do atakowania Baru; wybuchnął na Ukrainie od granicy rossyjskiej w Smilańszczyznie bunt chłopski przez Żeleźniaka, kozaka zaporozkiego, zaczęty, a poparty rozszerzony przez Gontę, kozaka humańskiego z dóbr dziedzicznych wdy. kijowskiego, któren miał pozór, że zrobiony był z poduszczenia Rossyi, choć w samej rzeczy z innych powodów nastąpił. Buntu Żelaźniaka i Gonty powody, zaczęcie i koniec, 126 następne opisanie jasno i rzetetelnie okaże. — W roku 1777 książę Lubomirski, podstoli litewski, pan Pobereża całego i Smilańszczyzny prócz wielu innych dóbr, zwaryował, ten sam, co był kandydatem podany na króla na sejm elekcyi, mający 4 synów. Familia książąt Lubomirskich, na których czele był książę marszałek w. kor., brat jego rodzony wda. lubelski, bliski kuzyn chorąży kor., zebrawszy się, wymogli na księciu podstolim, że podpisał tranzakcyą, którą familia ułożyła, a tą zrzekł się całej fortuny na synów swoich, zastrzegłszy dla siebie summę znaczną i dla żony swojej z intrat; żony jego był amantem pisarz w. litewski, a później hetman polny lit. Sosnowski; tę tranzakcyą dla nadania jej tem większej ważności podpisał król, książę Czartoryski wda. ruski, teść księcia Lubomirskiego, marszałka w. kor. A że dzieci tego książęcia były małoletnie, jako to: Aleksander, Ksawery, Józef i Michał i jedna córka, przeto tą tranzakcyą umocował książę Podstoli czterech plenipotentów i komisarzy za opiekunów dóbr swoich, sam jako osłabiony na umyśle, zrzekł się wszystkich interesów i opiekowania się fortuną, z tym warunkiem, że gdyby co był sam przez siebie uczynił, to nieważnem będzie. Plenipotentami i komisarzami byli: Marcin Szwiejkowski, sędzia ziemski bracławski, któren umarł wojewodą podolskim, Buken, sędzia ziemski kijowski, Mitelski, stolnik wołyński, Urbanowski, skarbnik latyczewski, do których tedy plenipotentów, 127 a szczególniej do Marcina Szwiejkowskiego wraz z innymi rząd dóbr mającymi, puszczenia possessye zastawne i urzędowne, sprzedanie nawet dóbr, jeżeliby tego interesa wymagały, zgoła umocowaniem swem w tej trazakcyi, zrobił z nich zastępców swoich. Sosnowski, pisarz w. lit., amant księżnej, nie kontentując się wdziękami, myslał jeszcze z miłości księżnej ku sobie zrobić fortunę, namawiają tedy, aby wykradła męża z Warszawy, a tym sposobem, że ona mężem obłąkanego umysłu władać będzie i jego fortuną, a nie familia i przyznani przez nią plenipotenci i komisarze. Księżna przychyliwszy się do amanta rady pochlebnej i podanemi przez amanta sposoby, namówiwszy i zbuntowawszy męża, wykradła go z Warszawy i zawiozła na kontrakty do Lwowa 1768. r. Właśnie przed kończącym się sejmem delegacyjnym w Warszawie, przed zawiązaniem się konfederacyi w Barze i przed buntem powstałym w Smilańszczyźnie, tam na kontraktach obywatele kraju sądząc, że tranzakcye tego znieważone będą, któren się sam przyznał do obłąkania rozumu tranzakcyą w Warszawie zrobioną. Ci którzy więcej sumienia i delikatności mieli, w czynności z nim nie wchodzili, ale gracze z Warszawy przybyli i ci co wpływ u dworu i u kanclerza Młodziejowskiego mieli, dobra od niego rozkupowali, jako to: książę Kasper Lubomirski, niegdyś wojewoda krakowski, syn uzyskawszy legitymacyą na sejmie delegacyjnym, wygrawszy na nim summy nieskończenie 128 znaczne i za te kupił od niego dobra Zwiahel, Ostropolczynę, ks. Rużyckie, dobra Pawołowskie. Piaskowski, podkomorzy krzemieniecki, dobra Kruszyniańskie, równie za pieniądze wygrane; Sosnowski Swinagrodczyzne, niemający 1000 dukatów do zapłacenia; w tranzakcyi był kwit, jakoby summę zapłacił, dawszy tylko na nie skrypta księciu Podstolemu, które żona wykradłszy mężowi obłąkanemu z bióra, amantowi oddala, o co sprawa później była po sejmie 1775. r. z synami księcia Lubomirskiego, która się skończyła, że Sosnowski nie mając syna tylko dwie córki, wydał jednę za syna, ks. Józefa, i tym sposobem restytucyą zrobił połowy fortuny, nabytej sposobem wzmiankowanym, dla domu księcia Lubomirskiego. X. kanclerz Młodziejewski miał uczynioną sobie donacyą i dziedzictwem przyznany klucz Sudylkowski za to, aby protegował księcia i nie dopuścił skutku tranzakcyi, którą sam wyznał, że jest waryatem. Na tych kontraktach dowiedziawszy się o wszystkiem Marcin Szwiejkowski nie był, ani żaden z kolegów jego, a interesa, które były książęcia, ułatwili w domu, płacąc od kapitałów prowizye i puszczając arendą niektóre wsie. Nabywcy dóbr na tych kontraktach, znali dobrze, że ni Szwiejkowski, ni żaden z kolegów jego, umocowani przez książęcia, do dóbr ich nie wpuszczą, ani znaleźć nie mogli nikogo z obywateli, któryby chciał podjąć się komisu lub plenipotencyi od księcia z przy- 129 chylnością dla nich i walczyć z umocowanymi pierwej plenipotentami i komisarzami. Lecz pan Bobrowski, komornik graniczny podkomorzego bracławskiego, a plenipotent księcia kajetana Czetwertyńskiego, oswojony z tym krajem, bo w jego wsi siedział w kluczu Komargrodzkim, nie mający nic prócz chałupy i gruntu do niej pozwolonego przez księcia, dobrawszy sobie p. Wołynieckiego, sejmikowego szlachcica, pijaka, pełno kres na łbie mającego, któren się mienił być plenipotentem Chrystusa Pana; pieniał i wiele okrucieństw popełnił, niby przez gorliwość religijną. Udali się obydwa do nabywców dóbr, proponując im, aby wyrobili u księcia Lubomirskiego komisa jeneralne i by ich książe Lubomirski instrumentował, Bobrowskiego na dobra Poberezkie, Wołynieckiego na dobra Kijowskie, Smilańszczyznę, Wołyńskie, a tak ofiarowali się nabywcom wszystkie dobra nabyte w ich posessyą oddać. Nie wiele kosztowało nabywców dóbr skłonić księcia Lubomirskiego do instrumentowania na komisarzy jeneralnych Bobrowskiego i Wołynieckiego, bo książę Lubomirski prócz że był obłąkanego umysłu, pojony był zawsze, kobietami zatrudniany, które równie wiele profitowały od niego, podpisywał, co mu która do podpisu podała. P. Bobrowski i Wołyniecki będąc postanowionymi komisarzami od ks. Lubomirskiego, pojechali na Ukrainę objąć swe rządy i zastali już konfederacyą w Barze. 130 Najprzód udali się obadwa na Pobereże, chcąc Bobrowski installować się tam komisarzem, lecz przybyłego, nikt słuchać nie chciał i ledwie umknął cały, bo Szwiejkowski wiedząc o wszystkich czynnościach lwowskich, rozesłał po dobrach swe rozkazy, by żaden z rządzców i oficyalistów nie ważył się słuchać Bobrowskiego ani Wołynieckiego, choćby pokazywali instrumenta na komisarstwa od księcia Lubomirskiego. Po takiem złem przyjęciu w dobrach Poberezkich Bobrowskiego, ten zniósłszy się z Wołynieckim, uradzili pojechać w Smilańszczyznę i obiecać chłopom disunią, do której wyznawania skłonni byli, mając reprezentacyą wspaniałą w Kijowie przez metropolitę i pieczary kijowskie, napełnione prawosławnemi relikwiami kościoła greckiego; a ze tym sposobem uzyskają posłuszeństwo wszystkich włościan i kozaków rodowych, którymi potem do posłuszeństwa znagła i przymuszą wszystkich rządzców i oficyalistów dóbr Poberezkich; a dla większej jeszcze dla siebie powagi, pojechali do Baru do Puławskiego, marszałka konfederacyi, prosząc go, by ich uznał konsyliarzami konfederacyi i dał im blankiety swoje na zapisanie rozkazów w imieniu jego, komu będą sądzić i na wszystkie wypadki mogące się wydarzyć, a za to oni mu obiecali kilka tysięcy zbrojnych kozaków przyprowadzić na wzmocntenie wojska konfederacji. Łatwo Puławski ich żądaniu dogodził, bo jego interesem pierwszym i jedynym było, mieć jak najwięcej 131 ludzi zbrojnych. Zyskawszy takie blankiety sancyta, uznające ich konsyliarzami od konfederacyi, prosto obydwaj pojechali do Smiły, gdzie przybywszy, zastali w Smile zamek fosą głęboką otoczony i ostrokołami wysokiemi obstawiony. Gubernator tych dóbr na ten czas zwał się pan Wąż, którego w domu nie zastali, lecz będąc uprzedzony od Szwiejkowskiego i jego kolegów, by nikomu nie ulegał, rządu nie oddawał i nikogo nie puszczał do zamku; żonie to wszystko polecił, która miała 50 leźniów kozaków na obronę zamku, prochu i amunicyi dostatek, a gdy uwiadomiona była, że komisarze jadą do niej, od ekonomów ze wsiów, przez które przejeżdżali, gubernatorowa zamknęła zamek i nikogo nie wpuszczała. Panowie komisarze przybyli, posłali do niej z oświadczeniem władzy swojej nad jej mężem, przyłączając kopią instrumentu danego sobie przez księcia na komisarstwo i rozkaz p. Wołynieckiego jako komisarza, by zamek natychmiast otworzyła, czyniąc jej wielkie pogróżki. Ona odpowiedziała, że mąż jej nie zna żadnego komisarza innego, jak tylko czterech, których książę przeznaczył tranzakcyą warszawską. Po takiej odpowiedzi przez panią gubernatorową zamku, widzą panowie komisarze, że i zamku dobywać, a po dobyciu onego, rząd nad dobrami siłą tylko objąć potrafią, pytają się tedy, kto komenderuje kozakami rodowymi, dowiadują się, że pan Tymberski. Posyłają do niego do wsi, w której mieszkał, ten gdy stanął u nich, każą mu ściągać kozaków rodowych, 132 ściągniomym obiecując dopomódz do utrzymania się przy służbie, byle tylko attakowali i dobywali zamku. Kozacy to przyjmują, a zawierzywszy obietnicy, przystępują do attakowania zamku; tu zamknięci bronią się dzielnie, kilku attakujących ubijają, a wielu ranią, tak dalece, iż kozacy rodowi zmuszeni byli do odstąpienia. Pan Wołyniecki z panem Bobrowskim pytają się o liczbę kozaków leźnych w zamku broniących się, czy mają żony i dzieci, te sprowadziwszy i uformowawszy z nich linią, kozakom rodowym za niemi postępować kazali i zamek attakować, sądząc, że kozacy broniący się, widząc swe żony i dzieci, strzelać nie będą. Kozacy rodowi powtórnie posłuszni rozkazom komisarzów, idą za żonami i dziećmi kozaków w zamku zamkniętych i attakują. Kozacy zamknięci nie zważają na żony i dzieci, strzelają i zamku dobycia bronią i własne swe żony ranią i zabijają; to widząc rodowi kozacy i za ciężki grzech poczytując, iż zmuszają kozaków zamkowych do zabijania własnych żon i dzieci, odstąpili od ataku i więcej komisarzy słuchać nie chcieli. Rozgniewany Wołyniecki i Bobrowski przed kilku dniami przyrzekłszy kozakom dopomagać do wyznania wiary greckiego kościoła nie połączonego z Rzymem, później ich straszyć zaczęli, że konfederacya barska przyjdzie i w pień ich wytnie, i że psy ich krew chlipać będą za ich nieposłuszeństwo; a napisawszy ordynans Tymberskiemu na blankiecie Puławskiego, marszałka konfederacyi barskiej, kazali mu iść do Baru 133 ze wszystkimi kozakami w komendzie jego będącymi. Tymberski posłuszny rozkazom marszałka konfederacyi, zebrał kozaków i nakoniec z nimi za pojazdem Bobrowskiego i Wołynieckiego maszerował, a przybywszy do wsi Ostrejmogiły w starostwie białocerkiewskiem, prosił pan Tymberski pułkownik panów konsyliarzy, ze dla otyłości jemu ciężko jechać i koń nie może wciąż dźwigać jego, bo był wzrostu dużego, aby mu pozwolili na wózku dalszy marsz odbywać, na co chętnie zezwolili panowie komisarze. Jak tylko Tymberski zsiadł z konia i na wózek się przeniósł, i wózek jego ruszył za pojazdami panów konsyliarzów, tak starszeństwo kozackie, setnicy i atamani, asaułowie oderwali wózek pana Tymberskiego od pojazdów panów konsyliarzy i przytrzymali go, zapytując się Tymberskiego, gdzie nas prowadzisz, panie pułkowniku. On im odpowiedział: wiecie, że mam ordynans od marszałka konfederacyi barskiej, bym do Baru z wami przybył i tam maszerujemy. Oni mu odpowiedzieli, jeżeli chcesz pan pułkownik, jedź sobie do Baru, a na kozaków krzyknęli, obróciwszy się do domu ku Smilańszczyznie: mołodcy idą za nami! Pan Tymberski pułkownik po uczynionym odwrocie przez kozaków, pospieszył za panami konsyliarzami i wypadek im ten oznajmił; oni przestraszeni, żeby kozacy ich nie ścigali, uciekli czem prędzej. Pamiętać potrzeba, że Wołyniecki oddalając się ze 134 Smiły, groził chłopstwu i kozakom, że przyjdzie wojsko konfederacyi wycinać ich w pień. Nieszczęśliwe zdarzenie chciało, że w kilkanaście dni potem prowadzono delikwentów dekretowanych na smierć przez Sąd żytomierski na stracenie in loco delicti w Smilańszczyznie, siedmiu na rozbojach pojmanych hajdamaków przez cztery chorągwie parcerne i husarskie. Kozacy wracając do Zabotyńskiego klucza, którzy niechcąc iść do Baru, porzucili komisarzy, sądząc, że to wojsko przysłane na ich ukaranie, zaczęli uciekać za granicę rossyjską przez Dniepr pod Periesławem, gdzie ich puszczono z końmi, zostawując ich broń przy rogatkach. Do tego dodać należy, że między tymi dekretowanymi na wbicie na pal delikwentami, prowadzonymi na exekucyą przez wspomnione chorągwie, był siostrzeniec rodzony władyki Periesławskiego dworskiego z klasztoru mohylańskiego Czerńców, któren był wataszką zebranej kupy hajdamaków, a w domach szlacheckich wielkie popełniał okrucieństwa i rabunki. Ihumeny ten Periesławski miał właśnie pod ten czas u siebie kilkunastu kozaków zaporowskich, którzy na nabożeństwo i pokutę do niego przyszli. Przez zemstę na Polaków, za siostrzeńca swego na wpal wbitego, namawia Żeleźniaka i jego kompanią, żeby oni wojnę religijną w Polsce zaczęli, ponieważ Polacy zrobili konfederacyą w Barze przeciwko ich wierze i na wielkim arkuszu pergaminowym napisał ukaz do tego stosowny imieniem imperatorowej, zmyśliwszy jej podpis 135 i pieczęci na laku czerwonym rublem wycisnął, pisząc tytuły imperatorowej złotemi literami.Żeleźniak wymawiał mu się, że z kilkunastu ludźmi tej czynności przedsiębrać nie może. On mu odpowiedział, oto jest blisko tysiąc kozaków zbiegłych, którzy przy rogatkach zostają i którzy uciekli przed wojskiem konfederacyi, bo ich chciano w pień wyciąć; z tymi kozakami umówiwszy się, wnijdź do Polski, łachów i żydów rznij w czambuł, a tym sposobem znajdziesz wszystkich chłopów i kozaków garnących się do ciebie i wzmocnisz się i za wiarę blacho-czesną wojnę prowadzić będziesz. Usłuchawszy Żeleźniak tej rady dworskiego Ihumenego, poszedł do wskazanych kozaków, pokazawszy im patent niby od imperatorowej i przeszedłszy Dniepr w granicę polską, zaczął rznąć żydów i łachów, i im dalej się posuwał, coraz więcej się do niego chłopów i kozaków wiązało, wszędzie rznęli, rabowali, gdzie zastali żydów i łachów, tak dalece, że przyszedłszy do Lisianki, kilka tysięcy zgrai zbuntowanego chłopstwa już było. To się działo w Smilańszczyznie, zobaczmy teraz, co się robiło w Humańszczyznie. Pan wojewoda kijowski Potocki, dziedzic Humańszczyzny, miał rządzca jeneralnym włości humańskiej pana Mładanowicza, kassyerein pana Rogaszewskiego, pułkownikiem kozaków był pierwszy pan Obuch, drugi pan Łaszcz, trzeci pan Magnuszewski, komendantem 136 piechoty i kilku sztuk armat pan Lenard. Miasto Humań wałem głębokim opasane i wysokiemi ostrokołami otoczone, jeszcze przez pana Ortyńskiego było, któren ustawną wiódł wojnę z zaporozkimi kozakami, którzy szli w stepy humańskie i napadali miasteczko Humań dla zrabowania kupców. Pan wojewoda kijowski dawał przystęp wielki żydom turłakowskim i bracławskim i wierzył ich powieściom i skargom tak dalece, że któren komisarz lub kassyer miał przeciwko sobie żydów, na swej funkcyi się nie utrzymał; do tego pan Mładanowicz żył w porozumieniu się z panem Rogaszewskim, wysłali tedy nawzajem emissarzów żydów do Krystynopola, skarżąc jeden na drugiego przed wojewodą kijowskim o nadużycia. Wojewoda kijowski chcąc wiedzieć prawdę, zobligował W. Ciesielskiego, miecznika bełzkiego, któren mu posessye puszczał pod Krystynopolem, człowieka postaci i figury tak wielkiej i okazałej, jak sam był wojewoda, ale rozumu małego, rezolucyi żadnej, bez odwagi, i zesłał go z mocą nieograniczoną do roztrząśnienia wszystkich nadużyć i zdecydowania, aby intraty jego w całości zostawały. Przybywszy pan Ciesielski w Humańszczyznę, gdy opowiadał doniesienia wszystkie, które miał wojewoda kijowski przeciwko Mładanowiczowi i Rogaszewskiemu, że te oskarżenia przesadzone były nad ich zlecenia, które żydom dawali do doniesienia wdzie. kijowskiemu, nie sądzili, aby te oskarżenia wypadały ieden na 137 drugiego, aby je czynił; ale sądzili, że Gonta setnik, którego lubił wojewoda kijowski i ten w Krystynopolu bywał, że on ich tak mocno oskarżał. Miał ten setnik nadane od wojewody kijowskiego trzy uroczyska na osadzenie słobód, jakoż marne wsie na nich poosadzał, pod ten czas do 20, 000 złp. dochodu czyniące. Otóż pan Mładanowicz z Rogaszewskim przez zemstę za mniemane doniesienia, które sami robili przez żydów wdzie. kijowskiemu, chcąc upokorzyć setnika Gontę, radzili powiększenia intraty, a jako chłopu poddanemu kozakowi naznaczyć 100 złp. za setnikostwo, co i Ciesielski dopełnił. W tym czasie rekwirowala konfederacya barska od rządu wołyńskiego, humańskiego i z innych dóbr, by odesłano do Baru do konfederacyi wszystkę milicye i kozaków wojewody kijowskiego, o czem gdy donosił pan Ciesielski wojewodzie kijowskiemu, wojewoda przysłał ordynans pułkownikom swoim, żeby zebrali kozaków wszystkich i stanęli na stepie nad rzeką Sieniuchą, graniczącą z Rossyą od jego dóbr, a do jenerała i gubernatora kijowskiego Wojcykowa, z którym miał przyjaźń, prosząc, żeby kozaków jego puścić kazał do kraju rossyjskiego w przypadku, gdyby pułkownicy ich żądali schronienia sie u rogatek. Wojcyków, gubernator kijowski, odpisał wojewodzie kijowskiemu, że stosownie do żądania jego wydał rozkaz oficerom i oficyalistom, aby kozacy i ich oficerowie puszczeni byli, przy rogatkach zostawiwszy broń. 138 A do Puławskiego, marszałka konfederacyi barskiej, napisał list, że zamiast kozaków, którzy z Moskalami szczerze by się nie bili, kazał ze szlachty uformować milicye konną i pieszą i odesłać z trzy miesięczną płacą i prowiantem do Baru, a panu Ciesielskiemu polecił dopełnienie tego. Kozacy wyprowadzeni na step nad Sieniuchę przez pułkowników, zostawieni byli sobie pod komendą setników Duska, Gonty i Jaremy. X, p, Pan Ciesielski, Mładanowicz i Rogaszewski radząc się, zdecydowali, aby, oszczędzając kassę wdy. kijowskiego, by na oporządzenie milicyi, którą do konfederacyi barskiej nakazał w mundury, w broń, amunicyę, płacę trzymiesięczną i prowiant, z samych gospodarzy kozackich pobór ten uczynić; któren aż nadto uciążliwie i srogo natychmiast exekwowali. Tu wiedzieć potrzeba, ze jednego kozaka rodowego, opatrzonego w broń, umundurowanego porządnie na dobrym koniu, wystawiało trzech gospodarzy najmajętniejszych i dawali synów swoich albo najmitów, doświadczonych w odwadze, a w potrzebie wszyscy iść musieli, ojcowie i synowe, gospodarze i najniżsi; wszyscy tą exekucyą i ostro exekwowaną rozjątrzyli najmajętniejszych poddanych na wszystkich dobrach wdy. kijowskiego, nie zastanawiając się nad tem, co Żeleźniak w sąsiedztwie o granicę robi.Żydzi patrząc na postępowanie niesłuszne z kozakarni i setnikiem Gonta, przez panów Ciesielskiego, Mładanowicza i Rogaszewskiego, wnosili sobie natu- 139 ralnie, ze to zły musi wziąść skutek, jak się Żeleźniak zbliży z zbuntowanym chłopstwem i kozakami; poszli do pana Ciesielskiego, mówiąc mu, że zapewne Gonta ma porozumienie z Żeleźniakiem, osobliwie wtenczas, gdy Dusko, pierwszy setnik, na stepie umarł, mający więcej kredytu między kozakami, i rozeszła się była wieść, że gdy Gonta żyjącemu proponował łączenie się z Żeleźniakiem, odmówił mu i powiedział: bo siedm niedziel byłoby waszego panowania, a siedm lat będą was wieszać i ćwiertować. Pan Ciesielski napełniony obawą przez żydów, posłał ordynans gońcem jako najstarszemu setnikowi, by się stawił w Humaniu u niego. Ten przyjechał we trzy konie. Przybyłego, kazał okuć w kajdany, a nazajutrz wyprowadzić na plac pod szubienicę, aby go powiesić. Pani pułkownikowa Obuchowa, zaczęła bardzo prosić na placu pana Ciesielskiego, by Gontę życiem darował i zaręczyła za wierność Gonty najmocniej. Pan Ciesielski zmiękczony prośbami półkownikowej Obuchowej, zapewniwszy się jej zaręczeniem, uwolnił go z kajdan, darował go życiem i pozwolił pojechać mu na step do kozaków, objąć nad nimi komendę. Tymczasem Żeleźniak coraz bliżej do granicy humańskiej posuwał się: już w Lesiance wyrżnęli dom komisarza, księcia Jabłonowskiego, tudzież żydów, Polaków wszystkich, a tu w Humaniu kupcy ładują bryki suknami i bławatnemi materyami, składki pieniężne robią i wiozą na step, w prezencie dla Gonty i kozaków, oddając się ich opiece 140 i obronie, Gonta im powiada, wyróbcie ordynans od pana Ciesielskiego, bym poszedł przeciwko Żelezniakowi;. nakoniec, gdy zadanie Gonty żydzi oświadczyli Ciesielskiemu, posłał ordynans pułkownikom, by poszli do swych pułków i z nimi wyruszyli przeciw Żeleźniakowi. Pułkownicy, objąwszy każdy swój pułk kozaków, ruszyli pod Humań, maszerując ku Lisiance, a zbliżywszy sie do uhorskiego Tykicza, dowiedzieli sie, że Żeleźniak już ciągnie ku wsi Papużynie nad rzeką uhorskim Tykiczem. Ostatniej tedy nocy nocowali pułkownicy z humańskimi kozakami, o półtory mili od Żeleźniaka. Pułkownik Magnuszewski powiadał mi, że rozstawił był pikietę i placówki tego wieczora, ale w nocy rewidując one, nigdzie ich nie zastał i że kozacy powiadali mu, że Gonta, setnik, z placówek i pikietów kazał zjechać kozakom na kwatery; to widząc pojechał Magnuszewski do kwatery Obucha, jako starszego pułkownika, z którym Gonta w jednej izbie nocował, opowiedziawszy o tej zdradzie Gonty, chciał do śpiącego strzelić, ale pułkownik Obuch niedozwolił. Nazajutrz, gdy z noclegu ruszyli i przez wieś Romanówkę przeszli, Gonta swoim rozkazem wszystkich kozaków zatrzymał, a wszystkim trzem pułkownikom powiedział: "Wy Mości panowie możecie teraz sobie pojechać precz, my was już nie potrzebujemy, jeżeli chcecie, weźcie z sobą kozaków, którzy z wami zechcą, ja im pozwalam." Z początku ci, którzy na usłudze byli pułkowników, pojechali z nimi o kilkanaście stacyi, 141 popowracali do Gonty, a pułkownicy ujeżdżali czem prędzej i to manowcami dla zabezpieczenia siebie, gdy tymczasem Gonta ciągnął naprzeciw Żeleżniaka pod Papużynce. Tu Gonta z całą hordą Żeleźniaka połączył się, a połączeni szli do Humania: po drodze, gdzie zastali żydów, szlachtę i Polaków, wszystkich w pień wycinali i coraz więcej chłopów łączyło sie do nich, wspólnie z nimi rabując, pijąc i zabijając. W kilka dni przybywszy pod Humania równiny obszerne, stanęli przy lasku objezdnym, zwany Greków; tam Żelaźniak zsiadłszy z konia, dobył onego patentu zmyślonego przez Ihumena Periesławskiego Jaworskiego, niby to Katarzyny imperatorowej i na rozłożonym dywanie usiadłszy i Gontę obok siebie posadziwszy, kazał Diakowi jakiemuś niby to sekretarzowi swojemu przed wszystkiem wojskiem Gonty i tłumem zbuntowanego chłopstwa głośno czytać, a po przeczytaniu Zeleźniak, Gonta i wszystka starszyzna, pojechali na folwarek pod Humaniem sytuowany nad rzeką Humanką na nocleg i przepędzenie reszty dnia, kozakom zaś i chłopstwu kazali puścić konie na paszę, za którymi wielka liczba szła, to z gorzałką, z miodami i wiśniakami, do których się rzucili nietylko starszyzna, ale wszystka tłuszcza zbuntowana, całą noc przepędzając na pijaństwie. A że już nie było pana Ciesielskiego, miecznika bełzkiego w Humaniu, bo uciekł do Krystynopola po wydanym ordynansie pułkownikom kozaków, by ruszyli 142 przeciwko Żeleźniakowi, przy panu Mładanowiczu władza nad milicyą i dobrami została. Pan Lenart, komendant piechoty, przez śpiegów wysłanych z żołnierzy komendy swojej po chłopsku przebranych, dowiedziawszy się, że spojeni setnicy z Gontą i Żelaźniakiem na folwarku nocują, udał się do pana Mładanowicza, radząc i prosząc go, by mu pozwolił zrobić wycieczkę z miasta do folwarku, zapewniając, że mu się uda wyrżnąć pijanych Gontę i Żeleźniaka i wszystkich naczelników śpiących zbuntowanego chłopstwa. Pan Mładanowicz nie przyjąwszy tego projektu, zwołał kahał żydów i kazał im nabrać na bryki atłasu, adamaszku sztukami, sukien cienkich, płócien i zawieźć na folwark dla Żeleźniaka i Gonty w prezencie, prosząc ich o kapitulacyą. Gonta z Żeleźniakiem pijani, prezenta przyjęli z łagodnością, kapitulowanie odłożyli do jutra. Nazajutrz przyjechał konno Żeleźniak i Gonta ze wszystkimi naczelnikami kozactwa przed bramę miasta, przed którą, był most zwodzony nad głęboką fossą i w kupie stanęli na tym moście. Lenart komendant garnizonu piechoty, kazał nabić kartaczami armat cztery, panowie Mładanowicz i Rogaszewski to widząc, zaklinali komendanta piechoty, by nie palił z armat, gdyż zgubi wszystkich; co słysząc szlachta przytomna na armatach się kładła, i żołnierzy z zapalonymi lontami oddaliła, a tymczasem Mładanowicz z Żeleźniakiem i Gonta o kapitulacyą się umawiali, 1. aby katolików szlachty i Polaków nie rznęli i własności ich nie zabie- 143 rali, 2. żydów zaś na dyskrecyą Żelaźniaka i Gonty zostawią, wraz z ich własnościami. Po tej kapitulacyi wszyscy prawie Polacy obojej płci poszli do kościoła modlić się do P. Boga, a kozacy i chłopstwo wpadłszy do miasta, zaczęli rznąć żydów i dzieci żydowskie, a jak tych nie stało, ową milicyą przeznaczoną do Baru, która była bezbronna; potem udali się do kościoła, a wywłócząc, mężczyzn i kobiety i dzieci zabijali, niektóre kobiety sobie za żony i dzieci adoptowali, zawsze pijani, dolewając kufli, które w mieście znaleźli. Pana Mładanowicza pod swoją opiekę wziął Gonta, a supponując, że Rogaszewski namówił pana Ciesielskiego, aby mu wsie odebrał, kazał kozakom zakłuć, którego synów Żeleźniak adoptował za swoich. Dnia drugiego zapiwszy się Gonta jeszcze bardziej, ściął swoją ręką szablą turecką Mładanowicza, mówiąc: iż to dla tego czyni, aby kto inny nie pastwił się nad nim. Co widząc kozacy pijani, porwali córkę jego 7 letnią na spisy, ktorą, chłop jeden wyprosił, by ją nie zabijali, z zadanych ran ją wygoił, a nie mając dzieci, wziął ją za swoją córkę. Wtenczas całe miasto Humań zasłali trupami, studnią głęboką w rynku napełnili pozabijanemi dziećmi, a chłopi po wsiach żydów i ich dzieci rabowali i zabijali, posessorów i szlachtę wiązali i do Humania zwozili, a w Humaniu kozacy pijani zabijali. Potem Gonta i Żelaźniak ogłosili się pierwszy wojewodą bracławskim, drugi wojewodą kijowskim i wy- 144 słali podjazdy liczne w różne strony na rabunki, rznięcie szlachty i żydów i na zabieranie majątków wszystkich. Jeden tylko oddział liczny poszedł do Bałty, miasteczka, które leży nad samą granicą tatarską i którą przedzielała tylko rzeczka Kodyma, na której drugiej stronie było miasteczko tatarskie nazwane Hałta; te dwa miasteczka przedzielone jedną rzeczką, zdawały się być jednem miastem. W tej Bałcie bywały sławne jarmarki na konie, bydło, owce i towary tureckie kilka razy do roku, gdzie po kilkadziesiąt tysięcy bywało koni, i tam na remonty Prusacy, Sasi i wszyscy obywatele potrzebujący koni młodych, jeździli kupować. Temi jarmarkami zbogaciło się to miasteczko i osiadło w niem wielu żydów, Greków, Ormianów, Turków i Tatarów. Przyszedłszy do tego miasteczka oddział z kilku tysięcy buntowników Żeleźniaka i Gonty, wyrznęli oba te miasteczka bez różnicy i zrabowawszy, spalili. Han tatarski namówiony od Potockich, by nakłonił Portę do wojny przeciw Moskwie, jak się dowiedział o napadnieniu Bałty i Hałty jego miasteczka, wyrznięciu w niem Tatarów, Turków i zrabowaniu kupców tureckich, tem silniej popierał naleganie swoje na sułtana, przekładając mu granicę i zniszczenie miasta przez Moskwę, i to podobno zdecydowało Portę do deklarowania wojny Moskwie, wkrótce po spaleniu Bałty nastąpionej. 145 Potem gdy widzieli Gonty i Żeleźniaka nieskończoną ilość pomnażającą się zbuntowanego chłopstwa którzy opuścili rolę i gospodarstwo, chcieli być uznanymi przez nich jako należą do wojska kozackiego, a wcale niezdatni będąc, tylko pijaństwem i rabunkiem się bawiąc, zaczęli rozróżniać kozaków od chłopów, pooddawali ustanowionym komendantom, a nad drugimi postanowili po wsiach attamanów, którzyby pilnowali, by chłopstwo robiło i gospodarowało na ich imię, intraty zbierali dla nich i wyznaczone przez nich prowianta i furaże wracali do wojska. W takim tedy stanie rzeczy, gdy jenerał Krzeczetnikow dowiedział się o wszystkiem przez szpiegów, wysłał porucznika Guriewa z trzema pułkami Dońców do Humania z instrukcyą mu daną. Ten porucznik przymaszerowawszy do Humania i po bratersku przywitawszy się z Gontą i Żeleźniakiem, oświadczył im, że przysłany jest od imperatorowej im w pomoc i zrobienia wojskowego między nimi porządku. Najprzód oświadczył im, że obejmie miasto na swą konsystencyą, a że to miasto zarażone było fetorem z tysiąca niepogrzebionych trupów, żądał od Gonty i Żeleźniaka, by chłopom oczyścić je kazali, do którego się z komendą po oczyszczeniu wprowadził. Dalej żądał imieniem imperatorowej, aby żydów i Polaków, których chłopi przywiozą i podjazdy odsyłają do nich, nie zabijali, ale jemu pod straż do miasta oddawali, bo imperatorowa chce nimi zasilić Syberyą. 146 Jakoż od czasu układu tego zrobionego między porucznikiem Guryewem a Gontą i Żeleźniakiem, nikogo nie zabijali, ale jemu wszystkich oddawali. On ich żywił i w mieście utrzymywał w bezpieczeństwie. Potem mówił im, że nie po wojskowemu stoją w obozie, radził im przenieść się na drugą stronę Humania. Oni go usłuchali i wprowadził ich na widły dwóch rzeczek błotnistych schodzących się, tam im na placu równym wytknął obóz, nakazawszy przed frontem obozu postawić w piramidy szpisy i samopały, kozaków dońców ustawił na skrzydłach, sam zaś swój namiot ulokował na środku, a pod pretextem nasłanych żydów i Polaków i nadesłać się mogących jeszcze więcej przez podjazdy wysłane, by mógł do Syberyi wysłać bezpiecznie, mówił obydwom wojewodom, by kazali wsiom zrobić kilkadziesiąt tysięcy dybów, i te gdy chłopstwo zwiozło, w piramidy ułożone przed obozem poukładać. Po uporządkowaniu takiem, gdy jenerał Kreczetnikow Guryewowi nadesłał pułk karabinierów i pułkownik tego pułku o zbliżeniu się swojem uwiadomił porucznika i ten raportem swoim doniósł pułkownikowi o pozycyi obozu buntowników, zaprosił Guryew Gontę i Żeleźniaka pod pozorem narodzin imperatorowej do siebie na obiad do namiotu wielkiego, mającego podwójne ściany, między któremi ukryci stali dońcy silni z postronkami. Gdy przyjechał Gonta i Żeleźniak z attamanami i naczelnikami swymi na ten obiad, kazał przysposobić 147 sobie porucznik butel spirytusu najtęższego i niby przed obiadem pijąc wódkę do Żeleźniaka i Gonty, szklanką te gorzałkę za zdrowie imperatorowej, gdy się Żelezniak i Gonta przed tem imieniem nisko do ziemi schylił, porucznik jeszcze niżej spuszczoną rękę trzymając, szklanką w oczy im z spirytusem chlusnął i Gontę pięścią, w gębę uderzył, co było hasłem u drzwi stojącemu kozakowi wystrzelić, a dońcom stojącym między ścianami wypaść i wszystkich wraz z Gontą i Żeleźniakiem powiązać, pułki zaś stojące w gotowości i konie trzymające w ręku, zbuntowane chłopstwo od szpis i samopałów oddzielić i w przysposobione dyby pozabijać, do czego dopomagał regiment nadesłany karabinierów w tym samym momencie, który stał na froncie obozu, zakryty kozakami. Wszystkie tedy dostatki z rabunku zgromadzone przez buntowników, dostały się porucznikowi Guryewowi, pułkownikowi karabinierów i ich komendzie. O czem gdy pułkownik doniósł jenerałowi Kreczetnikowi, że buntownicy zabrani, pytał się, co ma dalej czynić, których było przeszło trzydzieści tysięcy. Jenerał Kreczetnikow dysponował, by panu Branickiemu, natenczas łowczemu koronnemu, któren był wyprawiony od króla z pułkami królewskiemi i gwardyą litewską i z panem Stępkowskim, któren zebrał chorągwie husarskie i pancerne na zniesienie buntowników Gonty i Żeleźniaka i właśnie wtenczas, gdy Gonta i Żelezniak zabrani zostali, pan Branicki z ko- 148 mendą swoją znosił przez nich wysłane podjazdy w Pobereże (właśnie ten sam, który zrabował i spalił Bałtę i Hałtę) i znajdował się pod Serbami o dwie mile od Mohilowa. Jenerał Kreczetnikow buntowników z poddanych Potockich rozkazał oddać panu Branickiemu, by on przeznaczeniem ich dysponował, a buntowników rossyjskich poddanych szubienicą piętnować, nozdrze i uszy rwać i oddać komendzie do odesłania na Sybir polecił. I taki los spotkał Żeleźniaka i spólników jego, co wyszli z nim z Peryesławia i innych wielu, co się później do niego przyłączyli; ten rozkaz jenerała Kreczetnikowa na Żeleźniaka i poddanych rossyjskich wyexekwował, a Gontę ze wszystkimi z nim zabranymi do wsi Serbów pod Mohilowem leżącej, odprowadził, do obozu pana Branickiego, któren nakazawszy panu Stępkowskiemu, komendantowi chorągwi autoramentu polskiego do sądzenia ich, sąd wojenny postanowić, jako i tych, których pan Branicki komendą swoją zabrał i uwięził, uganiając się za podjazdami i oddziałami przez Żeleźniaka i Gontę po kraju rozesłanemi, dla zbuntowania i zrabowania reszty kraju i wyrzynania Polaków i żydów. Ten tedy sąd, dekretował Gontę na ćwiertowanie i ćwierci jego na pale przybicie i wszystkich naczelników jego i tych, co zabrał Branicki na podjazdach i w oddziałach, resztę ludu zbuntowanego na powieszenie na szubienicach osądzono, po miastach całego kraju aż do Krasnego Stawu, naznaczywszy ilość osób 149 które miały być powieszone pod każdem miastem i miasteczkiem. Ten dekret na Goncie i naczelnikach jego zaraz był wyexekwowany pod Serbami, niedaleko obozu, i głowy i ćwierci ich na pale powbijane; a do wywieszenia kozakow i chłopów do miasteczek rozesłano, co wszystko wyexekwowano, wyłączywszy tylko komendanta lwowskiego, pułkownika Korytowskiego, któren tego samego dekretu niedopełnił, jemu przyprowadzono przeszło 60 osób młodych, silnych i bardzo zdrowych ludzi, ten zamiast kazać ich powiesić, użył ich do fabryki swojej i wymurował niemi pod ów czas jednę z najpiękniejszych kamienic w rynku miasta Lwowa, trzymając ich w miejscu zdrowem i bezpiecznem, karmił ich za to i odziewał, że mu służyli do fabryk, aż do czasu zabrania Lwowa przez Austryaków, gdzie wtenczas uwolnieni z aresztu, popowracali do domów. Jeżeli nie można było naśladować pułkownika Korytowskiego, to należało przynajmniej, potraciwszy naczelników, decydować tylko dla przykładu zwiedziony lud i nie gubić haniebnie młodzieży do 30 tysięcy najzdrowszej i najdorodniejszej, złem zgorszeniem i smutkiem, że nie było i katów do wieszania ich po miasteczkach, tylko jeden drugiego wieszał bez przygotowania religijnego na śmierć. To wszystko, czego czynię powieść, lubom przytomny nie był, wiem jednak tak doskonale, jak żebym na to patrzał, bo wiem od ludzi, którzy temu byli przytomni i wchodzili w to, jako to od Tymberskiego 150 pułkownika, pod którego komendą w Ostrej mogile zbuntowali się pierwsi kozacy prowadzeni przez Bobrowskiego i Wołynieckiego do Baru; wiem od pułkownika Magnuszewskiego i Łaszcza, kozaków humańskich, w których komendzie zostawał Gonta; wiem od Szwiejkowskiego, na ten czas sędziego ziemskiego bracławskiego, zmarłego wojewodą, podolskim, teścia mego; wiem od wielu szlachty i obywateli, których cnotliwi chłopi przechowywali i ochronili od zguby, nawet od samych włościan dóbr humańskich, gdym przyjechał w Humańszczyznę w r. 1775, zastałem jeszcze krew przyschłą w izbie, gdzie Gonta pana Mładanowicza zabił; zastałem jeszcze, przejeżdżając przez wszystkie Wołynia, Podola i Ukrainy miasteczka, szubienice, na których resztę zwłok powieszonego ludu zostawało; zastałem jeszcze głowy i ćwierci przybite na palach pod Serbami, Gonty i jego współziomków; zastałem mogiłę wysypaną, nad studnią w Humaniu, która była dziećmi pobitemi przez buntowników napełniona; poznałem pannę Mładanowiczównę, która była pokłuta, przez chłopa wyleczona i za córkę przyjęta. Zastałem w służbie panów Rogaszewskich u grafa Potockiego, przez Żeleźniaka za synów adoptowanych, którzy przez niego używani byli do pisania rozkazów. Król, gdy wysłał pana Branickiego z komendą dla zniesienia zbuntowanego chłopstwa przez Żeleźniaka i Gontę, znając, ze pan Branicki lubił się często napijać, przeto nie mogąc się od niego spodziewać regular- 151 nych doniesień o obrotach jego i konfederacyi barskiej, dodał mu pana Komarzewskiego do korespondowania z sobą, z gabinetu pod panem Ogrockim, sekretarzem koronnym, będącego cyframi gabinetowemi. Pan Komarzewski swoją uprzejmością, i aplikacyą, pozyskał przychylność pana Branickiego, któren osądziwszy go być zdatnym na jenerała, rekomendował go królowi, powróciwszy z tej wyprawy. Król w r. 1775 na sejmie, gdy etat wojska na nowo był robiony, wystarał się, ze umieszczano w nim jenerał-majora na jenerała adjutanta królewskiego z pensyą od rzeczypospolitej, i na ten stopień patentował pana Komarzewskiego. Krótko przed tym czasem, w którym bunt wzmiankowany uspokojonym został, sejm się tez 1768 skończył. Sejmujący rozjechali się i magnaci. Mniszek, M. W. kor, złożył laskę marszałkową, którą oddał król ks. Lubomirskiemu, i pojechał do dóbr swoich w góry do miasta Dukli, nad samą węgierską granicą położonej; pan Potocki w. kor. do Krystynopola, miasteczka rezydencyi swojej; Wesel, pod. w. kor., Mostowski, wda. chełm., Wielhórski, Krasiński za granicę wyjechali i wielu innych; książę wda. wileński Radziwiłł, pan Ogiński, stolnik lit., i wszyscy inni rozjechali się po prowincyach do dóbr swoich, że nikt prawie z magnatów w Warszawie nie został, oprócz księcia prymasa Podoskiego, książąt obydwóch Czartoryskich starych z książęciem Adamem synem, wdy. ruskiego, i braci 152 królewskich, jako to: księcia podkom. kor. i księcia opata, któren umarł prymasem, senatorowie i osoby, które zasiadły w komissyi skarbowej wraz z senatorami ks. mazowieckiego, blisko Warszawy mającemi dobra. Wkrótce potem jenerał Kreczetników, odebrawszy posiłki z wojska rossyjskiego gdy się przyłączył do niego pan Branicki z pułkami królewskiemi, poszedł attakować konfederacyą barską zamkniętą w Barze i między sobą poróżnioną. Pierwsze ataki przez wojska rossyjskie Baru doznały od konfederatów walecznego odporu; lecz potem oblężeni, nie mając dowozu ani w prowiantach ani w furażu, ściśle będąc ściśnieni przez wojska rossyjskie, zrobiwszy między sobą radę, po której podczaszy lit. regimentarz Krasiński marszałek, zebrawszy do 6000 ludzi z wszystkich prawie chorągwi i regimentów rzeczypospolitej złożonych, wyszli z Baru i poszli do Mohilowa nad Dniestr, a Puławski oddzieliwszy partyą swoją, poszedł ku Podhajcom w województwie ruskiem leżących i Bar zostawili pod komendą pana Giżyckiego, chor. kijowskiego. Ten komendantem zrobiony, gdy widział niepodobieństwo utrzymania się, mając po części zrujnowane fortyfikacye, mając żywności mało, kapitulował z Kreczetnikowem, by złożywszy broń, przy odzieży i wszystkich rzeczach do potrzeby zostawieni, w niewolą poszli, zaręczając dla nich płacę, podług zwyczajów wojennych niewolników, i tych odesłano do Kazanu, gdzie wolno pod nadzorem siedzieli. 153 Już też w tym czasie i Porta wydała Rossyi deklaracyą wojny, powody kładąc do tej wojny, najprzód te same, które konfederacya położyła w akcie swoim, dla czego się skonfederowała, powtóre za napadnienie na miasto Hałtę, spalenie onego i wyrżnięcie w nim mieszkańców, co zrobili buntownicy Gonty, którzy spalili i wyrżnęli Bałtę, przypisując Porta czynność tę Rossyi. Podczaszy litewski z komendą swoją z Krasińskim marszałkiem po wydaniu wojny przez Portę Rossyi przeprawił się z komendą swoją przez Dniestr i na Wołoszczyznę poszedł, potem połączył się z Wezyrem i Krim-gerejem, hanem tatarskim, prowadzącymi wojsko przeciwko Rossyi. Puławski odłączywszy się pod Podhajcami, dopędzony przez wojska rossyjskie, stoczywszy i przegrawszy bitwę, w której zginął najstarszy syn Puławskiego a najmłodszy dostał się w niewolą z Potockim, wojewodzicem wołyńskim, i z wielu innymi, a Kaźmierz Puławski uszedł z tej nieszczęśliwej bitwy z komendą i udał się w głąb kraju z ludźmi i walczył w konfederacyi do końca. Katarzyna II., imperatorowa, po wzięciu jej posła w Stambule, pana Obreskowa, do zamku 7 wież w niewolą po odebranej deklaracyi wojny od Porty, napisała do księcia Repnina, ambassadora swego w Warszawie, by proponował królowi objęcie komendy głównej w tej wojnie nad wojskami rossyjskiemi, co mnie opowiadał książę Repnin ze wszystkiemi okolicznościami, dodając 154 że u nóg klęcząc prosił króla, by propozycyą przyjął imperatorowej, a gdy król exkuzował się, że nie ma ani talentu, ani żadnej znajomości w rzeczach wojskowych, odpowiedział mu książę Repnin, że mieć będzie radę wojskową daną od imperatorowej, która dysponować będzie wszystkiemi wojny obrotami, a w przypadku niepomyślności za wszystko odpowiadać będzie imperatorowej, a Waszej Królewskiej Mości, gdy się wojna powiedzie, sława i honor zostanie. Nareszcie ofiarował mu się książę Repnin być u niego jenerałem adjutantem i dyżurnym. Król jednak mimo najmocniejszych perswazyi przez księcia Repnina czynionych, nakłonić się nie dał pójść do wojska i porzucić Warszawę. Powiadając mnie o tem książę Repnin, mówił, że gdyby król był przyjął propozycyą imperatorowej, byłby sobie zrobił sławę i reputacyą w Europie, a dla Rossyi przysługę, bo wojna możeby tylko jeden rok była trwała, a krajowi swojemu szczęście, boby nigdy niebył podzielny. Na ten czas imperatorowej wstąpienie na tron nie dawne było; nie sądziła, aby jej panowanie, już tak ustalone było i nie mogło być wzruszone przez rewolucyą lub spiski. Osobliwie że żył jeszcze pod ten czas Iwan zamknięty, pretendent do korony, a syn jej, Paweł, był małoletnim, do tego nie znała wszystkich magnatów kraju swego zdatności, dla siebie nieporuszonej wiary, aby tedy uniknąć emulacyi zrobienia między swymi, oddaniem głównej komendy nad wojskiem, umyśliła 155 oddać ją królowi polskiemu, jako obowiązanemu sobie i nie krajowcowi, i dodać mu radę do prowadzenia wojny, traktowania i zawierania traktatów dla Rossyi pod imieniem króla polskiego. Nakoniec sądziła, że gdy król komenderować będzie armią, postrzeże się Porta, że Polski nie ucisnęła imperatorowa, postrzeże się, że tylko zwiedzioną jest przez kilku nieukontentowanych magnatów polskich i powody do wojny przez Portę deklarowane ustaną i sułtan prowadzić ją dalej nie będzie i do zgody przystąpi. Gdy król propozycyi imperatorowej nie przyjął i komendy nad jej wojskiem objąć nie chciał, imperatorowa oddała komendę księciu Galiczynowi, feldmarszałkowi. Ten z armią poszedł atakować i wziąść fortecę Chocim, nad granicą polską leżącą i oddzieloną przez rzekę Dniestr, pod Zwańcem, miasteczkiem polskiem, od której Galiczyn, feldmarszałek, odpędzony został przez przybyłego z wojskiem na odsiecz Wezyra, ze stratą wielką w ludziach i armatach, że przymuszeni byli porzucić oblężenie i przejść most na Dniestrze rzucony i cofnąć się do Polski w wielkim nieporządku, tak dalece, że za nim zapędziwszy się kilka tysięcy Turków w pogoń do Polski wpadło. A że to się stało późno wieczorem, nadeszła ciemność nocy i ta skończyła bitwę; tejże nocy wezbrana nagle woda na Dniestrze, most zerwała i te kilka tysięcy Turków, za wojskiem komendy księcia Galiczyna do Polski zapędzonych, w jego potem dostały się niewolę. Po nieszczęśliwie 156 zaczętej pierwszej kampanii, Katarzyna II. komendę księciu Galiczynowi odjęła, a dała ją grafowi Rumiancowowi, któren niepomyślność księcia Galiczyna szczęśliwie zmienił swem komenderowaniem i zakończył wojnę traktatem zrobionym za Dunajem, za co miał przydane od imperatorowej nazwisko Zadunajski i 12. sztuk armat z przywilejem danym, żeby te zawsze w domu jego i sukcessorów zostawały na pamiątkę jego zwycięztw i usług dla kraju. Graf Rumiancow podczas 7 letniej wojny pruskiej komenderował kawaleryą i stał całą jednę zimę na kwaterze w domu ojca mego, o 6 mil od granicy brandeburskiej i pomorskiej, w tym czasie pobytu jego zaprzyjaźnił się z rodzicami mojemi, którzy nas 7 synów prezentując, prosili, że może w wypadku jakim, któren z nas będzie w Rossyi, by pamiętał, być mu w potrzebie pomocnym, i miał nasz ojciec książkę, w którą jenerałowie i sztabsoficerowie, z którymi miał zaprzyjaźnienienie wpisywali się z pochlebnemi dla ojca mego oświadczeniami, i tam zapisany był Fermer, Sołtykow, Buturlin, główno komenderujący armią Suwarowa; feldmarszałka ojciec Dołgoruki, Rumiancow, jenerałowie i wielu innych. Ojciec nas wszystkich 7 synów ubierał zawsze w mundur kadecki regimentów piechoty polskiej, mieliśmy karabinki porobione, grenadyerskie czapki, pałasze i cały lederwerk i kazał nas wyuczyć mustry staremu unteroficerowi pruskiemu odstawnemu, ile razy 157 nas chciał komu prezentować, to zawsze ze wszystkiemi munderunkami, gdy po nas posłał do oficyny gdzieśmy się naukami bawili, przymaszerowali i stanąwszy przed tym, któremu nas chciał prezentować, broń prezentowali, a potem wziąwszy na ramię, w tył się odwracali i odchodzili. To bardzo bawiło wojskowych, a nawet i damy, proszące, byśmy się wrócili a odniósłszy broń do stancyi, do nich się powracali, Gdym tu przybył na Ukrainę i pierwszy raz z wizytą byłem u grafa Rumancowa i tylko że mnie poznał z zadziwieniem wszystkich przytomnych, nawet jakie mam imię powiedział, wypytawszy się o rodziców moich powodzenie i zdrowie i o każdego brata po imieniu, gdzie się obraca, mnie wypytał się, com robił, skończywszy szkoły. Gdym mu powiedział, żem był w wojskowej służbie Fryderyka II., a potem w konfederacyi barskiej, służbę pruską bardzo mi chwalił, a z barskiej konfederccyi, żem zdrowo wyszedł, winszował, pytał mnie się, czy wiem o tem, że przyrzekł rodzicom moim być zawsze pomocnym ich dzieciom, jeżeliby potrzebowali, mówiąc: bo ja dotrzymać chcę godnemu staremu panu Bolesławowi, obligował mnie tem, u niego w jego dobrach bywałem często, gdzie gdym przyjechał, to mnie trzymał u siebie po dwa tygodnie. W czasie bawienia u niego, najmilsza dla niego konwersacya była, mówić o Fryderyku II., królu pruskim, jego postanowieniach wojskowych i cywilnych, o jego przymiotach i o swoich zwycięztwach podczas 158 7 letniej wojny, o dobywaniu Kolberga, o konsyderacyi, którą miał dla niego król pruski, o rozmowach z nim, które miał pod bytność jego u króla pruskiego z Wielkim księciem Pawłem, nakoniec o wojnie, którą tak szczęśliwie zakończył przeciwko Turkom traktatem za Dunajem na bębnie podpisanym. Między innemi rzeczami opowiadał, że gdy komendę odebrał po księciu Galiczynie, piechota przyzwyczajona była nosić z sobą rogatki i te składała i stawiała przed linią, a to dla zabezpieczenia się od natarczywego ataku kawaleryi tureckiej, co przeszkadzało do wszystkich ewolucyi i manewrów wojska; objąwszy komendę, kazał porzucić rogatki, a piechotę uformować w wielkie czworoboki i napełniać kawaleryą do wypuszczenia jej za pierzchnieniem nieprzyjaciela i to zmocnione było na skrzydłach gęstą artyleryą. Pierwszy raz, jak te czworoboki maszerując, zobaczyli nieprzyjaciela zbliżającego się, to we froncie wszystkich czworoboków żołnierze awansować nie chcieli, i na ziemię grenadyerowie przyklęknąwszy, dalej nie postępowali, dla tego, że rogatek przed sobą nie mieli, tak dalece, że feldmarszałek Rumanców zmuszony był, każąc oficerom, niechcących z ziemi powstać żołnierzy szpadami przebijać, gdy żadne rozkazy i perswazye nie skutkowały, dopiero przykładem, że kilku żołnierzy zabitych było, zmusił ich do powstania z ziemi i pójścia naprzód. Ten sposób przez feldmarszałka Rumancowa wpro- 159 wadzony do wojska rossyjskiego był Turków atakować, uformowani czworobokami, we wszystkich wojnach późniejszych główno komenderujący zawsze używali i tym sposobem Turków zwyciężali. Muszę tu wspomnieć, że graf Rumiancow po ukończonej wojnie z Turkami, z armią z Multan i Wołoszczyzny powracając do Rossyi, wykomenderował jenerała Tekielego, by siczowych kozaków otoczywszy między rzekami Bohem i Dnieprem, zabrał siedlisko ich nad parowami Dniepru zowiące się Sicz, ze wszystkiem zniszczył i zrujnował, na com patrzał, gdy tych rozkazów dopełnił w r. 1766. Grzymułtowskim traktatem część ziemi z prawej strony Dniepru od Polski do Kijowa odstąpioną i odgraniczoną została, która składa Wasiłkowski powiat, wszystkich zaś kozaków Zaporozkich ze wszystkiemi siedliskami i ich osadami, po lewej stronie Dniepru, tymże traktatem odstąpiła Polska Rossyi, co składa gubernią mało-rossyjską, dalej granicę między Rossyą a Polską stanowiły strony rzeki Dniepru, a że tej rzeki dalej ku morzu czarnemu brzegi nie osadzone, miały bardzo rozległe po obydwóch stronach stepy od miejsc kończących się osad polskich i kozackich, ostrzeżono wspomnionyni traktatem, by trzy mile, wszerz od Dniepru, osad żadna nie robiła strona. Tu tedy widzieć można, jak królowie polscy, hetmani i ministrowie strzegli granic Rzpltej, kiedy imperatorowa Elżbieta, nietylko, że osadziła swe stepy po lewym brzegu Dniepru, ale zabrała i polskie stepy 160 i sprowadzonymi Serbami z Węgier, osadziła militarne kolonie, porobiwszy husarskie pułki, aż do rzeki Wisi, która wpada w Sieniuchę, a ta w Boh to bez najmniejszego traktowania o to z Polską. Już tedy Polska podług traktatu grzymułtowskiego, od miejsca, gdzie się kończyły osady polskie, które były gdy traktat stanął; nie miała granicy Dnieprem w traktacie wyrażonym, dalej ziemia, która się rozciągała w szerz między Bohem a Dnieprem, a wzdłuż od granicy tatarskiej aż do Sieniuchy, zajęli kozacy Zaporozcy, którzy się oderwali od tych, którzy traktatem grzymułtowskim odstąpieni byli Rossyi i swe siedlisko założyli blisko progów Dniepru, po prawej ręce i nazwali miasteczko Sicz na ziemi do Polski należącej. Rossya na to nic mówić nie mogła, bo ta ziemia nie do Rossyi, ale Polski należała, a Polska może nie wiedziała o tem, że urywek zaporozkich kozaków, którzy niechcieli zostawać pod panowaniem Rossyi, na jej ziemi osiedli, uformowali sobie rząd podobny do kozaków zaporozkich. Mieli oni naczelnika, którego wybierali po śmierci zmarłego, ten się nazywał koszowym, dla tego, że gdy obrali naczelnika, wymiatali dom zmarłego i zgromadzone śmieci w kosz sypali, a potem ten kosz na wybranego naczelnika głowę przewróciwszy ze śnieciami, wysypali, mówiąc: bądź naszym koszowym" co miało znaczyć, że tak jak widzisz siebie obsypanego temi śmieciami, tak nas zawsze mieć będziesz około siebie we wszystkich przygodach nieod- 161 stępnymi. Miasteczko ich Sicz, oprócz domu koszowego któren nie powinien był umieć pisać i domu pisarza i sędziego, składało się z 40 domów wielkich, podobnych do karczem polskich, które znaczyły 40 kureni do tyleż pułkowników należących, a w każdym pułku rejestrowych towarzyszów powinno było być 1000. Z początku żyli tylko z rybołóstwa i ryby suszyli na słońcu, a potem mieniali z włościanami Ukrainy polskiej i w Małorossyi osiadłymi zaporozcamii, którzy się potem nazywali hetmańcy, bo zostawali pod władzą, hetmana w Baturyniu mieszkającego, a to za mąkę, krupy, słoninę i wódkę; najeżdżali, kradli obywateli Ukrainy polskiej, równie i nowo Serbianów i Tatarów. Wsi żadnych nie osadzali, ale później towarzysze, pułkownicy, assawuli attamani, siedzieli po ziemiankach oddzieleni każdy ze swoją czeladzią i całą ziemię między Bohem a Dnieprem podzielili na 40 pułków swoich, którym dali imiona miast polskich i miast małorossyjskich kozaków, jako to: pułk humański, targowicki, biało- cerkiewski, czechryński, smilański, korsuński, Czerkawski, etc. Żon nie mieli, przyjmowali do siebie zbiegów hultai najgorszych, ale najwięcej utrzymywali się adoptowanymi synami, branymi z Ukrainy polskiej. Pobudowawszy sobie ziemianki, wzięli się do gospodarstwa, i przy tych trzymali stada koni, owiec i bydła, zimą pod gołem niebem zimującego, które chodziły po komyszach i utrzymywały się sianem, przez 162 nich i ich czeladź robionem. Kobiecie żadnej w ich kraju postać nie godziło się. Jak Nowoserbia osiadła w sposobie osady wojennej, gdy Humańszezyzna i Smilańszczyzna się zaludniła, o najazdy i rabunki, gdy grozić Rossya koszowemu, a Lubomirski, podstoli kor., i Potocki wda. kijowski, prezentami go ujęli, wszedł tedy z nimi w ugodę, najprzód, że wstrzyma kozaków, czyli towarzyszów siczowych od najazdów, powtóre, że żydom i kupcom wolno będzie jeździć do Siczy z towarami i po ziemiankach, za kupnem bydła, koni i owiec. Pierwszy tedy pułkownik stał w Gardzie, dwie mile od ujścia Sieniuchy nad Bohem, to jest w miejscu, gdzie zrobili byli między skałami na Bohu będacemi, jazy czyli tamy do łapania ryb, i to miejsce nazywali oni gardem, temu tedy pułkownikowi dany był buzdygan żelazny, najeżony kolcami, dla konwojowania kupców lub posłańców do Siczy; ten tedy buzdygan wziął jeden towarzysz konwojujący i już wtenczas nikt nie attakował przejeżdżających lub powracających, jeżeli zaś gorzałkę wieźli, to wolno było towarzyszom jako i czeladzi, choć konwojowanych zatrzymać i tyle pić gorzałki, ile im się podobało, a byle kufę wypróżnioną przywieziono do Siczy, koszowy je płacił, jakby napełnione wódką, mając świadectwo od konwojującego, że kozaki wypili. — Jeżeliby przez kradzież nocną kto szkodę poniósł, wtenczas cały pułk nagrodzić ją winien był, w którego obwodzie ta szkoda stała się. Jeżeliby ktory z siczowych wyjechał na rabunek, popełniał wy- 163 stępki i na niego zaszła skarga do koszowego, przekonany o postąpieniu przeciw rozkazom koszowego, śmiercią był karany, to jest, po napisanym dekrecie przez pisarza i sędziego, przywiązano do słupa oskarzonego i położono stos kijów i kalkę wódki, każden kozak przechodząc koło niego, napiwszy się gorzałki, kijem go uderzył i póty bili, póki go nie zabili, innej kary śmierci nie mieli. Te koszowego postanowienia wstrzymały rejestrowych towarzyszów od najeżdżania krajów polskich i rossyjskich; ale nie wstrzymały czeladzi ich po ziemiankach u gospodarzy bawiących, którzy im dodawali koni i broni i byle kilku przebrało się w kraj nasz, to im dalej szli, powiększali swą liczbę z chłopów naszych, którzy naprowadzali na obywatelów i żydów majętnych i rabowali. W ostatnich czasach, najwięcej pieszo wychodzili, a gdy wracali się ze zdobyczą, liczba się ich zmniejszała, w miarę powiększenia się jej, gdy w kraj wchodzili; bo ci, którzy się do nich przyłączyli, wracali do wsiów, zkąd byli, a wiele kup zebranego hultajstwa bywało, co wcale nie przybyli z Siczy, tylko wataszka obrawszy się i namówiwszy kilku, powiedziawszy się być kozakiem siczowym, zaraz hultajów z chłopstwa naszego werbował, a najczęściej bywali wataszkami z diaków. Powracając w r. 1776. z Brahiłowa do Szpikowa, do pana sędziego Szwiejkowskiego, później wojewody podolskiego, gdziem się starał o jego córkę, jechałem 164 karyolką i miałem w konwoju 10 humańskich kozaków, między którymi był setnik, Kalennik zwany. Przejeżdżając nie daleko wsi Wujarzyniec, wyjechawszy z Krasnego po nad krąglach lasku Czarnego, spotkałem ludzi, 10 chłopów dużych i silnych; zatrzymałem ich, pytając się, zkąd są i dokąd idą. Odpowiedzieli mnie, że są ze wsi Krasninkiego i że idą do miasta Krasnego. Gdym ich tak dalece minął, że mnie już widzieć nie mogli, spuściwszy się z góry setnik Kalennik stanął i mnie zatrzymał, mówiąc, że ci ludzie, których, spotkaliśmy, nie są dobrzy, są hajdamacy, bo kryją seledce na głowie w zapuszczeniu włosów na całej głowie. Ja tedy, że już nad zachodem słońca było, pospieszałem czemprędzej do Szpikowa, gdziem zastał w gościnie księcia Lubomirskiego kasztelana krakowskiego, uczyniwszy relacyą panu sędziemu o spotkaniu tych ludzi. Ten natychmiast posłał do pana Domaniewskiego, rządzącego miastem Krasnem, by ich kazał wziąść i zabić w kajdany, wyindagowawszy ich, co to są za ludzie. W kilka godzin potem, pan Domaniewski napisał, że są hajdamacy i że ich 40 nocuje w lasku w jarze będącym pośród wsi Szpikowa. A że pan Szwiejkowski nie miał rezydencyi w Szpikowie, tylko folwarek ostrokołami obstawiony, dał stancyą kasztelanowi krakowskiemu w dworku leśniczego, właśnie nad samym laskiem sytuowanego. Przeczytawszy bilet od pana Domaniewskiego, pan Szwiejkowski, mnie go do czytania oddal, a gdym go 165 zapytał, któren to lasek? śmiejąc się odpowiedział, że właśnie ten, któren leży obok dworku, w którym ks. kasztelan krakowski i Wpan nocować będziecie; nic Wpan nie mów księciu Lubomirskiemu, a jako barskiej konfederacyi oficer, porób ostrożności i bronienia się sposoby, masz Wpan 10 kozaków, ja Wpanu dam 30. Zabezpieczywszy się na noc, nie rozebrany pilnowałem księcia Lubomirskiego, lecz już kiedy słońce zeszło, rzuciłem się na łóżko ubrany. Książe Lubomirski, któren bardzo rano wstawał, wyszedłszy z izby, gdzie nocował, w sieni zastał leżących kozaków, samopały po podściany ustawione, a przed dworkiem rozstawione pikiety. Wszedł do mnie, pytając się, czyli zawsze z taką ostrożnością nocujemy w tym kraju. Dopierom mu powiedział, że nie zawsze, i powiedziałem o teraźniejszem zdarzeniu. Czemprędzej poszedł z tego dworku na folwarek do państwa Szwiejkowskich, i ledwo co się kawy napił, naglił swój wyjazd i musieliśmy go wyprawić ku Wołyniowi polami samemi. Nim spać poszedłem, napisałem rozkaz do Tulczyna, by pułkownik Obodyński, przybył z setnią kozaków; napisałem do Muraffy, do brygadyera Gołejewskiego kawaleryi narodowej, dając mu wiedzieć o tych hajdamakach. Setnik zaś Kalennik, wziąwszy swoich 9 kozaków i atamana Szpikowskiego ze 30, poszedł atakować ich do lasku, lecz nie zastawszy, szedł taśmą na rosie poznaczoną nimi i doszedł ich w Krąglaku Czarnego lasu, zawalonym wywrotami drzewa, najprzód 166 Dąbrowy Derebczyńskiej i dał znać przez kozaka panu brygadyerowi Golejewskiemu, któren przyciągnąwszy, zaczął attakować, strzelając do nich. Ten atak i strzelanie trwało prawie cały dzień aż do wieczora, bo oni strzelających towarzystwa zwodzili, kładąc czapki na wywroty; jednak, że rzęsisty trwał ogień, do lasku małego do chroniących się po za dęby, towarzystwo strzelało i szeregowi, których oni postrzelili kilkunastu w uda, którzy się całkiem za dąb schować nie mogli. Kalennik, setnik, widząc noc nadchodzącą, odezwał się do brygadyera: pójdźmy z ręczną bronią, bo nam w nocy uciekną, i sam na czele kozaków z atamanem Szpikowskim posunął się i obydwa naczelnicy zabitymi zostali; ale resztę kozacy zmogli, z których żadnego nie było, żeby kilka razy postrzelonym nie był, a kilkunastu zabitych zostało przez ów rzęsisty ogień do lasku. Przy tych, którzy w Krasnem wzięci byli, zastano sto kilkadziesiąt czerwonych złotych pieniędzy, które wzięli u arendarza w wsi Russowie i z temi pieniędzmi szli kupować sukna na odzież kompanii swojej. Nim Rossya zniosła to gniazdo hultai, latem żaden possessor z żoną i dziećmi, ni ekonom nie nocowali w domach, tylko po chwastach i zbożach, wychodząc potajemnie, by ich chłopi nie widzieli, gdzie poszli nocować i dopiero za wschodem słońca powracali do domu, to samo i żydzi. Widziałem siczowych rejestrowych kozaków, po 4 po 5 wozów prowadzących rybę 167 suszoną, zaprzężone najpiękniejszymi wołami, którzy zajechawszy do miasteczka, sprzedawali rybę i wozy, a sprzedawszy, nakupili atłasu karmazynowego, sukna granatowego na kontusze i szarawy i czapki porządne z barankami siwemi, tudzież pasy i bóty czerwone i kazawszy porobić sobie te suknie, ubierali się, wprzód się skąpawszy, a ubrawszy się, zapraszali chłopów i tych traktowali gorzałką, którą za sobą w wiadrach nosić kazali i póty pili i częstowali wszystkich przychodzących, póki wszystkich pieniędzy nie przejedli i nie przepili, co wzięli za rybę, wozy i woły, a przepiwszy wszystko, kazali nalać w kadkę dziegciu, w te z całym ubiorem włazili, a potem wychodząc, niby to marnościami gardząc świata, te suknie z siebie zdjąwszy, na ulicę rzucali, by ją wziął kto zechce, a siebie ubierali znowu w koszulę w łoju zmaczaną i siermięgę, w której przyszli, z biczem do domu wracali, do takowych balów nie zapraszali kobiet. — Intratę koszowy miał z opłaty koni, bydła i owiec i miał wyspę na Dnieprze, na której kilka wsi osadzonych było z chłopów żonatych i ci mu czynsz płacili i jego był wyszynk wódki. Pułkownikom na utrzymanie kureniu osobny podatek płacili, a za to pułkownik w każdym kureniu utrzymywał kozaków, co chleb piekli, jeść gotowali i gorzałkę szafowali dla rejestrowych kozaków lub ich czeladzi, którym w kureniu podobało się bawić lub hulać. Cerkiew mieli bogatą: po każdym towarzyszu, którenby nie miał adoptowanego syna, połowę brał majątku zostawionego koszowy, a połowę cerkiew. 168 Dawniej, nim koszowy z dziedzicami Smilańszczyzny, a osobliwie z dziedzicem włości humańskiej porobił układy w formie traktatów, to siczowi kozacy całymi pułkami najeżdżali granicę kraju polskiego i tak miasto Humań, ostrokołem obstawione i wysokiemi wałami obwiedzione, wstępnym bojem attakowali i dobywali, którego bronił Potockiego, wdy. kijowskiego komisarz, pułkownik kozaków humańskich i nadwornej milicyi komendant, pan Ortyński i odpędził ich ze znaczną dla siczowych kozaków klęską, co zaświadcza do dziś dnia pięć mogił na przedmieściu Humania wzniesionych, gdzie siczowi kozacy pobici, pod niemi pogrzebani zostali. Ośmielony tą bitwą pułkownik Ortyński, któren umarł podczaszym bracławskim, na odwet najeżdżał ziemianki siczowych kozaków i one palił, a swoim kozakom stada i bydła zabierać pozwalał. Przed zabraniem Siczy przez wojsko rossyjskie i zrujnowanie ich siedliska za ostatniego koszowego tego samego, któren niechciał i odmówił żądanego sukursu do dobywania Baru z konfederatami, część kozaków siczowych była się zbuntowała przeciwko niemu, tak dalece, że zmuszonym został, szukać protekcyi u Rossyi z głównym naczałem. Ten bunt między kozakami Rossya za wdaniem się swojem uspokoiła i pogodziła, lecz dla bezpieczeństwa niby to koszowego, tam gdzie jego dom, pisarza i sędziego i cerkiew, co wszystko było budowane na najwyższem miasteczka Siczy 169 miejscu, kazała obsypać wysokiemi wałami w formie czworobocznej reduty i na tych wałach postawiono 12. sztuk armat i stało w niej zawsze kilka set piechoty rossyjskiej z kapitanem i trzema oficerami, mając potrzebną amunicyą i oddani byli w komendę koszowemu. Jak jenerał Tekieli zabrał koszowego, sędziego i pisarza w podeszłym już wieku będących, odwieźli ich do monasteru, by tam do końca dni swoich nabożeństwem się bawili. Pułkownikom, atamanom dali patenta na rangi sztabs - oficerskie i pozwolono im nosić feldcechy u szabel, a tem samem uszlachcono ich podług ustaw rossyjskich. Dano im grunta dziedzicznem prawem w proporcyi ich rangi. Te na dziesięciny podzielono, do osadzenia słobód dla siebie, potem wybrano miejsca dla osadzenia słobód na skarb imperatorski i tam kozakom osiadać proponowano, którzyby z gruntu czynić służbę (kozaków zaporozkich) chcieli przez siebie lub swoich najmitów. Resztę ziemi pomierzonej rozdano między jenerałów, sztabsoficerów i ich subalternów armii grafa Rumancowa, i między osoby, które tylko jakiekolwiek usługi czyniły lub używane były w tej wojnie od komenderującego, a osobliwie którzy rekomandowanymi byli od marszałka Rumancowa. Z całego tedy kraju zrobiła imperatorowa gubernią Wozneseńską i miasto gubernialne założyła i pobudowała miasto Woznesensk zwane, nad rzeką Bohem, a razem wzięta gubernia Tauryczewska, Hersońska i Woznesenska robiła namiestnikostwo Ekateryno- 170 sławskie. Z tych zaś kozaków i czeladzi siczowej, którzy na osiedlenie wsiów skarbowych pójść nie chcieli, ani żenić się, porobiono pułki kozaków czarnomorskich i ci na żołdzie skarbowym zostali i dano im za komendantów, atamanów, Ukołowatego i Cepigę, obydwaj urodzeni w Polsce, pierwszy ze wsi do starostwa Bogusławskiego należącej, a drugi ze wsi Horodeckiego z włości humańskiej. Po zabraniu Siczy, wkrótce potem imperatorowa skassowała hetmaństwo kozaków zaporozkich, owych to, co odpadli od Polski przez traktat grzymułtowski z miastami i wsiami panów polskich. Hetmana ich, grafa Rozumowskiego, zrobiła feldmarszałkiem, nadała mu znaczne dobra w obrębie kraju tych kozaków z miastem Baturynem, gdzie rezydencya była hetmanów kozackich. Wszystkim oficerom kozackim przyznała szlachectwo, resztę rejestrowych kozaków uznała równie za szlachtę, nazywając ich jedno-dworcami, którzy na rekrutów nie idą i swobodnie w swych domach żyją; tym wolno wsie i dobra kupować, a gdy do wojska idą dobrowolnie i mają przyzwoitą edukacyą, mogą awansować tak w wojskowym jako i cywilnym stanie; kraj zaś cały, to jest miasta i wsie, na gubernie podzieliła i rząd kraju rossyjskiego zaprowadziła. Tegoż samego czasu zabrała na skarb wszystkie dobra metropolitańskie, biskupie i monasterów bardzo znaczne, i tych część podzieliła między obywateli, osobliwie wojskowych rossyjskich, a duchowieństwo i zakonników dostojności porównała 171 z rangami wojskowemi i te same wyznaczyła im pensye, i tak metropolita jenerała leitnanta, biskup jenerał-majora, opat pułkownika, a zakonnik prostego żołnierza miał wyznaczony żołd i płacę, a parochowie i protopopi zostali przy gruntach i dochodach, które dawniej pośród swych gromad mieli. — Potem w czasie gdy książe Potemkin feldmarszałek, to jest około r. 1789 komenderował armią przeciwko Turkom, znowu hetmaństwo skassowane około r. 1777 na osobie grafa Rozumowskiego, wskrzesiła imperatorowa i zrobiła hetmanem księcia Potemkina; nietylko tych, którym hetmanił graf Rozumowski, ale przyłączyła do jego hetmaństwa wszystkich kozaków całej Rossyi, to jest: uralskich, dońskich, czukajowskich, zabohskich i czarnomorskich; przy reskrypcie, które mu na to hetmaństwo dała, przysłała mu cztery buławy, które niegdyś hetmani kozaccy zadnieprscy od królów polskich mieli. Będąc do Jas do ks. Potemkina posłanym w wojska naszego interesie od ks. Józefa Poniatowskiego, któren komenderował partyą ukraińską, gdy graf Potocki, jenerał artyleryi, był za granicą jako komendant i pułkownik regimentu imienia Potockich, opowiadając mnie ks. Potemkin swe zwycięztwo nad Turkami, pokazując mi pobranych fortec rysunki, jak były ufortyfikowane i jak atakowane i wzięte, jako to: Oczakow, Bender, Kilię, Izmaiłów; między innemi rozmowami zapytał mnie się, czylim go widział w hetmańskim mundurze, któren się składał z pantalonów długich (jak się naza- 172 jutrz ubrał umyślnie) i kamizelki materyalnej paliowego koloru, ciżmy miał krótkie czarne, na wierzchu suknia robiona w formie jak węgierska, niżej kolan długa, tabaczkowego koloru, w około wydrami sybirskiemi obłożona z kołnierzem, które futro czarno świecące się, końce miało białe, jakby srebrem obsypane; jest to futro najdroższe w Rossyi, guzy i guziczki u kamizelki brylantowe, sznurkami brylantowemi ugarnirowane suto, kołpak wysoki z tegoż futra z pąsowym aksamitnym wierzchem, z kitą. wielką brylantową z piórami na niej zatkniętemi czarnemi czaplemi. Widziałem w księciu, iż go hetmaństwo wszystkich kozaków całej Rossyi więcej prawie kontentowało, niżeli ranga feldmarszałka. Gdy książę został hetmanem, przez niego wszyscy oficerowie kozacy przez imperatorową porównani byli z oficerami całej armii rossyjskiej w rangach. Ataman doński został zaraz jenerałem en chef, Denisow również jenerałem en chef, wypromowował na jenerałów, Orłowów, Izajewów, Deniskowów, Gekowów (?) i wszystkich pułkowników oficerów uszlachcił, zgoła, co przedtem chorąży piechoty lub porucznik od kawaleryi regimentu jazdy komenderował kilka pułków dońskich, od tego czasu wszyscy jenerałowie i oficerowie dońscy biorą, w komendę podług starszeństwa wszystkich rang oficerów armii całej, zgoła do tego punktu wyniósł kozaków książę Potemkin, że familianci rossyjscy cisnęli się być oficerami w pułkach kozackich i starali się o to u księcia Potemkina jako o łaskę 173 szczególną. Z śmiercią księcia Potemkina i to wskrzeszone hetmaństwo nad wszystkimi kozakami upadło. Dla kozaków został się zaszczyt, że awansują jenerałowie w korpusach kozackich, tak jak jenerałowie kawaleryi w korpusach kawaleryi, a jenerałowie piechoty w korpusach piechoty i są uformowani na lekką jazdę regularną, mając zostawione manewry im tylko właściwe, są uznani za szlachtę, mają wsie i poddanych, jak w Rossyi, zowią chrześcian i porównani w przywilejach szlacheckich z całą szlachtą rossyjską, i zapewnione mają sobie prawa dawne, któremi się na Donie rządzili; mają artyleryą konną, mają akademią, w której się ich młodzież uczy wszystkich języków i nauk, tak jak i w innych akademiach. JW. graf Seweryn Potocki i aktualny tajny radzca, będąc protektorem akademii charkowskiej i czerkawskiej na Donie w mieście Czerkasach, powiadał mi, jak z wielką aplikacyą dzieci kozaków się uczą i jak wielki postęp w naukach czynią, że aż do zadziwienia tyle mają sposobności; gdy był u nich na rewizyi akademii i szkół, gdy mu wszystka kozacka szlachta dziękowała za ustawy w akademii poczynione, z dawania dla młodzieży nauk, prosili go, by im raczył odmienić professora do języka francuzkiego. — Graf Potocki rozumiejąc, że go oskarżać będą o jaki błąd nieprzyzwoitości lub niepilności w dawaniu lekcyi języka francuzkiego. Gdy ich się zapytał, dla czego ten professor im się nie podobał? Odpowiedzieli, że jest najlepszych przymiotów 174 człowiek, ale mający, zły akcent; jakoż w samej rzeczy był Niemiec i znał doskonale język francuzki, ale miał zły akcent; aby zaś mieli dobrze mówiącego professora, ofiarowali do pensyi, którą ma od akademii, dołożyć dla niego co rok po kilka tysięcy rubli. Dodał im graf Seweryn Potocki, ze w czasie obywatele rodu kozackiego bardzo się będą dystyngować w Rossyi, bo mają aplikacyi, ochoty wiele do nauk, tudzież sposobności i zdatności, a są nie zepsutych obyczajów i więcej moralni, jak innych prowincyi rossyjskich obywatele. Już teraz gdy się trafi, w kompanii na balach lub w innych posiedzeniach znajdować z oficerami pułków kozackich, widzieć można młodzież starającą się, by ich wszyscy uznali grzecznymi, jakoż pełni są nauki i doskonale mówią językami, a na kwaterach gdy stoją, ledwie obywatel, że ich ma u siebie. Tańcują ładnie, trzeźwo się zachowują, grami ażardownemi się nie bawią, i wielu między nimi jest ładnych figur i twarzy. Na zniesieniu Siczy zdało się, że choć straciła rzeczpospolita ziemię, która do niej należała przez nierządność i niedbalstwo królów i ministrów, odniosła korzyść pozbycia się kilkadziesiąt tysięcy hultajstwa, graniczącego z nią, które się rekrutowało z chłopów i poddanych polskich i dokąd wszyscy kryminaliści z naszego kraju mieli ucieczkę. Wcale nie! bo nowe znowu uciemiężenie nastąpiło dla pogranicznych dziedziców polskich, gdyż jenerałowie, jako i ci wszyscy, co mieli nadaną ziemię siczową na osady słobód, przemawiali 175 poddanych obywateli kraju polskiego, obiecując im wiele wolności w nowych słobodach, a jenerałowie i pułkownicy w przechodach, po kilkadziesiąt gospodarzy z żonami, dziećmi i całym dobytkiem i cerkwiami zabierali i na swe słobody przewozili, czego najszczególniej doświadczył książę Aleksander Lubomirski, osobliwie Wołochów, Mołdawianów, od dawnych czasów osiadłych w Polsce, a kiedy skargi dziedziców zachodziły o to do rządu rossyjskiego, to albo rezolucyi nie odbierali, albo odpowiadali, że Mołdawianom i Wołochom, ludziom obcego narodu nie polskiego, wolno im przechodzić, gdzie im się podoba, twierdząc, że nie zabrani gwałtem, ale sami wyszli z Polski do Rossyi. Powtóre siczowi kozacy, którzy przeznaczeni byli do słobód skarbowych i żenić im się nakazano, jeździli po wsiach i jarmarkach i dziewki namawiali na żony, kradli i wywozili. Teraz jeszcze koczowanie ludzi naszego kraju nie ustało i uciekanie się do gubernii Ekatarynosławskiej, zkąd odebrać, mimo najsurowszych imperatora rozkazów, by oddawano, trudno bardzo, osobliwie, ie znowu z Ekatarynosławskiej gubernii uciekają i przechodzą w gubernią kiszyniowską, założoną na stepach bessarabskich, odebranych ostatnich lat wojny na Turkach, między Dniestrem i rzeką Prutem lezących. KONIEC. 176 OMYŁKI DRUKARSKIE. Strona 23. wiersz 13. zamiast Pickow czytaj Pikow. " 32. " 8. " księcia " zięcia. " 36. " 5. " Benoimu " Benoimu. " 36. " 25. " zakredytowany " zaakredytowany. " 43. " 5. " elektorat " Elektor " 45. " 27. " Bestużewem " Beńsużewem. " 46. " 20. " gdy " gdzie. " 49. " 1. " obranym " obranym marszałkiem. " 51. " 2. " pozostały " pozostałej. " 62. " 25. " bo " by. " 72. " 3. "Pokuły " Puhały. " 87. " 16. " kujawskiego kijowskiego. " 90. " 17. " " 114. " 24. " mamistami " namiotami. " 123. " 17. "Wałecki " Warecki. " 127. " 26. " Buken " Bukar " 128. " 27. " syn " Ten " 152. " 10. " umieszczano " umieszczono. " 152. " 20. " w. kor. " Chorąży W, kor, " 155. " 19. " podzielny " podzielony, " 158. " 10. " i tylko " nietylko, " 160. " 9. " parohami " porohami, " 168. " 15. " ją " je. " 170. " 23. " zarekomandow. " zarokomend. KILKA UWAG KORREKTORA. Do strony 21. "Znałem podkomorzynę poznańską, pozostałą wdowę ostatniego (?) z domu Czartoryskich." Tę sarnę anekdotę opowiada Kołłontaj o Katarzynie Szembekowej, z domu Opalińskiej, kanclerzynie koronnej. Na tej samej stronie: "a gdy którego namówili (Jezuici do swego zakonu) choćby przeszedł wszystkie klassy nauk, które dawali, wstąpiwszy do zakonu, musiał pójść (powtórnie) do pierwszej klassy i stopniami (znowu) postępować, aż do skończenia teologii (VI. klassy). To dowodzi szczerość nauk w ich publicznej edukacyi." Autor mówi ironicznie szczerość, a rozumie: nieszczerość, jakoby Jezuici nieszczerze, to jest powierzchownie i ladajako tylko młodzież świecką uczyli, i dla tego przyjąwszy kogo do swego zakonu, zmuszeni byli kazać mu powtórnie (gruntowniej) ten sam kurs naukowy odbywać. Lecz zdrowy rozsądek inny wniosek z tego powtórzenia kursu naukowego nastręcza, to jest: że Jezuici chcieli mieć młodzież swoję gruntownie usposobioną, gdy ją podwakroć w tychże samych naukach ćwiczyć kazali. Zarzut nieszczerości byłby wtenczas uzasadniony, gdyby byli osobny kurs nauk dla swoich urządzili. — Autor nasz, który, jak się z treści Pamiętników pokazuje, w szkołach jezuickich nie był, zasłyszał coś o powtarzaniu kursu naukowego u Jezuitów, ale nie dokładnie; jak to mówią: słyszał, że dzwonili, ale nie dosłyszał, w którym kościele. Otóż rzecz sic ma, jak następuje. Powtarzali młodzi Jezuici istotnie swe kursa 179 szkolne, lecz już jako Professorowie, wykładając młodzieży te same nauki, których się byli sami jako uczniowie nauczyli. Przechodzenie zaś całego kursu we wszystkich klassach, czyli roczna ascensya coraz do wyższej klassy, tak się rozumie, że między rozlicznemi planami naukowemi był i ten esperyment pedagogiczny, żeby jeden i tenże sam Professor (ordynaryusz) swoich uczni przez wszystkie 6 klass, postępując co rok do wyższej, przeprowadzał. Sądzono bowiem, że tym sposobem lepiej poznawszy młodzież, skuteczniej do rozwinięcia rozmaitych jej zdolności przyłożyć się może. Bywało także, że jedni professorowie przez 3 niższe klassy tylko, a drudzy zdatniejsi przez 3 wyższe co rok z uczniami aseendowali, czyli po naszemu promocyą otrzymywali. Na tejże stronie: " Klasztory ucząc się jedni filozofii Arystotelesa, drudzy Szkota, inni Bakona" i t. d. Widocznie błądzi autor, gdy podaje, że niektóre klasztory trzymały się filozofii Bakona (z Werulam) sławnego wskrzesiciela nowej filozofii, a który właśnie dla tego był przeciwnikiem filozofii scholastycznej, zwanej Arystotelesową. Wiadomo powszechnie, że duchowieństwo klasztorne uczyło się teologii (bo tu o tej nauce mowa), jedni podług systemu Duns-Skota, drudzy podług Tomasza z Akwinu (Thomistae) i na tych to dwóch filarach oparci, wyprawiali owe sławne teologiczne dysputy, popierane dowodami z dyalektyki Arystotelesowskiej czerpanemi. Bakon jakkolwiek jeden z najcelniejszych jeszcze podziśdzień filozofów, nie był dla nich nigdy teologiczną powagą. Do strony 85. "Konfederacya w Krotoszynie. " O tej konfederacyi dyssydenckiej w Krotoszynie zawiązanej nie ma nigdzie wzmianki. Wszyscy ją nazywają toruńską. 180